Boniecki i Hall w Millenium Hall. „W sprawie Nergala chodziło o to, by wyślizgać Juliusza Brauna z telewizji”

fot. wpolityce.pl
fot. wpolityce.pl

Ks. Adam Boniecki i Aleksander Hall kilka dni temu wspólnie promowali swoje najnowsze książki. Hall – „Osobistą historię III Rzeczypospolitej”, Boniecki – zbiór tekstów z „Tygodnika Powszechnego” z ostatnich lat „Lepiej palić fajkę, niż czarownice…”.

Spotkanie odbyło się w księgarni „Matras” znajdującej się w rzeszowskiej galerii-kolosie – Millenium Hall. Jego organizatorem była rzeszowska Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania (Hall jest jej wykładowcą).

Spotkanie było wielowątkowe. Ja chciałbym się w tym tekście skupić na dwóch wątkach, które wypłynęły w pytaniach.

Pierwszy – nieszczęsna sprawa Nergala. Zdaniem ks. Bonieckiego, ten spór był całkowitym nieporozumieniem. Wziął się stąd, że

jeden z biskupów (Wiesław Mering – przyp. JK) diabła jasełkowego potraktował tak, jakbyśmy mieli do czynienia z satanizmem.

A skoro raz coś chlapnął, to później musiał już – zdaniem księdza redaktora - brnąć. Mnie się wydaje, że jest dokładnie odwrotnie: ks. Boniecki na początku „chlapnął” w sprawie Nergala i teraz musi(?) brnąć. I brnie. W Rzeszowie stwierdził np.: „

Po co robi się takie akty? Nie z nienawiści do Pana Boga (skąd ta pewność? – przyp. JK). Nergal sam powiedział w jakimś wywiadzie: diabeł dobrze się sprzedaje, to robimy diabła. Ja cały czas mówię, żeby szukać diabła tam, gdzie ten diabeł jest.

No więc, księże redaktorze, szukajmy. Nie wiem, czy ksiądz zna tłumaczenie tekstów śpiewającego po angielsku Behemotha na język polski. Nakazują one poważnie zastanowić się, czy chodzi tu tylko o „odpustowego diabła”. Ksiądz redaktor, wytrawny publicysta, podobnie jak ja, skromny dziennikarz, dobrze wiemy, jaką siłę ma słowo. I że potrafi zabijać, niszczyć w człowieku człowieczeństwo. A zresztą, licytowanie się, czy to jest jeszcze satanizm odpustowy, czy już prawdziwy, przypomina mi rozważania, co bardziej szkodzi: marihuana czy heroina. Można to niuansować, tylko to droga donikąd.

Zdaniem ks. Bonieckiego, cała ta awantura miała na celu „wyślizganie” tak przyzwoitego człowieka jak Juliusz Braun z fotela prezesa TVP. Jako koronny dowód ksiądz redaktor przywołał fakt, że listę zdobywców Fryderyka (w tym Behemotha) ogłoszono swego czasu w bazylice i żaden „prawdziwy katolik” nie protestował. Przyznam, że od wieloletniego naczelnego „Tygodnika Powszechnego” oczekiwałem głębszej analizy.

Ale ważniejsze jest to, że chwilę później ks. Boniecki sam sobie trochę zaprzeczył. Wtedy, gdy – skądinąd słusznie – stwierdził, że szacunek dla religijnych przekonań drugiego powinien być chroniony przez wspólnotę.

Proszę bardzo, znieważaj, ale licz się z tym, że za to odpowiesz

- powiedział.

Aleksander Hall, zaznaczając, że ma w tej kwestii podobne zdanie, tłumaczył ową potrzebę ochrony tym, że

jesteśmy w takim punkcie historii naszej kultury, gdzie wydaje się, że waga przechyla się, niestety, w kierunku nadużywania wolności, prowokowania, poniżania innych, przy zasłanianiu się hasłem wolności.

No więc jak to jest, księże redaktorze, z tym Nergalem? Nadużywa wolności, prowokuje, poniża wartości, które powinny być chronione przez wspólnotę, czy wręcz przeciwnie – jest tylko „odpustowym diabełkiem”, któremu – jako artyście – wolno więcej?

Druga kwestia, którą chciałbym poruszyć, to wypowiedź Aleksandra Halla na temat wydarzeń na Krakowskim Przedmieściu po katastrofie smoleńskiej.

Krzyż pojawił się tam w wyjątkowych dniach wspólnej żałoby i był w ciągu kilku czy kilkunastu dni dni wspólnego bólu bardzo na miejscu – stwierdził Hall. - Później stał się nie znakiem obecności tego co najświętsze, lecz znakiem kontestacji aktualnej władzy, wybranego prezydenta, znakiem skupiającym ekstremalną część pewnego obozu politycznego, moim zdaniem z dużą ilością osób niezupełnie zrównoważonych. Miałem poczucie przygnębiającej porażki, gdy procesja po krzyż, wprawdzie bez autorytetu biskupa, ale złożona z księży i wysłana przez biskupa warszawskiego, poddała się pod naciskiem sfanatyzowanych ludzi. To było coś bardzo smutnego. Ale jako rzecz równie wstrząsającą przeżyłem tę manifestację, która zorganizował jakiś kucharz, manifestację będącą ewidentną kontrą wobec – mówię tak jak to widzę – "sekty z Krakowskiego Przedmieścia". Zobaczyłem inną, równie odrzucającą mnie twarz części Polski. Tej Polski, która kpi z Kościoła, z krzyża, manifestuje agresywny antyklerykalizm, postawę antychrześcijańską. Myślę, że to był pierwszy test Ruchu Palikota. Na tym, na całe szczęście, wielkiej potęgi się nie zbuduje. Szalenie nie podobało mi się to, że cenieni przeze mnie komentatorzy w studiu telewizyjnym mówili: zobaczyliśmy nową, ciekawą twarz Polski. Nie, to nie była ciekawa twarz. To była twarz również wywołująca mój głęboki sprzeciw.

Mam w związku z tym cytatem dwie uwagi. Pierwsza: jeżeli mówimy o bulwersujących wydarzeniach, które działy się w lecie 2010 r. na Krakowskim Przedmieściu, to dopowiedzmy, dlaczego do nich doszło. Inaczej będziemy głosić półprawdy. Czy walnie do tej zmiany atmosfery nie przyczynił się chociażby prezydent elekt Bronisław Komorowski, który – podpuszczony przez dziennikarzy „GW” – stwierdził, że krzyż postawiony przez harcerzy zostanie przeniesiony do kościoła św. Anny – tak czy nie? Czy „zgaszenie” patriotycznego wzmożenia na Krakowskim Przedmieściu po katastrofie smoleńskiej nie było spowodowane obawami środowiska PO, że rodzący się mit Lecha Kaczyńskiego zagrozi  władzy Platformy – tak czy nie?

I uwaga druga. Aleksander Hall odcina się zarówno od obrońców krzyża z Krakowskiego Przedmieścia, nazywając ich sektą (ks. Boniecki podczas spotkania użył terminu „babiszony”), jak i od

manifestacji, którą zorganizował jakiś kucharz (Dominik Taras – przyp. JK).

Jego dobre prawo. Tylko nie powinien stawiać znaku równości między garstką zalęknionych, może trochę „nawiedzonych”, obrońców krzyża, a tłumem tych, którzy zachowywali się jak banda Hunów – bezcześcili krzyż, bezcześcili sceny Męki Pańskiej, szydzili i naigrawali się z tamtych. Panie profesorze, wystarczy obejrzeć film Ewy Stankiewicz „Krzyż”, żeby mieć pewność, że nie ma tu żadnej symetrii, a znak równości jest całkowicie nieuprawniony.

Najnowsze artykuły

Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu

Śledź nas na Google News

Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News

Dziękujemy za przeczytanie!

Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.

Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych