Od ponad 72 godzin polityczna Ameryka, a już na pewno polityczny Waszyngton żyją tylko jednym tematem: czy Herman Cain, biznesmen i jeden z potencjalnych kandydatów Republikanów na prezydenta dopuścił się seksualnego molestowania w latach 90 tych.
To czy Cain przetrwa jako kandydat - jak do tej pory utrzymuje prowadzenie w niektórych sondażach - jest kwestią odrębną. Ale ostatnie kilkadziesiąt godzin to niemal podręcznikowy, uniwersalny przykład na to, jak nie należy reagować w politycznej sytuacji kryzysowej - niezależnie od szerokości geograficznej.
Cała sprawa zaczęła się w niedzielę wieczorem. Serwis POLITICO opublikował długi i dobrze opracowany tekst o Cainie, gdy ten był w latach 90 tych szefem lobbingowej organizacji restauratorów. Jego osią były następujące fakty: dwie kobiety pracujące dla NRA w tym czasie oskarżyły wówczas Caina o molestowanie seksualne. Cała sprawa została wówczas załatwiona poza sądem - ugodą, a obie kobiety odeszły z pracy z wysokimi odprawami.
Tekst stał się niemal natychmiast tematem numer jeden dla wszystkich amerykańskich mediów. No i się zaczęło. POLITICO dało sztabowi Caina dziesięć dni - wieczność w przypadku amerykańskich kampanii - na odniesienie się do tekstu przed jego opublikowaniem. Bez rezultatu. Ale to był dopiero początek karuzeli nieprofesjonalizmu.
Cain i jego doradcy postanowili na początek zaatakować waszyngtońskie media za "bezpodstawny atak". To było w niedzielę wieczorem, chwilę po publikacji tekstu przez POLITICO. Później historia opowiadana przez Caina zaczęła się zmieniać bardzo szybko - od "nic nie pamiętam" przez "chyba była jakaś ugoda" po "było jeszcze kilka innych absurdalnych rzeczy". Najlepiej widać to na klipie przygotowanym przez serwis TPM.
Ze wszystkich złych rozwiązań Cain i jego doradcy wybrali najgorsze. Zamiast przygotować jedną wersję wydarzeń, to co mówił Cain zmieniało się nieustannie, powodując dodatkowe pytania. Polityk GOP i jego sztab powinni byli przygotować -mieli aż 10 dni - jedną wersję wydarzeń i się jej trzymać. Cain w licznych wystąpieniach telewizyjnych po prostu dolewał oliwy do ognia. Jak mówił cytowany w Washington Post Ron Bonjean, konsultant GOP "Gdy pokój się pali, starasz się odciąć do niego dopływ tlenu".
Jak w przypadku niemal każdego kryzysu w polityce, reakcja na wydarzenie jest dużo ważniejsza niż samo wydarzenie. Można argumentować, że Cain związany jest klauzulami ugody które zawarło NRA i nie mógł mówić o sprawie w pełni - przede wszystkim o treści zarzutów. Ale to nie znaczy że to co mówił musiało zmieniać się w ciągu tych 48 godzin tak dramatycznie.
Swoją reakcją sprawił, że trudny dla niego moment stał się niemal katastrofalny. Na szczęście dla Caina dzięki mobilizacji wokół niego konserwatywnych aktywistów - w dobrze znanym motywie twierdzy oblężonej przez złe media - cała ta sprawa może mu nawet pomóc.
Ale i tak jego zachowanie może być piękną lekcją. W mijającej kampanii wyborczej w Polsce także były sytuacje, które z poważnych stały się katastrofalne nie przez sam fakt ich zaistnienia, ale przez niewłaściwą i niekompetentną reakcję która nastąpiła później. Wtedy reakcja sama staje się tematem - zwykle z fatalnymi dla polityka czy jego partii skutkami.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/121309-casus-caina-jak-nie-reagowac-w-politycznej-sytuacji-kryzysowej
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.