Wybór pomiędzy Bronisławem Komorowskim a Jarosławem Kaczyńskim jest wyborem dwóch różnych koncepcji sprawowania urzędu prezydenta. Kandydat Platformy ma wizję sprawowania urzędu, która w pełni mieści się w ramach obecnej konstytucji. Raczej przyjmuje i akceptuje propozycje rzadu, niespecjalnie w nie ingeruje. Prezes Kaczyński widzi to inaczej, jego prezydentura byłaby istotna, silna, mocno wyciskająca piętno na biegu wydarzeń w Polsce, wymagająca w perspektywie być może nawet zmian w konstytucji, zwiększenia uprawnień głowy państwa.
Te dwie wizje zderzą się w tych wyborach. I dobrze, bo mamy możliwość jasnego wyboru.
Która ma większe szanse? Problemem Bronisława Komorowskiego jest pytanie o jego samodzielność, autonomię i możliwość wykonywania tego urzędu zgodnie z własną wolą. Ta kwestia wciąż przewija się w tle jego kampanii. I dlatego, paradoksalnie, im większe zaangażowanie w kampanię Donalda Tuska, im większe poparcie Donalda Tuska, tym mocniej to pytanie o samodzielność się pojawia, tym wyraźniej brzmi. To zasadne pytanie, bo urząd prezydencki jest zbyt ważny by mógł być sprawowany w sposób niesamodzielny, stwarzający możliwość decydowania z tylnego siedzenia o najważniejszych decyzjach prezydenta. Polacy to wiedza i czują. Jeżeli więc Bronisław Komorowski nie przekona wyborców, że potrafi samodzielnie podejmować decyzje, że jest niezależny, autonomiczny, to jego szanse są mniejsze. Na razie dominuje poczucie, że tak naprawdę kandyduje Tusk a nie Komorowski.
Zwłaszcza, że z tym elementem samodzielności Jarosław Kaczyński nie ma problemu. Ale i on ma słabe punkty. Jego kłopotem jest wiarygodność i autentyczność przemiany. Na pewno w tej chwili jest innym politykiem niż ten, który był szefem Prawa i Sprawiedliwości do 10 kwietnia. To zupełnie inna twarz. Ale Polacy zadają sobie pytanie czy ta zmiana jest autentyczna czy to element gry wyborczej. Jeżeli uwierzyliby, że to dokonało się naprawdę, że nie wróci to co było tak nielubiane w ramach IV RP, że on autentycznie chce się porozumieć także ze swoimi konkurentami, to szanse Kaczyńskiego na wygraną byłyby bardzo duże.
Odpowiedzi na te dwa pytania, o samodzielność Komorowskiego i o przemianę Kaczyńskiego przesądzą o wyniku wyborów. To, kogo wesprze Grzegorz Napieralski, ma znaczenie wtórne. Tym bardziej, że według mnie on nikogo wyraźnie nie wskaże. Lider SLD nie ma tu zresztą dobrego wyjścia. Poprzeć Kaczyńskiego raczej nie może, bo w Sojuszu bardzo pamiętana i przeżywana jest śmierć Barbary Blidy, za którą niektórzy pośrednio obciążają ówczesnego ministra sprawiedliowści Zbigniewa Ziobrę. Poparcie prezesa PiS spowodowałoby więc wielkie napięcia wewnątrz lewicy. Z kolei przekazanie głosów Komorowskiemu byłoby de facto wsparciem największego konkurenta politycznego Sojuszu. Jeśli teraz Napieralski poparł by PO, mógłby mieć trudności z odzyskaniem swoich głosów w kampanii samorządowej i parlamentarnej. W moim przekonaniu ostatecznie nikogo nie wskaże, zostawi wolną rękę swoim wyborcom. A ci bez względu na to co zrobi Napieralski i tak bardzo mocno się podzielą.
Dużo większe znaczenie niż głosy lewicy będzie miała frekwencja, która zwłaszcza dla Platformy może być ogromnym problemem.
w perspektywie
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/104036-to-wcale-nie-napieralski-zdecyduje-o-wyniku-wyborow
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.