Santorum starł Romneya na południu. "Zrobiliśmy to, znów to zrobiliśmy" – powiedział rozradowany Santorum

PAP/EPA
PAP/EPA

Wielkie zwycięstwo Ricka Santorum na głębokim Południu – wygrał prawybory w stanach Mississippi i Alabama. Klęskę poniósł lider sondaży Mitt Romney – w obu stanach zajął trzecie miejsce, dając się wyprzedzić także Newtowi Gingrichowi.

Po policzeniu ponad 97 proc. głosów wyniki wygladały nastepująco: Alabama (Santorum 34,5 proc., Gingrich 29,3 proc., Romney 29 proc.) i Mississippi (Santorum 32,9 proc., Gingrich 31,3 proc., Romney 30,3 proc.). Ron Paul się nie liczył – w żadnym stanie nie przekroczył 5 proc. Do momentu zakończeniu pisania tego tekstu, nie były znane wyniki z Hawajów i wysp Samoa Amerykańskiego.

- Zrobiliśmy to, znów to zrobiliśmy – powiedział rozradowany Santorum na wiecu zwycięstwa w miejscowości Lafayette w stanie Luizjana (prawybory odbędą się 24 marca). Dziekując za wsparcie modlitewne dla jego kampanii, zwycięzca stwierdził, że jego „oddolna kampania” znów pokonała Romneya, który jak na „nieuchronnego” lidera w walce o nominację, „wydał zadziwiająco dużo pieniędzy”. – Będziemy walczyć wszędzie, czas aby konserwatyści zjednoczyli się – mówił Santorum, wzywając w ten sposób do zwarcia szergów wokół niego całego bardziej konserwatywnego elektoratu Partii Republikańskiej. Parę godzin potem już był wraz z rodziną w samolocie w drodze na Portoryko, gdzie przez dwa dni będzie prowadził kampanię. Od razu też na stronie kandydata postawiono cel: zebranie w dobę miliona dolarów w postaci internetowych datków.

Występujący tuż po nim Newt Gingrich pogratulował zwycięzcy, wyrażając się wyjątkowo ciepło o Santorum i jego rodzinie. Po czym przystąpił do ataku na ... Mitta Romneya, tego „wybrańca medialnych elit”, którego „nieuchronna kandydatura właśnie się zawaliła”. – Jeśli jesteś liderem i zajmusz trzecie miejsca w prawyborach, to nie jesteś żadnym liderem – powiedział szyderczo Gingrich. Zaznaczył jednocześnie, że nie wycofa się i będzie walczył aż do samej sierpniowej „konwencji w Tampie”. Jednak trudno nie było odnieść wrażenia, że po zwycięstwie Santorum, Gingrich nie ma prawie żadnych szans na nominację. Coraz bardziej wygląda na to, że głównym powodem pozostawania w boju jest wielka niechęć do Romneya, który lawiną negatywnych reklamówek zniszczył wizerunek byłego marszałka Izby Reprezentantów. Co nie wyklucza też ewentualnych negocjacji i sojuszu z Santorum.

 

Klęska Romneya jest większa niż wynika to z samych wyników, gdyż sztab zaprezentował wyjątkową arogancję. Jeszcze we wtorek Romney zapowiadał, że wygra w Alabamie. W czasie wtorkowego głosowania, jego ludzie robili przecieki do mediów, nie wykluczając  także zwycięstwa w Mississippi. Gdy policzono głosy, zamiast dwóch zwycięstw, zostały dwa trzecie miejsca. Co znów rozbudziło spekulacje, jak słabym liderem jest były gubernator stanu Massachusetts, że unosi się nad nim „zapach przegranej”. Jak do tej pory sztab Romneya wydał 60 mln dolarów a końca prawyborów nie widać. Tymczasem Santorum, za którego jeszcze pół roku temu nikt nie dawał złamanego grosza, wydał dzisięć razy mniej pieniędzy i dalej skutecznie konkuruje z Romneyem.

Santo i Newt inspirują, Mitt jak księgowy

Santorum występował na tle wielkiego bannera „Made in America”, który kojarzy się z fabrykami, robotnikami oraz wielką płytą Bruca Springsteena „Born in America” z połowy lat 80. Skojarzenia nie przypadkowe – Santorum bardzo silnie akcentuje przekaz do pracowników sektora wytwórczego, od tamtych czasów zwanych także „Reagan Democrats” (zwykle głosujący na Demokratów, od czasu Reagana przeszli na stronę Partii Republikańskiej). W populistyczne tony uderzał też Gingrich – swoje przemówienie wygłosił otoczony plakatami z wizerunkiem dystybutora paliwowego i napisem 2,50. To ostatni przekaz kampanii: cena paliwa nie powinna przekraczać 2,50 dolara za galon (obecna średnia w kraju to 3,80 – gdy Obama zaczynał prezydenturę było to... 1,80).

 

Romney nie zaprezntował żadnego tła, bo... nie wystąpił wcale. Dopiero przed północą jego sztab wypuścił mejla do mediów, w którym tłumaczył że Romney „zdobył delegatów” w obu stanach i że ma ich najwięcej ze wszystkich. I to jest właśnie problem Romneya: nie potrafi znaleźć odpowiednego języka, inspirującego przekazu który scementowałby wokół niego Partię Republikańską. Zamiast tego, jego sztab wdaje się w mało pociągające rozważania o matematyce, wyliczające arytmetyczne szanse na nominację. Mało to inspirujące i głosów wiele nie przynosi.

 

Następne przystanki kampanii to: Portoryko z 23 delegatami (18 marca) i Luizjana (46 delegatów, 24 marca). Krytyczny dla Romneya będzie jednak stan Illinois (69 delegatów, 20 marca). Były gubernator postępuje według starego, wypróbowanego sposobu: próbuje zniszczyć głównego rywala (Santorum) nalotem negatywnych spotów telewizyjnych. W Chicago i okolicach jest ich pełno. I nie może być inaczej: Romney wydał już na atak 3 mln dolarów, podczas gdy Santorum... zero. Pytanie czy stara sztuczka lidera (wczesne zdefiniowanie rywala negatywną kampanią) zadziała znowu, czy wyborcy mając w końcu do wyboru dwóch głównych rywali, przyjrzą się raczej ich programom i na tej podstawie dokonają wyboru.

Paweł Burdzy z Chicago

Najnowsze artykuły

Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu

Śledź nas na Google News

Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News

Dziękujemy za przeczytanie!

Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.

Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.

Autor

Wesprzyj telewizję wPolsce24! I naszą misję - dziennikarstwo śledcze Wesprzyj telewizję wPolsce24! I naszą misję - dziennikarstwo śledcze Wesprzyj telewizję wPolsce24! I naszą misję - dziennikarstwo śledcze

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych