Osa nadaje (80): O tym jak Grzegorz Napieralski przyniósł Sławkowi Sierakowskiemu wino i czym to się skończyło

Siedziba "Krytyki Politycznej" w Warszawie. Fot. wPolityce.pl
Siedziba "Krytyki Politycznej" w Warszawie. Fot. wPolityce.pl

Wredne cechy naszej osy, to znaczy maniakalne uzależnienie od podglądactwa i podsłuchiwania, znane są wszystkim. Ale mało kto zna lepsze strony jej charakteru.  Jedną z nich jest pragnienie by ludzie się lubili i kochali.

Tak, tak, nawet tak zdegenerowane jak osa osobniki bywają dobre. Zresztą, czyż wszyscy donosiciele komunistycznej bezpieki nie są dzisiaj w oczach jednej z gazet, niejako automatycznie, czyści i dobrzy? Cóż więc mówić o naszej skrzydlatej przyjaciółce.

Gdy więc tylko nasza zaprzyjaźniona osa zapisała w swoim notesiku, że lider SLD Grzegorz Napieralski wybiera się z pojednawczą wizytą do Sławomira Sierakowskiego, szefa tak szczodrze dotowanej przez rząd Platformy radykalnie lewicowej, zafascynowanej Leninem "Krytyki Politycznej", ucieszyła się szczerze. Malutkie serduszko zabiło mocniej, zabiło nadzieją, że lewica wreszcie będzie jedna.

Ale gdy przyniosła raport, skrzydełka miała klapnięte. Opis był szorstki, pozbawiony ozdobników.

 

Przyleciałam z Napieralskim. Poszliśmy do siedziby Krytyki  (wynajętej towarzystwu na okazyjnych warunkach przez stołeczną Platformę) na prestiżowym Nowym Świecie w Warszawie. Przywitał nas jeden ze współpracowników Sławka Sierakowskiego i poprowadził profesjonalnie na górę, gdzie urzęduje szef. Tam Sławek podał Grzegorzowi rękę. Zaczęli rozmawiać. To znaczy mówił głównie Grzegorz. Przekonywał, ze trzeba skończyć z podziałami, że jak będą razem, to zmienią Polskę. Niestety, Sławek nie miał chyba ochoty na bratanie się.


- To może winka? Kupiłem specjalnie na tę okazję

- zapytał Grzegorz.

 

Sławek wziął butelkę, dokładnie obejrzał. I rzucił:

- Wiesz, takich tanich to ja nie piję. Sorry.

 

Żartował? Może. Szukał pretekstu? Może. Ale twarz mówiła, że przemawia przez niego także urażona duma znawcy dobrych trunków.

Rozmowa już się nie kleiła. Po kilkunastu minutach panowie się rozeszli bez konkluzji.

- Tanie? Sto złotych kosztowało!

- zamruczał pod nosem wściekły Napieralski, gdy on wychodził a ona wylatywała na deszczową ulicę.

 

Tyle raport osy. Nasza skrzydlata przyjaciółka przyznała nam się, że pomyślała wtedy iż Napieralski popełnił poważny błąd: zapomniał o kawiorze. Dobrym kawiorze!

Najnowsze artykuły

Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu

Śledź nas na Google News

Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News

Dziękujemy za przeczytanie!

Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.

Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych