Kryzys prawa oraz Panowie Michał Boni i Radosław Sikorski

fot. PAP/Radek Pietruszka
fot. PAP/Radek Pietruszka

Utrata panowania nad procesem legislacyjnym i rządowe buble prawne mają bardzo konkretne przyczyny. Przypomnieć wypada, że trzy lata temu PO ogłosiła wzmocnienie Rządowego Centrum Legislacji, które od tej pory miało przejąć odpowiedzialność za opracowanie zdecydowanej większości projektów ustaw. Zmieniono wtedy ustawę o Radzie Ministrów i jej regulamin. Reforma okazała się całkowitą fikcją. RCL przygotowuje zaledwie 20 % ustaw rządowych.

Udostępniam internautom odpowiedź na moją interpelację podpisaną przez Prezesa RCL Macieja Berka (w załączeniu). Prace legislacyjne rządu idą starym tokiem w ministerstwach, bez realnej kontroli ze strony premiera i centrum rządu.

Pytacie co mają z tym wspólnego Michał Boni i Radosław Sikorski? Otóż minister Boni ogłosił z przytupem reformę, która pozostała w sferze deklaracji. Trzy lata temu wraz z dr. Radosławem Zubkiem pisał w tekście opublikowanym na łamach „Rzeczpospolitej” że:

(...) nowego zdefiniowania wymaga sam proces przygotowywania rozwiązań. Zgodnie ze zmianami zawartymi w ustawie o Radzie Ministrów obecnie coraz więcej kluczowych ustaw będzie (to zadanie na cały 2009 rok, by przebudować sekwencje działań) najpierw dyskutowanych w formie debaty nad założeniami (tak się dzieje przy propozycjach zmian w funkcjonowaniu OFE). To jest także czas konsultacji, więc nie wolno zapominać o partnerach społecznych. W takiej debacie krystalizować się powinny rozwiązania, a RCL winien je później zamieniać na zapisy legislacyjne.

(M. Boni, R. Zubek, Jak rządzić skutecznie, Rzeczpospolita, 13.02.2009 r.)

W praktyce nie ma ani realnych konsultacji społecznych, ani RCL nie „zamienia ustaleń w przepisy prawne”. Takie właśnie instytucjonalne drobiazgi decydują o jakości państwa.

Jeszcze gorzej jest w MSZ, który nie panuje nad opracowaniem ustaw wdrażających dyrektywy. Zazwyczaj praktyka polega na przekazywaniu Sejmowi projektu ustawy w ostatniej chwili lub po terminie (w chwili obecnej rząd spóźniony jest z 40 ustawami, w których terminy implementacji minęły). Jakość projektów jest bardzo niska, dyrektywy aplikuje się mechanicznie, bez uwzględnienia interesów polskich podmiotów gospodarczych. MSZ po wcieleniu Urzędu Integracji Europejskiej miał być hegemonem. Tymczasem polski MSZ nie tylko nie opracowuje projektów ustaw wykonujących dyrektywy, tak jak MSZ Węgier czy Słowenii,  lecz nawet nie potrafi dyscyplinować prac poszczególnych ministerstw.
Mam coraz silniejsze wrażenie, że rząd Tuska nie ma zdolności panowania nad machiną państwową.

 

Najnowsze artykuły

Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu

Śledź nas na Google News

Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News

Dziękujemy za przeczytanie!

Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.

Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych