Nic tak nie cieszy, a zarazem nie ożywia dziennikarza, jak uwagi do jego tekstów, nawet jeśli nie są to wyłącznie pochwały jego mądrości i przenikliwości.
Tak właśnie mają się rzeczy w przypadku zamieszczonego wczoraj krótkiego komentarza, potępiającego działania służb specjalnych wobec dziennikarzy. Kilka z tych uwag internautów wydaje się na tyle ważnych, że warto na nie odpowiedzieć. Może lepiej powiedzieć - wyjaśnić. Jeden z czytelników zwraca mi uwagę, że pospieszyłem się z zarzutem o bezprawnym postępowaniu służb, poprzez wykorzystywanie bilingów dziennikarzy. Wszak – argumentuje internauta - obradująca w środę 13 października sejmowa komisja ds. służb specjalnych orzekła, że w latach 2005-2007 służby nie podsłuchiwały. Wyjaśniam więc, że ani przez chwilę nie mówiłem o podsłuchiwaniu, lecz jedynie o pozyskiwaniu przez służby bilingów. Ustalenia komisji szły nawet dalej, niż mówi o tym ów internauta. Służby nie naruszyły żadnego z przepisów żądając bilingów dziennikarzy – obwieścił jej obecny przewodniczący. Formalnie rzecz ujmując, rzeczywiście nie złamały prawa.
To jednak w żadnym stopniu nie zmienia mojego przekonania, że służby, depcząc prawo dziennikarza do zachowania tajemnicy, niszczą ważny fragment demokratycznego ładu. Sprawa jest złożona.
Przyznaję bowiem, że służby walczące z najgroźniejszą przestępczością, a więc CBŚ, CBA czy ABW winny mieć zagwarantowane prawo dostępu do bilingów podejrzanych typków, mających kontakty z podziemnym światem kryminalistów. Dziennikarze powinni jednak być z tej listy wyłączeni. Biling pozwala z łatwością zidentyfikować informatora. Pełni tę sama rolę, co podsłuch czy inwigilacja. Jeśli dziennikarz w swoim tekście czy programie radiowym bądź telewizyjnym przytacza jakiś dokument, a wejdą w posiadanie bilingów, szybko ustalą, kto ten dokument przekazał dziennikarzowi. A przecież dziennikarz zagwarantował pełne bezpieczeństwo swojemu informatorowi. Działania służb prowadzą do tego, że bez winy dziennikarza ta gwarancja zostaje pogwałcona. I przekreślona wiarygodność dziennikarza. Zwykle na zawsze, bądź na bardzo długo. Służby przecież nie ujawnią informatorowi, którego poddają różnym sankcjom, w jaki sposób dowiedzieli się, że to właśnie on kontaktował się z dziennikarzem. Podtrzymuję więc, że jest to trąd w służbach, choć usankcjonowany ślepotą prawa.
Inny z czytelników podważa trafność moich zarzutów, pisząc, iż nie może być tak, że nie licząc się z dobrem służb, „byle łajza za parę groszy lub w ramach zemsty lub walki wewnętrznej w służbach wynosi tajne informacje na zewnątrz, aby skompromitować swego rywala”. Otóż muszę kolejnego, aktywnego internautę rozczarować srodze. Dobrze jest, jeśli na dziesięciu informatorów, którzy docierają do dziennikarzy, choć jednym powodują jakieś czyste intencje. Czasami motywy informatorów są o wiele gorsze, czarniejsze niż wymienione przez internautę. W większości są one doprawdy niskie. Niekiedy ocierają się o podłość - kiedy np. ktoś składa donos na osobę bliską… najbliższą. Obrzydliwość. Ja zwykle takich informatorów gonię, wymachując siekierą. Albo wykurzam ich gryzącym dymem. Sposób potraktowania informatora zależy od indywidualnej wrażliwości dziennikarza, trochę jego doświadczenia. No, a przede wszystkim zdrowego rozsądku. Wysłuchanie i zrobienie dokumentacji wiadomości przekazanej przez informatora nie jest tożsame z jej publikacją. Im jest cięższego jest gatunku informacja, im ma większy wymiar, im ważniejszej osoby dotyczy, tym bardziej dokładniejszego potwierdzenia wymaga w innych źródłach. Tym skrupulatniej musi być sprawdzona i udokumentowana. To abecadło dziennikarskie, więc nie ma się nad czym rozwodzić. Inaczej: nie ma obawy, że „byle łajza” przyjdzie do dziennikarza, coś mu powie, a jutro będą o tym trąbić media.
Na koniec, ciekawy głos, choć luźno związany z moim komentarzem. Głos, w którym autor, „Polak z Szydłowa”, czeka na „chociażby symboliczne napiętnowanie przez władze polskie twórców stanu wojennego - gen. Jaruzelskiego i Kiszczaka”. Mogę powiedzieć tyle – ja też na to czekam. Wkrótce chcę temu poświęcić osobny tekst.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/106427-slepota-prawa-czyli-aneks-do-tradu-w-twierdzy-sluzb-specjalnych
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.