Ruch Narodowy wszedł na scenę polityczną. To fakt. I to jest powód do pewnej dumy dla autorów tego przedsięwzięcia, barierę niebytu przekroczyć bowiem najtrudniej. Narodowcom to się udało, ba, dostali nawet kilkudniowy festiwal w mediach. Nawet stacje głównego nurtu poświęciły im dużo czasu, w tonie w miarę neutralnym.
Nie znaczy to jednak, że teraz będzie im łatwiej. Teraz będzie jeszcze trudniej. Bo choć determinacja, drapieżność, wiara w siebie to czynniki w polityce ważne, to jednak nie wystarczające. Potrzebne jest także zaplecze, mądre przywództwo, wytrwałość i sporo szczęścia. Ale nie ma co tego wątku drążyć, to wszyscy wiedzą, a jak ktoś nie wie, to szybko się przekona.
Co pokażą dalej? Na razie rzucają się w oczy dwie cechy. Pierwsza jest pozytywna, to energetyczność połączona z obecnością młodzieży. To plus. Druga to nieco dziecinny i naiwny radykalizm połączone z przekonaniem o całkowitej przewadze moralnej nad pozostałymi środowiskami prawicowymi, wszystko będące jaskrawym dowodem braku świadomości ograniczeń własnych kompetencji.
I nad tym chcę się chwilę zatrzymać. To znaczy nie chciałem, bo uważałem, że to jakiś marginalny wątek, pycha początkujących. Każde kolejne wystąpienie działaczy Ruchu Narodowego pokazuje jednak na nasilanie się tego zjawiska. I tak na przykład Robert Winnicki, szef Ruchu (przez lata aktywista Młodzieży Wszechpolskiej Romana Giertycha), mówi w "Super Expressie", w rozmowie ze Sławomirem Jastrzębowskim:
My chcemy radykalnej zmiany systemowej. PiS nie jest partią, która zmieniłaby ten system. PiS jest zanurzony zarówno w PRL-np. były skarbnik PiS jest byłym członkiem PZPR, mają tam pełno takich - jak i w III RP.
Dodaje, że PiS jest "radykalny jedynie retorycznie".
I tu już nie mogę milczeć. Bo tak się składa, że pamiętam dobrze kilka faktów. Odkładam na bok zarzut, że ktoś tam był w PZPR. Rozumiem, że gość kongresu narodowców Bohdan Poręba, reżyser mający swoje zasługi, nie był, tylko tam chwilowo przebywał? Mniejsza o to.
Istotniejsza jest druga część myśli Winnickiego, który mówi, że oni jako jedyni są spoza III RP, spoza tego parlamentarnego mrowiska do którego zaliczają też opozycję z ową III RP bijącą się od lat. Czy aby na pewno? Tak się składa, że kolegami partyjnymi Winnickiego, członkami ścisłych władz Ruchu Narodowego są m.in. Sylwester Chruszcz i Krzysztof Bosak, byli prominentni działacze Ligi Polskich Rodzin. Obaj grzecznie wzięli udział w operacji wywrócenia rządu Jarosława Kaczyńskiego, obaj mieli swój udział w przekazaniu władzy Platformie Obywatelskiej. Koszt tamtych decyzji Polska ponosi do dziś.
Warto też pamiętać, że w ostatnich swoich wywiadach ówczesny lider LPR, dziś członek szeroko pojętej elity władzy Roman Giertych, chwalił się iż kontakty z Donaldem Tuskiem zaczął dużo wcześniej.
To jeden aspekt owej nieskazitelności. Są i inne. Jeszcze w roku 2008 pan Chruszcz mówił dziennikarce Wirtualnej Polski o Giertychu:
Na pewno potrzebuje teraz odpoczynku. Ale już dzisiaj mamy sygnały, że cni się za nim wielu dziennikarzom. Giertych był konsekwentny, stanowczy, merytoryczny, takiej postaci na pewno dzisiaj brakuje w polskim Sejmie
- dodaje. No dobrze, mógł się mylić. Ale skoro się tak wtedy mylił to może powinien być ostrożniejszy w ocenianiu innych? I może powinien zwrócić uwagę koledze prezesowi Winnickiemu, że życie jest skomplikowane, że błędy się zdarzają? Może środowisko narodowców powinno także rozważyć jakąś próbę rozliczenia się z okresu Ligi Polskich Rodzin, z rozbicia tamtej koalicji, z tego sojuszu z Platformą, który wtedy zawarli?
A Krzysztof Bosak? Nie ukrywam, że oceniam go pozytywnie. To zdolny człowiek, pracowity, który po upadku LPR (gdzie spędził całe dorosłe polityczne życie) miał siłę i odwagę zainwestować w siebie. Także w "Tańcu z Gwiazdami" w TVN, co samo w sobie nie jest niczym złym, ale jednak trochę powagi odbiera, prawda? Czy to była wallenrodyczna próba zdobycia tej stacji czy może jednak pewien zakręt? Mam więc do Krzysztofa, z którym się kilka razy zetknąłem, serdeczną prośbę - proszę, przestań udawać, że narodziłeś się wczoraj.
Wierzę też Arturowi Zawiszy gdy na złośliwe pytania dziennikarzy o liczbę partii jakie zaliczył odpowiada, że taka jest historia polityczna Polski, a on jest tam, gdzie zawsze był. Tak może się zdarzyć. Ale świadomość osobistej historii powinna jednak skłaniać do wywarcia na kolegów presji by skończyli z tym nieznośnym i nieuzasadnionym przekonaniem o własnej wyższości.
Podobne przykłady można mnożyć.
Naprawdę, panowie z Ruchu Narodowego, jeśli nadal chcecie pouczać wszystkich dookoła, w tym śp. Lecha Kaczyńskiego, na czym polega prosta i bezkompromisowa ścieżka życia politycznego, wyprostujcie swoją. Bo na razie jest nie tyle narodowo, nie tyle radykalnie, co po prostu śmiesznie i bardzo, bardzo dziecinnie. I daj wam Boże choć kilka procent tej odwagi, twardości i mądrości jaką miał w sobie śp. Lech Kaczyński. I jego skuteczności.
Bo niestety, ale doświadczenie uczy, że pierwsi superradykałowie bywają w finale pierwszymi chwalcami władzy. Roman Giertych, którego dobrze znacie, sporo mógłby wam o tym opowiedzieć.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/159704-zanim-dzialacze-ruchu-narodowego-zaczna-ponownie-wskazywac-na-kretosc-politycznych-drog-politykow-pis-powinni-wyprostowac-swoje-wlasne