Źle się stało, że piosenką promującą Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej EURO 2012 w Polsce został utwór „Koko EURO spoko”. Jednak nie dlatego, jak zdawałaby się sądzić większość. Na świecie nie dojdzie do kompromitacji naszej kultury, nie okażemy się przez ten utwór wytykanym palcami „zaściankiem Europy”. Zaprzepaściliśmy natomiast szansę aby autentycznie i w sposób przemyślany wypromować naszą bogatą kulturę ludową.
Polska kultura ludowa, jej żywotność i ciągłe trwanie jest ewenementem na skalę Europejską. W czasach gdy Europa Zachodnia zapomina o swoich korzeniach i zdecydowana większość istniejących lub nowopowstających zespołów folklorystycznych ma charakter odtwórczy, w Polsce nie doszło w tym zakresie do zerwania ciągłości historycznej. Nadal istnieją w rejonie Łowickim, na Podkarpaciu, Lubelszczyźnie, czy Karpatach miasteczka i wioski, gdzie młodzi muzycy, tancerze i śpiewacy uczą się tańców, melodii i pieśni bezpośrednio od swoich przodków, parających się tym zajęciem nieprzerwanie od bez mała dwustu lat.
Polskie zespoły pieśni i tańca cieszą się na międzynarodowych festiwalach i przeglądach wielką popularnością. Ze względu na różnorodność i żywiołowość prezentowanych tańców, bogato zdobione, kolorowe stroje zaliczane są one do światowej czołówki. Mogące z nami konkurować pod względem technicznym grupy ze Słowacji, Czech czy Rosji, albo prezentują zbyt jednorodny repertuar, albo tak jak Rosyjscy i Ukraińscy tancerze, zatracili pierwotny charakter swojej muzyki i tańców poprzez zbytnie spopularyzowanie ich formy.
Doskonałą okazją do wykreowania naszej nowej narodowej folklorystycznej marki, obok znanych na całym świecie, a w Polsce tak niedocenianych uroczystościach procesji Bożego Ciała w Łowiczu, są nadchodzące piłkarskie mistrzostwa. Ostatni wybór piosenki lubelskiego zespołu śpiewaczego „Jarzębina” o swojsko brzmiącym tytule „Koko EURO spoko” wydaje się jednak w pewnym sensie zmarnowaniem owej szansy. Owszem, owa piosenka jest pewnego rodzaju ukłonem w stronę naszej bogatej tradycji, jednak prezentuje ją w zbyt uproszczonej i spopularyzowanej wersji, utwierdzając panujący już stereotyp, jakoby nie było różnicy pomiędzy artystyczną muzyką ludową i utworami disco polo, bazującymi na motywach folkowych.
Piosenka już kilka godzin po wyborze dość znacznie podzieliła społeczeństwo. Część bez zastrzeżeń zaakceptowała wybór dokonany w drodze sms-owego głosowania. Spora grupa jednak, szczególnie na portalach społecznościowych i w komentarzach pod klipami video koncertu, żywo i emocjonalnie komentuje jej przyszły, rzekomo negatywny odbiór przez zagranicznych gości, przybyłych na piłkarskie rozgrywki. Pojawiają się argumenty, że przez tego rodzaju promocję „oddalamy się od Europy”, „utwierdzamy obraz Polski jako europejskiego zaścianka”, czy wręcz że zamiast imprezy na światowym poziomie organizujemy „wiejską potańcówkę w remizie strażackiej”. Wydaje się jednak, że tak defetystyczne podejście nie jest w żaden sposób uzasadnione. Kilkuletnia czynna działalność w wielu grupach folklorystycznych i uczestnictwo w kilku międzynarodowych festiwalach daje mi podstawy aby stwierdzić, że nasz polski folklor, zarówno ten wysokich lotów, jak i ten w skomercjalizowanej i zredukowanej do poziomu mniej wyrafinowanych odbiorców wersji, przeznaczony do dobrej, weselnej zabawy nie jest odbierany przez obcokrajowców z zażenowaniem, czy kpiącym uśmiechem, a wręcz przeciwnie, cieszy się znacznym zainteresowaniem. Frekwencja na koncertach polskich zespołów, organizowanych czy to w niemieckich, czy włoskich miastach jest kilkukrotnie wyższa niż na tych w kraju. Trudno obronić tezę, że niechętne nastawienie Polaków do ich własnego folkloru bierze się przeważnie z głęboko skrywanego „kompleksu europejskości”. Z drugiej strony jednak ta dość powszechna, zewnętrzna niechęć do wszystkiego co „ludowe”, ustępuje w sytuacji anonimowego głosowania, które dobrze i bez przekłamań odzwierciedla muzyczne gusta telewidzów.
Ten nieujawniany, ale tkwiący głęboko w Polakach pociąg do folkloru powinien zostać przez odpowiednie instytucje wykorzystany, jako doskonała okazja do promocji naszej kultury w świecie. Jak widzimy dokonało się to w bardzo małym, bądź znikomym stopniu. Wczorajsze głosowanie zdaje się być zaskoczeniem dla wszystkich, a w szczególności dla samych organizatorów plebiscytu. Dlaczego posiadając wcześniej wiedzę na temat preferencji muzycznych osób zasiadających przed telewizorem nikt nie wpadł na pomysł podjęcia współpracy z jednym z wielu młodych, doskonałych polskich zespołów folklorystycznych, aby wypromować utwór, będący kwintesencją polskiego folkloru? Dlaczego nie podjęto działań, aby dobranych zupełnie z przypadku słów piosenki nie zastąpić bardziej inspirującymi? Dlaczego takie rzeczy nie są szerzej koordynowane przez odpowiednie instytucje?
Zażenowania nie powinien budzić fakt samego wyboru tej czy owej piosenki, lecz zupełny brak długofalowych strategii, tak charakterystyczny dla naszych instytucji. „Koko EURO spoko” zdecydowanie szybko wpada w ucho i na pewno zostanie dobrze przyjęta przez zagranicznych gości, którzy jadąc do Polski oczekują przede wszystkim dobrej zabawy, którą jak wszyscy wierzymy Polacy im zapewnią.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/131880-koko-euro-spoko-czyli-jak-zaprzepaszczono-szanse-na-promocje-polskiej-kultury-ludowej
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.