W styczniu czeka nas prawdziwa wojna w rządzie: o długość wieku emerytalnego. Tym razem Pawlak zapowiada, że nie popuści

PAP/Leszek Szymański
PAP/Leszek Szymański

Przyjdzie jeszcze czas na proroctwa. Na przewidywanie pod znakiem czego będzie przebiegał przyszły rok 2012. W ostatnich cichych dniach przed sylwestrem dramatycznie brzmiał jedynie głos ministra zdrowia Bartosza Arłukowicza, który podjął się nadludzkiego zadania obrony spadku, jaki zostawiła mu poprzedniczka. Nagrodzona za bałagan i nerwy pacjentów stanowiskiem marszałka Sejmu.

Poza tym puste sejmowe korytarze, politycy nieomal nieobecni w mediach. A jednak za kulisami trwa zaogniający się konflikt w rządzie, który stanie się głównym tematem w styczniu.

PSL naprawdę nie chce się zgodzić na rządową wersję przedłużenia wieku emerytalnego Polaków. Tym razem to nie bluff. Z kolei Donald Tusk zaparł się i nie chce się zgodzić na modyfikacje proponowane przez ludowców. Kierownictwa obu partii przypominają dziś samochody, które jadą naprzeciw siebie. Żaden nie chce skręcić - to nie moja metafora, a jednego z ważnych posłów PSL.

Formalnie za projekt odpowiada nowy minister pracy Władysław Kosiniak-Kamysz, właśnie z PSL, ale tak naprawdę "opiekuje się" nim minister finansów. Za to Waldemarowi Pawlakowi bliższy od pomysłów własnego ministra jego pogląd jego poprzedniczki Jolanty Fedak, która zwraca uwagę, że polska reforma systemu emerytalnego jest radykalniejsza od niemieckiej. - Dlaczego tak ma być? - pytają ludowcy. I mają nawet teorię: po to aby odwlec sprawdzenie możliwe, że niewydolnego nowego systemu opartego na funduszach emerytalnych.

Przy okazji wiemy teraz, dlaczego doszło do wymuszonej gdzieś za kulisami wymiany minister Fedak na niesamodzielnego 30-letniego następcę. Z nią nie dałoby się tak łatwo załatwić tej sprawy. Ale być może starcie przeniesie się w takiej sytuacji na sam szczyt.

Tusk chce z kolei zrobić z tej sprawy pokazową manifestację reformatorskiej determinacji. Może mieć z tym jednak trudność.

Jeszcze niedawno panowało przekonanie, że podmiana Pawlaka jako ewentualnego koalicjanta na Leszka Millera lub Janusza Palikota jest dziecinnie łatwa - obaj zdawali się przebierać do tego nogami. Miało to kompletnie rozbrajać PSL. Dziś to już nie jest tak oczywiste.

Nawet mniej dlatego, że jak napisał komentator "Rzeczpospolitej" Michał Szułdrzyński, Aleksander Kwaśniewski przystąpił właśnie do jednoczenia lewicy, która staje się dla PO partnerem nazbyt silnym i wymagającym. Do takiego zjednoczenia droga jednak bardzo daleka. A dla Millera ryzykowna, może oznaczać konieczność ukorzenia się przed winiarzem z Biłgoraja. Gdyby mógł, lider SLD wskoczyłby na rządowy pokład. Mogłoby go to wręcz uchronić przed upokarzającymi targami z Palikotem. Dałby swojej słabnącej partii inny realny sukces w postaci posad i wpływów w rządzie.

Ale akurat sprawa wydłużania wieku emerytalnego to wyjątkowo niewygodny powód aby wesprzeć Tuska. Nikt nie chce przykładać do tego ręki.

- Nie opłaca nam się - mówią w kuluarach i palikotowcy i millerowcy.

Po prostu to szczególnie niepopularne przedsięwzięcie. Wejść do rządu aby przykręcić śrubę rolnikom: proszę bardzo. Ale zadrzeć z setkami tysięcy starszych wiekiem wyborców z miast - to co innego.

Platformie pozostają więc targi z ludowcami. Pawlak doszedł do przekonania, że dawno nie miał tak silnej pozycji wobec Tuska, jak właśnie teraz. I liczy na ustępstwa. Na czym miałyby polegać? Na uwzględnieniu liczby dzieci przy naliczaniu wieku emerytalnego kobiet? Albo wręcz na skróceniu emerytalnych terminów, znów chyba w stosunku do płci pięknej.

Ale i Tusk zna słaby punkt Pawlaka. Może on się napinać, ale udział w koalicji jest mu jednak potrzebny. Choćby do wygranej na kongresie PSL za kilka miesięcy. Lepiej startować na prezesa partii z pozycji wicepremiera.

W efekcie obie strony mają poczucie, że będą się musiały w którymś momencie cofnąć (lub raczej skręcić w bok), ale nie mają pojęcia w kiedy. A stawka jest niebagatelna: los milionów ludzi skazanych na dłuższą lub krótszą pracę.

Najnowsze artykuły

Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu

Śledź nas na Google News

Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News

Dziękujemy za przeczytanie!

Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.

Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych