Boisko Boże. Krzysztof Kłopotowski z Ameryki o Timie Tebow, sportowcu, który "jest chodzącą reklamą pro life"
opublikowano: 17 lutego, 22:49 | ostatnia zmiana: 17 lutego, 22:55
Artykuł jest korespondencją dla "Tygodnika Solidarność". Polecamy!
Ameryka ma problem. Ulubieniec mas, najpopularniejszy sportowiec Tim Tebow, przyznaje się do dziewictwa w wieku lat 24. A nie wygląda, żeby mu czegoś brakowało. I nie ma takiej Amerykanki, która mogłaby mu się oprzeć. Nawet nie musiałby napierać. Na meczach matki-wielbicielki talentu proszą na plakatach, żeby zechciał poślubić ich córki, to chociaż sobie popatrzą przy ołtarzu. Niejedna panienka i niejedna wdowa nawet bez małżeństwa poświęcić się gotowa, żeby tylko zwieść go z drogi cnoty. Odpowiada jednak, że "zachowuje siebie dla przyszłej żony".
Byk na metr dziewięćdziesiąt wzrostu nie pije także alkoholu. Nie bierze do ust nawet kieliszka wina, aby nie dawać złego przykładu niedojrzałej młodzieży. Rzecz jasna nie ma mowy o narkotykach ani papierosach. No i nie przeklina. Przyznaje się tylko do jednej słabości; lubi raz na tydzień lody, najchętniej waniliowe. Wanilia jest w Ameryce symbolem poprawności, zwłaszcza seksualnej. W tym mocno rozerotyzowanym kraju "vanilia sex" to seks dla naiwnych.
A najgorsze, że Tim Tebow bezwstydnie modli się publicznie. Publicznie! Takie potrzeby obywatel dobrze wychowany powinien załatwiać gdzieś na stronie. A on przeciwnie. Po każdym zwycięstwie klęka na boisku na jedno kolano, czoło opiera na pięści lewego ramienia i w skupieniu składa dzięki Bogu za pomoc. No po prostu skandal, sodoma i gomora! Nie po to od pół wieku trwa zacięta walka z symbolami religijnymi a zwłaszcza chrześcijańskimi w miejscach publicznych, żeby taki Tibow się panoszył ze swoim fanatyzmem. Demoralizował ludzi. Jego gest modlitewny obiega cały świat. Nazwisko stało się czasownikiem "to tibow", czyli po polsku "tibołować". Tibołują goście na przyjęciu weselnym w Las Vegas i nurkowie pod wodą, i pary na ulicy w Londynie. Im bardziej zaskakujące miejsce modlitwy prawdziwej albo udawanej, tym mocniejszy efekt wywarty na widzach. Jednak nie wiadomo, czy ludzie wyrażają tak podziw dla jego osoby, czy raczej drwią z ostentacyjnej pobożności. Lub może naśladują w tym to, co najłatwiejsze. Łatwo jest przyklękać, ale trudno wygrywać mecz za meczem dla swojej drużyny.
Miłośnicy Tima noszą koszulki z jego numerem "15", ale z imieniem Jezusa. Badanie opinii publicznej wykazało, że 43,3 procent fanów dopatruje się boskiej interwencji w sukcesach na boisku. Autorzy programu satyrycznego Saturday Live Night pokazali skecz, w którym Jezus powiada Timowi, że "już wystarczy". To żart łagodny, bo z telewizji ogólnodostępnej. A w niszowym programie kablowym widziałem drwinę tak wulgarną z pobożnego przyklęku, że nie nadaje się tu do opisania. W cynicznym i rozwiązłym światku zawodowego sportu amerykańskiego Tim Tibow drażni mnóstwo ludzi. Stanowi żywy wyrzut dla rozmaitych słabości a trudno posądzić go o pobożne pozerstwo. Nie tylko modli się publicznie i prywatnie żyje jak harcerz. Także służy ludziom w potrzebie, jak prawdziwy chrześcijanin. Pieniądze wydaje na fundację, która spełnia prośby młodych, ciężko chorych pacjentów. W czasie wolnym od treningów i rozgrywek odwiedza szpitale i więzienia, aby świecić przykładem i dodawać otuchy. Często bywa też na Filipinach, gdzie się urodził w rodzinie misjonarzy kościoła baptystów, białych Amerykanów. Pomaga tam sierotom i buduje szpital.
Na Filipinach chyba leży klucz do tajemnicy Tima. Matka nie chciała usunąć ciąży, chociaż zagrażała jej życiu. Uchodzi więc za cudowne dziecko, cudownie ocalone w łonie matki wskutek religijnej interwencji. Jest chodzącą reklamą dla ruchu "pro life". Wielu ludzi chętnie dokopałoby się w nim jakiegoś brudu, lecz te wysiłki spełzają na niczym. Został uodporniony na pokusy wychowaniem przez matkę i ojca, parę misjonarzy. Po powrocie do Ameryki rodzice tak bardzo chcieli uchronić syna przed złymi wpływami, że nie posłali go do szkoły przez kilka lat ucząc w domu na Florydzie. Tim poszedł w końcu do publicznej szkoły średniej, żeby mógł grać w futbol. Potem wszedł do drużyny Uniwersytetu Florydy. Na paskach pod oczami, które malują sobie zawodnicy przed meczem umieścił po cytacie z Nowego Testamentu pod każdym okiem. Jeden z Ewangelii św. Jana 3:16 "Bo Bóg tak umiłował świat, że syna swego jednorodzonego wydał, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny." Oraz drugi z listu św. Pawła do Filipian 4:13 "Wszystko mogę w tym, który mnie umacnia". Całe cytaty nie zmieszczą się na paskach, ale same odsyłacze do Pisma na pewno.
Wszakże Tim głosi nie tylko Ewangelię. Ma dobrą nowinę również dla niewierzących. W siebie. Reklama męskiej bielizny firmy Jockey z jego nagim torsem spowodowała rekordową sprzedaż. Każdy może przynajmniej założyć takie same majtki. Tim Tebow, kwarterback drużyny "Broncos" futbolu amerykańskiego z Denver nie zostanie prezydentem Stanów Zjednoczonych, ponieważ urodził się za granicą. Ale stał się ludowym bohaterem.
kategorie: Świat
tagi: chrześcijanie chrześcijaństwo USA
Komentarzy: 15
Panie Krzysztofie, dzięki za takie budujące przykłady zza oceanu.
Ja byłem przed Panem kłopotowskim pisząc na blogach w Rzepie i wpolityce.pl o Tybomani zwracając uwagę na jego chrześcijańskie zachowanie. Teraz znowu uprzedzam Pana Kłopotowskiego pisząc o Linsomanii.Jest to nowe słowo przyjęte do słownika a wzieło się od sensacji sezonu w New York Knicks zawodnika o nazwie Lin(chińczyk urodził się w USA ukończył Universytet Harvard) który pojawił się jak gwiazda.Też podkreśla ,że jest chrześcijaninem i ma niesłychaną zdolnośc do kończenia meczów w ostatnich sekundach -podobmie jak Teabow.
Ale to trochę ze skrajności w skrajność.
Czy taki artykulik można już nazwać przykładem katolickiego szariatu czy stopień eskalacji nawiedzenia może być jeszcze większy?
W kim taka postawa człowieka może wywoływać frustrację i złość? Wolę się nie zastanawiać... brr...
W kim? To jakiś koleś, który nie odróżnia narratora od bohatera. I którego czytanie i pisanie musi bardzo męczyć. Więc jeśli jednak próbuje(!) czytać, ba, nawet pisać, to pewnie robi to nie bezinteresownie.
Ciekawostka czy znaczacy sygnal ? A dla nas ,Polakow , ciekawsze jest stanowisko Kongresu Polonii Amerykanskiej,dystansujace sie od wyjasnienia tragedii smolenskiej a takze przyznania koncesji dla telewizji TRWAM.Co to oznacza ?Czy zgnilizna moralna i degeneracja umyslowa dociera na wszystkie szczyty Polakow,czy tez ich glupota powoduje,ze wybieraja na swoich przewodnikow ludzi tak niepewnej postawy ,nie majacej nic wspolnego z polskoscia ?
Az sie wierzyc nie chce, ze ktos taki istnieje naprawde.I faktycznie szkoda, ze nie bedzie mogl kandydowac. A moze i tym razem zrobia wyjatek, skoro zrobili dla Obamy.
Futbol amerykański to jedna z trzech najpopularniejszych dyscyplin sportowych w USA. Ostatni Super Bowl zgromadził 111 mln widownię co jest światowym ewenementem. Nie ma znaczenia czy TT robi to szczerze czy udaje ważne, że liberalne środowiska laickie muszą zdać sobie sprawę, że są rzeczy z którymi walczyć się nie da !!!
"Tim Tebow ... nie zostanie prezydentem Stanów Zjednoczonych, ponieważ urodził się za granicą". Więcej optymizmu Panie Krzysztofie. Według pewnej afrykańskiej legendy nie wiadomo, gdzie dokładnie urodził się prezydent Obama, ale prawdopodobnie na drzewie. Jak widać mamy precedens. :)
@Krzysztof Kłopotowski: Małe sprostowanie. Popełnia Pan klasyczny błąd pisząc że osoba urodzona poza terytorium USA nie może zostać prezydentem Stanów. To nieprawda. Konstytucja mówi o "natural born citizen" a takim jest osoba urodzona z obydwojga rodziców obywateli USA poza terytorium kraju. Ambasady wydaję "report of birth abroad" i taki obywatel od urodzenia może oczywiście być wybrany bowiem jest "natural born citizen". To jest casus Tebowa. Prezydentem nie może zostać obywatel NATURALIZOWANY.
To dobra wiadomość dla Tima Tebowa. pozdrawiam,
W każdym środowisku (mówię o Polsce) znajdują się tacy ludzie. I nie są to osoby wyśmiewane. Wręcz odwrotnie.
"kwarterback "???Tlumaczenie wszystkiego doslownie prowadzi do nonsensow.Quarterback - jesli juz tlumaczuc to po prostu "rozgrywajacy". A tak pozatym serdecznie p. dziekuje,za wspanialy artykul o p. Ewie Stankiewicz.
Szefie poproszę o więcej artykólów na jego temat please!
Nie przegap
- Sławomir Cenckiewicz: dwa świadectwa na temat pisowni „sowiecki” a nie „radziecki
- Przemówienie śp. prezydenta Kaczyńskiego z okazji rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 maja. "Aby zwyciężała uczciwość, a nie cynizm i draństwo"
- Jarosław Kaczyński dla wPolityce.pl na 3 maja: "Front naprawy Rzeczypospolitej rośnie w siłę, i to widać gołym okiem"
- Na Jasnej Górze odsłonięto Epitafium Smoleńskie. "Zapisujemy te imiona w duchowej stolicy narodu polskiego ku ich wiecznej pamięci"
- Piotr Zaremba: Trzy racje i trzy pułapki bojkotu Ukrainy. W tej sprawie jestem jednak za Jarosławem Kaczyńskim
- Zuzanna Kurtyka dla Stefczyk.info po odsłonięciu epitafium smoleńskiego: "wyręczamy władzę w jej psim obowiązku"