Ostatnimi swymi wyznaniami pan Lasek, doktor nauk technicznych, udowodnił, że od czasu obrony swej doktorskiej pracy w 2002 roku, coś się z nim stać musiało.
Jeśli dla niego, podczas badania przyczyn katastrofy lotniczej, przeniesienie o kilkadziesiąt metrów statecznika nie ma większego znaczenia, to znaczy, że wszystko, co do tej pory ten tytan technicznej myśli powiedział, ma znaczenie bardzo małe lub wręcz żadne. Pewnie, gdyby Macieja Laska przenieść nagle z sedesu na nocnik, też nie zauważyłby różnicy. Po prostu kontynuowałby swe rozważania na poziomie użytkownika nocnika.
Doktor Maciej Lasek wysmażył niegdyś dysertację objaśniającą „Wpływ interferencji aerodynamicznej na ruch zrzucanych z samolotu zasobników”. Teraz mógłby z powodzeniem napisać przynajmniej kilkanaście stron na temat wpływu niekontrolowanego zrzutu podejrzanych zasobników do samolotu.
Przecież służby specjalne nie miały zielonego pojęcia, co naprawdę załadowano do samolotu przygotowywanego dla śp. Lecha Kaczyńskiego i osób mu towarzyszących. Ten motyw Macieja Laska, specjalistę od interferencji mało interesuje. Jako biblię traktuje natomiast wszelkie ustalenia sowieckich specjalistów od katastrof, przebranych już za międzynarodowych uczestników komisji.
I tu wchodzi już w grę kolejna interferencja, o której dr Lasek pewnie też coś słyszał. Interferencja procesów mianowicie. Określa się ją jako szkodliwe zjawisko w środowisku wielozadaniowych systemów operacyjnych. Jest skutkiem dostępu poszczególnych procesów do tych samych zasobów. Rzecz dotyczy zadań stawianych komputerowi, ale też jakoś i Laska tłumaczy. Lasek świetnie przyswoił wszelkie zasoby Anodiny, w pełni je zaakceptował i w przygniatającej większości uznał jako własne.
Nie ma potrzeby znęcać się nad doktorem Laskiem z innych przyczyn, oznaczonych i opisanych doskonale w wielu tekstach. Dziś wystarczy tylko ten jeden – nie ma żadnego znaczenia, czy statecznik leżał tu, czy gdzie indziej. W takim razie co, według doktora Laska, ma znaczenie? Jestem pewien, że zarówno recenzent, jak i promotor w 2002 roku zrobili, co do nich należało. Ale co z doktorem Laskiem stało się później? Może rzeczywiście ktoś go nagle przeniósł z sedesu na nocnik?
Gdy to napisałem rozpoczynając tekst – traktowałem rzecz humorystycznie. Na koniec zdarzenie to objawiło mi się jako, być może, istotna przyczyna ostatnich dokonań doktora Laska. I nie należy już w tym przypadku dociekać interferencyjnych uzależnień. Jakieś tam fale nałożyły się na inne. I niech doktor Lasek już pośród nich pozostanie.
PS. Komputerowy słownik. A to ci wszystkowiedzący. Za każdym razem zwraca uwagę, że Lasek, Laska to wyrażenie wulgarne. Aż tak?
-------------------------------------------------------------------------------------------------------
------------------------------------------------------------------------------------------------------
Tylko wSklepiku.pl do nabycia najnowszy numer dwumiesięcznika "Na poważnie"
Tytuł numeru to "Giganci Ducha", a w środku m.in. rozmowa Marcina Wikły z prof. Andrzejem Zybertowiczem pt. "Nie wystarczy być obywatelem raz na cztery lata". Poza tym stałe felietony Piotra Zaremby i Ryszarda Czarneckiego oraz artykuły: Michała Komudy "Wokół płonącego Getta", Pawła Skibińskiego o "Recepcie na Uniwersytet", a także prof. Aleksandra Nalaskowskiego, Mileny Kindziuk i prof. Jana Żaryna.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/158064-interferencje-doktora-laska-badal-skutki-zrzutow-z-samolotu-o-skutkach-wrzutow-nie-ma-pojecia
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.