Przeciw pogańskiej świątecznej dziecinadzie. " Ks. Boniecki i J. M. Rymkiewicz. Kompletnie różne światy"

 

Ksiądz Adam Boniecki i pisarz Jarosław Marek Rymkiewicz. Dwa kompletnie różne światy. Pierwszego odbierałem najczęściej jako poprawnego politycznie kapłana, idącego na kompromis z zsekularyzowaną rzeczywistością i unikającego z nią polemiki. Drugi to znakomity pisarz siejący ostatnio spory ferment intelektualny. W jego tezach, zarówno bieżąco politycznych (wszystkie działania Jarosława Kaczyńskiego – i właściwe, i błędne – służą Polsce), jak i historiozoficznych (Polacy są Polakami, kiedy myślą o Polsce jako o imperium) odnajdywałem dla siebie inspirujące treści.

Wczorajsza lektura „Tygodnika Powszechnego" i „Gazety Polskiej" skłania mnie jednak do szerszego spojrzenia na obie postaci. W rozmowie z Joanną Lichocką na łamach „GP" Jarosław Marek Rymkiewicz rozwija dawne wątki mesjanistyczne, próbując je aktualizować na miarę naszych czasów (powrót do „Składu zasad" Mickiewicza jako „komunizmu Chrystusowego").

Ale czymże jest ów neomesjanizm? Tak naprawdę to nowo-pogańska baśń w chrześcijańskich szatach. Wydarzenie sprzed dwóch tysięcy lat – wcielenie Boga w człowieka – to tylko środek do celu, jakim jest ukształtowanie się „wspólnoty wolnych Polaków". Oddajmy zresztą głos samemu Rymkiewiczowi:

Święta Bożego Narodzenia są powrotem do dzieciństwa. Tak chce polski obyczaj i polska historia. Przywracają nas dzieciństwu i dzięki nim znów stajemy się dziećmi. (...) Polacy mówią poprzez swój obyczaj, że tej Nocy objawia się im coś, co rządzi ich życiem. Coś, co rodząc się każdego roku, jest potężną, niewysławialną Mocą życia. Można to rozumieć jako coś, co przychodzi spoza życia, ale ja rozumiem to jako coś takiego, co jest ukryte w głębi życia. Światło przechodzi przez życie, wydobywa się z jego głębi i ustanawia jego sens, a razem z sensem – ustanawia nasz tutejszy odwieczny obyczaj. Gdy się pojawia, dowiadujemy się – właśnie tej Nocy – że życie nie ma końca, bo śmierć należy do życia i każdego roku następują Nowe Narodziny.

Na uwagę Lichockiej:

Wigilia to czas przebaczania win, wspólnego siadania do stołu. Myślenia o nas jako o wspólnocie

Rymkiewicz odpowiada:

Przy stole zbiera się wspólnota żyjących. W takiej wspólnocie nie ma miejsca dla żywych trupów. (...) Kiedy będziemy mieli państwo wolnych Polaków, upiory rozwieją się jak zły sen i natychmiast o nich zapomnimy.

A więc – zdaje się sugerować Rymkiewicz – zamiast Ewangelii patriotyczny obowiązek uświęcony wiernością Polsce. Pozbądźmy się „żywych trupów", którymi są polityczni wrogowie ojczyzny. Świętujmy Boże Narodzenie – tu już dopowiadam próbując wyciągnąć konsekwencje z wywodu pisarza – w pogańskim poczuciu swojskości, w poczuciu domowego ciepła, niezakłócanego przez pukanie do drzwi niespodziewanego gościa. Chodzi o gościa, który może realnie zapukać, bo przecież szykując dla kogoś takiego miejsce przy wigilijnym stole nie bierzemy pod uwagę tego, że może on naprawdę się zjawić.

Nowo-pogaństwo Rymkiewicza (jeśli jest on w swoich przekonaniach szczery, a nie uprawia swoistej autokreacji) rozmija się chociażby z chrześcijańskim pojmowaniem polityki przez Carla Schmitta. Wybitny niemiecki myśliciel podkreślał wyraźnie, że walka z politycznym wrogiem nie koliduje z nakazem miłowania nieprzyjaciół. Wróg w znaczeniu politycznym – zdaniem Schmitta – nie jest wrogiem w znaczeniu moralnym czy religijnym.

Z tym, co głosi Rymkiewicz kontrastuje wizja Świąt Bożego Narodzenia, jaką prezentuje na łamach „TP" ksiądz Boniecki, który pisze:

 

Z Bożego Narodzenia robi się historyjkę dla dzieci, a ono wcale historyjką dla dzieci nie jest.

(...)

I powiedzmy sobie szczerze: pielęgnowanie polskich obyczajów często niewiele ma wspólnego z wiarą, nawet wręcz może ją zamazywać lub osłabiać, jeśli pozostaniemy na ich powierzchni rzewnej i ludowej, bez sięgnięcia głębiej.

 

(...)

 

Przerażające było tamto Boże Narodzenie. Jeśli było miejsce na radość, to doprawdy radość eschatologiczną, radość zmartwychwstania. Przypomnijmy tu choćby tylko proroctwo starca Symeona. Nad grotą już unosił się cień krzyża.

 

Kiedy słyszę życzenia: 'zdrowia, bo to najważniejsze', wierząc w ich zacną szczerość, myślę sobie, że się całkowicie rozmijają z treścią tamtego wydarzenia. Boże Narodzenie jest po to, byśmy – my, ludzie wiary – dowiedzieli się, co jest najważniejsze. Jeśli życie Syna Bożego w ludzkim ciele ma być dla chrześcijanina wzorem, to doprawdy: mówienie, że zdrowie jest w życiu najważniejsze, trąci kiepskim żartem.

 

 

(...)

 

Widziałem obchody Bożego Narodzenia w kilku krajach, wszystkie mają wspólną cechę: są traktowane jako święta dobroci, lecz trudno dociec, czy ta dobroć służy poprawie własnego samopoczucia i wizerunku, czy jest eksplozją autentycznej troski o drugich, podjęciem przykazania miłości. U nas łamiemy się opłatkiem, co ma wielką wymowę symboliczną, znaczy bowiem, że 'wszyscy jednego chleba uczestnikami jesteśmy', znaczy przebaczenie, znaczy wyjście z zaklętego kręgu egoizmu.

I dalej czytamy:

Teraz, kiedy to piszę, dzwoni do moich drzwi biedny człowiek, Mariusz. Znam go, wiem, że jakoś sobie radzi, że od czasu do czasu się 'zapada'. Wtedy dzwoni do mnie i w domofonie słyszę: 'to ja, Mariusz'. I wiem, o co chodzi. Teraz zirytowany odpowiadam: 'nie mam czasu, proszę przyjść kiedy indziej' (jestem zajęty, piszę o miłości bliźniego!). Tacy właśnie jeśli nie jesteśmy, to bywamy. Na ludzką bezradność reagujemy, kiedy mamy dobry humor, czas i nieco grosza. Szczęśliwie po chwili zdałem sobie sprawę z absurdalności mojej reakcji i mogę nie wykreślać tego wszystkiego, co napisałem wyżej.

Boże Narodzenie to święta dla chrześcijanina trudne, tym trudniejsze, że zasnute sentymentalną mgłą mającą niewiele wspólnego z Betlejem, święta uświadomienia sobie realności naszej wiary, konfrontacji z jej historycznością i z jej konsekwencjami.

Ksiądz Boniecki trafił w samo sedno. To jest chyba istota neomesjanizmu. I tak osobiście, Księże Adamie, Bóg zapłać za ten felieton. Swoją drogą zastanawiam się nad tym, jak to jest jest, że kapłani, którzy z różnych powodów sprzymierzają się na polu debat politycznych z siłami „tego świata", negującymi nauczanie Kościoła, zachowują głębokie wyczucie ewangelicznego przekazu. I potrafią go odnieść do indywidualnych ludzkich zmagań.

Najnowsze artykuły

Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu

Śledź nas na Google News

Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News

Dziękujemy za przeczytanie!

Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.

Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.

Autor

Wesprzyj telewizję wPolsce24! I naszą misję - dziennikarstwo śledcze Wesprzyj telewizję wPolsce24! I naszą misję - dziennikarstwo śledcze Wesprzyj telewizję wPolsce24! I naszą misję - dziennikarstwo śledcze

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych