Albo lekarze powinni już dziś być karani, albo złe prawo już dziś zmieniane. Ten rząd wybrał trzecią drogę: tchórzostwo

opublikowano: 3 stycznia, 17:18

Rzadko kiedy używam tak mocnego języka. Na dokładkę przyszło mi się zgadzać z Jackiem Żakowskim.

Jak to jest zgadzać się z Żakowskim? Można, skoro na 6 stronie „Gazety Wyborczej” rozumie on to, z czym ma kłopoty Dominika Wielowieyska na stronie 2 – że nie o koncernach farmaceutycznych należy teraz rozmawiać.

Bo to nie firmy farmaceutyczne zafundowały  nam, zacytujmy Żakowskiego, „wdrożenie zlej reformy”. To nie one odpowiadają za zwlekanie z podstawowymi decyzjami. Nie one poprawiały listę refundowanych leków do ostatniej chwili, jeszcze w nocy z 30 na 31 grudnia. Nie one gołosłowni e zapewniają wystraszonych ludzi, że ostemplowane niewłaściwą pieczątką recepty są ważne, podczas gdy zdarzenia dnia 2 stycznia temu przeczą.  I nie one – znów zacytujmy Żakowskiego – chcą „narzucić lekarzom obowiązek weryfikowania uprawnień pacjentów nie dając im stosownych narzędzi”.

To wszystko jest winą polskiego rządu. Poprzedniego i obecnego ministra zdrowia oraz samego premiera.

Ale Żakowski nie byłby sobą, gdyby coś jednak przeoczył. Przyzwyczajony do opisywania wszystkich polskich patologii przy użyciu strachu przez Kaczyńskim ogłasza:

„PO po raz pierwszy sięgnęła po retorykę IV RP – czyli po szczucie i propagandę wrogiego otoczenia”.

Rzeczywiście po raz pierwszy? Nie pamięta Pan Redaktor tego premiera, który z groźną miną straszył: pedofilów, handlarzy dopalaczami, branżę hazardową, ba i bankierów (służyło to uzasadnieniu określonej polityki zwalczania kryzysu finansowego, ale było okraszane opowieściami o zmowie, o złych lobbies). Nawet firmy farmaceutyczne już kiedyś były. Nie zauważył Pan? Obserwuje Pan Polskę z księżyca?

Jaki mam stosunek do tych groźnych wystąpień Donalda Tuska? Zróżnicowany, tak jak i do wystąpień Kaczyńskiego, kiedy on był premierem. Raz owe groźne miny były bardziej potrzebne, raz mniej, a raz wcale. Rzecz w tym, że kiedy były potrzebne najbardziej, jak w przypadku walki z dopalaczowymi rekinami, okazywały się w wykonaniu tego rządu  całkowicie gołosłowne. Gromkim komunikatom towarzyszyły dziurawe przepisy i najwyżej  „pokazuchowe” akcje policji. Żakowski przypisuje szczucie bez żadnych systemowych rozwiązań IV RP, trwającej ledwie dwa lata. A ja kojarzę ją przede wszystkim z partią obecnie rządzącą.

Premier zapowiedział 31 grudnia konsekwencje wobec lekarzy, którzy będą stemplować recepty niewłaściwymi pieczątkami. Jedno z dwojga: albo ma on do tego prawo i czuje swoją rację: przecież nowa ustawa nakłada na lekarzy nowe obowiązki. Skoro mają pisać wyraźnie i sprawdzać, czy ktoś jest ubezpieczony, mają też przystawiać właściwe pieczątki. Ale w takim razie już 2 stycznia powinny zadziałać pierwsze sankcje. Bo każdy człowiek odprawiony z kwitkiem z apteki lub zmuszony do przepłacania to potencjalne nieszczęście.

Albo też premier takiego prawa nie ma i (lub?) swoich racji nie czuje. A w takim przypadku już dziś Bartosz Arłukowicz powinien siedzieć i radzić z lekarzami, jak przełamać tego pata kompromisem. Albo sejmowe komisji pracowałyby już dziś nad nowelizacją złego prawa, o ile sam minister nie jest w stanie go uzupełnić sensownym rozporządzeniem.

Tymczasem ten rząd wybrał trzecie najgorsze rozwiązanie. Czekać! Trwać! Ani się nie cofać, ani nie iść do przodu! Ja nie wiem, którą RP w ten sposób realizujemy. Wiem, że moje władze krzywdzą ludzi.

Uważnie obserwowałem Bartosza Arłukowicza przepytywanego wieczorem, niezbyt zresztą groźnie, przez Tomasza Lisa w TVP 2. Zapowiedział konsekwencje prawne, ale nie umiał powiedzieć, jakie. Po czym wrócił do starej śpiewki: „Recepty powinny być realizowane”. A w końcu wyraził nadzieję, że wszystko jakoś się ułoży.

A jeśli DZISIAJ ktoś z powodu tego czekania nie dostał na czas lekarstwa? Panie ministrze, pański premier zaaferowany kolejnymi meczami może tego nie odczuwa, ale Pan był dobrym wrażliwym lekarzem.

Zainteresował Cię artykuł?

tagi: Donald Tusk Zdrowie

Komentarzy: 8

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

Arłukowicz dobrym lekarzem? I poszedł do polityki w kwiecie wieku? Nielogiczne.

Zgłoś nadużycie

nie bede drugi raz komentował tego samego artykułu ! panie Karnowski czyżby przestraszył sie pan tak wielu niepoprawnych komentarzy na temat PO-Cyby i TUSKOMATOŁA ?!!!

Zgłoś nadużycie

Panie Piotrze z całą sympatią dla Pana,ale skąd Pan POsiadł wiedzę na temat wysokich kwalifikacji medycznych pana Arłukowicza? Czy można prosić o szczegóły.

Zgłoś nadużycie

Mam wrażenie, że Arłukowicz i inni dostali rozkaz grania na zwłokę, bo każdy dzień receptowego chaosu to czysty zysk dla budżetu w formie niewypłaconej refundacji. Z finansami państwa musi być naprawdę kiepsko.

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

Było by to nawet ciekawe,gdyby nie to ,że ten artykuł "wisiał"jeszcze 10 min temu z kilkudziesięcioma wpisami.To nowa tradycja?Reset i kasa leci do Zaremby?

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

Był dobrym lekarzem bo tak mówiły media i on sam. To wystarczy. No i co z tego pisania P.Zaręmby wynika? A no nic. Tylko dla niego wierszówka.Przecież przyjdzie na jego miejsce inny może trochę mniej głupi. I co przeciez aby cos sie zmieniło trzeba by zmienić fundamenty . Przeciez tego nie pozwola zmienić ani Kulczyk ani Krauze, ani Michnik , ani Urban ani WSI. Tak wiec jest to strzępienie języka po próżnicy.

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

a polactwo szczesliwe

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

A gdzie podział się komentator-znawca ''odgrzewanych kotletów''.?Niech skomentuje teraz.Aż się prosi.

Najnowsze