Nic się nie dzieje rodacy!

Jarosław Kaczyński uważa, że kompleks smoleński (splot wydarzeń wywołanych katastrofa 10 kwietnia) może mu zapewnić powrót do władzy. Wyjaśnienie tajemnicy smoleńskiej, z każdym niemal dniem, staje się co raz to większą jego obsesją. Potwierdza to – moim zdaniem -  słowami, że platforma boi się zmarłego prezydenta jak diabeł święconej wody.

Ważną rolę w tym konglomeracie wokół katastrofy odgrywa walka o krzyż na Krakowskim Przedmieściu. Ta walka – do której jest przywiązany, przypomnę, że JK domagał się  sprowadzenia krzyża z Częstochowy przed Pałac - na skutek wstrzemięźliwości Platformy i rządu, który ani myśli aby uczynić z krzyża główne krajowe  pole bitwy o władzę najwyraźniej traci na ostrości. Stąd dopiero po kilku dniach prawdziwego zastoju, gdy nic się w tej materii nie stało, ożywienie się grupy twardzieli, prowadzonych przez kucharza z ASP - najpierw zapowiedzieli nocne przeniesienie siłowe krzyża do kościoła świętej Anny  aby następnie rzecz cała sprowadzić do rozmiarów happeningu – postawiło ponownie na porządku dziennym sprawę tak zwanej ochrony krzyża. Na Krakowskim Przedmieściu o północy z 9 na 10 sierpnia zebrał się tłum, który jednak przyszedł hecować i bawić się niczym na jasełkach czy wiankach. Dramatyczne wezwania Ojca Rydzyka do mężczyzn aby przyszli z odsieczą jak się wydaje nie przyniosły efektu i rzecz cała zakończyła się zabawowo, a miało być strasznie.

Odpryskiem tej nocnej zabawy będzie teraz wiec SLD na Placu Konstytucji i kontrmanifestacja na Krakowskim Przedmieściu zwolenników pana Sakiewicza i jego „Gazety Polskiej”. Dalsze dni zapowiadają się w tym kącie Warszawy już powiem nieatrakcyjne żadnych wieców i kontrwieców nikt jak dotąd nie zgłosił bowiem do urzędu miasta.

Widać wiec już gołym okiem , że ochrona krzyża jako obiekt awanturniczych wydarzeń przed Pałacem Namiestnikowskim, potrzebuje stałego paliwa czyli drak i kontrdrak. Rząd najwyraźniej zdecydował się stanac z boku tak jak Kościół i liczy na długofalowe bez awantur wygaszenie sprawy. Chce on najwyraźniej spacyfikować rzecz całą spokojem i ochroną służb porządkowych czuwających niczym troskliwa niańka nad bezpieczeństwem demonstrantów. Tymczasem tak zwani obrońcy krzyża potrzebują moim zdaniem meczenników , czyli osób które  zostałyby chociaż leciutko poturbowane najlepiej przez policję. Bez tego rzecz cała w końcu zemrze w naturalny sposób.

Wczoraj okazało się, że zwolennicy hecowania są w mniejszości i w związku z tym oczekiwania na fundamentalistyczną rewolucję katolicką nad Wisłą raczej się nie spełnią. W chwilach gdy nie ma pod Pałacem burzy i naporu rzecz cała sprowadza się do czuwania kilkunastu osób przy krzyżu, co oczywiście nie może zadawalać tych którzy liczą na odnowę moralną pod wpływem Katastrofy Smoleńskiej i obrony krzyża. Jak długo jeszcze będą trwały te zapasy trudno odpowiedzieć. Metoda rządu: „nic się nie dzieje rodacy”  może w końcu być najskuteczniejszym sposobem zatrzymania awanturniczych ambicji.

 

Najnowsze artykuły

Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu

Śledź nas na Google News

Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News

Dziękujemy za przeczytanie!

Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.

Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych