Podobno to bardzo popularne miejsce, w którym spotykają się kolejne pokolenia zakochanych. Przynajmniej tak można było przeczytać w komentarzach do sondy zorganizowanej na stronie Gazeta.pl. Z takich i podobnych, równie sentymentalnych powodów, większość internautów zagłosowała za pozostawieniem Pomnika Braterstwa Broni, popularnie nazywanego pomnikiem "Czterech Śpiących" na swoim miejscu na warszawskiej Pradze. Na stronie TVN Warszawa wynik sondy jest niemal identyczny.
Rozbiórka pomnika w 2011 r. miała tymczasowy charakter i była związana z budową II linii metra. Pomnik, po renowacji, ma powrócić w okolice placu Wileńskiego.
To ciekawy przykład pokazujący, jak osobiste odczucia wypierają u niektórych świadomość historyczną o wydarzeniach, które działy się w tym mieście zaledwie kilkadziesiąt lat temu. Przypomina o tym Tomasz Pisula, prezes Fundacji "Wolność i Demokracja":
Proszę pamiętać, że zaledwie trzy minuty spacerem od miejsca, w które pomnik ma powrócić, znajduje się ubecka katownia, w której przetrzymywani byli m.in.: przywódcy polskiego państwa podziemnego. Tam byli też sądzeni żołnierze AK, którzy pomagali powstańcom warszawskim.
Fundacja razem ze Społecznym Komitetem Protestu Przeciwko Przywróceniu Pomnika Braterstwa Broni (tzw. „Czterech Śpiących”) wraz ze Światowym Związkiem Żołnierzy Armii Krajowej przy wsparciu Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie, zwróciła się do władz Warszawy o usunięcie Pomnika Braterstwa Broni z przestrzeni publicznej stolicy i ostatecznego przekazania go do miejskiego magazynu lub do skansenu komunistycznych rzeźb w Kozłówce.
W petycji wystosowanej do władz Warszawy, czytamy m.in:
Ten pomnik komunistycznej propagandy, sprzeczny z historyczną rzeczywistością, jest dla Polaków symbolem serwilizmu i hańby - tym bardziej niemożliwym do zaakceptowania, że obrażającym pamięć i godność żołnierzy AK, WiN i NSZ zamęczonych w katowniach i więzieniach NKWD i UB znajdujących się w czasach stalinowskiego reżimu w najbliższej okolicy dotychczasowej lokalizacji pomnika.
Gdy 18 listopada 1945 roku uroczyście odsłaniano pomnik, kilkaset metrów dalej trwały przesłuchania, mordowano ludzi i chowano potajemnie w bezimiennych zbiorowych mogiłach.
Żyjemy w czasach, w których takie fakty należy przypominać. Niektórzy usłyszą o nich po raz pierwszy, bo jest mało prawdopodobne, aby nauczono ich tego w szkole. A jest także wielu takich, którzy w internetowych sondach głosują za pozostawieniem pomnika, pomimo odsłonięcia jego prawdziwego charakteru. Podobnie, jak ludzie, którzy protestują przeciwko zmianie nazwy ulicy z powodu jej komunistycznego patrona, bo..."to kłopot z wymianą dowodu, panie". Ciekawe, czy równie gorąco protestowaliby przeciwko zmianie ul. Hansa Franka lub Joergena Stroopa albo Ludwiga Fischera.
Problem z właściwą oceną dwóch totalitaryzmów, w cieniu których wychowywali się nasi dziadkowie i rodzice, jest wciąż żywy, czego najlepszym dowodem są kontrowersje związane z Pomnikiem Braterstwa Broni. Pomnika poświęconego polsko-radzieckiemu "braterstwu". Jeśli nie nauczono was w szkole tego, czym było to braterstwo albo nie zwykliście zaglądać do historycznych książek czy pamiętników, zapytajcie wasze babcie i dziadków.
Na ironię zakrawa fakt, że cokół, na którym stoją żołnierze radzieccy, miał być pierwotnie przeznaczony dla projektowanego przed wojną pomnika ks. Ignacego Skorupki, który zginął pod Ossowem w czasie bitwy warszawskiej 1920 r. Napis w języku polskim i rosyjskim, który umieszczono już w "nowej" komunistycznej Polsce brzmi:
Chwała bohaterom Armii Radzieckiej, towarzyszom broni, którzy oddali swe życie za wolność i niepodległość narodu polskiego. Pomnik ten wznieśli mieszkańcy Warszawy 1945.
Obecnie cokół razem z wszystkimi pozostałymi elementami jest odnawiany za nasze pieniądze, ponieważ decyzją rady miasta Warszawy (głosami radnych PO i SLD) pomnik ma wrócić na Pragę, aby dalej upamiętniać "braterstwo broni" i towarzyszy, którzy w 1945 r. oddali życie za naszą wolność i niepodległość.
Jak tłumaczy rzecznik ratusza Bartosz Milczarczyk władze miasta mają w sprawie przeniesienia czterech śpiących związane ręce:
Status prawny pomnika określa umowa międzynarodowa między rządami Polski i Rosji. Przesunięcie pomnika wymaga zgody i zaangażowania różnych instytucji. Jeżeli dobrze pamiętam, to po pierwsze musielibyśmy wystąpić do Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, rada do polskiego rządu, a ten do rządu rosyjskiego.
To niebywałe, że tak haniebny pomnik, będący wyrazem naszego zniewolenia, nie może zostać usunięty z przestrzeni publicznej, ponieważ wymaga to de facto zgody rządu rosyjskiego. Pomijam już fakt, że rzecznik ratusza przedstawia ścieżkę decyzyjną w takim tonie, jakby to była droga krzyżowa lub czynność przekraczająca zdolności obecnych władz stolicy i państwa.
Jeśli nasze władze nie są zdolne nawet do tego, aby po dwudziestu trzech latach od odzyskania wolności załatwić sprawę pomnika obrażającego pamięć ofiar komunizmu w Warszawie i nawet nie próbują rozmawiać z władzami rosyjskimi, to tym bardziej nie dziwmy się, że spartaczono najważniejsze śledztwo tego dwudziestolecia w sprawie katastrofy smoleńskiej.
Ci, którzy nie znają swojej historii, są skazani na jej powtarzanie.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/125518-protest-przeciwko-pomnikowi-czterech-spiacych-ci-ktorzy-nie-znaja-swojej-historii-sa-skazani-na-jej-powtarzanie
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.