Prezydent Rosji Władimir Putin ma bardzo niskie notowania popularności w swoim kraju. Można to nazwać kryzysem autorytetu władzy. Operacja powrotu na stanowisko prezydenta Federacji Rosyjskiej, z punktu widzenia wizerunkowego, była zaskoczeniem nawet dla co inteligentniejszych zwolenników Putina. Wymiana Putina na Miedwiediewa, to poniżenie jednego człowieka przez drugiego człowieka, tak to interpretuje wielu Rosjan, o czym mówi Gleb Pawłowski, były doradca Putina. To rzuca światło na majestat urzędów premiera i prezydenta.
Rosjanie są bardzo przyzwyczajeni do zewnętrznych form sprawowania władzy. Putin zawiesił działanie zasady hipokryzji, co musiało być szokiem i rodzajem sygnału dla tych Rosjan, w których tli się demokratyczny instynkt. To był cyrk, bezczelna kpina z procedur, nawet jeśli pustych, to jednak jakiś procedur kamuflujących despotyzm, który ujawnił skalę cynizmu rządzących Rosją. Ale nie tylko o wolność tu chodzi. Te notowania są niskie, bo w grę musi wchodzić także podświadomy lęk w takim kraju jak Rosja przed powrotem terroru.
Oto właśnie kończy się eksperyment z wielkim NEP-em, system się domyka. Oligarchia kolektywna zwiera szyki, jak ją nazywa Gleb Pawłowski, i wycina wszystko, co może potencjalnie zagrozić jej władzy. To jest według szacunków byłego doradcy od 1.5-2 tys. ludzi, którzy mają w swoich rękach jednocześnie władzę i własność. To kasta nietykalnych, poza prawem, bo oni są prawem. Nie muszę dodawać, że taka forma sprawowania władzy jest bardzo atrakcyjna dla obecnie rządzących Polską, którzy kopiują wzorce wschodnie. W Polsce na szczęście opór jest zdecydowanie silniejszy i jest duża część Kościoła Katolickiego wolna od agentury.
O wszystkim w Rosji w tym momencie decyduje dwóch ludzi i nie ma dla tego systemu alternatywy. Właściwe jeden człowiek, Putin. Nie może w tak skonstruowanym systemie kontrolować skutków swoich decyzji, co stwarza sytuacje, w której najbardziej realną jest droga do konfrontacji, a pokojowe uregulowanie kryzysu coraz mniej prawdopodobne.
A to grozi nasilaniem się przemocy a w konsekwencji utrwaleniem się panowania reakcyjnego reżimu na długie lata. FSB niszczy opozycję. Putin dał sygnał że można. Gigantyczny rozrost FSB, od momentu przejęcia przez niego władzy, nie był przypadkowy. Doświadczenie stalinizmu i zbrodni o skali niewyobrażalnej dla człowieka Zachodu, pracuje w Rosjanach. To, co jest nie do pomyślenia dla Anglika czy Francuza, jest w zasięgu możliwości władzy despotycznej w Rosji.
Ale także w Polsce, potomkowie stalinowców, wcale liczni, ulokowani bardzo wysoko w strukturach władzy i biznesu, ciepło wspominają swoich dziadków i ojców. Zygmunt Bauman, guru polskiej lewackiej inteligencji, patron zeszłorocznego kongresu intelektualistów we Wrocławiu, to były stalinowiec. Ale czy można być byłym stalinowcem? Jest takie przysłowie: czym skorupka nasiąknie za młodu… Przykład Grassa jest wymowny. Ideologiczne fascynacje młodości, powracają na stare lata ze zdwojoną siłą. Tak działają mechanizmy przyrody w ludzkiej psychice, pozbawionej oparcia w cnotach.
Decydując się na likwidację nawet pozoru legitymacji swej władzy za sprawą widowiska „cyrk wyborczy” Putin ufa jedynie swoim pretorianom ze służb.
A ponieważ rosyjskiemu establishmentowi, który składa się z „siłowików” oraz obsługujących ich finansistów, nie przyświeca dzisiaj jakakolwiek idea, bo celem władzy jest totalna dominacja i bogactwo wąskiej grupy, trzeba taką idee, która scali naród i osłabi opozycje, mimo wszystko znaleźć. Tą ideą jest wielka Rosja.
W XIX wieku, francuski arystokrata De Custine, w swoich „Listach z Rosji”, zauważył, że Rosjanin to niewolnik, który swoje niewolnictwo rekompensuje marzeniem o podboju świata. Nowa generacja Rosjan usiłuje wyrwać się z tego kręgu historycznych stereotypów. Właśnie teraz, w chwili kłopotów z popularnością, Putin chętnie będzie się odwoływał do tego stałego motywu uzasadnienia „samodzierżawia” licząc, że poruszy czułe struny w duszach Rosjan, zagra na ich uposażeniu, odwracając uwagę od siebie jako tego, który ciemięży naród. Przez wieki to w Rosji działało.
Pokaże Rosjanom, że „Kurica nie ptica, Polsza nie zagranica”. Całe zamieszanie wokół meczu Polska-Rosja jest robione na użytek budowania wizerunku Putina w Rosji, jako tego, który dba o cześć i dobre imię Rosji, która jest spotwarzana.
I tak Rosjanie są w większości przekonani, bo utwierdzają ich w tym media kontrolowane przez Kreml, że w Smoleńsku pracowała wspólna komisja wyjaśniająca przyczyny katastrofy, a mimo to Polacy z Komisji Millera, czepiają się w sposób bezczelny, mimo wielkiej dobroci i zrozumienia wagi problemu przez członków komisji Anodyny oraz wspaniałej współpracy nie mówiąc o nacjonalistycznych oszołomach z PiS-u, całkowicie odklejonych od rzeczywistości.
Zostali wyzwoleni i uchronieni przed unicestwieniem dzięki Armii Czerwonej a teraz protestują przeciw obecności na ulicach Warszawy symboli tych wartości, w imię których walczyli ci, którzy ich wyzwalali i ginęli. Niewdzięczni. A zginęło 600 tys. Do świadomości większości Rosjan nie przedostała się wiedza o wyczynach strategicznych takich geniuszy strategii jak marszałek „Żukow”, bo ta gigantyczna danina krwi to głównie „zasługa” ich „kunsztu” wojskowego a nie Wermachtu.
Odpowiedzią ma być zapowiadany marsz kibiców rosyjskich, którzy po prostu oddadzą hołd tym swoim rodakom, którzy uratowali Polaków przed unicestwieniem przez faszystów. Każdy przyzwoity człowiek do takiej manifestacji się przyłączy. To nie żadna manifestacja siły i prowokacja, tylko przypomnienie tego, czego nie powinien zapomnieć każdy przyzwoity Polak. I właśnie ten, który mówi, że to prowokacja, to prowokator.
Niewykluczone, że w loży prezydenckiej w całości wykupionej przez Abramowicza, zasiądzie Putin, który przyleci sobie, ot tak by wesprzeć rosyjskich piłkarzy, odwiedzi prowincję, co pokażą telewizje rosyjskie. Pokażą prezydenta Komorowskiego jak siedzi obok loży prezydenckiej, w tłumie, względnie jak łaskawie jest zaproszony w trakcie meczu przez Putina na krótką audiencje.
Mam też taką intuicję. Nie jest to najmądrzejsze bawienie się w przewidywanie wyniku meczu. Ale niech tam. Jeśli w loży będą siedzieli Putin z Komorowskim, a wizyta będzie miała jakieś formalne ramy, to wynik meczu może być różny. Ale jeśli Putin przyleci tu tylko obejrzeć mecz, nie spotykając się z nikim z polskich oficjeli, wygra z pewnością Rosja. I będziemy mieli jak w tej piosence śpiewanej przez te urocze panie z zespołu „Jarzębinka”. „Koko, koko, Euro spoko”.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/133761-jesli-putin-przyleci-tu-tylko-obejrzec-mecz-nie-spotykajac-sie-z-nikim-z-polskich-oficjeli-wygra-z-pewnoscia-rosja
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.