Te informacje przebiegają gdzieś bokiem, zazwyczaj na ekonomicznych stronach "Rzeczpospolitej" albo w "Dzienniku Gazecie Prawnej". Ale wystarczy uważna lektura, by je wychwycić. Nie będę ich streszczał, ale składają się w obraz zbliżającej się nie tyle może klęski, co sporego niewypału EURO 2012. A to okazuje się, ze dróg nie będzie nawet tych z planu minimum, a to dworce wyremontowane wcześniej na tę imprezę znów są zapuszczone, a to w bilansie się nie zgadza i nie tylko nie zarobimy, ale możemy sporo do imprezy dołożyć.
Nie chcę być złym prorokiem, ale nie wygląda to by czerwcowe mistrzostwa były naszym wielkim narodowym sukcesem, były kołem zamachowym rozwoju Polski i powszechnego postępu. Pewnie się odbędą, ale wszystko na razie wskazuje, że będą byle jakie. Pozostanie po nich natomiast góra długów, bo za wszystko przepłacamy straszliwie. No, ale ktoś musi za rentę korupcyjną systemu zapłacić. Przykre, ale to wszystko widać gołym okiem.
Kto za to odpowiada? Nie bawiąc się w szczegóły ten, kto rządzi Polską przez ostatnie pięć lat.
A kto zostanie obarczony winą? Tu sprawa może być bardziej skomplikowana. Ta władza ma wspaniały dar przerzucania odpowiedzialności za wszystko na poprzedników. Przypomnijcie sobie państwo sprawę obniżenia podatków i stawek obowiązkowego ubezpieczenia rentowego z roku 2007. Przez długi czas był to powód do dumy dla Platformy - bo choć wprowadził to rząd Prawa i Sprawiedliwości, wymyśliła i wdrożyła prof. Zyta Gilowska, PO dowodziła iż to ona zmusiła tę ekipę do zmiany.
Wystarczyły jednak trzy lata przejadania wszystkiego, zatrudniania tysięcy urzędników na koszt obywateli (by zatrudnionych wprząc w system zależności od PO i poszerzyć mechanizm klientelistycznej zależności) aby odwrócono narrację. Obniżenie podatków zaczęło być przedstawiane jako źródło naszych nieszczęść, przyczynę bolesnych oszczędności. Komentatorzy wołający o reformy natychmiast tę propagandę uznali za swoją i zaczęli powielać. O tym, że to PO zaniechała cięć w wydatkach, koniecznych po obniżeniu podatków, że wydatki zwiększyła - ani słowa. Tak samo jak o tym, że dzięki ruchowi prof. Zyty Gilowskiej i napędzonemu tym popytowi wewnętrznemu jeszcze jako tako funkcjonujemy. Ani słowa. Bo wielka jest siła miłości mediów do tej władzy, i wielka zdolność władzy do odwracania kota ogonem.
Wracając do EURO 2010 - może być podobnie. Jak znamy tę ekipę pewnego dnia, tuż przed imprezą, kiedy upadek nadziei będzie już oczywisty, Donald Tusk wyjdzie na mównicę i przerzuci winę na PiS i śp. Lecha Kaczyńskiego. W końcu to oni dla nas to wygrali, oni zdecydowali, że chcemy ten wielki projekt.
Media? Łykną. Tomasz Lis? Zachwyci się. Żakowski? Cmoknie z zadowolenia. A Paweł Wroński napisze komentarz jaki mu tam podyktują.
Nie wierzycie? Obym się mylił, ale na dziś tak to widzę.
Swoją drogą, warto pamiętać, że wielkie Igrzyska Olimpijskie, na kredyt jak nasze mistrzostwa, poprzedziły katastrofę tego kraju.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/130676-juz-widac-ze-euro-2012-sukcesem-raczej-nie-bedzie-i-tylko-czekac-jak-tusk-zwali-wine-na-poprzednikow
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.