Wczorajsza debata nad przyszłością systemu emerytalnego była jedna z najistotniejszych, jakie w tej kadencji toczyły się w Sejmie – ze względu na swą wagę polityczną i to w podwójnym wymiarze: po pierwsze ze względu na wagę samej sprawy, a po drugie ze względu na znaczenie związanej z nią kontrowersji politycznej dla przebiegu i wyniku tegorocznych wyborów parlamentarnych. Mam głębokie przeświadczenie, że ich wynik w znacznej mierze przesądzany jest właśnie teraz.
Debata ta obfitowała także w smaczki, nieraz o dużej wadze politycznej, które umknęły uwadze naszych wnikliwych politycznych dziennikarzy. Do najsmaczniejszych smaczków zaliczam poniższe, bijące rekordy bufonowatości stwierdzenie min. Rostowskiego, że Polska jest europejskim liderem w dziedzinie konsolidacji finansów publicznych. Oto cytacik:
A więc ewidentne jest to, że wszyscy dzisiaj wiedzą, iż tak jak w 2009 i 2010 r. byliśmy liderami albo w ścisłej czołówce, jeśli chodzi o wzrost gospodarczy, będziemy także w ścisłej czołówce w całej Europie, jeśli chodzi o wzrost gospodarczy, w tym roku...
(Poseł Anna Paluch: Proszę zejść na ziemię.)
...i będziemy w przyszłym roku w ścisłej czołówce, jeśli chodzi o konsolidację finansów publicznych. Dlatego nie ma sensu już dzisiaj mówić o kryzysie finansów publicznych, już nikt w to nie wierzy.
Minister Boni, który odpowiadał posłom w imieniu premiera pod koniec debaty, poczuł się nieco zdziwiony, czemu dał wyraz w niekonwencjonalny sposób. Pisze „niekonwencjonalny", bo do rzadkości w historii politycznej należy takie dystansowanie się w takiej debacie przez ministra prowadzącego ustawę od ministra finansów. A oto cytat:
Nie ukrywam, że jest mi bardzo trudno ustosunkować się do wszystkich wymiarów tej bardzo wszechstronnej dyskusji. Najbardziej skonfundowała mnie wypowiedź pana ministra Rostowskiego, wtedy kiedy mówił o tym, iż właściwie nie mamy specjalnych problemów z finansami publicznymi. I myślę, że to było przejęzyczenie.
Ta zadziwiająca kontrowersja uszła niestety uwadze dziennikarzy, a niesłusznie.
Nie zwykłem na blogu zamieszczać swoich wystąpień sejmowych, tym razem jednak czynię wyjątek, a to dlatego, że przedstawiłem w nim koncepcję polityczną, której podjęcie przez PiS, SLD i PJN czyni niezwykle prawdopodobnym to, że w przyszłej kadencji kluby PO i PSL nie będą miały większości w Sejmie. Odpowiedni fragment wytłuszczam.
Pani Marszałek! Wysoka Izbo! Słyszeliśmy tutaj, że mamy do czynienia z ustawą, która zasadniczo reformuje system emerytalny w kierunku proefektywnościowym, zaś zasadniczą motywacją jest troska o wypłaty emerytalne przyszłych emerytów. Do tego dochodzą w uzasadnieniu różne obliczenia. Nie lubię sformułowań brutalnych, w związku z tym zacytuję tylko kogoś, kto do takich nie zwykł sięgać: jeśli chodzi o intelektualno-merytoryczny poziom uzasadnień rządowych, to mamy do czynienia z nagromadzeniem nieprawd, fałszów, demagogii i manipulacji. I to mówił wczoraj prof. Leszek Balcerowicz. W związku z tym, jak sądzę, kwestię rzetelności tego, co mówi rząd, w sensie intelektualnym i faktycznym mamy już załatwioną. Dzisiaj, a także w ciągu ostatnich 2 miesięcy miałem uczucie déjà vu. Ja to kiedyś słyszałem, kiedyś to przeżywałem. Tylko wtedy ten spór, ta debata nie przebiła się na poziom parlamentu. Otóż ona toczyła się wewnątrz rządu Jarosława Kaczyńskiego, kiedy byłem premierem. Przypominam sobie wypowiedzi pani minister Anny Kalaty, pana premiera Andrzeja Leppera, pana premiera Romana Giertycha, całkowicie spójne, współbrzmiące z tym, co mówił pan premier Donald Tusk, pani minister Fedak i pan minister Rostowski. (Oklaski) Wysoka Izbo, nowe wróciło. Z tym że jeżeli odrzucimy ten genetycznie czy piarowo modyfikowany lepperyzm pod hasłem: Balcerowicz musi zamilknąć, Donald Lepper wiecznie żywy, to możemy sięgnąć do istoty rzeczy, do bezspornych faktów. Jakie to są fakty? Wysoka Izbo, po pierwsze, lawinowy przyrost długu publicznego poprzez bieżące deficyty finansów publicznych. Przypominam: 2007 r. – 6 mld, bez kosztów refundacji składki na OFE; 2010 r. – 90 mld. To jest ten przyrost. W związku z tym jest tak, że nie rząd, lecz wszyscy, Polska, Polacy mają nóż na gardle. Im mniej mają nóż na gardle – tu się po części z panem ministrem Rostowskim zgodzę – z powodu procedury nadmiernego deficytu, tym bardziej mają nóż na gardle. Wszyscy mamy nóż na gardle w wyniku nieodpowiedzialnej finansowo polityki rządu, z powodu 55-procentowego progu ostrożnościowego. To z waszej inicjatywy w 2009 r. – i to jest niepodważalny fakt – zaostrzono sankcje wobec Polaków za przekroczenie tego progu. Tu jest istota rzeczy: nie to, co będzie za 3 lata, tylko to, co będzie w tym roku. Bo wszyscy twierdzą, że tych ok. 12 mld, które dzielą nas od przekroczenia 55-procentowego progu, wygospodarować się w budżecie nie da, stąd skok na łatwe pieniądze. Bo pieniądze z OFE to pieniądze łatwe. I trzeci niepodważalny fakt, wywieszenie przez pana premiera białej flagi w kwestii metody obliczania długu publicznego przez Eurostat. Wywiesił tę białą flagę w grudniu w Brukseli. Tu przechodzimy do pewnej konkluzji. Dlaczego rząd robi to, co robi? Robi, bo ma – ale wszyscy Polacy mają, z tym że rząd i Platforma Obywatelska przed wyborami – nóż na gardle, mianowicie 55-procentowy próg ostrożnościowy z wszystkimi konsekwencjami. Ponieważ Platforma Obywatelska liczy, że będzie rządzić także po 23 października tego roku, skoro musi to zrobić teraz, a musi, to chce zrobić tak.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/111280-wyglosowac-po-psl-wczorajsza-debata-nad-przyszloscia-systemu-emerytalnego-byla-jedna-z-najistotniejszych-jakie-w-tej-kadencji-toczyly-sie-w-sejmie
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.