Maj 2013. Pociąg z Torunia Głównego do Warszawy Centralnej. Dwóch mężczyzn dobrze po czterdziestce siada naprzeciw siebie w przedziale drugiej klasy. Wyciągają gazety. Siedzący tyłem do kierunku jazdy czyta „Gazetę Wyborczą”. Ten naprzeciwko zagłębia się w lekturę „Gazety Polskiej”. Każdy nabył gazetę dostarczającą strawy informacyjnej zgodnej z jego dietą. Dietą psychiczno-polityczną. Lektura trwa jakiś czas.
Choć na dietach są odmiennych, to obaj myślą podobnie: „ten gość naprzeciwko to jakiś idiota - z zaangażowaniem czytać takie bzdury!”.
Mężczyźni reagują symetrycznie. Obaj uważają się wzajemnie za idiotów. Czy obaj jednocześnie mogą mieć rację? A może tak? Może w Polsce mieszkają sami idioci; przynajmniej gdy chodzi o męską część narodu.
Ci dwaj – wzajem nominujący się na idiotów – ze sobą nie rozmawiają. Trochę o sobie myślą. Lekceważąco. Pogardliwie.
Dlaczego właśnie tak? Proste: czy można szanować osobę, która karmi się bzdurą, propagandą, absurdem, a nawet cynicznym kłamstwem takiej gazety!
Umysł nie lubi zgrzytów
Już sama bliska obecność osób, które myślą istotnie inaczej od nas, budzi niepokój. Kwestionuje naszą wartość: może się mylimy? Nie mamy racji? Ktoś nas nabrał? Jesteśmy czyimiś marionetkami? Ale jest sposób, by uniknąć tak niekomfortowych, stresujących myśli. To agresja. Gdy – choćby tylko w swojej głowie – myślących inaczej unieważnimy, spokój wraca.
Takie reakcje na inność podważającą nasze dobre wyobrażenia o samych sobie są przez współczesną psychologię dość dobrze opisane. Nasze umysły zawsze selekcjonują informacje – nigdy nie przyswajamy świata w całej jego złożoności. A gdy już jakiś obraz świata (np. jego politycznej sfery) się w naszej głowie uformuje, to staramy się go chronić. Odrzucamy informacje wywołujące dysonanse poznawcze, a z przyjemnością przyswajamy te, które potwierdzają i utwierdzają (utwardzają!) nasze wyobrażenia.
Gdy przez dłuższy czas jesteśmy na jakiejś diecie informacyjno-politycznej, niełatwo jest ją zmienić.
Mężczyźni wychodzą z pociągu nie zamieniwszy ze sobą słowa.
Taka sytuacja niechętnego milczenia trwa w wielu obszarach polskiego życia społecznego. W socjologii istnieje perspektywa funkcjonalna. W jej ramach powiada się, iż jeśli jakiś typ ludzkich zachowań trwa przez dłuższy czas, to zazwyczaj dlatego, iż pełni jakieś funkcje, czasem ukryte – funkcje wobec jakichś innych zachowań, społecznych struktur i interesów.
Utrzymać pole napięcia
Milczenie zamiast rozmowy, niechęć bądź nawet pogarda zamiast szacunku, służą nie tylko stłumieniu niepokoju mężczyzn z przedziału. Taki podział jest korzystny dla dostarczycieli diet. I funkcjonalny dla tych rządzących, którzy świadomie stosują zasadę władzy znaną od czasów starożytnego Rzymu: divide et impera (dziel i rządź).
Gdy jesteś na wierzchu, masa poniżej niechaj będzie podzielona.
Oczywiście, odpowiedzialność za narracje skłócające Polaków nie leży po jednej tylko stronie. Ale – to także powinno być oczywiste – bardziej odpowiedzialni są ci, którzy dysponują zasobami publicznymi (np. TV publiczną), maszynerią państwa (np. dotacjami na kulturę) oraz grają ręka w rękę z medialnymi magnatami i dziennikarzami-funkcjonariuszami.
Interesuje mnie jakość życia w Polsce
Chciałbym byśmy w pociągach (oraz tu i ówdzie) normalnie ze sobą rozmawiali. Rozmowa może być fajna. Ale intuicja socjologiczna podpowiada mi, że system III RP – dokładniej: ta część jego establishmentu, która myśli strategicznie i technokratycznie – łatwiej sobie poradzi z sytuacją, w której chwycimy się za głowy i zaczniemy się szamotać, niż z sytuacją, w której będziemy się porozumiewać.
Mobilizacja histeryczna
Niepokoje społeczne pozwolą systemowi sięgnąć po rezerwę nadzwyczajnych procedur i środków. Na obecność tej rezerwy wskazuje np. skala elektronicznej inwigilacji – bodaj czy w Polsce nie największa z krajów UE. To zaś będzie sprzężone z wykonywaną przez funkcjonariuszy mediów głównego nurtu mobilizacją histeryczną – kolejnym szumem informacyjnym, rozkwitem przemysłu przykrywkowego, straszeniem faszyzmem. Groźby, wstrząsy, przemoc – nawet na niewielką skalę - pozwolą uruchomić maszynę propagandy i środków nadzwyczajnych jednocześnie.
Inaczej w przypadku spokojnej rozmowy – choćby w pociągach. Rozmowa, w której choćby cząstkowo (oczywiście z uproszczeniami i błędami) wymieniamy się informacjami i ocenami, prowadzi do odsłaniania fragmentów prawdy. Tego TuskoKraj nie przetrzyma. Z niekontrolowanymi konwulsjami jakoś sobie poradzi. Z prawdą o politykach miłośnikach drogich gadżetów – nie.
Tekst ukazał się w numerze 19/2013 tygodnika "Sieci". Kolejny felieton profesora Zybertowicza w najnowszym numerze:

Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/157827-dwaj-mezczyzni-w-pociagu-rozmowy-rodakow-tuskokraj-nie-przetrzyma-z-niekontrolowanymi-konwulsjami-jakos-sobie-poradzi
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.