Romney - nie sposób oprzeć się wrażeniu - przyjechał dla fotki z Lechem Wałęsą i jego paru ciepłych słów

PAP/Piotr Wittman
PAP/Piotr Wittman

Wizyta Mitta Romneya - ważna dla Polski prestiżowo - pokazuje, jak złudne mogą się okazać nadzieje wielu ludzi opozycji na zewnętrzny impuls do zmiany w Polsce.

I nie ma się co oburzać na słowo "zewnętrzny", bo przecież gdyby nie zewnętrzne wsparcie dla układu najpierw postkomunistycznego, a teraz platformerskiego, układ sił wyglądałby znacząco inaczej.

Romney nie zająknął się słowem w sprawie Smoleńska, nie mówiąc już o wizycie na Wawelu, choć przecież taki gest teoretycznie powinien wykonać w trosce o głosy Polonii. No ale widocznie uznał, że albo Polonia nie stanowi istotnej siły politycznej w Stanach, albo i tak na niego zagłosuje.

A może uznał, że antyrosyjskim można być, ale bez przesady, bez konkretów?

Znów teoretycznie - on, realnie patrzący na Rosję republikanin powinien dostrzec polską opozycję także realnie patrzącą na Rosję. A jednak nie spotkał się z nikim poza obozu władzy. Tym samym zresztą złamał niepisaną zasadę w stosunkach między sojusznikami.

Romney - nie sposób oprzeć się wrażeniu - przyjechał dla fotki z Lechem Wałęsa i jego paru ciepłych słów. Oczywiście chodzi o fotkę z Wałęsą - symbolem pierwszej "Solidarności", bo przecież realny, dzisiejszy Wałęsa nie symbolizuje już niczego poza Ego.

Nasze władze tak skutecznie pohandlowały Wałęsą, że w zamian dostały jeszcze pół tony komplementów, w tym sporo naprawdę śmiesznych. Bo przecież gdy Romney sugeruje, że mamy władzę małego rządu w duchu libertariańskim, to śmieszy. Mamy przecież rząd, który zatrudnił ze 100 tysięcy nowych urzędników.

Romney nie błysnął także charyzmą. Jego "wykład" na UW był raczej zbiorem historycznych ogólników, które dowodzą trafnego wyczucia co do zapotrzebowania polskiego odbiorcy. Do tego parę banałów, które zapewne głosi na każdym powiatowym przystanku kampanii. Ale ani pół konkretu.

Można wątpić, czy pokona Obamę. Jeżeli gospodarka amerykańska choć trochę ruszy do przodu, to raczej nie. Ale oczywiście lepiej, by wygrał. Daje choć cień szansy na zmianę. Obama nie daje żadnej szansy, a nawet więcej: złapana przez mikrofony jego rozmowa z Miedwiediewem brzmi wręcz groźnie dla Polski (obiecał dalsze ustępstwa wobec Rosji po wyborach).

Ale zasadniczy wniosek jest jeden: umiesz liczyć, to w ostatecznym rachunku licz na siebie.

Najnowsze artykuły

Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu

Śledź nas na Google News

Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News

Dziękujemy za przeczytanie!

Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.

Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.

Autor

Wesprzyj telewizję wPolsce24! I naszą misję - dziennikarstwo śledcze Wesprzyj telewizję wPolsce24! I naszą misję - dziennikarstwo śledcze Wesprzyj telewizję wPolsce24! I naszą misję - dziennikarstwo śledcze

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych