"Nasz Dziennik": Grecja nie powinna bać się bankructwa i powrotu do drachmy. Przykładem Islandia
opublikowano: 9 lutego, 16:54 | ostatnia zmiana: 9 lutego, 16:56
prezydent Islandii Olafur Ragnar Grimsson / fot. Wikipedia
"Nasz Dziennik" zastanawia się, czy Grecja powinna obawiać się możliwego bankructwa. Od dłuższego czasu kraj ten balansuje na krawędzi niewypłacalności, a liderzy UE straszą, że jeżeli Ateny nie wdrożą dalszych rygorystycznych cięć wydatków budżetowych, to nie otrzymają kolejnego pakietu pomocowego wartego 130 mld euro. A to oznacza, że Grecja nie będzie w stanie wykupić już w marcu własnych obligacji.
Publicystka Małgorzata Goss udowadnia na przykładzie kontrolowanego bankructwa Islandii, że nic strasznego w związku z taką perspektywą Grecji nie grozi. Jej zdaniem, cięcia i wyrzeczenia społeczne wprowadzane nie tylko w Grecji, ale też w Hiszpanii, nie przywracają tym krajom równowagi finansowej. Przeciwnie, spychają je w recesję i głębsze zadłużenie.
Gdyby Grecja porzuciła euro, jej waluta uległaby osłabieniu, towary greckie stałyby się tańsze niż importowane, przez co wzrosłaby ich konkurencyjność, więc Grecy kupowaliby greckie wyroby, pobudzając własną gospodarkę - i cały mechanizm automatycznie by się naprawił. Wierzyciele zaś mogliby liczyć, że Grecy spłacą przynajmniej tę część eurodługów, która wynika z przeliczenia euro na drachmy w skali 1 do 1
- pisze Goss.
Jak pokazuje na przykładzie Islandii, która pod koniec 2008 r., w związku z upadkiem trzech największych banków i przejęciu ich przez rząd, ogłosiła niewypłacalność – można wyjść na prostą zamiast za cenę wielkich wyrzeczeń spłacać długi banków. Mimo nacisków UE i ugody z wierzycielami (długi banków mieli spłacać przez 30 lat Islandczycy, których jest 320 tys., solidarnie - po 12 tys. euro), prezydent Ólafur Ragnar Grimsson, nie wahał się dwukrotnie rozpisać w tej sprawie referendum, stawiając czoła presji międzynarodowej, a Islandczycy dwukrotnie odmówili spłacania długów banków.
Po bankructwie Islandia przez dwa lata znajdowała się w głębokiej recesji, ale miniony rok był już rokiem wzrostu. Kraj znów zaczął się rozwijać w tempie 2,6 proc. PKB, a inwestorzy wracają na wyspę.
Ciążący nad krajem proces o spłatę długów bankowych ma tę dobrą stronę, że ułatwia Islandczykom prowadzenie kampanii "Nie dla euro". Trzeba bowiem zaznaczyć, że w chwili krachu bankowego ówczesny rząd Islandii natychmiast ogłosił zamiar wstąpienia kraju do Unii Europejskiej i przyjęcia euro. Wiązałaby się z tym konieczność spłaty przez państwo zadłużenia, czyli wkroczenie na drogę Grecji, Portugalii i innych. Na to zaś, by spłacać długi za prywatne banki, wyspiarze stanowczo się nie godzą.
- podsumowuje publicystka „Naszego Dziennika”.
MiKo
kategorie: Ekonomia
tagi: Euro Grecja, kryzys Unia Europejska
Komentarzy: 3
Węgry idą śladem Islandii ale w wolniejszym tempie.
Janusz Lewicki o lichwiarskiej miedzynarodówce http://www.youtube.com/watch?v=qJrOuEzAWU8
Bardzo ciekawy art. Na chłopski rozum musi tak być, nie trzeba być ekonomistą, zeby dojść do takich wniosków, wystarczy prosta wiedza ekonomiczna.
Nie przegap
- Sławomir Cenckiewicz: dwa świadectwa na temat pisowni „sowiecki” a nie „radziecki
- Przemówienie śp. prezydenta Kaczyńskiego z okazji rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 maja. "Aby zwyciężała uczciwość, a nie cynizm i draństwo"
- Jarosław Kaczyński dla wPolityce.pl na 3 maja: "Front naprawy Rzeczypospolitej rośnie w siłę, i to widać gołym okiem"
- Na Jasnej Górze odsłonięto Epitafium Smoleńskie. "Zapisujemy te imiona w duchowej stolicy narodu polskiego ku ich wiecznej pamięci"
- Piotr Zaremba: Trzy racje i trzy pułapki bojkotu Ukrainy. W tej sprawie jestem jednak za Jarosławem Kaczyńskim
- Zuzanna Kurtyka dla Stefczyk.info po odsłonięciu epitafium smoleńskiego: "wyręczamy władzę w jej psim obowiązku"