Odejście Wiplera. "Trudno uznawać, że wszystkie odejścia z PiS są wyłącznie skutkiem chorych ambicji i egoizmu secesjonistów"

fot. PAP/ Tomasz Gzell
fot. PAP/ Tomasz Gzell

Tomasz Pisula napisał tekst, z którego ma wynikać, że Przemysław Wipler nie mógł opuścić PiS z powodu różnicy poglądów, a „czołowi komentatorzy”, którzy taką wersję podtrzymują, nie mogą mieć racji. Niestety, tekst oparty jest na fałszywych przesłankach, bezpodstawnych założeniach i przeinaczeniach. Przyjrzyjmy się argumentacji p. Pisuli.

Pisze on:

Przemysław Wipler dla części centrowego elektoratu był dotychczas uosobieniem nadziei na to, że można mieć w miarę zachowawcze, propaństwowe poglądy polityczne i nie być przy tym zupełną ofermą życiową. Po drugie, popieranie Wiplera w ramach PiS dawało możliwość wsparcia partii innej niż PO, przy jednoczesnym sprzeciwie wobec niepopularnego wśród tzw. warszawki kierownictwa PiS. W wyposzczonym od 2007 r. środowisku warszawskich centrystów obie te cechy nadawały osobie Przemysława Wiplera pewnego uroku.

Dziwne to założenia. Dlaczego akurat osoba Wiplera miałaby pokazywać, że „zachowawcze, propaństwowe poglądy” (zresztą – dziwaczna zbitka, bo co ma zachowawczość do propaństwowości?) nie muszą oznaczać bycia ofermą? Skąd w ogóle myśl, że ktokolwiek potrzebował dowodu, iż propaństwowość nie oznacza bycia „życiową ofermą”? Dlaczego jedno miałoby w ogóle wynikać z drugiego? Nie wiem, zaś autor nie wyjaśnia.

Dlaczego p. Pisula, pisząc o „centrystach” (nie wiadomo zresztą, kogo ma dokładnie na myśli; może po prostu wszystkich nie-radykałów?) od razu dodaje słowo „warszawskich”? Czyżby poza Warszawą nie istnieli ludzie o umiarkowanie konserwatywnych poglądach? Dlaczego krytyka wobec kierownictwa PiS ma automatycznie kwalifikować do warszawki? Zadziwiający doprawdy punkt wyjścia.

Dalej: nie wiemy, jakie dokładnie były motywy wyjścia posła Wiplera z PiS, bo żaden z nas nie siedzi w jego głowie. Tomasz Pisula popełnia znaczące nadużycie, pisząc:

Doświadczenie polskiej sceny politycznej pokazuje jednakże, że do podobnych rozłamów dochodzi przede wszystkim ze względów osobistych.

Każdy, kto obserwuje scenę polityczną, wie, że motywacje w każdym przypadku bywają inne, nawet jeżeli w wyniku secesji powstaje jedna nowa formacja. Nie sądzę, aby p. Pisula był w stanie przedstawić dowody na swoje stwierdzenie.

Uderzający jest jednak sposób myślenia, który pojawił się z nową mocą przy okazji odejścia Przemysława Wiplera, lecz nie był to pierwszy taki przypadek. Zwolennicy PiS mają mianowicie zadziwiającą skłonność, aby – po pierwsze – każdą secesję uznawać za zło lub nawet za zdradę, po drugie zaś – aby winą za taki stan rzeczy obarczać jedynie odchodzących. To oczywisty absurd. W organizmie, jakim jest partia polityczna, odpowiedzialność za jego stan rozkłada się na wszystkich po trochu, ale największa część spoczywa na liderze. Oczywiście jeżeli ktoś koniecznie chce odejść, lider nie jest w stanie zatrzymać go siłą. Ale to jego zadaniem jest dbanie, aby w partii była swoboda wymiany myśli, aby – jeżeli takie jest założenie – trwała dyskusja wewnętrzna, aby działacze czuli się doceniani i słuchani.

Wbrew, jak się zdaje, przekonaniu niektórych, Jarosław Kaczyński nie jest alfą i omegą. Nie jest chodzącą doskonałością, dobrocią i uosobieniem cnót wszelakich. Jako lider potrafi być cyniczny, brutalny, umie manipulować ludźmi. Żeby było jasne: to nie są zarzuty. Takie są cechy każdego niemal wybitnego polityka. Absurdem jednak jest ich nie dostrzegać.

Kaczyński od kilku lat utrzymuje zdecydowany kurs na jednomyślność i eliminowanie dysydentów. To jego prawo i jego decyzja. Lecz trudno w takim razie uznawać, że wszystkie odejścia z ugrupowania są wyłącznie skutkiem chorych ambicji i egoizmu secesjonistów. Wbrew zaś temu, co pisze Tomasz Pisula, miarą tego, co może w partii robić jej poseł, nie jest liczba występów w mediach. Przeciwnie: nierzadko liderzy próbują kanalizować ambicje działaczy w ten właśnie sposób. „Niech się wyżyje w telewizji, ale nie damy mu zrobić nic naprawdę” – myślą. W przypadku ludzi, którzy traktują politykę serio, takie postępowanie się nie sprawdza. Może i lubią występy medialne, ale chcą też mieć realny wpływ na rzeczywistość.

Dalej pisze p. Pisula, że Wipler znał przecież program partii, z której list dwukrotnie kandydował. Ten argument można jednak odwrócić i stwierdzić, że prezes PiS znał poglądy Wiplera, którego dwukrotnie dopuścił na listy. Jeżeli daje się komuś miejsce na listach, a szczególnie komuś z zewnątrz, spoza aparatu partyjnego, musi to być zawsze układ dwustronny. Obie strony muszą być gotowe na jakieś ustępstwa. Wolnorynkowe zacięcie młodego działacza nie było tajemnicą, podobnie jak etatystyczne skłonności prezesa PiS. Z drugiej strony – i to kolejny argument przeciwko tezom Pisuli – jeśli Wipler brał za dobrą monetę praktykę rządów PiS, mógł uznać, że jego pomysły znajdą sobie w partii miejsce. To przecież ugrupowanie Kaczyńskiego obniżyło składkę zusowską i wprowadziło dwie stawki podatkowe, a zatem faktycznie zmniejszyło obciążenia fiskalne. Warto też pamiętać, że gdy Wipler kandydował na posła w 2011 r., PiS nie miało jeszcze skrajnie etatystycznego narodowego programu zatrudnienia (nad zresztą którym pracował wątpliwej sławy ekspert do wynajęcia Witold Modzelewski).

Co do oceny poziomu ambicji Przemysława Wiplera – nie czuję się kompetentny w takim stopniu jak Tomasz Pisula. Nie jestem psychologiem. Mogę jedynie stwierdzić, że polityk musi być ambitny, to jego siła napędowa. Zaś nadmiar ambicji bywa zgubny. Jak będzie w tym wypadku – zobaczymy.

Kuriozalny jest ostatni akapit tekstu p. Pisuli:

Równie nietrafne wydają się także komentarze ubolewające nad stratą posła Wiplera i ciosem zadanym Prawu i Sprawiedliwości, zawężającemu w ten sposób swoją bazę społeczną. Tu z kolei doświadczenie III RP uczy, że osób inteligentnych i działających podobnie będzie się zgłaszało do PiS z dnia na dzień coraz więcej, zwłaszcza że wraz z rozkładem PO, to w PiS widać szanse na załatwienie sobie kariery publicznej lub intratnej posady.

Nie bardzo w końcu rozumiem, wziąwszy pod uwagę drugie zdanie tego akapitu, czy Tomasz Pisula uważa, że liberałowie w PiS są atutem czy obciążeniem. A może – tak chyba należałoby rozumieć oba te zdania łącznie – sądzi, iż każdy liberał, jaki chciałby się znaleźć w PiS, to jedynie koniunkturalista i skończony cynik? Innymi słowy – iż nie istnieją uczciwi konserwatywni liberałowie?

Owszem, odejście Wiplera jest dla PiS stratą, choć sondażowo zapewne niewielką. Partia Kaczyńskiego już od dłuższego czasu dba o to, aby zrazić do siebie osoby o poglądach konserwatywno-liberalnych. Tyle że to zaledwie nikła część potencjalnego elektoratu oraz elektoratu w ogóle. Być może odnotowany w ostatnich sondażach drobny spadek poparcia dla PiS to w części potencjalni wyborcy Wiplera, choć na pewno nie jest to strata dotkliwa. Pytanie tylko, po co tych ludzi tracić?

 

 

 

----------------------------------------------------------------------------------

----------------------------------------------------------------------

Polecamy wSklepiku.pl:"Polska Naszych Marzeń"+Cd film"Lider"

Jest to bardzo osobista, a jednocześnie przenikliwa ocena sytuacji współczesnej Polski, osób rządzących i sprawujących wysokie urzędy państwowe, pogłębiona ogromną wiedzą historyczną oraz analizą dawnej i obecnej polityki zagranicznej. Autor odsłania nie zawsze uczciwe mechanizmy władzy, odnosi się także do sytuacji w szkolnictwie, sądownictwie, armii i mediach publicznych. Wskazuje patologie i proponuje konkretne działania naprawcze. Przedstawia program, który pozwoli Polsce stać się „Polską naszych marzeń” – państwem o silnej pozycji na świecie, praworządnym, bezpiecznym, mającym dobrze wykształconych obywateli, rozwijającym się gospodarczo i kulturalnie. Opisuje również tęsknotę za tymi, którzy zginęli w katastrofie smoleńskiej, zwłaszcza swój ból po stracie brata.

 

 

Najnowsze artykuły

Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu

Śledź nas na Google News

Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News

Dziękujemy za przeczytanie!

Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.

Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych