Oto komunikat TVP sprzed kilku dni:
„W roku 2011 wpływy z abonamentu były najniższe w historii Telewizji Polskiej. Wyniosły 205,4 mln zł i stanowiły jedynie 12,6 proc. kosztów, jakie telewizja publiczna poniosła w tym roku na realizację swojej misji. „Utrudnia to wykonywanie naszych ustawowych zadań – stwierdził Juliusz Braun, prezes Zarządu TVP. – Większość środków z abonamentu czyli 159,4 mln zł przeznaczać musimy na utrzymanie 16 oddziałów terenowych wskazanych w ustawie o radiofonii i telewizji. Wszystkie programy tworzone na potrzeby pozostałych anten mogły więc otrzymać w całym minionym roku z abonamentu wsparcie w wysokości jedynie 46 mln zł.”
Przypomina się piątkowa akcja „Solidarności”. W dużej mierze za sprawą mądrego wystąpienia w Sejmie przewodniczącego Piotra Dudy. Władze telewizji publicznej płaczą, że znowu nie mają pieniędzy. Mówi się, że mają zamiar oszczędzać na dziennikarzach, operatorach i dźwiękowcach. A powinni zacząć od siebie: tak jak to radziła już dwa lata temu telewizyjna „Solidarność” pismem swojego szefa Jarosława Najmoły. Oto co konkretnie postulowała Komisja Zakładowa NSZZ Solidarność TVP SA:
- Wprowadzenie ograniczenia maksymalnego wynagrodzenia w TVP S.A do wysokości wynagrodzenia pobieranego przez Prezesa TVP S.A.
- Ograniczenie ilości stanowisk zastępców dyrektorów jednostek maksymalnie do jednego w jednostce.
- Zabranie samochodów służbowych użytkowanych przez dyrektorów i ich zastępców używanych do celów służbowo-prywatnych.
- Likwidacja nauki języków obcych w godzinach pracy.
- Ograniczenie do minimum wielkości delegacji zagranicznych.
- Zabranie telefonów służbowych współpracownikom oraz ograniczenie pracownikom szczególnie nieprodukcyjnym.
- Wprowadzenie całkowitego zakazu zakupów przez TVP S.A. prasy oraz tygodników.
- Wprowadzenie opłat dla współpracowników stale użytkujących pomieszczenia
- i sprzęt TVP S.A.
- Wprowadzenie obowiązku wykonywania prac redakcyjnych przez dziennikarzy w ramach wynagrodzenia zasadniczego.
- Natychmiastowa likwidacja przerostu zatrudnienia przy produkcji programów polegająca na zatrudnianiu producenta, kilku kierowników produkcji oraz ich asystentów.
- Typizacja wycen Telewizji Polskiej S.A.
- Likwidacja kosztochłonnego systemu producenckiego.
- Nie wysyłanie kilku ekip zdjęciowych do jednego wydarzenia.
- Wycofanie się TVP S.A. z wypłacania ryczałtów samochodowych oraz opłat za wynajem mieszkań pracownikom TVP S.A.
- Renegocjacje kontraktów z producentami zewnętrznymi.
- Racjonalne wykorzystanie dobrze wyposażonych studiów zamiast produkowanie programów kosztochłonnych w budynku „B”.
- Natychmiastowe zakończenie obsługi prawnej TVP S.A. w kancelariach zewnętrznych lub też likwidacja Biura Prawnego wchodzącego w strukturę TVP S.A.
- Ograniczenie do minimum udziału finansowego TVP S.A. w produkcji filmów fabularnych.
- Zlikwidowanie funduszu nagród Prezesa.
- Likwidacja narzutów w rozliczeniach między jednostkami organizacyjnymi.
- Wycofanie funduszu reprezentacyjnego dla jednostek organizacyjnych.
I nic z tego nie zrobiono! Wydano za to dodatkowe pieniądze na agitację abonamentową. Trzeba być ufnym niebywale, by wierzyć, że wystarczy facjata urzędnika, który mówi „ludzie płaćcie” i ludzie przybiegną z forsą. Guzik – reklamy kosztowały tysiące, a wpływy z abonamentu radiowo-telewizyjnego ani drgnęły.
Biedaczki z Woronicza płaczą, że płacą straszne pieniądze na oddziały. Ale tym oddziałom zabrano czas antenowy, czyli rzecz w telewizji najważniejszą – postawiono za to skorupy 16 ośrodków: „macie, bierzcie sobie i płaćcie na ich utrzymanie, ale samodzielność wybijcie sobie z głowy!” Trzy godziny dziennie programu – to za mało by żyć, pozostaje wegetacja. I w terenie się wegetuje. Załogi oddziałowe wciąż żyją nadzieją, że się coś zmieni. Tymczasem wybudowano w Warszawie za 200 mln złotych (4 razy drożej niż miał kosztować) biurowiec z klitkami - pokoikami, które może i dobre byłyby na agencję rozrywkową. O studiach do produkcji telewizyjnej zapomniano. „Gargamel” wymyślony przez zadowolonego z siebie architekta Czesława Bieleckiego, który budowano całe wieki, to po prostu zachęta, by przy biurkach posadzić jeszcze więcej urzędników. I tak pączkuje warszawska telewizyjna hydra, a na prowincji „publiczne telewizorki” mogą tylko zęby w ścianę. Ośrodki – oddziały, wszystko jedno jak je zwał, stoją niewykorzystane, lub walą się ich dachy i mury (pojedźcie do Gdańska na ulicę Sobótki, ale nie wchodźcie do środka, bo tam już naprawdę dach wali się na głowę, a „władza” sprzedaje dawny pałacyk, studia i wspaniały teren bezskutecznie od 12 lat!) NIK-u, „Nikusiu” rusz się i zobacz sam.
Trzeba tam pojechać z tęgą pałą i pogonić niedołęgów – i tych miejscowych, którzy zwalają wszystko na Warszawę i oczywiście szefów z centrali. Biorą miesięcznie po kilkanaście i więcej tysięcy, spotykają się, panelują tu i tam, nawiedzają głowy państwa. I co? GUCIO!
Niedawno, nestor i autorytet medioznawczy Karol Jakubowicz zaproszony na kolejną naradę nakrzyczał solidnie na te całe towarzystwo. I co? NICO! Na panele sprowadza się z zagranicy tych samych facetów. Tak mniej więcej raz na rok. Oni też zawsze mówią to samo. Tyle, że na ogół do nowego już prezesa, zarządu i rady nadzorczej.
I co?...RATUNKU
Stefan Truszczyński
02.04.2012 r.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/129808-ratunku-osrodki-oddzialy-wszystko-jedno-jak-je-zwal-stoja-niewykorzystane-lub-wala-sie-ich-dachy-i-mury
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.