Nie jestem przeciwna prywatyzacji. W końcu po to obalono komunizm, by własność prywatna stała się normą. A zasada, że "państwowe" znaczy "niczyje" - odeszła w niebyt.
Ale od każdej reguły są wyjątki. I gdy idzie o Lasy Państwowe - trzeba pamiętać, że to szczególne dobro. To nie fabryka śrubek. To nie pierwsza lepsza firma, która jeśli upadnie, to zostanie zastąpiona przez inną. To nie tylko potencjalne bogactwo przeliczane na sągi drewna. Ale to też, a raczej przede wszystkim, precyzyjne ekosystemy, w których wre życie dzikiej przyrody. To setki gatunków roślin i zwierząt. To naturalny filtr powietrza. To nieocenione miejsce rekreacji. Tych lasów wciąż jeszcze trochę mamy. Polska jest w europejskiej czołówce, jeśli chodzi o powierzchnię lasów. Zajmują 29,2 proc. terytorium kraju i rosną na obszarze 9,1 mln ha. Zdecydowana większość to lasy państwowe, z czego prawie 7,6 mln ha zarządzane jest przez Państwowe Gospodarstwo Leśne Lasy Państwowe. Choć - bądźmy uczciwi - większość z nich to już nie naturalne puszcze, lecz sadzone monokultury. Ale dobre i to. Nawet zwykły sosnowo- świerkowy sadzony młodniak pozwala ptakom budować gniazda, oczyszcza powietrze, stanowi zasłonę od wiatru. Wiąże glebę. W efekcie - służy ludziom.
Dobrze wiedzą o tym mieszkańcy tych krajów, które w ub. wiekach skutecznie lasów się pozbyły. Jak Haiti, gdzie wycięto naturalny las równikowy i teraz każdy silniejszy wiatr - powoduje kataklizm - bo nie ma naturalnej zasłony drzew.
Jak wiele krajów Afryki (np. Kenia), gdzie wykarczowanie puszczy pod uprawę roli spowodowało erozję gleb, susze, a w efekcie nędzę, której Afrykańczycy nigdy wcześniej, przed przybyciem białego człowieka, nie znali.
Dziś za sadzenie drzew można dostać nawet Nobla. Otrzymała go Kenijka Wangari Maathai, dzięki której na Czarnym Lądzie zasadzono ponad 30 mln drzew. Dobrze, że ją doceniono. Szkoda, że jej działalność w ogóle była potrzebna.
Ironia losu, że jeszcze, że jeszcze 100 - 200 lat temu ich karczowanie było symbolem cywilizacji. Dziś efekty owego postępu musimy na gwałt niwelować...
Wolałabym, żeby kolejnym pokoleniom Polaków zostało to oszczędzone.
Niestety chciwość ludzka nie zna granic. Kto zagwarantuje, że właściciel kawałka lasu nie zechce go szybko spieniężyć? Czytaj - wyciąć? Kto mu wtedy zabroni? Kto zakaże mu zorganizowania polowania z nagonką, i to takiego że mysz nie wyjdzie żywa?
Chcę wierzyć, że haracz nałożony przez rząd na Lasy Państwowe do prywatyzacji nie prowadzi. Ale żadne konstytucyjne gwarancje nie będą tu nadmierne. Bo tu nie ma miejsca na błąd. Że czegoś się nie dopatrzy, że powstanie luka prawna. Że znajdzie się spryciarz, który ją wykorzysta.
Mamy prawo, a nawet obowiązek takiego rozwoju wypadków się obawiać. Trzeba dmuchać na zimne. Bo jak tłumaczą więksi ode mnie fachowcy - gdy znakomicie dotąd prosperująca firma popadnie w długi - kto będzie do niej dokładał? Kto zaprotestuje przed najprostszym rozwiązaniem - sprzedażą? Owszem, drogi powiatowe są potrzebne. Mało kto wie o tym tak dobrze jak ja - mieszkanka średnio doinwestowanego powiatu. Ale jeśli ich budowa miałaby oznaczać zagładę lasów, to już dziś wolę przesiąść się na rower.
Bardzo bym chciała, żebyśmy tym razem nie byli mądrzy po szkodzie. Oby przysłowie: "Nie będzie nas - będzie las" w Polsce nigdy nie straciło na aktualności...
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/184012-co-czeka-polskie-lasy-las-to-nie-fabryka-srubek-a-jesli-nowy-haracz-jest-jednak-droga-do-prywatyzacji-to-przyslowie-nie-bedzie-nas-bedzie-las-moze-stracic-na-aktualnosci
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.