Mój kłopot z Owsiakiem. „Co to za działalność dobroczynna, która odbywa się w atmosferze psychicznego terroru?”

PAP
PAP

Któż z nas nie kocha dzieci? Któż pozostanie obojętny wobec widoku cierpiących na telewizyjnym ekranie maluchów i rozkładających nad nimi ręce – w geście bezradności – lekarzy, którzy nie mają pieniędzy na nowoczesną aparaturę medyczną, mogącą uratować tym dzieciom zdrowie, a nawet życie? Odpowiadam: zapewne niewielu. Jakież zatem uczucia może wzbudzić człowiek, który co roku organizuje gigantyczną zbiórkę pieniędzy na życiodajną aparaturę? Odpowiadam: podziw, szacunek, zaufanie etc. Któż z nas wątpi w szczere intencje organizatorów, widząc, jak podczas kolejnego Wielkiego Finału tej akcji uwijają się jak w ukropie, ciesząc się z kolejnych zebranych milionów? Odpowiadam: zapewne tylko garstka „malkontentów”. Czyż nie raduje nas autentyczne zaangażowanie młodzieży w zbiórkę, tej młodzieży, o której tak często się mówi, że mało co jest w stanie ją porwać? Oczywiście, że raduje.

Piękny byłby taki obraz Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, gdyby nie to, że pokazuje tylko jedną stronę zjawiska.

Z akcją Owsiaka niemal od początku mam kłopot. Oprócz szczytnego celu i wspomnianego autentycznego zaangażowania młodzieżowych wolontariuszy słyszę w niej parę fałszywych nut. Niektóre z nich nie są zresztą winą samego Owsiaka. Trudno bowiem mieć do niego pretensje o to, że WOŚP nie wystawia najlepszego świadectwa narodowemu charakterowi Polaków, którzy – bardziej od codziennej, żmudnej pracy nad rozwiązywaniem problemów – cenią sobie odświętną doraźność, a w takich kategoriach widzę tę akcję. Tymczasem przydałoby się nam tworzenie takiego klimatu, w którym postawa pomocniczości, służby, charytatywnego wsparcia nie ma charakteru odświętnego, lecz jest nieodłączną częścią codzienności.

Pomocą w tworzeniu takiego klimatu mogłyby służyć media, gdyby nie ceniły bardziej właśnie tej pana-Owsiakowej odświętnej doraźności. Pamiętam też, jak kilka lat temu jeden z dziennikarzy przeciwstawił w regionalnej gazecie WOŚP rzekomej bezczynności Kościoła. Kiedy nie wytrzymałem i wysłałem na jego redakcyjnego maila twarde dane porównawcze dotyczące wielkości pomocy, jaką niosą w skali roku Caritas i Owsiak (wielokrotnie większej w tym pierwszym przypadku), wydawał się autentycznie zaskoczony. Tyle że takie niedouki kształtują świadomość odbiorców.

Powiedzmy, że nie odpowiada mi styl działalności WOŚP – cały ten jedno- czy kilkudniowy zgiełk, hałas oraz odejście  od zasady, że działalności charytatywnej nie należy traktować jako formy taniej promocji. Tak, wiem, że z tej drogi korzysta coraz więcej firm, ale mi się to nie podoba. Powiedzmy jednak, że machniemy na to ręką, bo – przyjmijmy - nikt nie ma monopolu na działalność dobroczynną i nie należy tej działalności, prowadzonej przez różne podmioty, traktować w kategoriach konkurencji, a raczej w myśl zasady: im więcej czyniących dobro, tym więcej dobra.
Jednego jednak trudno mi Owsiakowi zapomnieć, choć od tamtej chwili minęło już kilkanaście lat. A mianowicie tego, że we wczesnych latach 90., korzystając z telewizyjnego wsparcia podczas Wielkiego Finału, kilkakrotnie sponiewierał słownie ówczesnego prezydenta Przemyśla   Tadeusza Sawickiego (dziś już nieżyjącego), tylko dlatego, że Sawicki – niechętny akcji Owsiaka – nie zgodził się, aby w mieście, którego był włodarzem, odbył się wojewódzki finał WOŚP. Prezydent nie miał możliwości zripostować i już samo to było ze strony Owsiaka nieuczciwe.  A poza tym co to za działalność dobroczynna, która odbywa się w atmosferze psychicznego terroru: musicie wesprzeć WOŚP, bo jak nie, to jesteście podli?

Telewizja niewątpliwie od początku promuje Owsiaka. Czyż sympatyczny jąkała, żyjący tak, jak chciałoby żyć wielu młodych – rock'n'rollowo i na luzie, organizator akcji charytatywnej o szczytnym celu, to nie świetny materiał na idola młodzieży? Takiemu się ufa, wierzy bardziej niż rodzonej matce – i o to chodzi. Tyle tylko, że – podobnie zresztą jak w przypadku Nergala – jednej akcji nie można oderwać od całokształtu działalności idola. A w okresie pomiędzy Wielkimi Finałami nie ma on wiele do zaproponowania młodym, poza słynnym hasłem „Róbta co chceta”. Czyż nie jest więc tak, że wylansowany przez telewizję idol Owsiak będzie tym łatwiej wpajał młodzieży określony, według mnie szkodliwy, system wartości?

Kiedy dziś, wychodząc z kościoła po mszy św., zobaczę wolontariuszy WOŚP, wrzucę datek do puszki. Przez wzgląd na chore dzieci, a nie na Owsiaka. Ale nie będę tych wolontariuszy jakoś specjalnie szukał. Wspieram – w miarę możliwości – różne charytatywne dzieła i nie uważam, że powinienem się czuć gorzej, gdyby zdarzyło się tak, że na tej liście zabraknie WOŚP.

Najnowsze artykuły

Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu

Śledź nas na Google News

Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News

Dziękujemy za przeczytanie!

Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.

Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych