Rzeczpospolita Obojga Narodów, czyli czekając na polskiego Orbana
opublikowano: 17 stycznia 2011 roku, 10:19 | ostatnia zmiana: 3 sierpnia 2011 roku, 16:37
Z wielkim zaciekawieniem przeczytałem sobotni tekst Igora Janke (w „PlusMinus", dodatku do „Rz"), który nadając z Budapesztu, opisał nam bieżącą politykę węgierskiego rządu premiera Viktora Orbana. Tekst ten przeczytałem z zaciekawieniem, lecz jeszcze bardziej z uczuciem zazdrości.
Nie ukrywam, że wszystkie te informacje, które Igor Janke zawarł w swoim teście, potraktowałem w kategoriach analogii. Im więcej czytałem o zaciekłej i konsekwentnej walce Orbana o wszystko to, co węgierskie, bez patrzenia się na konsekwencje, pomyślałem sobie, że ci nasi węgierscy bratankowie, to mają jednak cholerne szczęście.
Zacząłem porównywać to, co robi Orban z tym, co czyni obecnie polski rząd. Niestety, w tym porównaniu rząd polski wypada bardzo blado, zwłaszcza w kategorii budowania tożsamości narodowej. O ile na Węgrzech coraz mocniej Węgrzy czują się węgierscy (mimo licznych podziałów), to w Polsce coraz mniej polskości w Polakach (oczywiście, nie wszystkich). Któż by kiedyś pomyślał, że polskim mediom uda się wykreować określenie „prawdziwy Polak" w kategoriach obrazy?
Z jeszcze większym uczuciem zazdrości przeczytałem, że Orban nie boi się wejść w konflikt z Narodowym Bankiem Węgier, obniżając choćby wynagrodzenie członkom jego zarządu. U nas tego się nie robi, u nas podnosi się podatki lub wprowadza nowe. Orban nie boi się też konfliktu z Międzynarodowym Funduszem Walutowym, o ile będzie tego wymagała dbałość o interesu Węgier. Nie boi się ostro odpowiadać przywódcom innych państw europejskich.
Ogólnie Viktor Orban wychodzi z założenia, że po roku 1989 Węgry nie przeszły pełnej transformacji, dlatego potrzebna jest rewolucja społeczna. Chce m. in. odbudować nową węgierską klasę średnią. W ramach analogii, pomyślałem sobie o całkowicie pozbawionej klasy klasie średniej w Polsce. Tak, Polsce przydałby się taki drugi Orban. W Polsce też nie nastąpiła pełna transformacja ale Tusk żadnej rewolucji nie przeprowadzi. Brak transformacji jest mu akurat na rękę.
Jednak zaraz pomyślałem: A może ten polski Orban już jest? Może trzeba nam widzieć takiego Orbana w Jarosławie Kaczyńskim, który też chciał rewolucji społecznej i widział ją w IV RP? Gdyby się przyjrzeć, to więcej ich łączy niż dzieli. Obaj wierzą w podstawowe znaczenie narodowej tożsamości, obaj bywają nieugięci w stosunkach z głowami innych państw, obaj uważają interes państwa za najważniejszy priorytet. Obaj są uważani za radykalnych, obaj są kontrowersyjni, obaj w końcu wywołują jakże skrajne emocje.
Ale jakże bardzo potrzeba nam takich właśnie polityków w tych dzisiejszych czasach, gdzie na stanowiskach zasiadają ludzie miałcy i bezbarwni, stąd polityka coraz częściej ponosi klęskę. Cierpimy na deficyt kroków zdecydowanych, za to mamy aż nadto uśmiechów i przesadnej dbałości o socjotechnikę i popularność. Orban zdaje się traktować to drugorzędnie, stąd jego nieugiętość w podejmowaniu zdecydowanych kroków.
Dzisiejsza polityka, to coraz mocniej walka o własne interesy i każdy polityk, który w swojej działalności naiwnie zabiega o to, by przywódcy innych narodów go lubili, jest zwykłem naiwnym frajerem. O ile Orban jest od tego daleki, o tyle polski Premier wydaje się być takim właśnie Jasiem z wioski, który chce być lubiany przez wszystkich, nieważne jakim kosztem. Choć są też podobieństwa między Orbanem a Tuskiem.
Łączy ich choćby pełnia władzy po którą sięgnęli. Lecz o ile na Węgrzech mówi się o tym wprost, jako „dyktaturze", to w Polsce to się nazywa naturalną konsekwencją wygrania wyborów parlamentarnych i prezydenckich przez jedną partię. Podobieństw pewnie znalazłoby się znacznie więcej, każdy z Was może sobie wyrobić własną opinię po lekturze tekstu „Taran Orban". Każdy z Was znajdzie jakieś własne analogie.
Nie ukrywam, że mocno kibicuję Orbanowi, by udało mu się wydobyć z dołka Węgry, tego dołka który Węgrom zafundowały rządy socjalistów. Kibicuję, bo wiem, że za jakiś czas ktoś będzie niestety musiał nadmiernie zapożyczoną Polskę wyciągać z dołka, do którego wpychana jest przez rządy nieudaczników i bezmyślnych partaczy. Wtedy potrzebny, wręcz niezbędny, będzie nam taki polski Orban.
Przez chwilę też wyobraziłem sobie, jaka byłaby reakcja Orbana, gdyby to węgierski samolot rozbił się od Smoleńskiem a w nim wielu czołowych węgierskich polityków, z prezydentem Węgier na czele. Czy wtedy raport MAK też miałby taki kształt? Też byłoby tyle niejasności? Też Węgrzy by sobie na to pozwolili? Nie sądzę. Sądząc po dotychczasowych czynach, wierzę że Orban zadbałby o interes Węgier zdecydowanie. Zrobiłby coś, czego nie zrobił, utopiony w naiwności i wiernopoddańczości, polski Premier.
To tylko utrzymuje mnie w świadomości, że już coraz mniej żyjemy w Rzeczpospolitej Polskiej, a coraz mocniej w Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Szkoda tylko, że narodów: rosyjskiego i niemieckiego. I pozostaje tylko czekać na polskiego Orbana, na przywódcę, nie figuranta i mięczaka. A może nie trzeba czekać, może już jest? Pytam więc: Czy to Ty, Jarosławie?
kategorie: Polityka
tagi: Janke "polski Orban" rząd Viktor Orban
Komentarzy: 7
Też im zazdroszczę Orbana. Niestety na Węgrzech nie mieli grubej kreski. Polska cały czas cierpi na czerwoną zarazę. A najbardziej czerwona jest głowa.
Jaroslaw Kaczynski byl pierwszy. W Polsce i na Wegrzech nastapila zmiana rol: wegierski odpad przyszedl do Polski a Jaroslaw Kaczynki poszedl na Wegry. Polska i Wegry maja pecha,ze Polski Rzad nie spotkal sie z Wegierskim Rzadem, tylko mialy docznienie z nierzadami w obydwoch krajach. Miejmy nadzieje, ze Polacy okaza sie inteligentniejsi od Wegrow i nie beda potrzebowali korepetycji w formie drugiej kadencja antypolskiego herr gauleitera Tuska (Wegrzy musieli zaliczyc dwie kadencje ichniejszego Tuska, zanim potrafili uwolnic sie od wplywu mediow i Orbana wybrac) i juz w tym roku posla Tuska do diabla. Podobnie jak juz raz to zrobili posylajac na smieci partie aferealna KL-D w latach 90-tych: szefem byl wlasnie herr Tusk.
Niestety, JarKacz to socjalista. A bez wolnego rynku nie będzie wolnej Polski...
Tja, komunistyczny idiotyzm (tuskoidalny idiotyzm pasuje rownie dobrze): Jaroslaw Kaczynski byl kochany przez inwestorow, byl kochany przez gielde. Inwestorzy w ciagu rzadow JK zainwestowali 33 mld euro a na gieldzie powstala w ciagu tylko jednego roku 2007 wiecej nowych firm niz w ciagu 3 lat niedulnych, skorumpowanych, paralizujacych gospodarke nierzadow herr Tuska. Tutaj link do diagramu, chociaz nie sadze jako wyborca herr Tuska, ze jestes wystarczajaco inteligentny, zeby go zrozumiec. http://www.rp.pl/galeria/9211,1,587778.html
Boże dopomóż!!!! aby taka sytuacja zdarzła się Polsce i mamy właśnie Pana Jarosława Kaczyńskiego, bliźniaczo podobnego w poglądach i mądrości do Pana premiera Węgier a może jeszcze mądrzejszego, poniweaż jest uznawany za najmądrzejszego polityka w Europie i mówi się że posiada Kanclerskie talenty!
Zgadzam sie i goraco popieram pana Jaroslawa, ktory nie tylko naszym Wodzem, ale i Swietym zostanie.
Tak jak Węgrzy stoimy pod ścianą.Albo radykalna zmiana polityczna i gospodarcza prowadząca do rozwoju Polski,albo pozostawanie w obecnym układzie i Jej upadek.
Nie przegap
- Przywrócili nad stocznię imię komunistycznego zbrodniarza, twórcy systemu nienawiści. Ale są ludzie, którzy protestują. ZDJĘCIA!
- Poufne informacje KNF o SKOK-ach trafiły do mediów. "Czy mamy do czynienia z przekazaniem poufnych informacji mediom przez przedstawicieli KNF?"
- Nasz wywiad. Krzysztof Szczerski: Potrzebujemy, by Polska wstała z kolan ws. śledztwa smoleńskiego
- Ważny sojusznik sprawy smoleńskiej. McCain jest jednym z najtrzeźwiej patrzących na Rosję i Putina polityków
- 100 lat temu zmarł Bolesław Prus - jeden z największych polskich pisarzy, do dziś aktualny. Jego "Lalka" to powieść genialna
- Wicepremier Węgier: "Korporacje wywoziły ogromne pieniądze, większe niż wynikało z zasady zysku. Tak traktuje się kolonie"