Premier Tusk nie spotkał się z Francois’em Hollande’em, chociaż ów może zostać prezydentem: mocarstwa atomowego, potęgi europejskiej, stałego członka Rady Bezpieczeństwa.
Z Francuzem (którego wcześniej kuchennymi schodami wprowadzono do prezydenta Komorowskiego – posłuchanie było nieoficjalne) spotkał się za to Adam Michnik. I to podwójnie. Raz – na debacie zorganizowanej przez „Gazetę Wyborczą” pod hasłem „Przeszłość Europy: pułapki i nadzieje” (na zdjęciu zamieszczonym w sobotnio-niedzielnym wydaniu obok Hollande’a i Michnika widzimy również Aleksandra Kwaśniewskiego; tego ostatniego z miną, jakby spodziewał się w przyszłości Europy wyłącznie pułapek), dwa – podczas wywiadu, w przeprowadzeniu którego nie pomagał Michnikowi już Kwaśniewski, tylko Dominika Pszczółkowska.
W wywiadzie „król sondaży” całkiem słusznie mówiąc o wyniku zbliżających się wyborów – „i tak zdecydują Francuzi”, zdaje się kompletnie nie przejmować chłodem wiejącym od Angeli Merkel (oraz Donalda Tuska, oczywiście). Bojkot bowiem na europejskich salonach na pewno mu nie zaszkodzi. Szczególnie w oczach rodaków.
Ponieważ Hollande – mimo że lewicowiec – bardzo oszczędnie poruszał w rozmowie wątki szowinistyczno-feministyczne, chociaż jego wizyta w Polsce wypadała między Dniem Kobiet a niedzielną manifą, redakcja postanowiła to zaniedbanie naprawić i dużo mocniej wyeksponowała na pierwszej stronie inny wywiad: „Ministra Mucha. Polityka nie dla pięknych kobiet”, publikując na ponad pół kolumny zdjęcie wywiadowanej en trois quarts. Ministra domaga się by ją nazywać ministrą, więc będę, mimo że nawet jej szef nie chce tak do niej mówić, co skądinąd dopuszcza profesor Bralczyk. Ministra, -ae – to bowiem żeńska forma od minister, -tri. Z łaciny na nasze w rodzaju męskim minister to „sługa”, czyli ministra to „służąca”? Nie wiem, czy ta tłumaczenie będzie dobrze brzmiała w uszach feministek. A0le skoro ministra zapowiedziała, że na manifę nie pójdzie…
Tak więc ministra Mucha będąc przygotowaną na tip top ze składu na mecz z Portugalią, odmówiła jednak redaktorowi Lisowi (temu metrowi z Sevres obiektywizmu dziennikarskiego) jego podania, „albowiem gdyby raz sobie na to pozwoliła, nigdy by się to nie skończyło”. A przecież ministra „nie przypomina sobie, żeby któregokolwiek z ministrów – nie tylko sportu – odpytywano z wiedzy praktycznej czy teoretycznej”. To prawda. Jednak żaden z ministrów – nie tylko sportu – nie pytał, kto wybrał Legię i Wisłę do meczu o Superpuchar. Nie deklarował zajęcia się III ligą hokeja na lodzie, nie biegał na mrozie dookoła zamkniętego Stadionu Narodowego i nie przebierał się (w przeszłości) za Larę Croft dla tygodnika „Wprost”. Być może zatem nie o piękno i młodość tu chodzi, tylko o inne przymioty.
Zdaniem ministry, nie musi ona znać się na sporcie, bo jest menagerem i z „zarządzaniem naprawdę da sobie radę”. Czego dowiodła mianując wiceszefem Centralnego Ośrodka Sportu swojego znajomego z salonu fryzjerskiego w Lublinie. („Ja z Lublina, ty z Lublina” – śpiewali przed laty Łazuka ze Szczepanikiem w telewizyjnym programie nomen omen „Popierajmy się”). A także plącząc się w decyzjach dotyczących wypłaty premii dla prezesa Narodowego Centrum Sportu i zatrudniając w ministerstwie urzędników, którzy faksy adresowane do ministra Cichockiego wysyłają do pani Danuty z Mokotowa.
Przyznajmy, że III Rzeczpospolita miała szczęście do niekonwencjonalnych ministrów sportu. Ale też przyznajmy, że ministra Mucha zajmuje w ich galerii poczesne miejsce.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/128523-ministra-czyli-sluzaca-byc-moze-nie-o-piekno-i-mlodosc-tu-chodzi-tylko-o-inne-przymioty
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.