Stosunki rosyjsko-irańskie są specyficzne. W dużym uproszczeniu pozwalają one Teheranowi obchodzić -często półoficjalnie- sankcje handlowe, Moskwie służą natomiast jako istotny czynnik podwyższający globalne znaczenie spadkobierczyni ZSRR.
Od 1991 roku potencjał Kremla nie pozwala mu dotrzymać pola potędze Stanów Zjednoczonych, o ile status Rosji jako mocarstwa regionalnego nie podlega dyskusji, o tyle jej globalne znaczenie jest tematem licznych polemik. To dzięki wpływom w takich krajach jak Iran czy Korea Północna (pomijając znaczenie arsenału atomowego) spotkania bilateralne prezydentów Obamy i Miedwiediewa są częste i nasycone treścią (np. niedawne w Honolulu). Kreml wspomaga Iran na polu polityczno-handlowym, ale robi to nie tylko z chęci zysku. Najważniejszym czynnikiem takiego stanu rzeczy jest zachowanie wpływu rosyjskiego na Teheran. Współpraca Federacji z reżimem ajatollahów ma jednak swoje granice.
Rosja chce jako mediator podnieść swój globalny status, ale nie chce mieć konkurenta nad Morzem Kaspijskim. Status tego akwenu nie jest uregulowany, jest za to bogaty w ropę naftową. Właśnie na podstawie takiego tła politycznego należy rozpatrywać kwestię odmowy sprzedaży Iranowi przez Rosję zestawów przeciwpowietrznych i przeciwbalistycznych S-300. Sprawę tą trzeba powiązać także z nieustannie pojawiającymi się w prasie informacjami na temat ewentualnego ataku izraelskiego na irańskie instalacje atomowe. To właśnie w tym miejscu –gdzieś pomiędzy mediacyjną postawą Rosji a jej obawą przed konkurentem perskim- dyplomacja amerykańska zdecydowana na wprowadzenie „resetu Obamy” znalazła białą plamę polityczną, którą stara się napełnić treścią. Pytanie, które stawia sobie Biały Dom brzmi dziś prawdopodobnie: „za ile Rosja odpuści sobie Iran?”
Pytanie to należy skorelować z gruzińską zgodą na akcesję Rosji do WTO. Tajemnicą poliszynela są amerykańskie naciski na Tbilisi w tej sprawie. Czy to cukierek Obamy dla Putina? Być może… Ponieważ kraje Europy Wschodniej są duże, a ich całkowite podporządkowanie mało prawdopodobne (dlatego FR promuje w tym wypadku struktury integracyjne), a Azja Środkowa to teren w którym coraz aktywniejsze stają się Chiny, to właśnie Kaukaz staje się naturalnym polem ekspansji Rosji. Wojna z Gruzją (2008) i poczęcie Abchazji oraz Osetii Południowej, de facto protektorat rozpościerany nad Armenią, czy aktywna „mediacja” Miedwiediewa w sprawie Górskiego Karabachu powodują, że jedynym antyrosyjskim krajem w regionie pozostaje Azerbejdżan (Gruzja jest niezależna, ale upokorzona i okrojona). Szyicki Azerbejdżan uzyskuje natomiast istotne wsparcie od szyickiego Iranu, mniejszość azerska to istotna liczba w perskich proporcjach…
Kaukaz to miejsce, w którym amerykańskie cukierki są przez Rosję pożądane, w którym atak na Iran może przynieść korzyść dla Kremla. Jeśli USA w jakiś sposób podniosą globalny status Rosji, choćby w sferze czystego PR, jeśli szczodrze obsypią ją łaskami, to może ona porzucić swoje „uprzywilejowane” relacje z Teheranem. Moskwa to także klucz do alergicznej reakcji Chin na ewentualny atak izraelski na Iran. Pekin uzależniony od dostaw surowców z Zatoki Perskiej (proszę przyjrzeć się kto kontroluje Ormuz) może złagodzić swoje nastroje dzięki rosyjskim dostawom ropy- infrastrukturą kontrolowaną przez Rosnieft…
Piotr A. Maciążek
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/121963-atak-na-iran-to-zalezy-od-kremla-rosja-chce-jako-mediator-podniesc-swoj-globalny-status
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.