Ks. Henryk Zieliński: Nigdy na zawsze. "Nie wierzę w kryzys powołań. Bo tym, który powołuje jest Bóg"

Polecamy: WWW.IDZIEMY.PL

Nie wierzę w kryzys powołań. Bo tym, który powołuje jest Bóg. A On raczej się w tych sprawach, ani w żadnych innych nie zaniedbuje. Powołuje zawsze tych, których chce, ilu chce i do czego chce. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy w grę wchodzi odpowiedź człowieka na powołanie. Współczesny człowiek często ociąga się z daniem odpowiedzi, która miałaby go wiązać na całe życie. Stąd coraz mniej mamy nie tylko kandydatów do kapłaństwa i do zakonów, ale również do małżeństwa rozumianego jako sakramentalny związek na całe życie.

Powołanie zakłada bowiem przyjęcie na siebie odpowiedzialności przed kimś, kto powołuje i przed tymi, dla których jest się powołanym. To zaś kłóci się z panującą obecnie tendencją do ciągłego delektowania się swoją wolnością. Do zmiany pozy, stylu, upodobań, poglądów, partnerów i wszystkiego, co miałoby człowieka jakkolwiek określać na stałe. Nawet płci i własnej tożsamości. Stało się to, przed czym przestrzegał Jan Paweł II w Warszawie na Agrykoli w 1991 roku: wolność stała się czymś, co chcemy w sposób nieutracalny posiadać, a nie czymś, co trzeba zdobywać ani tym bardziej realizować. Tak! Realizować jak czek w banku. I nie wymieniać jej na fałszywe monety.

Jednym z powodów, które przyczyniły się do zmian mentalnych, zawłaszcza wśród ludzi młodych, jest niewątpliwie oddziaływanie cywilizacji konsumpcyjnej i całego świata reklamy. Współczesny konsument, bo już nie człowiek, osoba, ani obywatel, musi być każdego dnia gotowy nas nowe propozycje, rozwiązania, wyzwania. Musi być wiecznie nienasycony, próbować ciągle czegoś, co nowe, iść za głosem wmówionych mu potrzeb. Ciągłe obracanie się w świecie rzeczy powoduje utrwalenie się w nas tendencji do zinstrumentalizowania wszystkiego. Tracimy zdolność rozmowy z ludźmi i z Bogiem. Łatwiej jest nam wydawać komendy. Jednym klawiszem, naciśnięciem ikonki, przekręceniem kluczyka. I wszystko ma działać, jak chcemy. A jeśli nie, to trzeba się z tym rozstać. Oddać na złomowisko i poszukać nowszego modelu.

Żyjemy w świecie jednorazówek, gdzie tego, co się zepsuło już nikt nie naprawia, bo się nie opłaca. No może poza samochodami, bo nowy to jeszcze dla nas spory wydatek. A drobne rzeczy kto miałby naprawiać? Nie ma już szewców, stoisk repasacji pończoch, mechaników RTV, nawet zegarmistrzów jest już niewielu. Od dziecka młodzi ludzie nie mają się do czego przyzwyczaić. Czasy pluszowych misiów, po stokroć pranych i cerowanych, z wsiewanymi na nowo ślepkami z guzików odeszły w niepamięć wraz z zalaniem rynku falą chińskiej tandety. Wzrastamy w tym klimacie od dzieciństwa. Ba, dochodzą do tego jeszcze wzorce przenikające z mediów i ze świata dorosłych. Kolejny partner bohaterki serialu, kolejny „wujek” sprowadzony przez mamusię do domu, to wszystko przekonuje, że nie ma nic trwałego na świecie.

Głównymi ofiarami przemian obecnych cywilizacyjnych i mentalnych są, jak to łatwo było przewidzieć kobiety. Już na początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia podczas spotkania duszpasterzy akademickich, wówczas młody biskup Józef Michalik, ostrzegał nas przed zgubnymi skutkami oddziaływania brukowej prasy dla kobiet, która szerokim strumieniem zaczęła napływać do Polski. Szybko zagospodarował wszystkie segmenty wiekowe, od nastolatek po niegdyś nobliwe staruszki. Propagowała nowy styl życia, bez żadnych zahamowań, zobowiązań i norm. Mający doświadczenie Zachodu bp Michalik nazywał to „bombą z opóźnionym zapłonem”, która eksploduje mniej więcej za dwadzieścia lat! Właśnie jesteśmy tego świadkami.

Nieprzypadkowo więc największy kryzys przeżywają dzisiaj zakony żeńskie. Zwyczajnie brak kandydatek, które chciałyby ukryć swoje ciało pod habitem, poddać się rygorom posłuszeństwa większego nawet niż wobec męża i złożyć śluby „wieczyste”. Kiedy szaleństwo zmian i tymczasowości zaczyna doskwierać, a każda kariera wydaje się ulotna, często przychodzi jakaś refleksja i głód Boga. Ale wtedy zwykle wybierają klasztory o ścisłej, kontemplacyjnej regule, aby już więcej nie dzielić serca i życia miedzy Bogiem i światem. To tłumaczy dlaczego kłopotów z naborem kandydatek nie mają choćby karmelitanki, klaryski, sakramentki i wizytki. Ciągle zgłaszają się do nich dojrzałe już kobiety po studiach, nierzadko z dorobkiem zawodowym i naukowym. Po latach odnajdują prawdziwą, bo nieprzemijającą Miłość, której warto poświęcić wszystko.

Współczesny spadek liczby tych, co podejmują powołanie kapłańskie, małżeńskie czy zakonne, nie jest dramatem Pana Boga. Odsłania raczej dramat współczesnego człowieka, jego niedojrzałość do podejmowania decyzji wiążących n a całe życie i odpowiedzialności nie tylko za siebie, ale i za innych. Czy to się kiedyś zmieni? Pewnie tak, o ile wcześniej lansowanie cywilizacji singli, homozwiązkow i innych sprzecznych z powołaniem człowieka modeli życia nie położy kresu istnienia naszej zachodniej cywilizacji.

 

Najnowsze artykuły

Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu

Śledź nas na Google News

Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News

Dziękujemy za przeczytanie!

Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.

Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych