Pomimo, że prezydent Komorowski zapowiadał, że pierwszą wizytę zagraniczną złoży w Brukseli, a następnie odwiedzi Paryż i Berlin zaczął od Wilna. Stąd wniosek, że szykuje się nowy festiwal przyjaźni litewsko – polskiej za cenę kilku pustych gestów wobec polskiego polityka.
Bo jak dotąd przyjaźń pomiedzy Litwa i Polską polega na nadstawianiu litewskiego policzka do całowania i wygłaszania różnych podniosłych banałów o wzajemnych związkach. Pytam jak jednak można się przyjaźnić z Litwinami skoro od dwudziestu lat lituanizują polskie nazwiska szykanują na rózne sposoby naszych rodaków i Polakom, którzy na przykład używają, w stronach w których żyją, polskich nazw sypią mandaty. To są obrzydliwe represje wobec naszych rodaków sprzeczne z prawem unijnym i duchem tej organizacji. Wszystko dlatego, że maja oni kompleks antypolski i wyznają bzdurną teorię wedle której wszyscy Polacy na Litwie są spolonizowanymi Litwinami. Oficjalnie tego ucza nawet w szkołach. W związku z czym państwo litewskie używając kija i pałki „pomaga” litewskim Polakom w powrocie na litewskie łono. Nasze władze od lat pokazują, że są skłonne walczyć o prawa Polaków na Białorusi o Litwie jednak zapominając.
Nie raz i nie dwa byłem zirytowany polityką Lecha Kaczyńskiego, który w imię interesów Polski na wschodzie i bzdurnej koncepcji okrążania Moskwy poświęcał naszych rodaków nad Wilią. Ponadto Litwini go zauroczyli i stał się bardzo częstym gościem w Wilnie. Jedna z przyczyn tej miłości, jak sądzę, było to, że tam mógł porozumieć się bez tłumacza.
Oczekiwałem, że pan Komorowski odejdzie od stylu polityki swego poprzednika i owszem zaproponuje przyjaźń ale po spełnieniu warunków, którym na imię będzie zabieganie o interes naszych rodaków. Tymczasem wydaje się, że wyjdzie z tego przysłowiowa figa bowiem już na wstępie pani prezydent Gribauskajte oczarowała pana Bronisława rodzinnym majątkiem Komorowskich na Litwie, a władze lokalne oświadczyły, że są skłonne zbudować tam muzeum. Czyli zanosi się na kontynuacje starej polityki polegającej na patrzeniu przez palce na szykanowanie przeszło 200 tysięcy Polaków zamieszkujących tamten kąt Europy.
W tym miejscu warto Litwinom przypomnieć ponieważ nie tylko nie chcą o tym pamiętać ale i wiedzieć, że już dwukrotnie odzyskali niepodległości dzięki Polsce. Po raz pierwszy po Bitwie Warszawskiej i pokoju Ryskim, a po raz drugi po sukcesie Okrągłego Stołu, który zapoczątkował rozpad ZSRR. Litwini nie mogą nam wybaczyć włączenia Wilna do Polski w roku 1922. Warto więc w tym miejscu im przypomnieć, że Wilno wedle ostatniego carskiego jeszcze spisu powszechnego było miastem polsko - żydowskim. Polacy stanowili w nim 60 procent mieszkańców, Żydzi 30, Rosjanie i Białorusini 8, a Litwini ledwie 2 procent. Takie były fakty.
W 1919 roku Wilno wolą Wilnian zostało przyłączone do odradzającej się Polski. Po roku w czasie ofensywy letniej 1920 roku, w czasie ofensywy Tuchaczewskiego zostało zajęte przez Rosjan. Po klęsce pod Warszawą w sierpniu 1920, a następnie nad Niemnem cofający się Bolszewicy oddali Wilno Litwinom, którzy ten prezent wbrew demografii przyjęli z pocałowaniem ręki. Nie mógł się pogodzić z tym zwycięski Piłsudski i wysłał do Wilna generała Żeligowskiego, który nad Wilia wraz ze swą dywizją witany był jak król. Wkrótce na polecenie Piłsudskiego ogłosił powstanie Litwy Środkowej i zaproponował Litwinom odnowienie unii Polsko – litewskiej. Litwini odmówili i Wilno po Pokoju Ryskim i inkorporowaniu do RP Litwy Środkowej stało się polskim miastem wojewódzkim, w którym procent rdzennych Polaków był wyższy niż w Poznaniu, Lwowie i kilkunastu innych głównych miastach Odrodzonej Polski.
W roku 1939 Wilno jak i cała Polskę wschodnią po 17 września zajęła Armia Czerwona , a w październiku Stalin przekazał Wilno Litwie. Ponownie zostało ono przyjęte od Bolszewików z pocałowaniem ręki. Tyle, że nie na długo bowiem po 9 miesiącach w czerwcu 1940 roku, nieomal w dniu wkroczenia Niemców do Paryża, kremlowski dyktator wziął je sobie z powrotem wraz z całą Litwą , Łotwą i Estonią. Tym samym po raz drugi w XX wieku potwierdziło się, że bez niepodległej Polski nie ma niepodległych republik nadbałtyckich w tym przede wszystkim Litwy.
Warto aby o tym Litwini pamiętali, a nie rozpamiętywali bez przerwy i żadnego umiaru swe rzekome krzywdy, które mieli im wyrządzić Polacy. Warto też aby tych kilka faktów nauczył się pan prezydent Komorowski bowiem przyjaźń oparta na unikach i kłamstwie, a taka się zapowiada w jego wydaniu, jest warta funta kłaków. Mamy prawo i obowiązek wymagać od Litwinów przestrzegania europejskich standardów. Polityka panie prezydencie, przypominam z przykrością, nie polega tylko na robieniu słodkich min lecz także gdy trzeba zabiegania twardo o swoje racje. My nie chcemy niczego od Litwinów poza tym aby respektowali prawa przysługujące polskiej mniejszości. Piszę o tym wszystkim z bólem dlatego, że urodziłem się rok przed wojną w Wilnie i gdybym tam do dziś pozostał nosiłbym oficjalnie, wbrew swej woli, nazwisko Rolickas. Dlatego mam prawo, a nawet obowiązek upomnieć się u pana prezydenta o to aby swój urząd traktował serio i nie dał się uwieść syrenim głosom z nad Wilii. Przyjaźń tak, jak najbardziej, ale po spełnieniu elementarnych obowiązków przez obie strony. My na przykład ze wszystkich zobowiązań wobec mniejszości litewskiej wywiązujemy się zgodnie z duchem europejskich standardów.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/105045-komorowski-sladem-kaczynskiego-w-obronie-litewskich-polakow
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.