Burdzy z Chicago: Optymizm, Ameryka, Rozwój. "Mitt Romney wygrał pięć kolejnych prawyborów i już oficjalnie rozpoczął kampanię"

fot. PAP / EPA
fot. PAP / EPA

Mitt Romney wygrał we wtorek pięć kolejnych prawyborów i już oficjalnie rozpoczął kampanię przed głosowaniem 6 listopada. Republikański kandydat na prezydenta obiecał, że „lepsza Ameryka zaczyna się dzisiaj”.

Same wyniki wtorkowych prawyborów pozostaną jako przypis w książkach opisujących walkę o Biały Dom w 2012 r. Romney wygrał pięć na pięć stanów na północy i Wschodnim Wybrzeżu (Nowy Jork, Pennsylwania, Delaware, Connecticut, Rhode Island), wszędzie dostając ok. 60 proc. poparcie. Rywale? Rick Santorum wycofał się wcześniej i nie prowadził kampanii, Newt Gingrich wycofa się oficjalnie za kilka dni. Ron Paul będzie dalej walczył o delegatów, ale wszystko na co może liczyć, to wystąpienie z głównej mównicy na sierpniowej konwencji i – ewentualnie, jak nie będzie robił dalszych problemów – pewien wpływ na platformę wyborczą.

Wydaje się, jakby cała wtorkowa zabawa w głosowanie służyła jednemu: aby już pewny kandydat Republikanów Mitt Romney mógł wygłosić piękna mowę. Występując w Manchester w New Hampshire (stan, który musi wygrać na jesieni i gdzie ponad rok temu ogłosił, że startuje na prezydenta a w styczniu wygrał prawybory), Romney „pojechał” Reaganem. Jego mowę podsumowują trzy słowa – Optymizm, Ameryka, Rozwój, z odwołaniem do wariacji reaganowskiego pytania „czy żyje Wam się lepiej niż cztery lata temu?”, które tak dobrze działało przeciw ówczesnemu prezydentowi Carterowi.

Czy łatwiej związać koniec z końcem? Czy łatwiej kupić czy sprzedać dom? Czy zaoszczędziliście wystarczająco na emeryturę? Czy pracujecie więcej? Czy macie szansę na lepszą pracę? Czy płacicie mniej na stacji benzynowej? – zadawał retoryczne pytania Romney, gdy zebrani skandowali gromkie „nie”. Po czym przyszedł czas na odpowiedź: - Gdyby odpowiedź brzmiała  „tak”, wtedy prezydent Obama walczyłby o reelekcję w oparciu o swoje osiągnięcia. Ponieważ zawiódł, będzie prowadził kampanię opartą na podziałach, odciąganiu uwagi i przekłamaniach. Ale taka kampania może działałaby w innych czasach, w innym miejscu. Ale nie tu i teraz – mówił dalej Romney. I następnie wypowiedział najważniejsze zdanie wieczoru: - Wciąż chodzi o gospodarkę a my  nie jesteśmy głupcami

powiedział Republikanin, odwołując się do nieoficjalnego ale zwycięskiego sloganu Billa Clintona z 1992 r. („Gospodarka, głupcze”).

 

Występując na tle banneru “Lepsza Ameryka zaczyna się dzisiaj” Romney odwoływał się do “nieśmiertelnego optymizmu Amerykanów”, ich charakteru oraz poczucia wolności oraz dumy z USA, za które “nigdy nie przeprasza się zagranicą”.

Nie tak dawno, każdy z nas czuł się nieco większy i w lepszym nastroju, gdyż wszyscy posiadaliśmy dar, którego nie ma nikt na świecie. Jesteśmy Amerykanami. Dla każdego z nas oznacza to coś nieco innego, odmiennego, ale wszyscy wiemy, że to coś specjalnego. Niedawno wiedzieliśmy, co to jest bez pytania. I wiedział o tym cały świat

czarował słowem Romney. Prosząc aby wyborcy „jeszcze trochę poczekali”, a po wygranych wyborach te wartości zostaną przywrócone.

Gospodarką do zwycięstwa

W ten sposób Republikanin zarysował pole, na którym chce prowadzić spór z prezydentem Barackiem Obamą. To kwestie dobrostanu ekonomicznego, zbyt dużej ingerencji rządu federalnego w gospodarkę i życie Amerykanów, wreszcie poczucia dumy i siły z Ameryki. Z kolei Obama prezentuje się z kolei jako „obrońca klasy średniej”, skupiający się na programach rządowych wspierających jej rozwój. We wtorek mówił o wadze poparcia dla rządowych kredytów studenckich (umożliwiają studiowanie na uniwersytetach, które w USA są płatne). Wcześniej naciskał na rozwiązania ważne dla młodych, wykształconych kobiet z większych ośrodków. Wybory rozstrzygną się w 12-13 stanach tzw. battleground states, gdzie walka odbędzie się niemal o pojedyncze głosy. Sztab Obamy wierzy, że o listopadowych wyborach może w sensie zagłosować ok. 50 tys. wyborców, których trzeba zdobyć dobrze przebadanymi i przygotowanymi obietnicami wyborczymi.

Sztab Obamy pracuje bardzo metodycznie aby zidentyfikować i odpowiednio „obsłużyć” owe mityczne 50 tys. wyborców. Z drugiej strony konto obecnego prezydenta obciążają – słusznie czy nie – wydarzenia bieżące. Co prawda wraz ze spadkiem ceny o kilka centów na galonie, zelżało wkurzenie Amerykanów na wysokie ceny benzyny (średnia przekraczała nawet 4 dolary za galon). Ale przez ostatnie dwa tygodnie do opinii publicznej przebiły się dwa skandale, związane z pracownikami rządowymi. Jeden to absolutnie ekstrawaganckie wydatki biurokratów z rządowej agencji GSA (odpowiedzialnej m.in. za walkę z... niepotrzebnymi rządowymi wydatkami): kosztująca podatników 800 tys. dolarów wycieczka do Las Vegas, połączona z hucznymi zabawami, zakrapianymi dużymi ilościami... szampana. Drugi dotyczy agentów Secret Service, którzy przed wizytą prezydenta Obamy w Kolumbii, zabawiali się z prostytutkami. Choć nie powiązane ze sobą, tworzą wrażenie, że rząd federalny nie tylko nie potrafi rozwiązywać problemów kraju, ale sam jest poważnym problemem, opłacanym z rosnących przecież podatków i innych danin.

Jeśli rząd nie potrafi zorganizować liczącej kilka samochodów prezydenckiej kolumny bez zatrzymywania się po drodze w burdelu, to czy naprawdę chcemy żeby zarządzał ochroną zdrowia wszystkich Amerykanów?

– pytał retorycznie Michael Tammer z wolnorynkowego CATO Institute.

Co gorsza dla Obamy, ze skandali dowcipkują sobie gospodarze wieczornych telewizyjnych show. –

Słyszeliście, że 12 agentów Secret Service zrezygnowało po skandalu z udziałem prostytutek? Sześciu z nich ma nowe zajęcie: będzie organizować imprezki dla pracowników GSA

– naśmiewał się we wtorek Jay Leno. Jeśli takie dowcipy już drugi tydzień z rzędu robi sobie najpopularniejszy komik wieczornej telewizji, nie jest to dla Obamy dobry znak.

Najnowsze artykuły

Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu

Śledź nas na Google News

Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News

Dziękujemy za przeczytanie!

Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.

Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych