Dziennik z moherowej prowincji (2). Musimy więcej rozmawiać ze sobą. "Niech ten wpis będzie pierwiosnkiem?"

opublikowano: 23 listopada, 1:10

Fot. wPolityce.pl

Mieszkam coraz bardziej na pustyni. Wokół na moim osiedlu buduje się coraz więcej domów, ale coraz mniej jest tu życia. Rwą  się kontakty pomiędzy ludźmi. Jeszcze nie tak dawne coweekendowe  wakacyjne grille z sąsiadami przekształciły się w razdoroczne beaujolaisowe  spotkania, by w końcu zaniknąć zupełnie.  Jeśli tak się dzieje, to trzeba by po pierwsze przyjrzeć się sobie.  No i od razu nasuwa mi się wymijające  tłumaczenie – pośpiech. Jest to „wyborcza”prawda.

Przez pewien czas wydawało mi się, że to ja uciekam szybko, wymieniwszy zaledwie kilka słów ze spotkanym przypadkowo znajomym, mając autentyczne poczucie, że muszę się spieszyć bo coś mi ważnego umknie. Nic mi nie umknie. Życie mi umyka na umykaniu. Co ciekawe takiego poczucia „poszukiwania straconego czasu” wcale nie mam kiedy siedzę przed komputerem, czy dawniej przy telewizji, której już teraz zupełnie nie oglądam. Tak więc, wydawało mi się, że to tylko ja jestem jakiś taki aspołeczny i próbowałem to zmienić.

Nic jednak z tego nie wyszło, bo ten mój „pośpiech” okazał się zjawiskiem szerszym niż przypuszczałem. Przyznam się, że początkowo zastanawiałem się nawet, czy to nie ode mnie się zaczęło, a potem czy nie dotyczy to tylko mnie. Ale nie. Przyglądam się i stwierdzam, że to jest coś większego. Dawniej mówiło o czymś takim „znieczulica społeczna”. Ale to nie jest to samo, choć pewno ma podobne źródło. Ja bym to raczej nazwał – izolacja, zaskorupianie, czy jakoś tak .

Zamykanie się w domach, zamykanie się w sobie. Poczucie nieufności do świata. Niechęć przed dzieleniem się z innymi swoimi uwagami na temat rzeczywistości.  Powoli zamienia się to w nas we  wrogość, którą sygnalizujemy na przykład klaksonami na skrzyżowaniach, albo wyładowywaniem frustracji przez wypisywanie obraźliwych  komentarzy pod tekstami na portalu „wPolityce.pl”.

Przyczyna tego zaskorupienia tkwi w głowie (żeby na to wymyślili jakiś szampon, albo olejek). Nie chcę się  doszukiwać jego źródeł, bo to zapewne skończyłoby się na odnalezieniu kolejnych  wrogów i wzroście agresji własnej. Trzeba raczej temu przeciwdziałać. Ja na przykład postanawiam sobie (tak przedadwentowo) więcej rozmawiać. Nie tylko ze znajomymi, ale również żoną, dziećmi.  Bardziej się otworzyć, mniej umykać. Niech ten wpis będzie pierwiosnkiem. Tylko czy mi się to uda?

Zainteresował Cię artykuł?

Komentarzy: 13

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

przyznaje Panu racje, cos w tym jest, wszyscy sie spiesza a na rozmowe czesto nie ma czasu...

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

Pięknie ujął to zjawisko pan Wencel, zauważając słusznie, że wzięło się nam to, od "ukrywania w sercu" uczuć religijnych, patriotycznych, aż w ogóle do poglądów. Jak już się wszystko poukrywa pięknie w sercu, to wtedy nie ma już o czym rozmawiać.

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

myślę ,że nie w tym problem ,że nie ma czasu na rozmowę,tylko ludzie nie chcą ze sobą rozmawiać!!Zwłaszcza po ostanich wyborach ,gzie była duża nadzieja na wygraną i zmiane polityki.A teraz z kim rozmawiać i o czym ,drogi sąsiedzie to ty glosowałes na Tuska?To dzięki Tobie są takie podwyżki ,to Tobie mam zadac pytanie :Jak żyć?.To dlatego ludzie nie chcą rozmawiac ze sobą.

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

Też myślę, że nie w tym problem. To kwestia... dojrzewania. Jako dzieci mamy "całą masę" kolegów i koleżanek - właściwie są nimi wszyscy rówieśnicy, potem w szkołach i na studiach mamy grupę przyjaciół. Zakładamy rodziny, mamy obowiązki wobec najbliższych, więc siłą rzeczy grono przyjaciół topnieje do dwóch, trzech, zaprzyjaźnionych (często przez nasze dzieci) par, plus jakiegoś singla "dla urozmaicenia". Gdy dzieci dorosną, a mamy szczęście, to z tych dwóch trzech par zostaje jedna i (znów: gdy mamy szczęście) rodzeństwo, kuzyni. Najczęściej mieszkamy w różnych miejscowościach, więc dopóki żyją nasi rodzice, odwiedzamy się. A potem... Potem dojrzewamy do mizantropii. I nie ma to nic wspólnego z polityką, tylko z kalendarzem. Naszym własnym. Że co? Że są ludzie, którzy podtrzymują przyjaźnie do późnej starości, że "Nasze Klasy", zjazdy szkolne. No są. Dzidzie-piernik i ich (nie)wierni towarzysze: siwi panowie z kucykiem i w dżinsach też są.

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

proszę pana, to tak jakby pan opisał moje odczucia. Zgadza się wszystko ze szczegółami. Według mnie jest to efekt przedłużającego się na lata oczekiwania na zmianę, która nie nadchodzi. Proszę zauważyć, że ludzie którzy jakoś znaleźli sobie miejsce w systemie, a myślę nie tylko o establiszmencie, ale i o tych z szarej strefy, których z państwem polskim łączy tylko miejsce zamieszkania, nie miewają takich niepokojów. My czujemy coraz mocniej, że zbliża się przesilenie i wiemy, że im dłużej będziemy czekać, tym bardziej krwawe ono będzie. I nie możemy się tego doczekać.. Bo tylko w odmienionym kraju odetchniemy pełną piersią.

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

Tyle opinii Pan zebrał i wszystkie wyważone i zawierają dużo prawdy. To już sukces. To pierwiosnek.

Zgłoś nadużycie

W poprzednim miejscu zamieszkania miałam sąsiadów którzy tylko narzekali, to jeszcze bym zdzierżyła ale te ciągłe pożyczki. Na sam dźwięk pukania do drzwi podskakiwałam. W nowym miejscu wolałam się nie zaprzyjaźniać na początku.Ludzie nie maja ani wyczucia czasu ani taktu. A jak im delikatnie zwrócisz uwagę to się obrażają.

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

Bardzo ładnie Pan to opisał,to również swietne postanowienie adwentowe . Serdecznie pozdrawiam i biorę przykład .

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

Czytuję Pana - całkiem interesujący felieton, choć zgadzam się z komentarzem RO o dojrzewaniu i kolei rzeczy. Ale wg mnie nie pasuje Pan do tego portalu - zjadliwego i pełnego tylko polityki - może lepiej na salon24 - tam jest bardziej różnorodnie i nie tak zaciekle jednostronnie

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

Gorzki - naprawdę czekasz na krwawe przesilenie? Tego życzysz naszej ojczyźnie? Zastanów sie choc przez chwilę

Zgłoś nadużycie

Pozdrowienia z Chicago Jasiu i Andrzej

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

A ja mysle, ze ludziom NIE CHCE sie WYSILAC, bo rozmowa to jednak wysilek; trzeba sie chwile zastanowic i POSLUCHAC drugiego czlowieka; najwiekszy problem to ten, ze my juz utracilismy umiejetnosc sluchania, bycia milym i cierpliwym - nawet dla tych, ktorzy maja odmienne poglady polityczne - slychajmy innych, dajmy sie wygadac - to naprawde najlepsza droga do pozbycia sie frustracji i zniechecenia, szczegolnie w obecnej rzeczywistosci; ma Pan racje - to dobre postanowienie na Adwent

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

W moim otoczeniu osiedlowym zmieniło się wszystko po Katastrofie .Wcześniej rozmawialiśmy na różne tematy ,nawet nieraz były ostre dyskusje na tematy polityczne .Od półtora roku mówimy sobie dzień dobry i czy będzie lało czy słońce świeciło.Ale tym się nie przejmuję bo więcej czasu poświęcam rodzinie i małej grupce przyjaciół z którymi mam wspólny język .Nie warto na siłę szukac towarzystwa .

Najnowsze