Płacą ale i zarabiają. "Płatnicy netto do budżetu UE skrzętnie przemilczają korzyści jakie osiągają ich gospodarki"

opublikowano: 3 lutego, 10:22

sxc.hu

1. Z reguły tzw. płatnicy netto (czyli kraje które więcej wpłacają do budżetu Unii niż z niego otrzymują) żądają ograniczenia wydatków unijnych. Tak jest i teraz kiedy trwają prace nad nowym budżetem UE na lata 2014-2020.

Stąd właśnie list do Komisji Europejskiej podpisany przez przywódców aż 11 państw członkowskich (w tym Niemiec i Francji), które chcą zmniejszenia projektu budżetu UE na lata 2014-2020 przygotowanego przez KE aż o 120 mld euro do około 900 mld euro czyli na około 0,9% PNB Unii Europejskiej.

Zaczęło się od tzw. list pięciu czyli Kanclerz Niemiec Angeli Merkel, Prezydenta Francji Nicolasa Sarkozego, Premiera W. Brytanii Davida Camerona, Premiera Holandii Marka Rutte i Premiera Finlandii Mario Kiviniemi w którym szefowie tych państw domagali się od Komisji Europejskiej zamrożenia wydatków w budżecie UE na lata 2014-2020 na dotychczasowym poziomie. Do nich dołączyli później szefowie kolejnych 6 krajów UE.

Płatności powinny wzrosnąć nie więcej niż o wskaźnik inflacji przez całą następną perspektywę finansową

napisali wtedy prezydent i premierzy i dalej

wszystkie kraje zaciskają pasa, by redukować deficyty. Europa także nie może od tego uciec.

Tak piszą przywódcy wiodących krajów UE i pewnie postanowią na swoim.

2. W tej debacie jednak płatnicy netto do budżetu UE skrzętnie przemilczają korzyści ekonomiczne jakie osiągają ich gospodarki z tytułu rozszerzenia na kraje Europy Środkowo-Wschodniej.

Właśnie Ministerstwo Rozwoju Regionalnego opublikowało dane pokazujące jaka część funduszy postawionych do dyspozycji nowym krajom członkowskich, wraca z powrotem do krajów starej UE.

Otóż ze 131 mld euro przyznanych Polsce, Węgrom, Czechom i Słowacji w latach 2007-2013 w ramach unijnej polityki spójności do krajów starej 15-stki bezpośrednio trafiło z powrotem 9 mld euro. Na taką sumę opiewały kontrakty na przedsięwzięcia inwestycyjne realizowane w tych 4 krajach, na które przetargi wygrały firmy ze starych krajów UE.

Jeżeli popatrzymy sobie choćby na realizację przetargów na autostrady czy drogi ekspresowe w Polsce to większość z nich jako firmy wiodące w konsorcjach wykonawczych wygrały firmy pochodzące z Niemiec czy Hiszpanii.

Na jeszcze większą skalę pieniądze z funduszy UE wracają do krajów starej UE w postaci tzw. korzyści pośrednich. Chodzi o dostawy maszyn i urządzeń, technologii do projektów współfinansowanych ze środków unijnych.

W tym przypadku do 15 -stki starych krajów UE trafiło aż 66 mld euro, wydanych przez beneficjentów projektów unijnych pochodzących z 4 krajów Europy Środkowo - Wschodniej.

3. Sumarycznie więc do krajów starej 15-stki z każdego 1 euro pozyskanego z funduszy spójności przez Polskę, Węgry, Czechy i Słowację trafiło w okresie 2007-2013 w formie korzyści bezpośrednich i pośrednich przeciętnie 61 eurocentów.

Nie jest to więc taka „działalność charytatywna” starych krajów UE na rzecz krajów nowoprzyjętych jak często mówi się i pisze o tym w Polsce.

Jeżeli weźmiemy dodatkowo pod uwagę także fakt, że otwarcie się Unii na nowe kraje członkowskie oznaczało także otwarcie się na dziesiątki milionów nowych konsumentów w tych krajach, to można bez cienia przesady skonkludować, że rozszerzenie to swoiste koło zamachowe dla gospodarek krajów starej Unii.

Jeżeli do rachunków prezentowanych często przez wspomnianych płatników netto do budżetu UE doliczyć opisane wyżej korzyści bezpośrednie i pośrednie jakie osiągają uczestnicząc w ten czy inny sposób w realizacji projektów unijnych w nowych krajach członkowskich, to kraje te nie są wcale płatnikami netto, a wręcz beneficjentami netto.

Dobrze byłoby aby tego rodzaju danymi posługiwali się także nasi rządzący, którzy co i rusz podkreślają jak to dla rozwoju Unii poświęcają się takie kraje jak Niemcy czy Francja.

PAP, mall

Zainteresował Cię artykuł?

tagi: budżet Euro

Komentarzy: 11

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

http://www.facebook.com/tvklamie Zapraszamy

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

No to draństwo, niech sobie w takim razie w dupę wsadzą tą kasę, my damy radę sami, nie damy Szwabowi zarobić na jego własnych pieniądzach !!!!

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

Niech niemiecki podatnik dopłaci do polskiego hektara tyle, aby przeciętny rolnik mógł co roku zmieniać mercedesa. To dopiero rozbuja niemiecki eksport i przemysł motoryzacyjny. Francuzi powinni zapewnić bezpośrednie dopłaty polskim górnikom do domów nad lazurowym wybrzeżem, co podniesie wycenę tamtejszych nieruchomości i zwiększy wpływy z podatku katastralnego. W ogóle niegramotni jacyś w tej UE, że nie chcą dać więcej skoro im więcej dają tym więcej zarabiają.

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

Dokładnie tak! Należy jasno mówić o tym, że dla starych krajów Unii (a szczególnie dla Niemiec), takie rozszerzenie sie na Europę to czysty zysk. Przyjęcie,że stara Unia rozdaje dotacje i subwencje z czystej dobroczynności, czy z troski o rozwój pozostałych krajow UE jest po prostu naiwnością.

Zgłoś nadużycie

Dla nas tez jest to zysk. NP. Ujecia wody i stacje uzdatniania są juz nowoczesne, sieci wodociagowe sa przebudowywane, kanalizacja tez jest modernizowana. Budowane są nowe drogi i autostrady ,remontowane i to gruntownie stare trasy. Ciepłownie sa nie węglowe /a węgiel + biomasa/ , gazowe i olejowe. Sieci ciepłownicze modernizowane. ITD.

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

Panie doktorze ,nic nowego Pan nie napisał. Powinien Pan jeszcze dodać na ogół nieopodatkowane zyski z banków komercyjnych , w których nowi członkowie zaciągają kredyty by współfinansować projekty unijne. Zawsze twierdziłem , ze UE to taki komunistyczny AMWAY

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

Bo to jest sposób fałszowania tego co dzieje się w UE i to celowo , eksponując wkład w finansowanie, ale zniszczenia gospodarek pozostałych krajów nikt z nich nie ujawnia, a z tego powodu osiągają korzyści, których nigdy by nie s=osiągnęli.

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

Bardzo wazny tekst. Panie Zbigniewie, czy moglby pan sprobowac podsumowac, albo zaincjowac projekt badawczy, ile Polske kosztowalo przystapienie do Uni wlacznie z okresem akcesyjnym, kiedy polskie granice byly calkowiecie otwarte na zachodnie produkty przemyslowe i rolnicze natomiast Unia zwalczala polskie produkty clami zaporowymi. W cene wchodzenia do Uni trzeba rowniez wliczyc cene likwidacji polskiego przemyslu na rozkaz Niemiec: moglby stac sie konkurencyjny dla niemieckiego jak przyklad stoczni pokazuje. Moim zdaniem Polska poniosla gigantyczne straty gospodarcze ... i ponosi dalej. Fundusze koherencyjne nie wyrownuja ich w najmniejszym stopniu. Co gorsza, Polska realizuje np. projekty infrastrukturalne dobre dla Niemiec i Rosji ale nie dla Polski. I tak np. Niemcy skutecznie blokuja budowanie autostrad z polnocy na poludnie laczycych Szczecin z reszta kraju. Rownie polaczanie kolejowe Niemcy blokuja. Maja teraz wlasna administracje w Polsce pod dowowdztwem herr Tuska a srodowiska zydowskie sa fanatycznie pro niemieckie.

Zgłoś nadużycie

dołączam się do prośby, uważam,że powtanie takiej analizy jest dla nas bardzo ważne

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

Takie wyliczenia powinny być kartą przetargową w negocjacjach unijnych.Ale mleko się rozlało. Jesteśmy w takiej sytuacji jak większość wydrenowanych i doprowadzonych na skraj bankructwa krajów unijnych. Dla takich krajów pakt fiskalny, do którego obecnie dopisała się z własnej inicjatywy Polska, oznacza nieznane jeszcze (ale obserwując podstępne, bo tylko przedłużające agonię, ratowanie Grecji mechanizmy finansowe, to mamy je pewne jak w banku) restrykcje ograniczające np. wielkość dotacji unijnych czy inne hamujące naszą gospodarkę. Dla krajów, które się dopisały ale nie mają zagrożonych finansów (Szwecja, Dania)podpisanie paktu nie wiąże się z żadnym niebezpieczeństwem, natomiast w przypadku RP to będzie tak, że wszystkie nowe obłożenia podatkowe jakie obecnie odczuje społeczeństwo, będą przekazywane na ratowanie tzw. wskaźników. Do tego wszystkiego dług krajów z tego co mówi Tusk może rosnąć bez ograniczeń. Polska tak jak Grecja zrobi olimpiadę i padnie.

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

Zupełnie nie rozumiem, o co tyle krzyku. Przecież już w 2002 roku było to jasne, punktowane, pisane - i co? I NIC !!! Dopiero jak premier Grecji odkrywczo zauważa, że Niemcom podbój eurowalutą wychodzi taniej niż czołgami, to się żurnalisty nacmokać ze zdumienia nie mogą, ale osiem - dzięwięć lat temu suchej nitki nie zostawiali na tych, którzy mówili to samo, ale przed faktem...

Najnowsze