Ziemkiewicz: michnikowszczyzna po Michniku. "Establishment patrzył na żałobę Polaków z mieszaniną pogardy i lęku"
opublikowano: 7 lipca 2011 roku, 20:56 | ostatnia zmiana: 3 sierpnia 2011 roku, 16:31
„Nasz naród jak lawa", czyli michnikowszczyzna po Michniku.
Muszę wytłumaczyć się Czytelnikom z faktu, że po sukcesie pierwszego wydania książka ta na tak długi czas zniknęła z księgarń.
Oddając do rąk Czytelników po pięciu latach drugie wydanie"Michnikowszczyzny" nie dokonałem w tekście zbyt wielu zmian, ograniczając się do poprawienia oczywistych błędów oraz rozwinięcia fragmentu, który stał się przedmiotem wciąż nie zakończonego procesu sądowego. Dodałem tylko jeszcze jedno posłowie. Ponieważ wydaje mi się ono istotne, chciałbym tą drogą umożliwić zapoznanie się z nim tym wszystkim, którzy kupili pierwsze wydanie.
1.
Kiedy ją pisałem, moment historyczny wydawał się przełomowy − w wyborach parlamentarnych roku 2005 cztery piąte głosujących poparło partie, które deklarowały stanowcze odrzucenie dotychczasowego, okrągłostołowego porządku. W tym głównie PiS i PO, dwie partie postsolidarnościowe, które zgodnie zapowiadały „szarpnięcie cuglami" i budowę nowej Polski − zasadniczo lepszej niż ta postanowiona w Magdalence, jednym dająca nieuzasadnione przywileje, a innym zagradzająca drogę rozwoju i samorealizacji „szklanym sufitem". Ówcześni politycy PO nazwali to wymarzone lepsze państwo „czwartą rzeczpospolitą". Nie byłem jedynym, który liczył, że coś z tych zapowiedzi zostanie spełnione.
Nie zostało. Przywódcy polityczni, którzy wtedy wydawali się, jako liderzy solidarnościowej opozycji wobec rządów postkomunistycznych, naturalnymi sojusznikami, wyeliminowawszy wspólnego wroga, a także potencjalnych konkurentów do władzy we własnych obozach, i pozostawszy na politycznej scenie praktycznie sami, rozpoczęli między sobą polityczną wojnę totalną. Trzeba ją nazwać w ten sposób, bo tak samo jak opisywana tu „wojna na górze", i ta pomiędzy Tuskiem a Kaczyńskim obliczona była na całkowite zniszczenie i eliminację wroga. W pewnej chwili wydawało się, że Kaczyński swoimi manewrami politycznymi osiągnie zwycięstwo − był już blisko rozkruszenia partii opozycyjnych i wydobycia z nich kilkudziesięciu posłów niezbędnych do sformowania stabilnej sejmowej większości. Potem przyszła nieoczekiwana zmiana, Tusk znakomicie wyczuł nastroje społeczne i dzięki skutecznemu pijarowi rozkręcił tak powszechną niechęć do Kaczyńskich, że gdyby nie katastrofa w Smoleńsku prawdopodobnie zdołałby ich całkowicie wyeliminować. Zarówno manewry pierwszego, jak i propaganda drugiego były nacechowane postępującym brakiem skrupułów, i, prawem sprzężenia zwrotnego, powodowały stałe rozognienie politycznej wojny domowej. Do chwili, gdy piszę tę słowa, wojna ta nie została rozstrzygnięta i bodaj jest dalszą od rozstrzygnięcia niż kiedykolwiek. Natomiast szkody, jakie poczyniła, są już prawdopodobnie nie do naprawienia.
Stary, dominujący w latach dziewięćdziesiątych podział na post-komunę i post-solidarność zanikł, ale opisane w tej książce wysiłki Adama Michnika i jego akolitów, by zbudować na jego gruzach i narzucić Polakom bezalternatywnie modernizacyjną elitę godzącą establishment „z obu stron historycznego podziału" nie przyniosły zamierzonych rezultatów. Kolejne siły polityczne, w których pokładał Michnik nadzieję, były zmiatane ze sceny politycznej przez wyborców. W Polsce podzielonej ostatecznie pomiędzy braci Kaczyńskich a Donalda Tuska michnikowszczyzna pozbawiona została wyboru, musiała znaleźć się w obozie tego drugiego, ale na jego, nie na swoich warunkach. A potem stało się jej udziałem to, co nieuchronne w środowiskach wytwarzających skamieniałą, sztywną hierarchię − liderzy słabną ze względów czysto biologicznych, bezbarwni klakierzy nie są w stanie ich zastąpić, a tych bystrzejszych dawno już nie ma, poszli szukać własnych, alternatywnych salonów. Pomiędzy michnikowszczyzną ad. anno domini 1990 a tą z roku 2010 różnica jest taka mniej więcej − uwzględniając, że czas płynie dziś szybciej − jak pomiędzy tymi „oświeconymi" z obiadów czwartkowych u króla Stanisława Augusta, a tymi, którzy spotykali się u generałowej Zajączkowej.
Hegemoni politycznej sceny, odniósłszy wspólnie zwycięstwo nad Kwaśniewskim i Millerem i unieważniwszy „podział postkomunistyczny", musieli odwołać się do jakiegoś innego podziału, który uzasadniałby ich świętą wojnę. Piszę „odwołać się", a nie, jak się pisać przyjęło, „wykreować" go. Politycy nie są aż tak potężni, by kreować społeczne emocje. Politycy są jak żeglarze, którzy przecież nie decydują o wietrze, ich umiejętnością jest tylko − jak zresztą objaśniał to Jarosław Kaczyński w książce-wywiadzie Teresy Bochwic z 1991 roku − „wyłapywanie pojawiających się wiatrów" i odpowiednie do nich nastawianie swych partyjnych żagli, tak, by popchnęły łódź w zamierzoną stronę i nie wyłamały przy tym masztu.
A do czego odwołać się mogli Kaczyński i Tusk? Pierwszy obstawił niezadowolonych, których głosy do roku 2005 zawsze przeważały nad zadowolonymi. Wydawało się, że w ten sposób zamknął wroga w pułapce „polski liberalnej" i na zawsze pozbawił szans na poparcie większości. Stało się jednak inaczej, Tusk bowiem, przyjąwszy tę grę, wywinął się tradycyjnej, budzącej niechęć prostego wyborcy retoryce salonu (psychiatria nazywa ten rodzaj dyskursu „urojeniami wyższościowymi") i odwołał do modernizacyjnych aspiracji, do chęci wejścia do salonu, która w momencie znacznej poprawy bytu okazała się w Polakach silniejsza od chęci rozpędzenia go.
Nie wdając się w szczegóły, które objaśniałem gdzie indziej, trzeba zauważyć, że było to tylko nowe odczytanie podziału znacznie starszego, głębinowego, przecinającego Polskę u samej podstawy i budzącego najsilniejsze emocje. Do emocji generowanych przez dwa oddziałujące na Polaków bieguny − tradycjonalistyczny, z ideałami patriotyzmu i wiary, i modernizacyjny, z imperatywem naśladowania wzorców zachodnich. A więc bieguny, których przyciąganie, o czym wielokrotnie pisałem, stale rozrywa Polskę na sarmatyzm i na „oświecenie", na Konfederację i Familię, na lud, uważany przez elitę za ciemny, i na elitę, uważaną przez lud za zdradziecką.
Jest to rozdarcie tyleż specyficznie polskie, sięgające korzeniami ery przedrozbiorowej, co i typowe, dające się zauważyć we wszystkich krajach postkolonialnych. W kraju wolnym w powszechnym przekonaniu elita bierze się z talentu, przedsiębiorczości, pracowitości. W kraju podbitym elita bierze się z kolaboracji. W kraju wolnym awans do elity oznacza szacunek, w podbitym − zdradę i zaparcie się korzeni. Dlatego w kraju wolnym warstwa wyższa czuje się odpowiedzialna za naród, jest jego przewodnikiem i wyrazicielem jego interesów. Natomiast w kraju skolonizowanym − oddziela ją od tego narodu obustronna pogarda, która trwa jeszcze długo po uzyskaniu suwerenności.
Postkolonialny podział na społeczne doły, oduczone odpowiedzialności za wspólne dobro i wyżej od rozmaitych cnót ceniące sobie cwaniactwo, oraz na elity zapatrzone we wzorce płynące z metropolii, przyznające sobie rolę strażników cywilizacji ustanowionych nad dzikimi i nieobliczalnymi rodakami zaważył decydująco na dwudziestoleciu III RP. Sen Krasińskiego o cudzie, który by zjednoczył „z polską szlachtą polski lud", sen na chwilę ziszczony w „Solidarności", w micie Sierpnia, jednającego na barykadzie intelektualistę „z młodym w kasku robotnikiem" − po prostu sczezł. Od zarania „wojny na górze" przepaść pogłębiała się i poszerzała z każdym kolejnym politycznym konfliktem.
Nie jestem w stanie policzyć, po raz który to powtarzam, mam wrażenie, że ta obserwacja stała się już osią jeśli nie całej, to większości mojej publicystyki. A co najmniej trzech książek, które, zresztą ku pewnemu zaskoczeniu dla mnie, ułożyły się w tryptyk usiłujący opisać tę dwudziestoletnią przygodę Polaków z wolnością, do której tak trudno okazało się dorosnąć. W „Polactwie" skupiałem się na opisie zachowań naszego „cwanego niewolnika", wychowanego w poddaństwie peerelu, w „Czasie wrzeszczących staruszków" na klasie politycznej, ze szczególnym uwzględnieniem wspomnianych tu przywódców, którzy dostali swe ręce Złoty Róg „złoty róg" i zaprzepaścili go, usiłując się nawzajem pozabijać. „Michnikowszczyzna" była głównie badaniem i opukiwaniem tej właśnie postkolonialnej elity, kształtującej się nie jako elita narodu, ale jako „elita przeciwko narodowi".
2.
Ale brakowało mi pewności, by książkę, która powstała z wątpliwości i pytań, przenieść w sobie samym na półkę z pewnikami − a czymś takim jest dla pisarza wznowienie. Przymierzałem się do różnych wariantów zmian, nawet do całkowitego przerobienia kilku rozdziałów, szkicowałem sobie kolejne nowe wstępy i posłowia.
A potem przyszedł grom z jasnego nieba − katastrofa na smoleńskim lotnisku, żałoba narodowa, wielkie, uliczne rekolekcje, nieprzebrane tłumy pod opustoszałym pałacem prezydenckim i gwałtowna reakcja na nie intelektualnych salonów. I w tych dniach zrozumiałem, że książki, takiej, jaką oddałem do druku w 2006 roku, zmieniać nie ma potrzeby, wyjąwszy oczywiste lapsusy i drobne uaktualnienia.
Uświadomiłem sobie, że stało się coś, co natychmiast, z trafnością, jaka zdarza się tylko poetom, i to tym tkwiącym najgłębiej w duszy narodu, zauważył Jarosław Marek Rymkiewicz: „To co nas podzieliło − to się już nie sklei".
Otóż to. Wiersz, opluty z punktu przez propagandystów nie sięgających wzrokiem dalej, niż każą wymogi bieżącej partyjnej krzątaniny, uchwycił główny znak, jaki dała nam narodowa żałoba. Podczas gdy tłumy Polaków wyszły na ulicę zapalać żałobne znicze, modlić się i ustawiać w gigantycznej kolejce do oddania hołdu prezydenckiej parze, „salon" zakipiał pogardliwymi komentarzami o „cyrku", „zbiorowej histerii", „absurdalnym, stadnym zachowaniu", zblazowanymi uwagami na temat „mrocznych wyziewów polskiego mesjanizmu" i „tanatofilii". W coraz bardziej życzliwej takim enuncjacjom atmosferze „Gazety Wyborczej" czy „Krytyki Politycznej" padały kolejne wyznania celebrytów intelektu o strachu, jakich wzbudzają w nich te tłumy „owinięte w biało- czerwone flagi", o „wykluczeniu z żałoby", jakiego rzekomo z ich strony doznają, nie czując się ani patriotami, ani katolikami, choć jako żywo, nie wykluczał ich z tej wspólnoty nikt poza ich własnym, troskliwie hodowanym poczuciem obcości i pogardy dla niej. Padały też wezwania do walki z budzącym się „demonem polskiego patriotyzmu", do „rozbrojenia tykającej bomby" rodzącego się „nowego narodowego mitu", szyderstwa i tradycyjne narzekania, że Polacy, niestety, nie są Niemcami, Francuzami i w ogóle Europejczykami, wyjąwszy, oczywiście, tych, którzy tę polską zaściankowość zauważają i skarżą się na nią niosącym nam oświecenie salonom zachodnim i ich mediom.
Polski establishment patrzył na żałobę Polaków dokładnie tak, jak zlatynizowani, zanglicyzowani czy zromanizowani tubylcy w koloniach, pełniący tam funkcje drobnych oficjalistów, sekretarzy albo podoficerów i niezmiernie z tego dumni, musieli patrzeć na swych mniej ucywilizowanych rodaków odprawiających jakieś tradycyjne rytuały przy tam-tamtach. Z mieszaniną pogardy i lęku. I z bezbrzeżnym poczuciem wyższości.
3.
Na czym polega klęska tej, najszerzej mówiąc, formacji, której patronem stał się po roku 2007 Tusk? Na tym, że obiecanej modernizacji przeprowadzić ona nie jest zdolna. Tak jak w całych zresztą rządach PO, para, mówiąc obrazowo, poszła w gwizdek. Miliony Polaków kupiły na jakiś czas ofertę awansu symbolicznego: przestajesz się zaliczać do ciemnej części narodu, jeśli jesteś z nami, jeśli śmiejesz się z tych samych co my osób, a te same uważasz za autorytety, jeśli odrzucasz „patridiotyzm", „ciasny katolicyzm" i wszystkie te anachroniczne „stadne instynkty", więżące nas w zaścianku i czyniące zadupiem cywilizowanego świata. W zamian za to my dajemy ci „brend" inteligenta, brend, który, jak często bywa, im mniej inteligencja znaczy w rzeczywistości, tym jest bardziej pożądany, dowodzą tego badania, w których przytłaczające większość Polaków deklaruje, że chce być inteligentami, tak, jak 90 procent. Amerykanów chce być „klasą średnią".
Wytworzone przez michnikowszczyznę narzędzia „dystrybucji szacunku" zadziałały, choć już nie do końca w jej rękach ani na jej rzecz, produkując tłumy „inteligentów", których jedynym tytułem do inteligenckości jest tytuł demonstracyjnie kupowanej i obdarzanej zaufaniem gazety.
Ale wszystko to rozegrało się i wyczerpało na poziomie symboli, pozorów, jak się to dziś nazywa, „pijaru". Modernizacja przez imitację i tak nie byłaby modernizacją prawdziwą, ale lecz tu nawet imitacja jest tylko pozorem, powierzchownym strojeniem się w błyskotki, bo przejęcie rzeczywistych cywilizacyjnych wzorców Zachodu ani nie jest możliwe dla warstw tak intelektualnie miernych i niewyedukowanych, ani nie jest na rękę tym, którzy za zasłoną takiego „europeizowania" Polski tworzą prawdziwe „grupy trzymające władzę".
Słowem − Salon Polski 2010, ten obnażony i obnażający się w chwili narodowego uniesienia, to fasada, w której pogrążający się w demencji pogrobowcy starej inteligencji pokroju Władysława Bartoszewskiego czy Czesława Miłosza stanowią już tylko alibi dla „inteligencji wytnij-wklej" z jej idolami pokroju Kuby Wojewódzkiego.
4.
Kilka lat temu, kończąc pracę nad „Michnikowszczyzną" miałem pod powiekami obraz idących na Belweder w zimną listopadową noc podchorążych. Teraz zdaje mi się, że widzę tych samych podchorążych, może trochę starszych i bardziej zaznajomionych z uczuciem goryczy, jak już po upadku powstańczych nadziei, czy to w kraju, czy na emigracji, pochylają się z zapartym tchem nad świeżo wydaną „Dziadów częścią III" Mickiewicza, jak przy tej lekturze „duch z nich uchodzi i błądzi daleko", gdy znajdują w słowach wieszcza swoje myśli, swoje odczucia, nadzieje i wiarę.
Zwłaszcza w scenie VII aktu I − w „salonie warszawskim". Salonie zaludnionym przez „kilku wielkich urzędników, kilku wielkich literatów, kilka dam wielkiego tonu, kilku jenerałów i sztabsoficerów" (reżyserów filmowych i tzw. tak zwanych celebrytów w czasach Mickiewicza jeszcze nie było), salonie pełnym hrabiów „świeżo awansowanych z mieszczaństwa", którzy plotą jak ważna jest arystokracja i przywołujących na dowód „Wielką Brytaniję", pisarzy, którzy nie chcących pisać o prawdziwym życiu, tylko bełkoczą kunsztownie cholera jedna wie, o czym właściwie, i kamerjunkrów przepełnionych ubolewających, że „dworu nie mamy w Warszawie"...
W salonie, mówiąc krótko, potraktowanym słowami, które poeta wkłada w usta Piotra Wysockiego:
„Nasz naród jak lawa
z wierzchu zimna i twarda, sucha i plugawa
lecz wewnętrznego ognia sto lat nie wyziębi
plwajmy na tę skorupę i zstąpmy do głębi".
Mało kto chce pamiętać, że w ciągu następnych kilkudziesięciu lat owa „skorupa" zniknęła rzeczywiście, tak, jak to Mickiewicz prorokował. I zostawmy na boku historyczne szczegóły, które mącą poetycką wizję, pozostańmy w czystym micie, którego Mickiewicz był tyleż prorokiem, co i realizacją.
Tak, „rówieśnicy Mickiewicza", których świetnie opisała w sławnej książce profesor Witkowska, przeważnie potomkowie zubożałej, drobnej szlachty, zmuszeni zarobkować pracą umysłową, rzucili wyzwanie salonowi arystokratyczno-ziemiańskiemu, i dali początek elicie nowej − inteligenckiej. I ta inteligencka elita, niosąca myśl niepodległościową, stopniowo wyparła dawną, ugodową czy wręcz kolaborancką wobec zaborców.
Polska literatura wieku XIX z zamiłowaniem posługuje się figurą zaprzańca – kosmopolity, takiego (sięgam po dzieło z tych mierniejszych, ale jako lektura szkolna powszechnie znanych) Różyca z „Nad Niemnem" Orzeszkowej, wygłaszającego tyrady o tym, jak piękny jest Paryż i jak żałosne, nudne i zapyziałe te polskie pola kapusty. W wywodach ludzi, którzy dziś, w chwili gdy te słowa piszę, uważają się za jedyną polską elitę, brzmią te same tony. I nie są to cytaty, bo narodowa literatura jest im, generalnie, obca, jest dla nich, jak wszystko, co narodowe, nudna, głupia, dziwaczna i przeszkadzająca w implementowaniu wzorców zachodniej cywilizacji.
W dwadzieścia lat po odzyskaniu niepodległości czas stwierdzić, że obecnie znajdująca się „na wierzchu" warstwa, która sama siebie uporczywie nazywa „inteligencją", choć z tą dawną, prawdziwą inteligencją nic wspólnego nie ma, bo tamta wyginęła w apokalipsie wojny i w ubeckich katowniach, leży w Katyniu, Palmirach, na emigracyjnych cmentarzach rozrzuconych po całym świecie, ta zaś jest tylko, mówiąc Sołżenicynem, „obrazowanszcziną", gromadą zdeprawowanych przez socjalizm ludzi z dyplomami, ale bez etosu − że ta warstwa postinteligencka stała się podobnie zbędną narodowi „skorupą", jak przyszpilony przez Mickiewicza do papieru na wieczną hańbę salon hrabiów, „wielkich literatów" i „sztabsoficyjerów".
Zbędną, bo niczego nie tworzy, nie formułuje ważkich pytań ani nie wskazuje dróg poszukiwania odpowiedzi. Zastygła w intensywnym przeżywaniu swej wyższości nad „katolickim ciemnogrodem" i zwolniła się od wszelkiego myślenia wiarą w historyczny determinizm, na mocy którego z czasem zostaniemy ucywilizowani na jedynie słuszną modłę przez Unię Europejską, a oni po prostu, jako awangarda narodu, są w tym procesie cywilizowania w pierwszej transzy, przed pogardzanymi „osobami starszymi, słabiej wykształconymi i z mniejszych ośrodków". Osoby starsze wymrą, słabiej wykształcone się dokształci, mniejsze ośrodki zrobią się z czasem większe, i to wszystko załatwi. Nie trzeba nic robić, tylko gorliwie papugować jedynie słuszne wzorce i tresować w tym ciemny lud, aż mu się w głowach rozjaśni.
Kto przygląda się Unii Europejskiej uważniej, nie ma wątpliwości, że ta prosta wiara polskiej obrazowanszcziny nie ziści się nigdy. Integracyjny projekt przesilił się, fala odpływa. Przeforsowany w ostatnim jej porywie Traktat Lizboński zdezaktualizował się, zanim wszedł w życie, obsadzenie przewidzianych nim stanowisk bezbarwnymi figurantami z piątego szeregu eurobiurokracji jest tego najlepszym dowodem. Europa wraca do „koncertu mocarstw", do starych zasad polityki formułowanych przez Bismarcka i księcia Gorczakowa, a przy tym wyludnia się, grzęźnie w gospodarczej stagnacji i rozsadzana jest przez nie asymilujących się imigrantów. Ale tego postinteligencki establishment nie jest w stanie ani zauważyć, ani tym bardziej zrozumieć. Polska inteligencja odegrała swą rolę i odeszła, jej dzisiejsza, zapatrzona w siebie karykatura jest już tylko groteską i farsą.
W punkcie wyjścia − uznajmy za taki krakowską konferencję o „etosie »Solidarności«" z roku 1990 − rodząca się michnikowszczyzna mówiła jeszcze dużo o Polsce, nie odrzucała patriotyzmu, ale obiecywała pokazać jego nowoczesną formułę. W punkcie dojścia − niech to będzie, na przykład, spotkanie honorowego komitetu poparcia dla Bronisława Komorowskiego w warszawskim Pałacu na Wodzie w roku 2010 − pozostało już tylko uparte poczucie wyższości, starcze zacietrzewienie w nienawiści do tych, którzy nie poddają się narzucaniu hierarchii i języka i, przede wszystkim, totalne wykorzenienie, to, które tak jaskrawo ujawniła żałoba. Polskość sprowadzona tylko do cepelii, wąsów, dwururki, portretów sarmackich przodków i kuchni ziemiańskiej. A pod tym? „Gdyby moja ojczyzna popadła w jakieś tarapaty, myślę tu o sytuacji zbrojnej, to ja natychmiast zostaję dezerterem. Nie zostaję sanitariuszką, nie schodzę do kanału. Pierwsza rzecz, jaką robię, to spierdalam po prostu" − to wyznanie szansonistki Marii Peszek, mocno lansowanej przez media dziedziczki znanej krakowskiej rodziny aktorskiej, nie jest jakimś wybrykiem, jest właśnie tym wzorcem, który uważają za atrakcyjny ludzie wychowani na michnikowszczyznie i jej autorytetach.
Naród bez elity − ciężki los. Ale naród, jak pokazał nam to wiek XIX, jest w stanie, odrzuciwszy na nic mu nieprzydatną „skorupę", wytworzyć elitę nową, nawet w warunkach niesprzyjających. Natomiast elita bez narodu − to po prostu nonsens. Nie jest nikomu potrzebna i nie ma żadnej racji istnienia. Już nie Polacy, jeszcze nie „obywatele Europy", do czasu wynagradzani za swą klakierską pilność grantem, dyplomem czy zaproszeniem do poprowadzenia wykładów − komu i co mogą po sobie zostawić?
Takie procesy, jak wymiana elity, nie zachodzą szybko, ale w pewnym momencie stają się oczywiste − i to jest właśnie finałowa koda, nadająca sens wznowieniu tego opisu michnikowszczyzny w czasach, gdy jej uroszczenia są już tylko wspomnieniem, a realne znaczenie sprowadza się do roli jednej z wielu sitw, walczącej w postkomunistycznym państwie o utrzymanie wpływów w mediach, środowiskach kulturalnych czy akademickich, i zachowanie władzy „dystrybuowania szacunku".
Choć sytuacja, w której ludzie tacy, jak wspomniany Rymkiewicz, jak profesor Krasnodębski czy profesor Staniszkis są propagandowo z salonu wypychani, a tworzyć go mają ludzie z „talk shows", jest równie śmieszna, jak ongiś elitarność wielkich literatów od „tysiąca wierszy o sadzeniu grochu". Próba ucywilizowania Polaków na siłę poprzez medialną przemoc, poprzez narzucenie warstwom wyższym jedynie słusznego modelu elitarności, a za ich pośrednictwem wtłoczenie go społeczeństwu, skończyła się czymś więcej niż klęską. Po prostu część elit, która się tej operacji poddała, oderwała się od narodu tak, że już się tego nie sklei. Obumrze z czasem, podczas gdy naród pozostawiony sam sobie będzie w konwulsjach i bólach rodzić nową.
To, co było, znowu przychodzi. Nie ma doprawdy znaczenia, jak zakończą się te czy tamte wybory, która z obsługujących postkolonialny podział partii zdoła w danym momencie przekonać do zagłosowania na siebie liczniejszą grupę obywateli i usadowić się na kadencję czy dwie za biurkami. Prawdziwa zmiana nie dokonuje się w gabinetach. Prawdziwie ważne są nie ministerstwa, ale dusza narodu. A tu rozstrzygnięcie już zapadło.
kategorie: Polityka Media Kultura
tagi: Michnik Ziemkiewicz
Komentarzy: 192
Super
Bardzo dobre Panie Rafale. Zgadzam się w wielu punktach. Odpowiada to prawie kompletnie moim własnym obserwacjom, łącznie z ostatnimi wnioskami. To nie ma znaczenia co się stanie w jesieni, bo decyzje już zapadły a tylko durnie tego nie rozumieją. Narodu nie można zniszczyć. Nie można go też za bardzo zmienić. On jest taki jaki jest i taki właśnie przetrwa i odkształci się na powrót do swojego właściwego kształtu. To jest właśnie dusza polska. I jest to dusza wielka ! A nowa elita już się rodzi tu i tam i się pojawia i nabiera ciała. I jest to piękne. Reszta zazdrośników może tylko wyć z zazdrości. Serdeczne dzięki za dobry tekst. Pozdrowienia !
cudowny artykuł. Oby takowych, więcej i oby czytających takowe - rzesze nieprzebrane.
I znowu Pan nie czuje tego, co myślą Polacy. To raczej Pan i Pana koledzy tworzycie swój wyimaginowany salon, kompletnie oderwany od rzeczywistości. Pana wysniona Michnikowszczyzna jest tylko wytworem wyobraźni,bo Michnik nigdy nie miał (chociaż bardzo chciał)wielkiego (a nawet dużego)wpływu na naród. Natomiast prawdą jest, że cały naród był pogrążony w żałobie po katastrofie smoleńskiej. Tylko że już niewielka mniejszość zgodziła się na to, aby ją wykorzystywać do walki poltycznej z rządem, i to jest problem Pana i Pana formacji politycznej.
Bodzio...Daruj sobie synku bo nic nie zrozumiałes. Jestes banalny jak kundelek obsikujacy tysiacletnie drzewo. Wiec jak juz koniecznie chcesz nas epatować swoim kretyństwem to przynajmniej nie nudź.
Bodzio!przestań proszę mówić Michnikiem!! cyt:"tylko,że już niewielka mniejszość(tak,jakby mogła być wielka mniejszość!) zgodziła się na to,aby katastrofę smoleńską wykorzystywać do walki politycznej z rządem!" koniec cyt.To rząd wg ciebie jest świętą krową? Jeżeli gołym okiem widać,że lwia część winy za śmierć naszej elity go bezpośrednio obciąża, to tylko dlatego,że to obciąża rząd,a nie jakiegoś Kowalskiego,to ten rząd ma być bezkarny?!Bo postawienie mu zarzutów, to jest "gra polityczna"? Grą polityczną ,a raczej zdradą, było dogadywanie się Tuska z Putinem za plecami Pana Prezydenta! Jeżeli tego nie widzisz, to jesteś w najlepszym wypadku ślepy!
Ludzie! Nie ma co dyskutować z michnikoidem.To tylko stracony czas.
Tak jak myśli pan Ziemkiewicz to jest bardzo wielu. Tak wielu , że salon okropnie się boi za swoje niecne działania. Gdyby tak nie było to by nie niszczył z tak potworną zajadłością ludzi prawicy.A po katastrofie smoleńskiej to nie jest wieczna żałoba. Tyko chęć wyjaśnienia katastrofy lotniczej z 96 polakami na pokladzie.A jest o tym tak glośno bo rządzący nie chcą tej narodowej tragedii wyjaśnić.Jak nie ujeli się za tymi ludżmi to nie ma szans żeby ujeli się za nami zwyklymi obywatelami.
To wasze pobożne życzenie,zeby Naród zapomniał o tragedii smoleńskiej-powiem więcej-im dłużej Naród jest oszukiwany tym gorzej dla władzy.Z p. Ziemkiewiczem się zgadzam i nie jest ważne kto wygra-Naród to coś więcej niż społeczeństwo-niemniej jednak swoje musimy przejśc,a to nie będzie miłe.
POPIERAM!
Ty wiesz kto na co miał wpływ...
Bodzio to naiwne, niemyślące chłopię. Obserwuję Michnika od 50 lat, a michnikowszczyznę od lat 30. Analizuję również zachowania salonu w różnych przepoczwarzeniach "tałatających" się pomiędzy jaruzelszczyzną, poprzez Unię Wolności aż do PO. Osobowymi przykładem tego tałatajstwa są Wałęsa czy Mazowiecki. Moje obserwacje pokrywają się z obserwacjami Piotra Zaręby.
salon, Michnik.. a może kompleksy, kompleksy..? weźcie mnie do siebie, zauważcie.. doceńcie!!
Panie Redaktorze, Wielkie dzięki za niezwykle precyzyjny opis sytuacji naszego Kraju. Prawie 40 milionowy Naród jest w stanie wytworzyć prawdziwą Elitę, która Jemu będzie służyć. A michnikowszczyźnie zegar już wybija ostatnie godziny istnienia. Naród Polski już się budzi i do niego należy Przyszłość. Pozdrawiam serdecznie, Warszawiak
"Nasz naród jak lawa, z góry michnikawa..." To chyba o to chodzi, czy jak ?
Diagnoza dobra! Wrzody się wycina, wypala, wymraża albo zasusza. Podobną terapię należy zrobić michnikowszczyźnie.
Świetna diagnoza.Świetny artykuł.Od lat czekałem na wznowienie Michnikowszczyzny.Razem ze znajomymi mamy ochotę na kilkanaście egzemplarzy.
Ważkie słowa RAZ'a. Dwie uwagi: 1) Ziemkiewicz wydaje się stawiać znak symetrii między politykiem Tuskiem a politykiem Kaczyńskim. Mógłbym w to ew. uwierzyć w roku 2005, umiarkowanie protestować w roku 2007, ale AD 2011 nie traktuję takiej tezy poważnie. Zbyt wiele się zdarzyło. Nie ma symetrii między agenturą i zaprzańcami oddającymi suwerenność, a patriotami. ///// 2)Pisze Ziemkiewicz: "Nie ma doprawdy znaczenia, jak zakończą się te czy tamte wybory, która z obsługujących postkolonialny podział partii zdoła w danym momencie przekonać do zagłosowania na siebie liczniejszą grupę obywateli i usadowić się na kadencję czy dwie za biurkami." Tak może sprawę ująć wieszcz dotknięty geniuszem w chwili iluminacji. A publicysta tej rangi i o takiej sile oddziaływania co RAZ, powinien mocniej stać na ziemi. Tym bardziej, jeśli niedawno publicznie ujawnił: "Głosowałem na PO. Niech mi Bóg wybaczy". Bóg jest miłosierny, ale należy go wystawiać ponownie na próbę, panie Rafale.
nie należy...:) /// W katechiźmie stoi: "Grzeszyć zuchwale w nadziei miłosierdzia..."
Te wybory są już przegrane. I lepiej żeby wszystko dostała platforma - bo Polskę czeka wkrótce anarchia a'la Grecja i niech z takim bajzlem kojarzy się wyłącznie ona...
Tangens! Celna uwaga!
Podpisuję się co napisałeś.RAZ nie jest wcale taki" piękny i przystojny" za jakiego chciał by uchodzić.I to ciągłe powtarzanie że wszyscy są tacy sami,pachnie Leperem.
Czytając "Zgreda" wierzę w uczciwe intencje RAZ'a, moim zdaniem lektura wiarygodna i obowiązkowa, jak wszystkie wcześniejsze. I nie uważam się za pierwszego naiwnego... :)
Bardzo dobrze zauwazyles: Stawianie znaku rownosci miedzy JK i antypolskim herr Tuskiem, jest NONSENSEM. Tusk tworzyl obecny system kiedy byl szefem parti aferalnej KL-D. Drugi punkt: twierdzenie wybory sa niewazne jest extremalnie poparciem Ziemkiewicza dla Tuska. Prawicowi wyborcy maja zostac w domu, tego zada defacto Ziemkiewicz; wszystko „samo” sie zrobi. Ziemkiwicza z michnikowszczyzna i Tuskiem laczy intymna milosc: Ziemikiewicz jest wscieklym wrogiem Polski Niepodleglej. Robi wszystko, zeby zniknela, dlatego nawoluje do rezygnacji z glosowania. Dlatego JK nienawidzi, ktorego celem jest Polskia NIEPODLEGLA. NONSENS o elitach, ONE nie sa pasywne. Sa niezwykle aktywne, niezwykle skutecznie obrzydzaja Polsksci Polakom, wynaradawiaja i w ten sposob exterminuja Narod i Polske. Dlatego razem z Tuskiem i Ziemikiewiczem sa smiertelnym niebezpieczenstwem dla Polski. GLOSUJCIE TERAZ NA PiS: Tusk podzieli Polske na regiony jezeli wygra wybory, NASTEPNEGO razu MOZE nie byc.
Ktos, kto w 2007r. glosowal na PO wykazal slepote i kretynizm. Czy mozna sie spodziewac, ze teraz jest dobrym obserwatorem. Ziemkiewicz nie widzi roznicy miedzy politykiem Kaczynskim, a interesownym politycznym cwaniakiem Tuskiem, ktory ze swoja Platforma juz od 4 lat marnuje szanse Polski i polakow.
Bardzo ciekawa analiza rzeczywistości - ale to tekst przeznaczony dla ludzi myślących, a nie partyjnych klakierow z jakijkolwiek opcji politycznej.
No tak, ale większość polityków robi z siebie idiotów pod wpływem mediów. TO MEDIA zaniżają poziom dyskusji, kreuja sprawy błache a pomijaja fundamentalne.. Politycy MUSZĄ przyjmować te warunki bo bez mediów NIE istnieją !!! Mądre i odpowiedzialne media= moądrzy ( lub mądrzejsi) politycy.
Politycy kręcą lody razem z mediami. Jednym i drugim zależy tylko na jednym - na oglądalności i zwiększeniu swojej popularności.
czuje te sprawy tak jak autor.z jednym wyjatkiem-przypisuje duza role panu Kaczynskiemu-bo ,choc autor tego nie wypowiedzial expresis verbis ,to w naszym losie jedna z glownych rol gra mistycyzm,no Duch po prostu.tam gdzie sprawy duchowe tam mowa o cierpieniu jako oczyszczeniu,przebudzeniu,bodzcu do przemiany,o iluminacji swiadomosci.ta zaloba narodowa przeciez ogniskuje sie wokol Hioba naszego czasu.
Panie Rafale. Zgadzam się w 100% z diagnozą. Elity oderwane od problemów narodu są jak puszka po piwie. Interesująca tylko dla zbieracza złomu...Polska elitę ma ale gdzieś głęboko schowaną i chyba nie świadomą swojej roli i odpowiedzialności. W mojej ocenie są nią wszyscy UCZCIWI i pracowici ludzie profesji "zaufania publicznego" ( lekarze, naukowcy, prawnicy). Bardzo mało ich wśród polityków ( przyczyny Pan opisał) a wśód CELEBRYTÓW - to na palcach jednej ręki policzyć można. Swiadomość swojej roli społecznej i odpowiedzialności w lokalnych środowiskach czynić powinno prawdziwą , nową elitę.
Panie Autorze. Nareszcie Ktoś, czyli Pan zdefiniował mentalność postsolidarnościowej Polski: " W kraju wolnym w powszechnym przekonaniu elita bierze się z talentu, przedsiębiorczości, pracowitości. W kraju podbitym elita bierze się z kolaboracji " Dzięki...
To prawda. Nasze elity wzięły się z kolaboracji z komunistami - ojciec Ziobro był wieloletnim zasłużonym członkiem PZPR, z komuchami jako członek PZPR kolaborował Zybertowicz, a przez swojego ojca - komunistę czołowa szpica dziennikarstwa Wildstein. Komunistom wysługiwał się też ojciec Kaczyńskich, nie mówiąc już o rodzicach Rymkiewicza, kolaborujących w czasie wojny z hitlerowcami, a po wojnie z komunistami ( byli członkami PZPR ). Również ideolog rozgłośni partyjnej deklarującej się jako "patriotyczna" kolaborował z komunistami, jako współpracownik SB. Rzeczywiście - nasze elity wzięły się z kolaboracji, trudno temu zaprzeczyć.
Najciemniej jest pod latarnią, postkomunistyczne szambo wybija do góry i coraz to inne komusze gówna wynosi na szczyt. Chwała Bogu, większość porządnych Polaków nie ma z tym syfem nic wspólnego - ani ja, ani moi znajomi nie mamy w rodzinach komuchów.
Ale piszesz o tym anonimowo?
Mój ojciec, polski oficer który był na dwóch frontach i szczęśliwie uciekł z kolumny katyńskiej, nawet by nie splunął na te upodlone kolaborowaniem z komunistami komunistyczne i żydokomunistyczne gówna, które kreują się na obecne elity tego kraju. Ta hołota polskość ma tylko w gębach - nie wiedzą co to polskość, nie czują polskości, a ich zachowanie nie ma nic wspólnego z patriotyzmem.
@ LUTEK. A ty się podpisałeś, bohaterze?
Ojciec Kaczyńskiego: http://pl.wikipedia.org/wiki/Rajmund_Kaczy%C5%84ski Ojciez Ziobry: http://katalog.bip.ipn.gov.pl/showDetails.do?idx=Z&katalogId=4&subpageKatalogId=4&pageNo=1&nameId=1713&osobaId=21276&
http://www.pardon.pl/artykul/1380/kim_byl_ojciec_kaczynskich
Dlaczego Tusk nie chwali się swoim ojcem?-bo ojciec okradał Polaków i kapował na nich na gestapo,a mamusia,babcia-poczytaj na portalach-to ci pyta zmięknie.
To tylko domniemanie. Mój ojciec też organizował wiele kursów budowlanych a był więźniem za komuny z czasów stalinowskich. Do partii się nigdy nie zapisał (nigdy by go nie przyjęli bo był wrogiem klasowym) i dlatego nie mógł awansować na Dyrektora Technikum budowlanego. Był "zaledwie" nauczycielem.
Jerzy Ziobro działał w PZPR aż do rozwiązania partii w 1990 roku. Był zasłużonym członkiem egzekutywy PZPR w Państwowym Przedsiębiorstwie Uzdrowisk Krynicko - Popradzkich.
a co o Tusku?-nic-on z podwórka jak zwykły pies łańcuchowy-wychowany na ulicy-i to się zgadza-buraku-komu chcialeś dowalic parobku.
Wsadz sobie tą kalkę w dupe -fornalu,parobku ubecki.Napisz o rodzinie Tuska--włos się jeży z jakiej kloaki pochodzi.Tatuś Thuska kapował na Polaków do gestapo,i okradał ich-poczytaj na portalach-amen.
http://lukas.nowyekran.pl/post/19651,rozmowa-z-rafalem-ziemkiewiczem
Jak zwykle Ziemkiewicz jest boski!!!
Też tak uważam. Zwłaszcza kiedy określa PiS mianem "wariackich patriotów" a Kaczyńskiego - "złego starca".
Nic nie przebije tego, co napisał o Kaczyńskich, że "w hierachii Solidarności po Kaczyńskich był już tylko kosz".
...Madry tekst-Panie Rafale...SPROWADZA mi sie do SENTENCJI...sprzed TYSIECY lat,AKTUALNEJ po DZIS dzien-mianowicie..."...Hominis est errare,INSIPIENTIS in...errore...PEREVERARE!..."....
Cała prawda o polskiej rzeczywistości. Wraca stare nowe. ORMO-wcy, SBecy stają w pierwszych szeregach na tzw. salonach bez wstydu i z podniesioną głową. I tylko żal ściska serce jak ten głupi naród można omamić wciskaniem ciemnoty, że europejskość jet ważniejsza niż poczucie bycia Polakiem i patriotą.
Wielkie, madre slowa panie Zikemkiewicz!Slychac w nich jednak tragizm i obawe przed Tragedia Narodowa. Nie dziwie sie - WIELKI BYDLAK i jego dwor nie cofna sie przed niczym, by wykreowac " nowego" Polaka. Biuro polityczne na Czerskiej wypelni kazde zalecenie. To juz w historii bylo. Widze wiec luny nad Czerska.
Nie będzie żadnych łun, oni po prostu zgniją we własnym sosie, ignorowani i omijani z daleka przez resztę. Ich czas się skończył. Naród polski jest litościwy.
Święte słowa panie Rafale
Usiluje wkleic komentaz i za kazdym razem bezskutecznie. Czy sa jakies tajniki tegoz? Ograniczenie dlugosci? Z gory dziekuje za odpowiedz
Tak.
...a może to tylko przez błędy ortograficzne?
bingo !
@autor. Znakomity esej, optymistyczny w gruncie rzeczy, pokazujacy w dlugiej perspektywie to, co zwykle ogladamy z dnia na dzien. Mam tylko jedną, ale mym skromnym zdaniem, wazną uwagę, która w rozwazaniach RAZ zostala pominieta. Mianowicie, XIX wiek to okres tworzenia się nowożytnych narodow, to diametralna redefinicja tego, co narodem przez wieki się nazywalo. Narod (i lud) do wieku XIX to elity, to—posługując się modelem z Francji—stan I i II oraz warstwy wyższe stanu Trzeciego. W Anglii, to ci, którzy wysylali deputowanych do Izby Gmin, slowem w społeczeństwie stanowym, to stany wyższe. W XIX w narodem (a tym bardziej ludem) staje się „prosty lud” wlasnie, a elity niekiedy z narodu są wykluczane, vide Sieyes z jego pamfletem „Czym jest stan trzeci?” Ta zamiana mogla odbyc się wszedzie w sposób naturalny, ponieważ stan I i II to ok. 2-3% populacji, + kilka procent mieszczaństwa i bogatych chłopów. c.d.
@all. Chcialem zamiescic nieco dluzszy komentaz, ale okazuje sie to niemozliwe. Nie wiem, czy byl zbyt dlugi. Przeszedla tylko I czesc--bez pozostalej ten wpis jest bez sensu. Wpolityce ma osobliwe zasady, przepuszcza nawet najbardziej chamskie wypowiedzi, a blokuje te, ktore starają sie byc rzeczowe.
A POMYŚLEĆ ŻE KIEDYŚ PISAŁ FANTASTYKĘ. TAK JAK KIEDYŚ MICHNIK FANTASTYKI NIE PISAŁ.
@autor II. W Rzeczpospolitej było inaczej. Narod, czyli szlachta obejmowal ok. 10% populacji, od 2-3 na kresach, po niekiedy 20% na Litwie i 30% na Mazowszu. Ten narod szlachecki był tez wieloetniczny (i wieloreligijny), oparty o obywatelstwo, a nie narodowość, jak ją pojmujemy dzis. Blizszy był wiec amerykańskiemu modelowi społeczeństwa, niż wizji narodu stworzonej przez nacjonalistow. Wracajac do eseju RAZ, z jednej strony odrzucenie starej elity było wtedy prostrze ponieważ nakładała się na nią radykalna redefinicja narodu. Z drugiej strony to odrzucenie było trudniejsze w Polsce niż gdzie indziej wlasnie ze względu na to, iż „stary” narod był tak liczny. Dlatego tez nawet w obecnej polskości mamy wiele ze starego; nie tylko calowanie w rekę, czy zwracanie się do siebie per pan, ale tą szlachecką hardość, ten sztywny kark i umilowanie tradycji, cos co czyni polskość unikalnym, i wartym obrony przed „Europą.”
@autor iii. I jeszcze jedno, ten obraz zwyrodnialych i zdradzieckich elit (i wtedy i dzis), niezależnie od tego jak prawdziwy, zakloca cos jeszcze. W XIX w., niezależnie od zdradzieckich elit (wywodzących się w większości ze „starego” narodu szlacheckiego), tenze stary narod wytwarzal nowe elity—inteligencję wlasnie, która miala nauczyc patriotyzmu nowy, etniczny narod. To oni byli powstancami, przez pierwsze trzy generacje po rozbiorach; oni byli nosnikami polskości. „Prosty” lud miał Polskę gdzies, byl obojętny, a nawet wydajacy powstańców zaborcom. Ich ofiara nie była jednak zmarnowana, ponieważ nowy narod z czasem zaakceptowal etos starego (no, może z wyjątkiem endecji) i umilowanie polskosci się odrodzilo—ta polskość nie była ludowa, ale tradycyjna, katolicka i szlachecka wlasnie, nawet jeśli to ostatnie nie było uswiadamiane, lub zdefiniowane.
Masz rację, Acton. --- Tak naprawdę nasza tradycja jest „katolicka i szlachecka właśnie”, jakkolwiek rzeczywiście sądzić można, że jest płytka i powierzchowna. Tak czy siak, na pewno warto ją kultywować, a przede wszystkim, pogłębiać i ubogacać.
Zgadzam się,ale zanim Tusk "rozkręcił" tą niechęć do Kaczyńskich, to wcześniej ktoś musiał tą niechęć na podatny grunt zasiać. Kto to zrobił? Kto tak ciężko się "napracował" nad odpowiednim przygotowaniem jałowej gleby pod ten szczególny zasiew?? Kto? Po latach widać, że był to sprawił osobiście, Wielki Siewca!! Myślę, że ten strategiczny strateg, nie przewidział co z tego wyrośnie!!! A teraz próbuje sam a także przy pomocy "życzliwych" sobie niektórych dziennikarzy,tą swoją niefortunną zasługę w temacie nieżyczliwosci wielu wyborców dla PiS, tradycyjnie na innych zwalić!! Nie z nami te numery "Bruner"!!! Nie znami!!
ONI nie sądzili i byli przekonani ,że śp. Prezydent Lech Kaczyński jest nielubianym i niecenionym Mężem Stanu!!!Uwierzyli co bzdetne ,,rządowe" media i pismaki wypisywali i ,,liczyli"sondażowe hehee %.Polskie społeczeństwo udowodniło jak jest NAPRAWDĘ!!!!
Widziałem normalną reakcją na tak wielką katastrofę i śmierć tylu ważnych ludzi, nie uważam, że to, że akurat Kaczyński był prezydentem wywołało taką reakcję. A jakby prezydentem był ktoś inny, to reakcja społeczeństwa byłaby inna????
Oświadczenie prezesa PiS w związku z raportem Millera oraz dyskusją w Europarlamencie< http://www.blogpress.pl/node/9077<
Zgadzam się ze zwiastunem tego artykułu. Dodałbym tylko: "A to dlatego, że po Smoleńsku JK zapewnił sobie profesionalną ochronę osobistą i trzeba było się zadowolić biurem w Łodzi".
"Frak dobrze lezy, w trzecim pokoleniu"Musimy czekac az wymra potomkowie fornali i miejskiej holoty, ktorzy dzisiaj rzadza Polska. Byc moze ich dzieci i wnuki wybija sie na niepodleglosc myslenia a tym samym zrozumieja ze ciazy na nich wielki obowiazek zachowania Polskosci. Ktorzy zauwaza ze malpowanie innych to obciach. Bo Michnik Tusk i ich wyznawcy do neofici nowej wiary a jak wiadomo nie ma nic gorszego i glupszego jak gorliwy neofita.
http://lukas.nowyekran.pl/post/19651,rozmowa-z-rafalem-ziemkiewiczem
Lubię czytać Pana teksty.Mimo wszystko są dla mnie otuchą.
Tak samo jak opisywana tu „wojna na górze", i ta pomiędzy Tuskiem a Kaczyńskim obliczona była na całkowite zniszczenie i eliminację wroga. W pewnej chwili wydawało się, że Kaczyński swoimi manewrami politycznymi osiągnie zwycięstwo − był już blisko rozkruszenia partii opozycyjnych i wydobycia z nich kilkudziesięciu posłów niezbędnych do sformowania stabilnej sejmowej większości. Potem przyszła nieoczekiwana zmiana, Tusk znakomicie wyczuł nastroje społeczne i dzięki skutecznemu pijarowi rozkręcił tak powszechną niechęć do Kaczyńskich, że gdyby nie katastrofa w Smoleńsku prawdopodobnie zdołałby ich całkowicie wyeliminować.
Piękny i mądry tekst. Brawo Panie Rafale
Tamtą "Michnikowszczyznę" mam. Suplement do nowego wydania przed chwilą skończyłem czytać... Ale kupię wznowienie. Po co? Ano po to, że zwyczajnie, po ludzku Ziemkiewiczowi należy się tych parę złotych tantiemy, pomnożonych przez kilkanaście czy kilkadziesią tysięcy egzemplarzy. Żeby mógł pisać dalej. Bo dobrze pisze.
Co z wasza deklaracja o niecenzurowaniu wpisow, nowe wytyczne z Centrali??
Tu nie ma cenzury! Pewnie napisałeś za długi tekst... A czasem znikają całe grupy wpisów - pewnie przyczyny techniczne - niezależnie od pogladów.
Tak, tak - techniczne. Na pewno techniczne. Ile masz RObciu IQ?
138
Szanowny Panie. Moim zdaniem jest Pan jednym z najwybitniejszych komentatorów życia politycznego w Polsce. Czytam Pana teksty z największą przyjemnosćią. To bardzo dobrze ,że w tym monochromatycznym błękicie powszechnej szcześliwości powstają tak interesujące analizy.
Wylazly z Ziemkiewica kompleksy, gdybym tak mogl trafic na salony...
SZACUNEK PANIE ZIEMKIEWICZ
Czytajcie Gazetę Polską, to się o wielu 'ciekawych' życiorysach 'polskich' dowiecie. Prawda to bolesna. Chyba wielu z nich,na tym portalu i na innych prawicowych pisze komentarze. Takie mają zadanie służbowe?
http://lukas.nowyekran.pl/post/19651,rozmowa-z-rafalem-ziemkiewiczem
Tak samo jak opisywana tu „wojna na górze", i ta pomiędzy Tuskiem a Kaczyńskim obliczona była na całkowite zniszczenie i eliminację wroga. W pewnej chwili wydawało się, że Kaczyński swoimi manewrami politycznymi osiągnie zwycięstwo − był już blisko rozkruszenia partii opozycyjnych i wydobycia z nich kilkudziesięciu posłów niezbędnych do sformowania stabilnej sejmowej większości. Potem przyszła nieoczekiwana zmiana, Tusk znakomicie wyczuł nastroje społeczne i dzięki skutecznemu pijarowi rozkręcił tak powszechną niechęć do Kaczyńskich, że gdyby nie katastrofa w Smoleńsku prawdopodobnie zdołałby ich całkowicie wyeliminować.
No proszę - akurat tego "zapomnieli" tłustym drukiem wybić Karnowscy. No i co pisowskie niewinniątka - wróciła wam pamięć, czy dalej będziecie zawodzić, jak to PO eliminuje opozycję?
Taaak, ta nowa elita to oczywiście UPR, a Pan R. Ziemkiewicz już im załatwia 10 proc. poparcie w najbliższych wyborach. Te 10 proc. "utalentowanych i pracownitych" wystarczy, przecież to "elita narodu". Czysta komercja, prawie na poziomie "Zniewolonego umysłu" i "Malowanegp ptaka".
Tusk nic innego nie potrafi tylko siac intrygi i nienawiśc-ma to po ojcu i dziadku-to chory z nienawiści mały zakompleksiony psychopata.
Dzisiejsze łże elity to szuje i kolaboranci,dzieci ubeków i czerwonych sekretarzy.Oni boją się Polaków czego przykładem jest tragedia Smoleńska.
"Michnikowszczyzna" pierwszego wydania w wydaniu elektronicznym towarzyszy mi od stycznia 2010 roku. Potem był Smolensk, na który już bylem przygotowany, blogując w Rzeczpospolitej. Nic i nikt mnie nie przekona, ze racje opisywane przez pana Rafała nie są prawda. Mozna z nim dyskutować o szczegolach, o formie przekazu, stylu, czy wadze poruszanych faktow. Bo właśnie, to o czym pisze pana Rafał, to fakty. I tym rożni się jego pisanie od piany, która dzień w dzień w polskich mediach jest bita. A piana ubita, nieruszana z czasem robi się niczym, czyli tak, jak opisywane przez autora polskie postsolidarnosciowe elity.
Zajebisty wstęp, Ziemkiewicz to klasa.
Fakt. Jest świetny - zwłaszcza kiedy PiS określa mianem "wariackich patriotów", a Kaczyńskiego nazywa "złym starcem".
Tak, to prawda. Nasze elity wzięły się z kolaboracji z komunistami - ojciec Ziobro był wieloletnim zasłużonym członkiem PZPR, z komuchami jako członek PZPR kolaborował Zybertowicz, a przez swojego ojca - komunistę czołowa szpica dziennikarstwa Wildstein. Komunistom wysługiwał się też ojciec Kaczyńskich, nie mówiąc już o rodzicach Rymkiewicza, kolaborujących w czasie wojny z hitlerowcami, a po wojnie z komunistami ( byli członkami PZPR ). Również ideolog rozgłośni partyjnej deklarującej się jako "patriotyczna" kolaborował z komunistami, jako współpracownik SB. Rzeczywiście - nasze elity wzięły się z kolaboracji, trudno temu zaprzeczyć.
Ojciec Kaczyńskiego: http://pl.wikipedia.org/wiki/Rajmund_Kaczy%C5%84ski Ojciez Ziobry: http://katalog.bip.ipn.gov.pl/showDetails.do?idx=Z&katalogId=4&subpageKatalogId=4&pageNo=1&nameId=1713&osobaId=21276&
I dla porownania tatko i brat twojego idola nadredaktora: http://pl.wikipedia.org/wiki/Ozjasz_Szechter http://pl.wikipedia.org/wiki/Stefan_Michnik
Jerzy Ziobro działał w PZPR aż do rozwiązania partii w 1990 roku. Był zasłużonym członkiem egzekutywy PZPR w Państwowym Przedsiębiorstwie Uzdrowisk Krynicko - Popradzkich.
A czym byl "zasłużony"??
Ale jaja, PiSy się licytują, które komusze gówna lepsze - ich czy michnikowe :-D
Jaja to sa jak ktos widzi cos czego nie ma - np dzialanosc PZPR'owska w zyciorysie ojca Kaczynskiego mimo ze wczesniej uciekal przed zsylka na Sybir. I wesolo jest przygladac sie lewakom jak zawsze manipulujacym i lgajacym jak pies. Argumenty typu link do "pardon.pl" sa porazajace...
Mój ojciec, polski oficer, był na dwóch frontach, uciekał z kolumny katyńskiej, a po wojnie ( mimo tego że miał świetny zawód ) wolał jeść suchy chleb niż wysługiwać jak ostatnia szmata komunistom. I często jedliśmy, dopóki nie założył swojej firmy - bo wyrzucany był raz po raz z pracy. ZROZUMIAŁO DURNE ONO? Czy powtórzyć.
To co piszesz o swoim ojcu zasluguje na uznanie. Nie wszyscy jednak mieli mozliwosci lub wystarczajace sily aby postepowac tak idealistycznie. Na forum grasuje troll ktory podniecil sie zbytnio sofizmatami prawnika Agory vs Rymkiewicz ale przeciez tu chodzi o dzieci ludzi z legitymacja PZPR. Poza tym jedni potrafili sie odciac od bolszewickich ideologii swoich rodzicow (jak np Wildstein) inni natomiast kontynuuja lewacka propagande tylko pod innym szyldem.
A to przykre, że nie mieli siły. Jaruzel i Urban też pewnie "nie mieli siły", ale to już ich problem. Za PRLu świniły się tylko świnie. Koniec rozmowy.
Ej, PiSy - trafi tam się u was jakiś normalny uczciwy Polak, nie zeszmacony kolaborowaniem z komunistami?
http://www.pardon.pl/artykul/1380/kim_byl_ojciec_kaczynskich
świetny tekst ale nie wiem czy RAZ nie zapomniał o telewizji. Ona robi dużo gorszą robotę niż GW i inne takie aparaty rządowe
Tak samo jak opisywana tu „wojna na górze", i ta pomiędzy Tuskiem a Kaczyńskim obliczona była na całkowite zniszczenie i eliminację wroga. W pewnej chwili wydawało się, że Kaczyński swoimi manewrami politycznymi osiągnie zwycięstwo − był już blisko rozkruszenia partii opozycyjnych i wydobycia z nich kilkudziesięciu posłów niezbędnych do sformowania stabilnej sejmowej większości. Potem przyszła nieoczekiwana zmiana, Tusk znakomicie wyczuł nastroje społeczne i dzięki skutecznemu pijarowi rozkręcił tak powszechną niechęć do Kaczyńskich, że gdyby nie katastrofa w Smoleńsku prawdopodobnie zdołałby ich całkowicie wyeliminować.
Tak - nikt nie jest w tym tak dobry jak największy destruktor na prawicy Kaczyński. Ten dureń spieprzy wszystko, czego się tknie.
Wielkie podziękowanie za ten ujmujący tekst dla p. Ziemkiewicza! Jest to najlepsza analiza ostatnich 20 lat, jaką czytałem w tym okresie. Od siebie tylko dodam, że Polska jest wspólnotą: języka, kultury, historii i tradycji. I nic nie mają z nami wspólnego chwasty zasiane przez NKWD w 1945 roku w miejsce inteligencji i elity Narodowej jakże bestialsko i podstępnie wymordowanej w lesie katyńskim i katowaniach MBP.
Podpisuję się pod pana tekstem panie Rafale obydwoma rękoma. To jest prawda. Unia Europejska skończy się prędzej niż powstała. Występuje za duża sprzeczność interesów. Powoli ten proces już postępuje "dwubiegunowość dwie prędkości". Należy zadać sobie pytanie. Co dalej? Przetrwa siłą polskiego narodu. Siłą polskiego patriotyzmu... Dlaczego Polska przetrwała mimo tylu zawieruch. Odpowiedź jest prosta dzięki patriotycznym elitom. Szczególną rolę odegrało tu polskie ziemiaństwo kuźnia polskiego patriotyzmu. Dlatego stalinizm z taką zapalczywością rozprawił się z nią. Wiedział z historii bez zniszczenia kolebki polskiego patriotyzmu nie zaszczepi w Polsce Komunizmu. Nie przyjmie się na polskim gruncie. Dlatego pokładam dużą nadzieję w polskie społeczeństwo. Zwykłych zjadaczy chleba. Elity salonowe michnikowszczyzna przeminą jak zły sen a Polska odrodzi się wielka i bogata. Dbająca o swoich obywateli w kraju i na emigracji.
A salonowe elity "prawicowe" kiedy przeminą? Obecne są tak samo szkodliwe dla Polski jak oni.
Eee tam. Przez 20 lat "wolności" to właśnie te PRL-owskie "elity" były u władzy i czego dokonały ? Dwa lata wladzy prawicy Kaczyńskiego zrobiły więcej niż reszta tego chłamu.
Tworzycie kulturę klęski. Zdradzeni, okradzeni, wykupieni przez Żyda - wieczni przegrywacze. Całkiem jak "podchorążowie", których Ziemkiewicz miał pod powiekami. Jęczycie i zawodzicie jak wiejskie baby. Przez takie farmazony przez cały XIX w. Polacy nie umieli stworzyć własnego przemysłu, handlu, banków. Bohaterowie od wywijania biało-czerwoną tkaniną, co robicie teraz by powstał silny polski kapitał? Ile założyliście firm, koncernów medialnych, ile powołaliście think-tanków, podmiotów badawczych? Umiecie tylko gadać i wystawiać dupę do pałowania - tylko pałować nikt nie chce.
Wy, to znaczy kto ? Bo MY właśnie zakładamy mnóstwo przedsiębiorstw i budujemy ten kraj gdy ci, co nim rządzą nasze wysiłki roztrwaniają. Ziemkiewisz ma rację. Stare odchodzi.
Do kogo kierujesz Mechaniku te absurdalne pretensje?Komu każesz zakładać koncerny medialne i firmy badawcze?Kulczykom,Solorzom czy może Kluskom i jemu podobnie zniszczonym?Wskaż źródła finansujące polski kapitalizm,ale takie realne.Bo w zapamiętałym biczowaniu odrywasz się od rzeczywistości.Spróbuj wygrać duży przetarg lub kontrakt,posmakujesz polskiego kapitalizmu od podszewki.
Bezkonkurencyjny wywód! Gratulacje dla Autora.
Fakt. Jest świetny - zwłaszcza kiedy PiS określa mianem "wariackich patriotów", a Kaczyńskiego nazywa "złym starcem" i "złodziejem prawicy".
Twoje papugowanie jest nudne!
"w hierarchii Solidarności po Kaczyńskich był już tylko kosz" - to też Ziemkiewicz. Faktycznie niezły.
Panie Rafale bravo! Ja też tak samo myślę. Smoleńsk to swoisty przełom - z perspektywy historycznej będzie to lepiej widać - procesu odrodzenia Polski - nadał on nowej dynamiki - to już jest zauważalne. Choć myślę że jeszcze czeka nas "noc" 2-giej kadencji Tuska.
Brawo redaktorze Ziemkiewicz. Świetnie pan to opisał. Podział na my i oni jest oczywisty. Oni nie pasują do nas. Oni są już obcymi dla nas. Wszyscy o tym wiemy. Przyzwoity człowiek żadnego z nich nie zaprosiłby do swojego domu. Dla narodu juz rozpoczął się czas budowania nowej elity. Ma kto budować i jest z kogo. W tym cała nadzieja i radość. Duch narodu to siła , której jakaś tam wyobcowana elita nie jest w stanie zniszczyć.
Pewnie że nie. Polacy jako społeczeństwo w większości nie mieli nic do czynienia z komuchami i PZPRem jak wasze "patriotyczne" elity.
To nie p.Tusk zniechęca wyborców do J.Kaczyńskiego ,doskonale robi to on sam.Każdą swoją wypowiedzią zniechęca do siebie elektorat.Jest to polityk z największym negatywny odbiorem w Polsce.Cud tylko sprawiłby,żeby wygrał wybory.I oby nie
Tuskomatoły maja w sobie dużo jadu widać to po komentarzach. Mocno Pan w nich uderzył i stąd te reakcje. Nienawiść tych pseudo elit widać na każdym kroku. Każdemu są w stanie przypiąć łatkę czy to odwołując się do pochodzenia czy przynależności. Porównać Michnika, Łuczywo do Wildsteina, czy Rymkiewicza to jak przyrównać zgniły owoc do zdrowego, jędrnego ,soczystego i smacznego.
Ojciec Wildsteina był żydokomuchem, tak samo jak rodzice Michnika czy Łuczywo. Różnicy nie ma żadnej. Produkt ten sam - ateista nie czujący polskości.
gościu wyssałeś tępotę z mlekiem matki
Zgniłe pisowskie robaczywki kreują się na moralnych przywódców uczciwych, normalnych Polaków, którzy nigdy nie zhańbili się współpracą z komunistami, jak oni :-D
Słusznie Bolek prawisz . Mamy dwa te same owoce np; jabłka ale jeden jest zgniły i co tu porównywać?
Ale jaja - grzebiące wszystkim w życiorysach PiSy kwękolą, że ktoś się odwołuje do ich pochodzenia :-D
Dziękuje panie Ziemkiewicz.W tych trudnych czasach pana słowa są pokrzepiające.Jeszcze raz Dziękuję że mogę pana czytać.
Jaja jak berety - aparatczyki, ateistyczne żydokomuchy i kapusie próbują Polaków uczyć "patriotyzmu" :-D
To wszystko zdrajcy i kolaboranci - oni i ich rodziny to sługusy KPP i PZPR. Normalny Polak nawet nie splunie na te śmieci - nie warto.
Dziękuję autorowi. Dobry tekst na koniec tygodnia :)
gnije swołocz białoruska,ostro gnije reżim tuska.
Panie Rafale, dzięki za świetny tekst. A tak na marginesie, patrząc na sporą liczbę bezsensownych i wręcz idiotycznych wpisów można dojść do wniosku, że bojowcy Schetyny z upadającego onetu zostali oddelegowani tutaj?!
Dodałeś kolejny idiotyczny - swój.
Do konia, którego Kaligula mianował senatorem jeszcze ci spora inteligencji i sprytu brakuje. Na podnóżek dla tzw. elity w pełni zdałeś już egzamin.
@ aleksander. Tobie brakuje nawet do kota twojego idola. Zajmij się lepiej włażeniem bez mydła w dupsko swojej skundlonej "elicie" i nie bełkocz tyle.
Aleksander! Do boju. Zasłużysz się, to po skoku na media zostaniesz sowicie nagrodzony.
Przestaniesz wypisywać buńczuczne brednie, gdy przyjdzie ci zapłacić za skrajną nieudolność i zaniechania tuszczaków.
Gorzej, że ty będziesz płacił, trzeba było N-I-E R-O-Z-W-A-L-AĆ PARTII. "Utwardzajcie" towarzyszu szkodzący partii elektorat dalej. Utwardzajcie, ile sił! My to widzimy i zapamiętamy. Czuwaj!
Kiedy to takie przyjemne i mile łechcące próżność... ci ludzie wpatrzeni we mnie jak w obraz, spijający każde słowo z mych ust... i ich wzrok, który sprawia, że czuję rozsadzającą piersi dumę, którą szybko pokrywam fałszywą skromnością... Wiem, że nie powinienem, że szkodzę partii, ale to jest silniejsze... muszę tam iść, do nich, pod namiot..., MUSZĘ!
Idźcie, idźcie, towarzyszu Szmaciak. Partia pamięta.
Tak samo jak opisywana tu „wojna na górze", i ta pomiędzy Tuskiem a Kaczyńskim obliczona była na całkowite zniszczenie i eliminację wroga. W pewnej chwili wydawało się, że Kaczyński swoimi manewrami politycznymi osiągnie zwycięstwo − był już blisko rozkruszenia partii opozycyjnych i wydobycia z nich kilkudziesięciu posłów niezbędnych do sformowania stabilnej sejmowej większości. Potem przyszła nieoczekiwana zmiana, Tusk znakomicie wyczuł nastroje społeczne i dzięki skutecznemu pijarowi rozkręcił tak powszechną niechęć do Kaczyńskich, że gdyby nie katastrofa w Smoleńsku prawdopodobnie zdołałby ich całkowicie wyeliminować.
Czy pisowskim płaczkom już wróciła pamięć? Jeśli nie, to zalecam Bilobil.
Ojej,jej! Kaczyński "był już blisko rozkruszenia partii opozycyjnych i wydobycia z nich kilkudziesięciu posłów" ?!! Co też ty mówisz, TO KŁAMSTWO! Nasz kochany prezes nigdy w życiu by czegoś tak okrutnego nie zrobił!
Nikt nie jest w tym tak dobry jak największy destruktor na prawicy Kaczyński
Sekciarz Marka Piotrka Jurka--tego nieudolnego marszałka-buhahaha-spieprzył z marszałkowania bo pajaca to przerosło-jemu już dziękujemy.
Chciałem sobie dziś kupić "Polactwo", ale, niestety, w EMPiK-u nie ma.
Brawo Panie Rafale. Popieram ta forme doksztalcania Polakow.Tak jak mini wyklady "Pod Namiotem."Jesli uczelnie , a przynajmniej ich wiekszosc nie spelnia swojej roli, to czas najwyzszy na tego rodzaju internetowe uniwersytety. Gratuluje , dziekuje i z calego serca dziekuje.Prosze nadal pdtrzymywac ten zar, ktory w nas jeszcze sie tli.
Jasne. W sam raz na wykłady dla czubków spod namiotu w butach na Krakowskim. Macierewicza se jeszcze dobierzcie do kompletu, artyści.
90 % normalnych Polaków jest przyzwoitsza, niż to umoczone we współpracę z komuchami tałatajstwo, mieniące się szumnie "patriotami"
Żaden dawny polski patriota - PRAWDZIWY PATRIOTA by nie opluwał i obnosił z pogardą do swoich rodaków, tak jak to robi Kaczyński i Rymkiewicz. Polski patriota był odważny, ale skromny i zawsze SŁUŻYŁ Polsce i Polakom.
___Budzic , budzic swiadomosc polakow i do PRZODU i Myslec !!! Myslec !!! Bez pracy nie ma kolaczy ...Lawa plynie i plynac B E D Z I E ! ! !
Można odnieść wrażenie, że na onecie trwa dzisiaj szabas. Bo się grupowo przeniosły watahy wyznawców Tuska i Michnika a w ogóle i tak wiado kto jest winny, że Tuskowi nic się nie udaje.
Amen.
Brednie frustrata Ziemkiewicza, i tyle
Co za sfora parobkow ubeckich zbiegła się na portal-wklejają te swoje kalki o Kaczyńskim,Ziobro-toż to chlew ,że takich ziemia nosi.
Chciałam kupic dzisiaj Michnikowszczyznę i trzeba czekać. Tak nalezy postepować jak Pan to czyni. Mamy kogo zmieniać i kształcić na elity. Wiele osób w tym kierunku robi pozytywne rzeczy.Onych zostawmy samych i tam gdzie siedzą. Sami sobie to miejsce wybrali.
Tuskmatoły piszcie bo to świadczy o ogladalności tego portalu. A nam zwisacie zwisem zakręconym. Ha,ha,ha,ha.
http://kampanianazywo.pl/opinie/blog-kasi-tusk-swietnie-sobie-radzi-lepiej-niz-wpolityce/
Czy nadal sa tam reklamy firm?
Tak, to są reklamy firm, tak samo jak na portalu wpolityce.
BRAWO.
Świetny artykuł Panie Rafale ja jak patrzę na to co się dzieje na naszej scenie politycznej to tak jak bym gdzieś o tym już czytała. Mam nadzieję że się to kiedyś zmieni. Pana artykuł dodał mi otuchy jest Pan świetnym obserwatorem.
Bo to nie Polacy, a nieprzyjaciele Polaków, którzy nie utożsamiają się z Polską i dążą do szkodzenia Polsce i Polakom.
wzzw.wordpress.com lista zdrajcow i co dalej, posluchac warto
Zeby to wszystko zmienić należy głosować na Prawo i Sprawiedliwość, w tej partii jedyna nadzieja, aby Polska była Polską....
sluszny komentarz p Ziemkiewicz dziekuje nowe juz sie rodzi taki syf wiecznie nie moze trwac jeszcze ze dwadziescia lat i Polska bedzie rozbita na dzielnice i co dalej Narodzie wyksztalcony wy tez dostaniecie po du....
Ziemniakiewicz - tchorz i dekownik z czasow stanu wojennego, idol odmozdzonych lemingow z PiSu!
A pan "ziemniak" to w mundurku czy po cywilnemu? A może TW "ziamniak"?
Extra! Dokładnie tak! PO, jak wszyscy zdrajcy w historii Polski, jest już na śmietniku historii. Choćby była tam dopiero jedną nogą. Ale przyjdzie dzień, kiedy jej członków, sympatyków i wyborców rozliczymy do końca, tak jak Niemcy członków, sympatyków i wyborców NSDAP.
Już idziesz spać, że opowiadasz bajki na dobranoc?
Panie Ziemkiewicz, przedstawił Pan swoje chorobliwe majaczenia, intelektualny groch z kapustą. Ponadto obraża Pan dużą część narodu polskiego. Jedyne określenie, które w Pana tekście mi się podoba i ma konkretny, wymierny sens, to "katolicki ciemnogród"
Ni martwię się z tego powodu, że "estabilishment patrzy na żałobę Polaków z mieszaniną pogardy i lęku", bo to tylko napędza słuszną moją reakcję patrzenia na tenże estabil z obrzydzeniem, pogardą i bez lęku. Mich-tuski robią w sumie dobrą robotę,pogłębiają dołki w które wreszcie wpadną, a wtedy raz sierpem raz młotem.... To musi nadejść i to niebawem.
Żaden patriota nie patrzył na drugiego Polaka z pogardą - on mu SŁUŻYŁ. Nie wiesz o tym, boś zwyczajny prymitywny prostak, taki sam jak twoi idole.
Gość 23:49 - nie każdy, kto zna język polski, mówi po polsku "farbując" sie na Polaka, jest nim w istocie. Jeżeli tego nie rozumiesz, toś prostak i....., cos tam jeszcze, ale tego nie wyczytasz u swoich "idoli" , kundelków z GW-na
Nie myśl tyle, tylko łykaj GW-na z Naszego Nocnika i TV TRWAM. Smacznego.
Staje się pan panie Rafale - owszem już pan jest - wybitnym polskim publicystą. W znakomitym tekście przywołuje pan Poetę. Dla mnie jednak " skorupa " to są po prostu ... śmiecie
Żaden przyzwoity człowiek, patriota nie wyraziłby się w ten sposób o swoim rodaku. Jesteś pan zwyczajnym ŚMIECIEM, panie Stanisławie Wójcik.
Chyba masz rację gościu. Ta "skorupa" to już nie SMIECIE, to esbecja i bolszewicka dzicz. Szkoda tylko że mieni się Polakami.
Faszystowskie pisowskie ŚMIECIE lepsze, droga Pigwo?
http://www.wprost.pl/ar/?O=113556
Ooo - wyznawca małego kurdupla Hitlerka zabrał głos. Heil, szmaty pisfaszystowskie!
Tjaa... GW przylepia łatkę faszysty, komu jej wygodnie dla bieżących celów politycznych, a euromochery (co się tu ich nalazło dziś!) wierzą w to, jak ich przodkowie-fornale w słowo proboszcza. Wyszli z czworaków, ale czworaki z nich nie wyszły.
"Polactwa" nie dostałem, ale czytam sobie "Zgreda": panie Ziemkiewicz, świetna książka!
Mój ukochany RAZ jest optymistą, albo pokrzepia serca. Jeśli nie ma prawdziwych elit tylko te udawane, to gdzie jest ten płot za którym stoi "naroód". Gdzie jest ten "naród"? Przecież to nie "elity" głosują, tylko "naród". Chyba, że (co już od dawna podejrzewam) w Polsce zostały już tylko "elity", a tej prostej ciemnoty to już prawie nie ma... Wyjechała na Saksy i zaczytana w książki zapomina zapalić latarni... Mnie się wydaje, że tym razem się naszym wrogom udało zrobić Mitteleuropa.
Informuję, iż nigdy w życiu nie byłem członkiem (ani kandydatem) PZPR. Ani żadnej innej partii politycznej. Informacja powyższa jest od kilku lat dostępna na mojej stronie internetowej pod linkiem: http://zybertowicz.pl/category/sprostowania/ Osobom twierdzącym inaczej, gratuluję wierności ich stereotypom. Andrzej Zybertowicz
nie jestem przekonany, czy RAZ ma tym razem racje. Obserwujac to wszystko o czym pisze publicysta, smiem twierdzic, ze obecne elity zostana zastapione jeszcze gorszymi kanaliami bez minimum przyzwoitosci, ktore beda pelnic funkcje podobna do zydowskiej policji w getcie warszawskim, oszczezajac zaborcom fatygi. A z Polski zostanie blade wspomnienie kraju balaganiarzy i idiotow nie zaslugujacych na niepodleglosc. Moze nawet podlece wspoltworzacy - nie, to zle slowo, raczej skladajacy sie na te obecna pseudoelite, w ramach odwetu za kopa zadek jaki na pewno zalicza beda pisac bogoojczyzniane dytramby, z zaloscia popluwajac na okupantow, ktorzy juz wkrotce obejma swoje rzady, dzielac Polske zapewne tradycyjnie wzduz Wisly albo podobnie. A u pozostalych najpopularniejszym cytatem stanie sie ten o chamie i zlotym rogu...
Spośród trzech podstawowych cech natury ludzkiej wyróżnionych przez Tomasza Hobbesa: (skłonność do rywalizacji, nieufność, żądza sławy) - pierwszą rezerwuję narodowi, drugą wszystkim, trzecią - elicie.
Spośród trzech podstawowych cech natury ludzkiej wyróżnionych przez Tomasza Hobbesa: (skłonność do rywalizacji, nieufność, żądza sławy) - pierwszą rezerwuję narodowi, drugą wszystkim, trzecią - elicie.
Jest to rozdarcie tyleż specyficznie polskie, sięgające korzeniami ery przedrozbiorowej, co i typowe, dające się zauważyć we wszystkich krajach postkolonialnych. W kraju wolnym w powszechnym przekonaniu elita bierze się z talentu, przedsiębiorczości, pracowitości. W kraju podbitym elita bierze się z kolaboracji. W kraju wolnym awans do elity oznacza szacunek, w podbitym − zdradę i zaparcie się korzeni. Dlatego w kraju wolnym warstwa wyższa czuje się odpowiedzialna za naród, jest jego przewodnikiem i wyrazicielem jego interesów. Natomiast w kraju skolonizowanym − oddziela ją od tego narodu obustronna pogarda, która trwa jeszcze długo po uzyskaniu suwerenności. Rafał A. Ziemkiewicz To jest niezwykle trafna diagnoza.Celne,skondensowane, świetne. Nauczcie się tego na pamięć i powtarzajcie.
"Nad Niemnem" to świetna książka. Czyta się ją bardzo dobrze. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego nikt jej nie lubi. Ja lubię, chociaż taka pozytywistyczna.
Obserwuję Michnika od 50 lat, a michnikowszczyznę od lat 30. Analizuję również zachowania salonu w różnych przepoczwarzeniach "tałatających" się pomiędzy jaruzelszczyzną, poprzez Unię Wolności aż do PO. Osobowymi przykładem tego tałatajstwa są Wałęsa czy Mazowiecki. Moje obserwacje pokrywają się z obserwacjami Rafała Ziemkiewicza.
Czytałam i nie ma w tej książce niczego,z czym mogłabym się nie zgodzić.
Nie przegap
- Przywrócili nad stocznię imię komunistycznego zbrodniarza, twórcy systemu nienawiści. Ale są ludzie, którzy protestują. ZDJĘCIA!
- Poufne informacje KNF o SKOK-ach trafiły do mediów. "Czy mamy do czynienia z przekazaniem poufnych informacji mediom przez przedstawicieli KNF?"
- Nasz wywiad. Krzysztof Szczerski: Potrzebujemy, by Polska wstała z kolan ws. śledztwa smoleńskiego
- Ważny sojusznik sprawy smoleńskiej. McCain jest jednym z najtrzeźwiej patrzących na Rosję i Putina polityków
- 100 lat temu zmarł Bolesław Prus - jeden z największych polskich pisarzy, do dziś aktualny. Jego "Lalka" to powieść genialna
- Wicepremier Węgier: "Korporacje wywoziły ogromne pieniądze, większe niż wynikało z zasady zysku. Tak traktuje się kolonie"