Waldemar Pawlak na sejmowym korytarzu został zapytany przez dziennikarkę, co by poradził młodym ludziom, którzy wiedzą, że będą pracować siedem lat dłużej. Wicepremier stwierdził:
Muszę panią zmartwić, bo ja nie za bardzo wierzę w państwowe emerytury. Staram się zabezpieczyć sobie przyszłość przez oszczędności i dobre relacje z dziećmi, bo wydaje mi się, że to będzie pewniejsze niż te różne państwowe chimeryczne rozwiązania.
Waldemar Pawlak ma rację. Państwowe emerytury będą bardzo niskie (dziś szacuje się, że wskaźnik zastępowalności pensji wyniesie ok. 30 proc.; dziś jest to 70 proc.). I nie pomoże tu żadna ustawa, ani nawet przedłużenie wieku emerytalnego do lat 100.
Większość komentatorów wykpiwa wyjątkowo szczere słowa Waldemara Pawlaka, traktując jego wypowiedź jako dowód na niekompetencję rządu w dziedzinie ubezpieczeń emerytalnych. To jednak zarzut o tyle wątpliwy, że przed podobnym wyzwaniem stanąłby każdy polski rząd. Zapaść demograficzna to bowiem rezultat zmian cywilizacyjnych obejmujących całą cywilizację europejską. Inna sprawa, że polski rząd nie robi nic, by fatalnym trendom przeciwdziałać.
Czeka nas więc zapaść systemu emerytalnego, ale, paradoksalnie, zapaść ta może mieć długoterminowo dobre skutki. Brak emerytur oznacza bowiem powrót do klasycznych form zabezpieczenia starości: albo dzieci, albo oszczędności, albo jedno i drugie.
Jaki byłby skutek tego powrotu do przeszłości? Ano taki, że posiadanie dzieci znów wiązałoby się także z konkretną korzyścią społeczną (spokojna starość), a nie tylko ze spełnieniem życiowym i satysfakcją. Byłoby więc znów normalnie - świat nagradzałby tych, którzy inwestują w potomstwo. Dziś wychowywanie dzieci zabezpieczenie starości pod względem materialnym raczej osłabia: masz dzieci, to więcej wydajesz, i nie oszczędzasz, do tego mniej pracujesz, więc mniej odprowadzasz w składkach. Oczywiście, wielu rodziców korzysta z pomocy dzieci, ale też - wiele dzieci zostało wychowanych w poczuciu, że nie muszą pomagać, bo starość zabezpiecza państwo.
W sumie - zapaść systemu emerytalnego może okazać się, mimowolnie, najskuteczniejszym lekarstwem na kryzys demograficzny i cały ten klimat dekadencji, w którym najlepiej czują się... No, wiadomo kto.
Warto przypomnieć, że rodzina zawsze pełniła - i wciąż pełni, choć już w mniejszym stopniu - nie tylko funkcję psychiczną, ale i ekonomiczną. I tę funkcję ekonomiczną należy chronić, bo ona po prostu wzmacnia rodzinę, jej stabilność.
W tym kontekście proponowane obowiązkowe przedłużenie wieku emerytalnego jest działaniem wyjątkowo szkodliwym, ponieważ utrudni rodzinom z małymi dziećmi korzystanie z pomocy dziadków. Utrudni więc wychowywanie dzieci - zabezpieczenia na starość.
Dużo uczciwiej brzmi w tym kontekście propozycja Waldemara Pawlaka, czyli uczciwe powiedzenie: emerytury będą bardzo niskie, nie łudźcie się, a kto może niech wychowuje dzieci i oszczędza na starość.
A nawet jeżeli emerytury jakimś cudem okażą się przyzwoite, to i tak nikt żałował nie będzie. W końcu każde dziecko to najpiękniejsza przygoda, nawet jeśli kłopotów po drodze nie brakuje.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/127307-waldemar-pawlak-ma-racje-czeka-nas-powrot-do-zasady-na-starosc-dzieci-albo-oszczednosci
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.