Radosław Sikorski swoimi publicznymi wypowiedziami przypomina dorastającego nastolatka, który ludzi naokoło uważa za idiotów, a sam prezentuje się jako ten, który zjadł wszystkie rozumy. Jego ostatnia ulubiona fraza, powtórzona właśnie dla prasy niemieckiej brzmi tak:
Polsce nie zagrażają już niemieckie czołgi i rosyjskie rakiety
Weźmy na tapetę sprawę „niemieckich czołgów”. W tej sprawie absolwent Oxfordu po pierwsze udaje, że odkrył Amerykę. A po drugie sugeruje niemieckiej opinii publicznej, że problemy polsko-niemieckie sprowadzają się w krajowej debacie do kwestii związanych tylko z drugą wojną światową.
Pewnie, że nie zagrażają nam niemieckie czołgi! Te znane nam z historii „Pantery” czy „Tygrysy” szczęśliwie zardzewiały. A te nowsze, typu „Leopard” Niemcy kilka lat temu podarowali naszym pancerniakom.
Jednak prawdziwe postrzeganie relacji polsko-niemieckich wygląda trochę inaczej. Np. jeśli pod postacią „niemieckiego czołgu” nazwiemy niemieckie plany polityczne, aby ręka w rękę z Gazpromem nadepnąć Polsce na gardło energetycznym butem.
Niemiecki czołg to także polityczne lobby i zieloni terroryści walczący z Polską, aby ta zrezygnowała z budowy elektrowni atomowych czy wydobywania gazu łupkowego.
Niemiecki czołg zdaje się też nieźle narobił nam kłopotów u ujścia Odry, gdzie nie zagłębiono w dno Bałtyku rury Ribbentrop-Mołotow (określenie Radosława Sikorskiego, zanim zaczął przymilać się do Niemców).
Niemiecki czołg to w końcu tak niewyjaśnione sprawy jak kupowanie stołecznego STOEN przez niemiecki RWE, w wyniku której kilka godzin w policyjnej izbie zatrzymań spędził Gromosław Czempiński, gdy prokuratura dopatrzyła się "nieprawidłowości przy prywatyzacji".
A czy niemieckim czołgiem nie można nazwać lobby medialno-politycznego, które na jakikolwiek pretekst ze strony opozycji (wypomniana przez Jarosława Kaczyńskiego opcja niemiecka w Ruchu Autonomii Śląska, czy publicystyczna dywagacja na temat dojścia Angeli Merkel do władzy), zaczyna swoje potępieńcze serenady do Księżyca?
Kto zatem powiedział, że niemiecki czołg musi mieć lufę i stalowy pancerz? Może mieć przecież twarz prorosyjskiej Angeli Merkel, Gerharda Schrödera z Gazpromu lub Eriki Steinbach, która ostatnio działa bezgłośnie, acz bardzo skutecznie, co nadaje się na osobny temat. Zaś w tym samym czasie jej „przeciwnik” - Władysław Bartoszewski, jeszcze niedawno dużo krzyczący w tej sprawie, jest podejmowany obiadem przez prezydenta Niemiec – Joachima Gaucka, który nie ukrywa swej sympatii dla tzw. wypędzonych.
Niemiecki czołg niejedno znaczy. Ale trzeba być ministrem spraw zagranicznych w rządzie Donalda Tuska, aby tego nie rozumieć.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/132412-minister-spraw-zagranicznych-zafiksowal-sie-na-niemieckich-czolgach-robi-to-niechcacy-czy-jako-niemiecki-czolg
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.