Zakazanie publikacji płatnych spotów wyborczych w radiu i telewizji może „zabetonować" polską politykę tak, jak wprowadzenie w 2001 r. finansowania partii politycznych z budżetu państwa. Bez radiowych i telewizyjnych reklam oraz zakazanych już wcześniej bilboardów możemy być bowiem skazani na oglądanie ciągle tych samych politycznych aktorów.
Przypomnę, że od 2001 r. do Sejmu RP nie udało się dostać żadnej nowej formacji politycznej. Bez wątpienia przyczyniają się do tego - i to w największym stopniu - subwencje dla partii, wypłacane z budżetu państwa. Co prawda, uporządkowały i ustabilizowały one scenę polityczną, ale jednocześnie przyczyniły się do tego, że partie pozbawione budżetowego dofinansowania nie są w stanie skutecznie rywalizować z już istniejącymi podmiotami.
Teraz możemy być świadkami podobnego zjawiska, tyle tylko, że dotyczącego już bezpośrednio samych polityków, a nie formacji, które reprezentują. Wszystko z powodu uchwalonego właśnie przez Sejm i Senat oraz podpisanego przez Prezydenta RP zakazu emisji płatnych spotów wyborczych w radiu i telewizji. Zakaz ten może spowodować, że tzw. nowi na listach wyborczych będą mieli bardzo utrudnione zadanie, by przebić się np. do parlamentu. Bez telewizyjnych reklam szansę na dotarcie ze swoim przekazem będą mieli praktycznie tylko i wyłącznie ci politycy, którzy już są obecni w Sejmie bądź w Senacie. Bo to oni przede wszystkim są i będą zapraszani do radiowych czy telewizyjnych audycji.
Nie ma się co łudzić, że w przebiciu się pomogą „nowym kandydatom" inne kanały komunikacji. Szczególnie, że już wcześniej, w ustawie kodeks wyborczy z 5 stycznia 2011 r., zabroniono podczas kampanii wyborczych umieszczania plakatów i haseł o powierzchni większej niż 2 mkw. W tej sytuacji pozostaną im tak naprawdę ulotki, gadżety, spotkania z wyborcami, kampania door to door oraz internet. I wszystkie te środki - może oprócz ulotek - w dalszym ciągu są w polskiej rzeczywistości o wiele mniej skuteczne od kampanii telewizyjnej. Stwierdzam to jako praktyk w tym zakresie. Przy kampanii door to door w 95% przypadków jest się uważanym przez potencjalnych wyborców za... akwizytora. Poza tym Polacy bardzo strzegą nienaruszalności swojego miru domowego. Efekt - znam przypadki kandydatów z różnych opcji politycznych, którzy w ostatnich wyborach samorządowych odwiedzili osobiście po 20-25 tys. mieszkań, a ich wynik i tak oscylował w granicach 600-700 głosów, co nie zapewniło im mandatu.
Również na spotkania wyborcze przychodzi najczęściej garstka osób, w dodatku w zdecydowanej większości już przekonanych. Chyba, że mamy do czynienia z tematem, który wywołuje emocje wśród mieszkańców danej ulicy, osiedla czy miejscowości - takim jak np. budowa masztu telefonii komórkowej czy wysypiska odpadów w bezpośrednim sąsiedztwie ich domów. Większość z tych osób jest jednak nastawiona antysystemowo, co oznacza, że nie biorą oni udziału w wyborach.
Mało skuteczny jest też internet (choć dobra reklama ma szansę zaistnieć - o ile tą reklamą nie jest same nazwisko i twarz kandydata) - szczególnie You Tube czy Facebook. Ilość znajomych na portalu czy wyświetleń wrzuconego filmiku wcale nie przekłada się na wynik wyborczy. Oczywiście, ciekawe spoty zawieszone w necie mogą zaintrygować dziennikarzy, ale ich zainteresowanie taką produkcją będzie jednodniowe - napiszą i... zapomną. Zresztą o wiele większym problemem jest to, że prasa regionalna w Polsce praktycznie nie jest obecnie zainteresowana tematyką polityczną. Jeśli rzecz nie dotyczy jazdy po pijaku, zagranicznych podróży służbowych czy dochodów podanych przez polityka w oświadczeniu majątkowym, to naprawdę ma bardzo małe szanse na zaistnienie w większej formie niż dwu lub trzyzdaniowa notka. Pomijam to, że większość Polaków i tak czerpie wiedzę o otaczającym ich świecie głównie z telewizji. A w przekazie medialnym z debat czy konwencji szanse na przebicie się znów będą mieli przede wszystkim znani politycy.
Wszystko to oznacza, że „nowym twarzom" - szczególnie w dużych miastach (bo kandydaci pochodzący z 50-70 tys. miast powiatowych będą jeszcze jakoś sobie dawać radę) bardzo ciężko będzie się dostać do Sejmu czy Senatu. Wszak telewizyjne płatne spoty były w ich przypadku kluczowym elementem tzw. wyborczego mixu.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/110036-brak-spotow-utrudni-wejscie-do-parlamentu-nowym-twarzom
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.