O potrzebie paneuropejskiego oziębienia

PAP
PAP

Piątkowy szczyt w Brukseli skończył się pełnym sukcesem - donosi kancprez Merkozy, w charakterze dwugłowego orła integracji europejskiej (z wyglądu dziwnie przypominającego carskiego). Integracji w zamiarach tak już ciasnej jak berliński Ring, kiedy na jednym z pasów ustawią tablicę : „stau”, co z języka panunijnego da się przetłumaczyć na nasz, peryferyjny jako: „korek uliczny”. Co prawda paru malkontentów pod dowództwem Davida Camerona na razie nie zaakceptowało ustaleń ratujących euro, Europę i Eurydykę razem z Eurypidesem, ale nie szkodzi, jak się w przyszłości nie podporządkują, to się ich po prostu wyrzuci. W ogóle nie należało ich przyjmować. Brytyjczycy odrzucili Kartę Praw Podstawowych, więc rację miał generał De Gaulle, kiedy proroczo wetował ich przystąpienie do Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej. Węgrzy też udają, że nie słyszą, co się do nich z Brukseli mówi. A Czesi wybrali prezydentem faceta, który napisał książkę kwestionującą globalne ocieplenie i konieczność oziębienia!

Na tym tle Donald Tusk wypada po prostu świetnie i Merkozy nie znajduje dlań dość słów uznania. I to wypada zarówno detalicznie, akceptując opiniowanie polskiego budżetu przez Komisję Europejską (a co z komisją Bundestagu?), jak i w kwestii wsparcia przez Polskę strefy euro kilkunastoma, kilkudziesięcioma(?) miliardami złotych. Oraz hurtowo – godząc się na przyjęcie konkluzji szczytu bez spisanych szczegółów.

Świetniej wypadł tylko Lech Wałęsa, który po sławnym wystąpieniu ministra Sikorskiego, ogłosił, że już dawno był zwolennikiem powołania prezydenta Europy. Początkowo myślałem, że dawno to znaczy w 2009 roku, kiedy w trakcie kampanii do Europarlamentu spotykał się ze znanym przeciwnikiem wszelkich traktatów: konstytucyjnych czy lizbońskich, irlandzkim milionerem Declanem Ganleyem, założycielem stowarzyszenia Libertas, z którego list, o ile sobie dobrze przypominam, kandydował między innymi Krzysztof Filipek. Ganley zapłacił wysoką cenę ale Libertas ani polski ani paneuropejski do Europarlamentu nie wszedł. Ale później okazało się, że Lech Wałęsa miał na myśli lata jeszcze dawniejsze, sprzed dekady albo i dwóch. I nie Ganleya, ani broń Boże, Filipka. A kogo? Na tak postawione pytanie próbował odpowiedzieć znacznie wcześniej, bo w 1976 roku Henryk Bardijewski, satyryk, prozaik, autor sztuk scenicznych i słuchowisk. Wydał on w tymże roku satyryczny tomik opatrzony trafiającym w sedno tytułem: ”Jak zostać monarchistą, a właściwie królem”.

W tym harmonijnie zorkiestrowanym występie fałszywie zabrzmiał tylko PiS ze swoją sobotnią konferencją „Nowe porządki w Europie”, do której jako panelistów zaangażował licznych doktorów i profesorów, byłych premierów, ministrów i wiceministrów. (Nota bene w dyskusji też brali udział prawie sami nauczyciele akademiccy, a wśród nich prof. Krystyna Pawłowicz, która obecny kształt UE uznała za patologię i lała krokodyle łzy nad prawem rzymskim i wywodzącym się z niego prawem polskim).

PiS w ogóle niesłusznie uważa, że Europa powinna wrócić do swych korzeni, w dodatku mylnie biorąc za nie: kulturę grecką, prawo rzymskie i religię judeo-chrześcijańską. Na szczęście media okazały czujność i konferencja została przykryta triumfalnym powrotem Leszka Millera na stolec przewodniczącego SLD.

 

Najnowsze artykuły

Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu

Śledź nas na Google News

Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News

Dziękujemy za przeczytanie!

Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.

Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.

Autor

Wesprzyj telewizję wPolsce24! I naszą misję - dziennikarstwo śledcze Wesprzyj telewizję wPolsce24! I naszą misję - dziennikarstwo śledcze Wesprzyj telewizję wPolsce24! I naszą misję - dziennikarstwo śledcze

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych