I Kania i ACTA to nie przypadek. "W myśl zasady Kiszczak do pudła nie pójdzie, Czempiński też nie, ale Kania jak najbardziej"

Rys. Andrzej Krauze
Rys. Andrzej Krauze

Jeżeli w wolnej Polsce żąda się dla dziennikarza kary bezwzględnego więzienia to znaczy, że jesteśmy w PRL-u. Gdyby jednak tak było za Gierka czy Jaruzelskiego o Dorocie Kani zapewne mówiłoby Radio Wolna Europa, specjalnym listem zaprotestowaliby intelektualiści, a ewentualnie nawet w kościele św. Marcina na ul. Piwnej w Warszawie odbyć by się mogła głodówka protestacyjna.Jednak w III RP intelektualiści milczą, bo Dorota Kania nie jest z salonu, tylko z Gazety Polskiej, nikt nie głoduje, bo ludzie i tak zaciskają pasa, a CNN czy BBC też nie biegną z mikrofonami do delkwentki, która póki co biega po wolności. A nawet- o zgrozo- jeszcze ośmiela się pisać i nie zamierza odpuszczać różnym złym ludziom, których ci u nas dostatek...

Dorota Kania jest jedną z najbardziej znanych, już od lat, dziennikarką śledczą. Próba doprowadzenia jej za kraty jest próbą zastraszania całego środowiska dziennikarskiego. A mówiąc ściślej: tej części polskich żurnalistów, którzy poczytali Norwida i wiedzą, że „nie warto kłaniać się okolicznościom, a Prawdom kazać, by za drzwiami stały”.Cieszyć mogą przejawy pewnej dziennikarskiej solidarności także z tych stron „ładu medialnego”, które do tej pory raczej broniły establishmentu i odwracały się plecami od walczących o rzeczywistą wolność słowa. Piszę te słowa dopiero trzy dni po procesie, na którym pan adwokat raczył był zaserwować propozycję, aby dziennikarka Gazety Polskiej, Gazety Polskiej Codziennie, Nowego Państwa i niezaleznej.pl  poszła siedzieć.

W myśl zasady Kiszczak do pudła nie pójdzie, Czempiński też nie, ale Kania jak najbardziej- i to im szybciej, tym lepiej. Nie napisałem nic od razu, bo mnie szlag trafił, a pisanie tekstu przeplatanego często- gęsto przekleństwami jednak mi nie uchodzi.Warto jednak zastanowić się nad sytuacją, w której taki pomysł w ogóle się zrodził. To nie jest sprawa oszalałego prawnika, czy adwokata „na bani”: to żaden z tych przypadków. Pan mecenas, broniący pana eksrektora z Uniwersytetu Gdańskiego uznał, że żądanie bezwzględnego pozbawienia wolności ani go nie ośmieszy w środowisku ani nie spowoduje ostracyzmu. Uznał, że może śmiało pójść po bandzie. I poszedł. Ale stało się tak dlatego, że pan mecenas poczuł krew, doskonale wyczuwając atmosferę polityczną w kraju, w której coraz mniej przestrzegane są swobody obywatelskie i wolność słowa. ACTA to nie przypadek, podsłuchiwanie dziennikarzy to nie przypadek, wreszcie sprawa Doroty Kani też nie jest przypadkiem...

 

Najnowsze artykuły

Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu

Śledź nas na Google News

Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News

Dziękujemy za przeczytanie!

Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.

Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych