Paweł Kowal dla wPolityce.pl: "Czyżby domykał się cykl i następowało przejście prezydenta Białorusi w „rosyjską fazę"?"

PAP
PAP

Gwałtowność reakcji białoruskich sił bezpieczeństwa wobec demonstrantów ma kilka aspektów. Może świadczyć o tym, że dyktator nie do końca panuje nad służbami specjalnymi i ktoś zagrał na przerwanie jego i tak cherlawego dialogu z państwami Unii Europejskiej a potem Łukaszenka musiał już tylko niejako potwierdzić te działania.

Ten argument będzie zapewne podnoszony, tylko po co w takim razie z nie panującym nad aparatem bezpieczeństwa władcą prowadzić rozmowy o przyszłości relacji Białorusi z państwami UE. Wygląda na to, że mieliśmy raczej do czynienia albo z prostacką demonstracją siły, która miała przypomnieć obywatelom, żeby się mieli na baczności, albo z agresją wywołaną faktem, że Łukaszenka nie otrzymał jednak połowy głosów w pierwszej turze – wersja R. Sikorskiego. Prawdopodobnie miał to być także sygnał do zagranicy: „nie osłabłem, panuję w pełni nad sytuacją". To co się stało, to w dużym stopniu też efekt zdenerwowania i paranoicznego strachu o władzę, także wobec zagrożeń całkowicie wyimaginowanych. Może to oznaczać, że władza Łukaszenki, chociaż może jeszcze potrwać, jest już na równi pochyłej.

Zanim nadejdzie dla Białorusi pierwszy dzień bez Łukaszenki możliwe jest kilka scenariuszy dla tego kraju. Najbardziej prawdopodobne jest niestety marszczenie brwi przez liderów europejskiej polityki. Te same osoby, które bez powodu zapowiadały, ze Łukaszenko „się zmienia" będą teraz dowodziły, że jest odwrotnie. Można sobie tylko wyobrazić minę Łukaszenki, który tego słucha. Deklaracja, że Unia od nowa zaczyna opracowywanie polityki wobec Białorusi będzie w jakimś stopniu ośmieszała jej twórców. W Moskwie, Mińsku a pewnie i w Kijowie będzie jedynie świadectwem ich naiwności lub niekompetencji. Ponieważ jednak zajścia na ulicach Mińska działy się w świetle kamer z całego świata, najmniej prawdopodobne jest jednak zachowanie, które obserwujemy w Unii najczęściej, czyli udawanie, że nic się nie stało, rozmydlanie („a jak wygląda demokracja w Uzbekistanie?") i dodawanie najprzeróżniejszych kontekstów („a czyż podobnie nie było już sto lat temu?").

Optymalnym rozwiązaniem powinna być ukryta zmiana polityki Unii wobec Białorusi. To dlatego państwa UE powinny skoncentrować się na wyciągnięciu z tarapatów działaczy opozycji – to podstawowe taktyczne zadanie. Uzupełnieniem powinno być odwieszenie sankcji wizowych i poszerzenie grona osób, których dotyczą (dotąd chodziło o kilkadziesiąt osób). Dalej powinien zostać zastosowany wariant, który dyktatora zaskoczy.

Co do strategii: na poziomie oświadczeń nie powinno być zmiany; powinna się ona jednak natychmiast dokonać z żelazną konsekwencją na gruncie politycznej praktyki. Każda koncesja na rzecz Łukaszenki w przyszłości powinna być rekompensowana nie możliwościami inwestowania dla jakichś zachodnich koncernów, ale kolejnymi krokami na rzecz społeczeństwa obywatelskiego i wolnych mediów. Można zacząć od żądania zniesienia cenzury i powołania opozycyjnego dziennika. Nie powinno się budować zależności „ustępstwa polityczne za możliwość zarabiania pieniędzy na Białorusi". Polityczne ruchy wobec Łukaszenki powinny być rekompensowane jego politycznymi ruchami wobec opozycji.

Można powiedzieć "Sikorski przegrał, rząd poniósł klęskę". Ale może w oparciu o kryzys białoruski dałoby się uzyskać dla Polski konkretne korzyści w polsityce europejskiej? Sikorski mając wsparcie Tuska i najlepiej po rozmowach z opozycją w Polsce powinien skorzystać z sytuacji i zażądać od C. Ashton większego wpływu na kształtowanie przez Polskę polityki wobec Białorusi i Ukrainy (nota bene w obsługującej te kraje grupie unijnych dyplomatów Polacy nie mają wiele do powiedzenia). Inicjatywę w kształtowaniu polityki wobec Białorusi powinna przejąć Polska. MSZ powinien wziąć na siebie odpowiedzialność za dyskretne przeformułowanie celów politycznych wobec tego kraju. Jeśli „Corriere della Serra" pisze, że za krwawym stłumieniem protestów stoi siła milicjantów Łukaszenki, to czas powiedzieć, „nie": stoi za tym także niepoważna polityka Zachodu. Także premiera Włoch, który niedawno publicznie chwalił Łukaszenkę. Najlepiej byłoby gdyby to Sikorski poddał dotychczasową linię polityki europejskiej krytyce za niekonsekwencję. Z tego punktu widzenia jego pierwsze działania (telefony do polityków szwedzkich, niemieckich i amerykańskich) były dobrym ruchem. Na nieszczęście brakuje w tej układance aktywności Litwy. Inna sprawa na ile taki plan może zostać dzisiaj wykonany; gdyby tak miało się stać, opozycja w Polsce w ramach swojego wkładu powinna zadeklarować przynajmniej gotowość do chwilowego wyciszenia krytyki polityki MSZ. Ten cel służyłby bowiem Polsce w dłuższej perspektywie niż obecny rząd.

Marką polskiej i europejskiej polityki wobec Białorusi powinny być prawa człowieka i wolność prasy: bez tego nawet gdyby Łukaszenki nie było, niemożliwe byłyby demokratyczne wybory. Białoruska opozycja powinna otrzymywać większe wsparcie od państw UE, szczególnie Polski i Litwy – powinny się np. raz na zawsze skończyć problemy Białsatu, którego dotacja jest nieustannie minimalizowana. Przed każdym spotkaniem z Łukaszenką europejscy politycy powinni zadawać sobie pytanie, co ich spotkanie przynosi zwykłym Białorusinom. Jeśli nie ma na to dobrej odpowiedzi, spotkania nie powinny dochodzić do skutku. Tylko konkretne korzyści mogą usprawiedliwiać wspólne fotografie z dyktatorem.

Być może zresztą umocnienie pozycji Polski w polityce wschodniej UE byłoby jedyną korzyścią. Bo tymczasem większa rozgrywka na Białorusi jest już być może przegrana. Być może następuje jakaś forma powrotu Łukaszenki do politycznych łask Kremla. Należy też założyć, że w przyszłości Łukaszenka zostanie wykurzony przez Rosję z Mińska, w takim jednak wypadku jego miejsce zajmie zapewne ktoś wobec niej bardziej ugodowy. Demokratyczne dekoracje do takiej zabawy są wyśmienite, jednak jej skutki prowadzić będą do pogłębienia zależności od Rosji.

Ciekawie na tym tle rysuje się wypowiedź prezydenta Miedwiediewa, który nie wydawał się zatroskany przebiegiem wypadków na Białorusi a obserwatorzy z WNP potwierdzali uczciwość wyborów na Białorusi. Czyżby domykał się cykl i po prostu następowało kolejne przejście prezydenta Białorusi w „rosyjską fazę"?

Najnowsze artykuły

Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu

Śledź nas na Google News

Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News

Dziękujemy za przeczytanie!

Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.

Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.

Autor

Wesprzyj telewizję wPolsce24! I naszą misję - dziennikarstwo śledcze Wesprzyj telewizję wPolsce24! I naszą misję - dziennikarstwo śledcze Wesprzyj telewizję wPolsce24! I naszą misję - dziennikarstwo śledcze

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych