Mamy ścigaczy medialnych prawie takich jak na Zachodzie. Z jedną różnicą - ster jest zablokowany

Fot. wPolityce.pl
Fot. wPolityce.pl

Jak wiadomo charakter człowieka poznaje się w sytuacji skrajnej. Podobnie polityka i dziennikarzy. Warto więc zapamiętać ostatni tydzień kampanii, kiedy decyduje się kto będzie miał w Polsce władzę. Mieliśmy bowiem możliwość obserwowania stężonych, podanych w skondensowanej dawce, wszystkich naraz, patologii polskiego życia publicznego.

Kiedy się okazało, że cała czteroletnia praca aparatu rządowej propagandy, że śmierć doświadczonej państwowo elity opozycji, nie anihilowały tej formacji całkowicie, włączono dopalacz pościgowy. Oglądałem transmitowane jedna po drugiej, każdego dnia, konferencje prasowe Tuska i Kaczyńskiego. Z podziwem ale i zażenowaniem patrzyłem jak często ci sami reporterzy głaskali pytaniami o Kaczyńskiego oraz świetlany rozwój Polski Donalda Tuska, by za chwilę dociskać i co najważniejsze - próbować sprowokować - lidera opozycji Jarosława Kaczyńskiego. Z premedytacją, dzień po dniu, nie ukrywając nawet specjalnie iż takie otrzymali zadanie, że taka jest dziś linia "frontu". Ma powiedzieć coś radykalnego, ma zostać skompromitowany. Nie udało się.

Postanowiono więc Kaczyńskiego zgnieść. Czołowa gwiazda mediów prorządowych, choć wątpliwe czy dziennikarz, Tomasz Lis zaprosił oficjalnie Kaczyńskiego do studia. W rzeczywistości urządził mu slalom i bieg z przeszkodami oraz pułapkami. Naród pisowski zawył z radości, że prezes zwyciężył. Sławomir Nowak wyraził żal, że Lis zawiódł zaufanie władzy. Ale nikogo jakoś specjalnie nie ruszyła sama formuła przesłuchania. Tak inna, tak odmienna od tych lukrowanych pogawędek Lisa z Tuskiem i innymi politykami PO. Gdzie pytał ich nie o ich dorobek, ale o... Kaczyńskiego.

Cóż było robić. Postanowiono włączyć superdopalacz orkiestry bez względu na wszystko, niezależnie od faktu, że Kaczyński sprowokować się nie dał. Jakieś jedno neutralne zdanie o pani Angeli Merkel zaczęto rozdmuchiwać do rozmiarów wojennych.

W kraju gdzie połowę narodu czołowe media wyszydzają, gdzie ulubieniec ministra Zdrojewskiego 48-letni nastolatek Jakub Władysław Wojewódzki w nagrodę za wsadzanie narodowych flag w psie kupy dostaje lukratywny koncert, nagle okazało się iż najgorszą zbrodnią jest możliwość, choćby potencjalna, urażenia niemieckiej kanclerz. Bo szacunek, wiecie, ważna rzecz.

Mechanizm jest dokładnie ten sam co w przypadku sprawy Ślązaków. Wtedy Kaczyński przestrzegał przed wypychaniem ich z polskości przez separatystyczny RAŚ. Przekazano widzom odwrotnie - że rzekomo ich z tej polskości wypychał. Pudła rezonansowe grają teraz podobnie. I nawet, to najgorsze, nie ukrywają iż nie chodzi tu o jakąś prawdę, że chodzi o zbicie wyniku opozycji.W końcu partia ufa, partii zawodzić nie wolno!!

Dlatego, kiedy nasz portal ujawnia materiały stawiające pytanie o uczciwość wyborów samorządowych (masowe unieważnianie głosów z powodu dwóch krzyżyków na kartach do głosowania tylko na Mazowszu), kiedy Cezary Gmyz opisuje w "Rzeczpospolitej" ordynarne zmiany prawa by dopomóc jednemu biznesmenowi, to pies z kulawą nogą się o sprawie nie zająknie. Nie ma, nie istnieje. Dziennikarze zajęci są ściganiem prezesa. Takie zadanie.

Więc możemy już mówić, że nie mamy dziennikarzy w większości mediów oficjalnych. Mamy ścigaczy, prawie takich jak na Zachodzie. Z jedną różnicą - ster jest zablokowany. Ścigacze ścigają tylko jedną stronę. Prawie czyni i tutaj wielką różnicę. W tym wypadku jak pomiędzy Zachodem a Rosją.

 

Najnowsze artykuły

Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu

Śledź nas na Google News

Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News

Dziękujemy za przeczytanie!

Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.

Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.

Autor

Wesprzyj telewizję wPolsce24! I naszą misję - dziennikarstwo śledcze Wesprzyj telewizję wPolsce24! I naszą misję - dziennikarstwo śledcze Wesprzyj telewizję wPolsce24! I naszą misję - dziennikarstwo śledcze

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych