Obama zmienia Twitter w polityczną broń masowego rażenia

W walce o podniesienie limitu zadłużenia USA Biały Dom zmobilizował wszystkie siły. W piątek po raz pierwszy Obama w oświadczeniu telewizyjnym zaapelował, by Amerykanie nie tylko pisali i dzwonili do członków Kongresu, ale też "tweetowali".

Już w poniedziałek Obama zaapelował w wieczornym przemówieniu do Amerykanów, by sprawili że członkowie Kongresu usłyszeli ich głosy wzywające do kompromisu w sprawie podniesienia limitu zadłużenia. Efekt był niemal natychmiastowy - strony niektórych kongresmenów przestały działać ze względu na zbyt duży ruch. Następnego dnia na Kapitolu telefony się praktycznie urywały. Ale to nie było nic nowego. Już wcześniej m.in. Ronald Reagan wystosowywał podobne apele.

Ale to nie koniec. W piątek w porannym oświadczeniu Obama przeszedł do konkretów. Zaapelował by Amerykanie nie tylko dzwonili i pisali do swoich przedstawicieli, ale także "twettowali".

Na oficjalnym koncie Obamy pojawił się apel skondensowany do 140 znaków ze znacznikiem (hashtagiem) #compromise. A później, łamiąc wszelkie zasady, sztabowcy Obamy zaczęli wpisywać po kolei - geograficznie - konta Republikanów w Kongresie, do których można na twitterze wystosować apel o kompromis. Trzeba było ponad 100 wiadomości, by wypisać wszystkich.

Na rezultaty można spojrzeć dwojako. Z jednej strony Obama stracił ponad 33,000 śledzących, zirytowanych spamem. To z kolei spowodowało, że w amerykańskich mediach pojawiło się bardzo wiele artykułów w stylu "Obama przegrywa bitwę, traci śledzących na Twitterze". Oczywiście w kontekście tego, że Obama ma ponad 9 milionów śledzących, taki spadek może nie wydawać się istotny

Z drugiej strony jak wskazują badania firmy NM Incite, znacznik #compromise został użyty 22,00 razy i dotarł do 36 milionów użytkowników Twittera - od 10.00 rano do 17.00. To niezły wynik.

Sztab Obamy złamał reguły gry spamując przez wiele godzin. Ale to mało finezyjne "uderzenie" miało zmobilzować zwolenników prezydenta - i to się przynajmniej częściowo udało. W ten sposób Biały Dom w spektakularny sposób przyciągnął uwagę do sprawy podniesienia limitu, wykorzystując Twitter jako "przekaźnik informacji" na skalę całego kraju, a nawet całego świata.

To sygnał, jak mogą wyglądać twitterowe wojny w czasie kampanii w 2012 roku. Sztab Obamy na pewno bardzo uważnie analizuje teraz wszystkie zebrane w piątek informacje. To dopiero skromne początki.

Najnowsze artykuły

Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu

Śledź nas na Google News

Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News

Dziękujemy za przeczytanie!

Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.

Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych