Polska jest jedna - polemika z RAZ-em
opublikowano: 30 grudnia, 13:34 | ostatnia zmiana: 30 grudnia, 17:50
Spór o „Przebudzenie” Joanny Lichockiej i postawę ludzi z „drugiego obiegu” to odżywający od pokoleń polski spór pomiędzy czerwonymi a białymi, pomiędzy konserwatystami a rewolucjonistami, pomiędzy romantykami a realistami. Nigdy nie ukrywałem, nie ukrywam i otwarcie deklaruję, że w tym sporze opowiadam się zdecydowanie po stronie białych, konserwatystów, realistów. To wybór tyleż estetyczny, co ideowy i oparty na doświadczeniu mojego narodu i państwa.
Nasza historia i nasza tożsamość składa się ze wszystkich czynów i zdarzeń, ale oceniać je dzisiaj możemy krytycznie lub dobrze. Kto czyta tego bloga, doskonale wie, jaki jest mój stosunek do przegranych powstań, organizowanych wedle zasady z „Pana Tadeusza”: „Szlachta na koń siędzie, ja z synowcem na czele i – jakoś to będzie!”. Romantyczna wizja Polski i w niej „wolnych Polaków” jest nieodzowną częścią składową myślenia o naszym państwie, historii i o nas samych. Nie wyobrażam sobie polskości bez tego nurtu. Problem zaczyna się, kiedy ta wizja przysłania realne polityczne kalkulacje, wiodąc w kierunku jakiegoś dziwacznego mesjanizmu, a przede wszystkim, gdy przysłania znaczenie samego państwa – tu i teraz – które jest wartością samoistną, ze wszystkimi swoimi ułomnymi instytucjami.
Piszę ten tekst jako polemikę z artykułem Rafała Ziemkiewicza, który z kolei odpowiadał na mój wcześniejszy tekst o „drugim obiegu”. Wstępem do sporu, który właśnie się toczy, była wspominana już na moim blogu konferencja, zorganizowana 2 grudnia w Krakowie w Ośrodku Myśli Politycznej (zapis wideo części konferencji można znaleźć na kanale OMP na YouTube). Tam zarysowała się bardzo wyraźna linia podziału pomiędzy zwolennikami tworzenia „drugiej Polski” (m.in. prof. Krasnodębski czy dr Żukowski) a konserwatystami, uznającymi, że działać trzeba w ramach istniejącego systemu, dążąc do jego przekształcenia (Cichocki, Karłowicz, Magierowski, ja sam).
Na początku muszę postawić kilka zastrzeżeń, których być może nie wybiłem dość wyraźnie w tekście w „Rzeczpospolitej”.
Po pierwsze – krytykując tworzenie „równoległego państwa” nie mam na myśli wszystkich inicjatyw spoza głównego nurtu. Traktowanie wszystkich jedną miarą byłoby absolutnym nieporozumieniem. W wielu środowiskach postawa, gloryfikowana w filmie Lichockiej, nie jest akceptowana albo stosunek do niej jest ambiwalentny. Piszę o grupie ludzi, którzy pozostają w dość bliskiej symbiozie światopoglądowej z PiS w jego dzisiejszym kształcie, a którzy myślą w sposób opisany przeze mnie w „Rzeczpospolitej”. To grupa o tyle ważna, że bardzo głośna i widoczna – również dlatego, że przeciwnikom bardzo wygodnie jest pokazywać właśnie ją. Ona najskuteczniej odstrasza tych, którzy zaczynają mieć wątpliwości co do kierunku, w jakim zmierza obecna władza. Dlatego też nie pokazuje się ludzi z Fundacji Republikańskiej, Instytutu Sobieskiego czy z Rebelya.pl – brzmią zbyt rozsądnie i zbyt mało mesjanistycznie, aby mogli być skutecznym straszakiem.
Po drugie – nie mam nic przeciwko działaniom „drugoobiegowym”; przeciwnie nawet: chętnie je wspieram i biorę w nich udział. Pamiętam jednak przy tym, że ważne jest realne państwo, a nie efemeryda „państwa równoległego”.
Po trzecie – mam nadzieję, że nie zostanie to odebrane jako wycieczka osobista – tekst Ziemkiewicza zaskoczył mnie o tyle, że wydaje się iść pod prąd jego dotąd prezentowanych poglądów. Jeśli Rafał deklaruje się jako neoendek, to zaiste – trudno mi zrozumieć, co z endeckiej trzeźwości, rzeczowości i realizmu jest w mesjanistycznych wywodach Wojciecha Wencla czy wizjach politycznego eschatologizmu, prezentowanych przez Jarosława Marka Rymkiewicza.
RAZ w swojej ze mną polemice stawia, jak rozumiem, jeden zasadniczy zarzut: że wykluczenie ludzi, chcących dzisiaj stworzyć „równoległe państwo”, nie było ich wyborem, ale że cała III RP została od początku zaprojektowana tak, aby nie było w niej dla nich miejsca. Nie zamierzam się z tą oceną spierać, bo się z nią w ogromnej mierze zgadzam. Pytam tylko: co to zmienia?
Problemem jest odpowiedź, jakiej dzisiaj udziela środowisko, o którym piszę, na tę sytuację. Ta odpowiedź nie brzmi: zmieniajmy zatem III RP w taki sposób, żeby przekreślić ten zamiar założycielski. Zmieniajmy nasze, realne państwo. Odpowiedź brzmi: to nie jest nasze państwo, budujmy sobie nowe, równoległe. Kto się pod tym programem nie podpisuje, wypada z kręgu naszego zainteresowania. Nie jest „wolnym Polakiem”. O tym, dlaczego zbudowanie państwa równoległego jest moim zdaniem niemożliwe, już pisałem, więc nie będę swojej argumentacji powtarzał.
Rafał wspomina jedynie mimochodem o dwóch problemach, które się wiążą z taką postawą, z jakichś powodów dalej się nad nimi nie zastanawiając. W rozmowie w TVP Info z Joanną Lichocką pytał mianowicie, czy nie obawia się ona, że w środowisku „drugiego obiegu” z czasem zacznie się pojawiać przekonanie o własnej moralnej wyższości i lepszości. W swoim tekście w jednym zdaniu stwierdza, że twórcy „państwa równoległego” sami zaczęli wykluczać. Jak powiedziano, żadna z tych kwestii nie została wystarczająco zgłębiona, a przecież obie są ważne.
Co do poczucia moralnej wyższości i wykluczania nie mam wątpliwości. Przebija to bardzo wyraźnie i z wypowiedzi Lichockiej, i z jej filmu, i z wypowiedzi innych przedstawicieli tego sposobu myślenia. Wykluczanie już nie tylko „lemingów”, ale każdego odstępcy i heretyka, to także standard. To z kolei wynika z faktu, że – czego znów Rafał jakoś nie dostrzegł – środowisko drugoobiegowców musi cały czas podtrzymywać poczucie działania w sytuacji quasi okupacji, a zatem właściwie wojny domowej. Na wojnie zaś, jak wiadomo, nie ma dyskusji i sporów.
Odstępstwa są piętnowane w taki sposób, aby z odstępcami nie trzeba było dyskutować. W najlepszym wypadku pojawia się stwierdzenie, że ktoś koniecznie chce pozostać w mainstreamie, bez podania powodów. W gorszym tezy i poglądy odstępcy kwituje się lekceważąco, że „ma przecież dzieci i kredyt”. Sam byłem świadkiem kilku takich rozmów i – przyznaję – żałuję dziś, że nie sprzeciwiłem się tym sugestiom, w swojej metodzie podobnym zresztą do sposobu dyskredytowania rywali, jaki stosuje środowisko „Gazety Wyborczej”.
Tu pozwolę sobie na obszerny cytat ze znakomitego eseju Dariusza Karłowicza z ostatniego „Plusa-Minusa”. Karłowicz porównuje tam opisywany przeze mnie prąd do konfederacji, która ma działać w permanencji, co jednak jest sprzeczne z pulsacyjną naturą zainteresowania polityką, właściwą Polakom, a opisaną znakomicie w „Panu Tadeuszu” (podkreślenia moje).
W namiotach konfederacji można przeżyć jedną zimę, na stałe mieszkać w nich mogą tylko dobrowolni emigranci ze świata przez większość uważanego za krainę zdrowego rozsądku (mówię o wrażeniu nie o racji). Stała mobilizacja nie może być formą polityki – do tego trzeba zupełnie innych instytucjonalnych form – a na te jak widać pomysłu brak. Dlatego konfederacja nawet jeśli zwołana w najszczerszych republikańskich intencjach po zbyt długim czasie nabiera rysów antyrepublikańskich – staje się ekskluzywistyczna i reaktywna tracąc zdolność pozyskiwania sojuszników i współpracy dla dobra wspólnego.
Mechanizm jest dobrze znany i dotyczy wielu podobnych przypadków. Ryzyko demobilizacji sprawia, że konfederaci zmuszeni są stale zwiększać temperaturę spajających ich wspólnotę emocji. Warto spojrzeć na życzliwe PiS portale. Czytając teksty i komentarze widzimy atmosferę, która wytwarza coś w rodzaju sytuacji insurekcyjnej bez insurekcji. Sprzyja to militaryzacji ruchu, a więc zgodzie na hierarchię, posłuszeństwo i ogólny wzrost dyscypliny. Ponieważ walka wymaga czytelnych definicji tego, co prawowierne więc bardzo wzmaga się potrzeba autorytetu (istnienia centrum definiującego aktualną wykładnię credo). Uderza jak często redaktorzy i blogerzy dyskutują przypadki odstępstw i zdrady. Panuje zgoda, że dyskusje, różnice zdań, niejednoznaczne analizy nie służą dobrze ruchowi (muzy milczą), a nadmierna krytyka jest dowodem nieodpowiedzialności jeśli nie odstępstwa (Czy wolno osłabiać atakowanych?). Z upływem czasu argumentacja nie staje się wcale mniej gorąca – dużo chętniej korzysta z kryteriów moralnych i estetycznych niż z politycznej kalkulacją (co zresztą nie jest w Polsce jakąś specjalnością sympatyków PiSu).Oceny poruszają się po skrajnych rejestrach skali rzadko korzystając ze stopni pośrednich, a autorzy bez zbędnych ceregieli sięgają po najsurowsze oskarżenia (wróg niepodległości, to nic nadzwyczajnego). Patos i sarkazm, ironia i podziw, oburzenie i zachwyt – to język powszedni. Lista tematów – co zresztą niezwykle smutne – jest wybitnie reaktywna. Znacznie częściej niż o sprawach i wartościach drogich konfederatom uwagę zaprzątają przeciwnicy, ich tematy, zachowania i wartości. Zręcznie organizowane prowokacje (bo przeciwnicy są oczywiście zainteresowani trwaniem konfederacji w takiej właśnie formie) sprawiają, że ogromnym zagrożeniem dla konfederatów staje się duch negacji konstytuujący wspólnotę zaprzeczenia w miejsce dawnej wspólnoty wartości.
Konfederacja, która miała służyć przywróceniu ładu – trwając zbyt długo izoluje się od całości i zamiast spajać popsutą republikę zaczyna po pierwsze kierować się przeciw państwu i po drugie utrwalać i pogłębiać podział wspólnoty politycznej. Insurekcyjny duch konfederacji (w ramach pewnej dynamiki uogólniania celów) przyczynia się do budowy klimatu delegitymizacji instytucji państwa (co dla republikanina stanowić musi horror). Przypominanie o różnicy między urzędami i instytucjami a (nielubianymi czy pogardzanymi) osobami wywołuje rosnący opór konfederatów. Słuszne często emocje przenoszone są z osób na instytucje niepodległego państwa. Złe zaczyna być państwo, którym władają przeciwnicy, a zdrajcami ci którzy wstrzymują się przed gestem potępienia nie mówiąc o tych, którzy uznają jego wartość i prawomocność. Jednocześnie, to samo co mobilizuje stronników (eskalacja bodźców) coraz silniej oddziela od reszty wspólnoty politycznej zniechęcając ewentualnych sprzymierzeńców. Ten sam mechanizm, który czyni konfederację antyrepublikańską odbiera jej wiarygodność - czyniąc niezdolną do przekonywania do swoich racji.
Karłowicz (którego diagnoza charakteru i dążeń Polaków jest moim zdaniem bardzo celna) opisuje w tym fragmencie moje własne, główne zastrzeżenie do zwolenników budowy „równoległego państwa”, do którego Ziemkiewicz także się nie ustosunkował: niebezpieczeństwo przeniesienia swojej niechęci, złości i sprzeciwu z ludzi na państwo jako takie. To się już zresztą dzieje. I wszystko jest bardzo logiczne: skoro złe są same instytucje państwa, to nie ma sensu o nie walczyć. Nie ma po co wygrywać wyborów, aby zyskać wpływ na realną politykę, bo sami zrobimy sobie własne państwo wewnętrzne.
I znów cytat, tym razem z mojego własnego tekstu, napisanego na podstawie referatu na konferencję OMP:
Podstawowy wybór, przed jakim stają dzisiaj środowiska w szerokim rozumieniu konserwatywne, przypomina nieco – przy zachowaniu proporcji, rzecz jasna – wybór XIX-wieczny: zdecydować się na całkowitą kontestację systemu oficjalnego i budowę systemu równoległego czy też uczestniczyć w systemie oficjalnym jak długo i jak mocno się da? W wersji XIX-wiecznej był to spór pomiędzy powstańcami a lojalistami (oczywiście w uproszczeniu, pomijając odcienie obu tych orientacji). W wersji współczesnej ten konflikt odżywa w przypadku takich konfliktogennych sytuacji jak los dziennika „Rzeczpospolita” czy spór pomiędzy publicystami pozostającymi w głównym obiegu a środowiskiem „Gazety Polskiej”.
W tym współczesnym sporze opowiadam się zdecydowanie po stronie zwolenników uczestniczenia w oficjalnym systemie, odnosząc to siłą rzeczy głównie do mediów, ale nie tylko.
Po pierwsze – dlatego, że jest to w istocie jedyny system, jakim dysponujemy i będziemy dysponować. Budowa „równoległego” czy też „alternatywnego” państwa nie może się udać, bo nie da się zbudować państwa w państwie, być może poza szczególnymi okolicznościami okupacji – bo w takich warunkach istniało Polskie Państwo Podziemne podczas II wojny światowej. Zwolennicy budowy państwa alternatywnego często zresztą przedstawiają obecną sytuację jako quasi-okupacyjną, prawdopodobnie dlatego, że w innych warunkach ich koncepcję trudno byłoby uzasadnić. Jest to jednak gruba przesada. Niezależnie od tego, jak bardzo jesteśmy krytyczni wobec obecnego mechanizmu medialnego, mechanizmów kontroli społecznej i mechanizmów demokratycznego wyboru, nie możemy uznać, że mamy do czynienia z okupacją czy państwem stricte autorytarnym.
Prawda jest taka, że innego państwa niż oficjalne państwo polskie z jego oficjalnymi instytucjami nie mamy i rebus sic stantibus mieć nie będziemy. Wszystko, co uda się wytworzyć w tak zwanym drugim lub równoległym obiegu, będzie od tego państwa zależne. Wynika z tego, że – po drugie – tworzenie struktur równoległych jako alternatywy dla „oficjalnego” państwa jest o tyle pozbawione sensu, iż to „oficjalne” państwo ze swoimi strukturami – prokuraturą, policją, służbami specjalnymi, aparatem skarbowym itd. – wyznaczy granice działania tych alternatywnych struktur.
Gdyby zatem przyjąć wariant budowy „państwa równoległego”, oznaczać by to musiało odpuszczenie sobie prób zdobywania wpływu na struktury państwa rzeczywistego, ale przestrzeń wolności na budowanie „państwa równoległego” wyznaczałoby cały czas „oficjalne” państwo, na które nie mielibyśmy wpływu mocą własnej decyzji.
Po trzecie – zamiarem i celem wielu środowisk politycznych i społecznych jest wypchnięcie konserwatystów z głównego obiegu, odebranie im głosu i prawa do głoszenia swoich poglądów w mediach głównego nurtu. Decydując się na postawę antysystemową, konserwatyści sami przenosiliby się do getta, które chcą im urządzić oponenci, delegitymizując ich poglądy. Trudno znaleźć powodów, dla którego konserwatyści mieliby w tych działaniach pomagać swoim przeciwnikom. Przeciwnie – celem powinno być jak najszersze uczestnictwo we wszelkich możliwych oficjalnych inicjatywach, pod warunkiem wszakże, że nie oznacza to rezygnacji z głoszenia własnych poglądów. Bez spełnienia tego warunku taki udział nie ma sensu.
Miały już miejsce sytuację, kiedy niektórym środowiskom zarzucano, że wchodzą w rzekomo „hańbiącą” współpracę z obecnymi władzami. Moim zdaniem, jeśli nie wiąże się to z koniecznością naginania swoich poglądów lub przemilczenia jakichś istotnych kwestii – nie tylko nie wolno czynić z tego zarzutu, ale przeciwnie – należy takie działania wspierać.
Po czwarte – zamykanie się wyłącznie w alternatywnym obiegu sprawi, że stracimy możliwość docierania do osób, które mogą się okazać podatne na ważne dla nas idee. Istnieje jakaś liczba obywateli, którzy akceptują obecny stan rzeczy nie ze złej woli czy nawet nie dlatego, że odpowiada to ich rozumieniu roli państwa albo polityki, ale dlatego, że brakuje im rzetelnego i spokojnego wykładu alternatywnego spojrzenia lub pojęć, aby opisać własne krytyczne odczucia wobec rzeczywistości. Z niektórych sondaży można również wywnioskować, że znaczna liczba Polaków to naturalni konserwatyści, czyli osoby, które są konserwatystami z przekonań i praktycznych wyborów, choć tego nie wiedzą i zapewne nigdy by się tak same nie określiły – podobnie jak Molierowski pan Jourdain nie zdawał sobie sprawy z tego, że mówi prozą. Naszym zadaniem powinno być docieranie do tych ludzi i pomaganie im w ubieraniu ich naturalnych, instynktownych odczuć – np. sprzeciwu wobec powiększania roszczeń środowisk homoseksualnych czy rozmywaniu roli państwa – w odpowiednie pojęcia. To zaś jest możliwe jedynie pod warunkiem uczestnictwa w głównym nurcie. Długotrwałe pranie mózgów dało bowiem niestety taki efekt, że opisane wyżej osoby często reagują na niektóre tytuły, nazwiska, desygnaty alergicznie bez żadnego powodu. Po prostu dlatego, że taką reakcję wdrukowano w ich umysły. Może nas to oburzać, może się nie podobać, ale żeby to pranie mózgów choćby częściowo odwrócić, musimy przemówić do nich tak, aby zaczęli słuchać.
W punkcie czwartym piszę o kolejnej kwestii, którą RAZ się nie zajął. Środowiska myślące po rymkiewiczowsku (Polska „wolnych Polaków” odwrócona plecami od reszty i jej nie potrzebująca) są, jako się rzekło, wymarzonym narzędziem propagandowym, służącym do utwierdzania wytresowanej części społeczeństwa w przekonaniu, że mieli rację, stawiając znowu na cywilizowanych nie-oszołomów z PO. Same stanowią forpocztę największej partii opozycyjnej, robiąc zarazem wszystko, aby swoim manichejskim widzeniem rzeczywistości odstręczyć każdego wahającego się.
W jednym ze swoich niedawnych tekstów Rafał Ziemkiewicz nieco lekceważąco napisał o konserwatystach, że nigdy nie odegrali w Polsce znaczącej roli. Faktycznie – być może dlatego, że konserwatywne diagnozy stanu polskiego ducha, konserwatywne zalecenia, a przede wszystkim stańczykowskie rekomendacje, aby szukać przyczyn porażek przede wszystkim w sobie samych, nie są chętnie słuchane przez rozemocjonowanych i rwących się do bitki rodaków. Ale trzeba próbować i pisać, co się myśli, bo praca organiczna jest także częścią konserwatywnego etosu.
Na koniec kilka słów bezpośrednio do Rafała: Polskę trzeba naprawiać, a nie budować drugą wewnątrz pierwszej, czekając aż zwycięstwo tej drugiej nad pierwszą zostanie dane z góry.
P.S. Ten tekst przekazuję jednocześnie do publikacji redakcji portalu „Teologii Politycznej”. Choć z członkami tego środowiska mogę się różnić w poszczególnych diagnozach czy rekomendacjach, uważam je za najpełniej i najżywotniej wyrażające w dzisiejszej Polsce myśl konserwatywną.
Komentarzy: 41
Swięte Słowa. Druga Polska już była: za Gierka :) Cóż zmieni się jak ta "druga Polska" będzie rządzić? Ano, że inni będą wykluczeni. Nie tędy droga. Warzecha ma rację.
Ano to się zmieni, że w końcu przestaną rządzić komuchy, UBecja, konfidenci, kapusie, złodzieje i cała paleta michnikowych "ludzi chonoru" którzy dla własnej prywaty niszczyli Polskę i Polaków.
Panie Warzecha, jaki z Waści może być romantyk, kiedy chowasz się na niemieckim chlebie. Proszę się też nie mianować białym, czy realistą, bo ta cała Pańska ideologia jest co najwyżej bliska widzeniu pańszczyźnianego chłopstwa (można to też odczytać z Pańskiego nazwiska, nb. można je zmienić, np. na Wielopolczyk).
Popieram w całej pełni. Pozdrawiam.
Bardzo bardzo rozsadne. I trzy razy przecieram oczy ze zdumienia, ze z cała odpowiedzialnosci moge to powiedziec o tekscie red Warzechy. Jako zdeklarowany antypisowiec wyrazam wiec szacunek- taka postawa jest platforma do ewenualnej wspołpracy pomimo gigantycznych roznic. Ale obawiam sie, ze sfora wilkow z tutejszego forum juz pedzi...Ciekaw jestem w ktorym mailu pojawi sie słowo zdrajca? W czwartym, piatym? A potem to juz bedzie: agent, ruski szpion, niemiecki pies abwehry itp intelektualne wyzyny straznikow swietego ognia.
Czy na prawdę ma jeszcze ktoś złudzenia co do chęci "współpracy" rozmaitych specjalistów od kłamania? Ale p. Warzecha ma rację! Trzeba próbować pracować "od środka" i rozszerzać ciągle jeszcze istniejące możliwości. I chyba trzeba też zacząć ugłaskiwać te środowiska, które jeszcze się nie boją i coś tam do rzeczy czasem mówią.
Pan ma zbyt wysokie mniemanie o sobie. Pozdrawiam
Nati - nie. W przeciwienstwie do PiS-owcow po prostu nie mam zadnych kompleksow, dlatego jak rowny z rownym moge rozmawiac i z Niemcem i z Rosjaninem. Bo ja sie ich panicznie nie boje, w przeciwienstwie do Was. A redaktor Warzecha? Coz w nim nadzwyczajnego? Poczytaj u niego w tekscie o intuicyjnym budowaniu hierarachii w Waszych srodwiskach... Ja tak nie ma;)
@gosc T. (91.198.186.***): A kto ty jesteś? "Poczytaj u niego", "Ja tak nie ma;)" Rosjanin? A kto się boi? A kto ma kompleksy? Boże, co za bełkot. Przecież wszystko co POpaprańcy robią to katastrofa strachu.
@GOSC T - rzeczywiście "jest platforma do ewentualnej współpracy", choć od razu wykluczasz inaczej myślących i powiadasz o sobie "zadeklarowany antypisowiec". Ot wspaniała to byłaby współpraca z tobą.
@gosc T. (91.198.186.***) 30 grudnia 2011 15:15:51 Gdzie, wg ciebie znawco analityku, "PiS-owcy" "mają jakieś kompleksy" i nie chcą "jak równy z równym rozmawiać i z Niemcem i z Rosjaninem" bo "się ich panicznie boją"? Jeśli chodzi o politykę zagraniczną, to Pis jak na razie cały czas mówi o potrzebie bycia asertywnym w kontaktach z Rosją, Niemcami czy UE, nie rezygnowania z własnych interesów (vide: śledztwo smoleńskie, sprawa polskiej mniejszości w Niemczech, nie "płynięcie w głównym nurcie" - ostatnio sprzeciw wobec umowy międzyrządowej mającej ratować bankrutów z strefy euro). Problem w tym, że to obecny rząd, jak do tej pory, prowadzi bojaźliwą politykę z wymienionymi przez ciebie państwami, rezygnując z stawiania interesów kraju na pierwszym miejscu. W gruncie rzeczy śmieszny jesteś z tymi swoimi wywodami. Posługujesz się stereotypami, żywcem wziętymi z GW lub TVN (gdzie próba obrony interesu kraju jest przedstawiana jako warcholstwo, kompleksy lub strach), aby uzasadnić coś, nie ma miejsca w rzeczywistości. Pozostaje tylko pogratulować ci przenikliwości.
Jestem w tym sporze po stronie Warzechy.Należy zacząć od spisu problemów do rozwiązania,poczynając od najpilniejszych.należy też przeanalizować co realnie jesteśmy w stanie zrobić nie będąc władzą.
Wyjść na ulicę i rozpędzić raz na zawsze czerwoną hołotę, bez żadnego blatowania z UBecją, jak Michnik z Kiszczakiem w 89r. i TuSSek z kapusiami na "Nocnej zmianie".
Glupota.Jeden okragly stol juz byl.
Panie Łukaszu! Budowanie drugiej Polski ma sens z kilku powodów.Po pierwsze nie można wiecznie naprawiać czegoś ,czego się nie da po prostu naprawić.Próby porozumienia ze strony szeroko rozumianej prawicy były, a zgłaszane postulaty naprawy Rzeczypospolitej są przez rządzących odrzucane dla utrzymania porządku pookrągłostołowego.Interesy władz PRL i tych ,których oni wykreowali /Michnik,Tusk,Komorowski/ są zbieżne i dlatego naprawa tego państwa musi polegac na jego budowie od początku.Trzeba byc bardzo naiwny ,żeby ten układ polityczny dał sie namówić na odebranie sobie przywilejów,które zostały "zaklepane" w Magdlence.To widac po tej swoistej symbiozie władzy politycznej,sądowej , medialnej oraz biznesu,który czerpie korzyści z takiego stanu rzeczy.Budowanie państwa to przede wszystkim budowanie narodu.Wspólnota-naród musi być świadoma i aktywna w sferze społecznej ,politycznej i gospodarczej bo wtedy wąskie grupy interesu nie mogą /tak ,jak jest to obecnie np. w spółkach medialnych/kręcic swobodnie lodów i uśmiechac się do władzy.Po wtóre nie wyobrażam sobie ,azeby Jarosław Kaczyński miał dyskutować o państwie ,o Polsce z panem Tuskiem bo jego perspektywa to tu i teraz oraz władza to świetny interes.Tak ma rację red .Ziemkiewicz ,iż jest nas na tyle dużo ,że możemy sami pokazać miejsce panów Palikotów ,Niesiołowskich i innym z tego kręgu.Ludzie rzeczywiście zaczynają się budzic i to trzeba wykorzystać.Żadnych zgniłych kompromisów z tą i jakąkolwiek inną władzą.To patologiczne państwo trzeba obalić i budowac IV RP bo ta choć nie wyzbyła się błędów to jednak Obywateli i państwo traktowała z szacunkiem.
Dubitus !zgadzam się z Tobą !Pan Warzecha zawsze siedział i siedzi okrakiem !tak się nie da dłużej !nadszedł czas opowiedzenia się po konkretnej stronie !jak można rozmawiać o Polsce z kimś kto chce jej unicestwienia !?a gdzie Polacy mają szansę budować prawdziwą Polskę jak nie w budowanym przez siebie państwie !już widzę jak prawicowi dziennikarze dostają malutkie szpalty w GW u michnika !zresztą Polacy jej nie kupują !w wywodzie Pana Warzechy widzę bardzo dużo sprzeczności !jedno wyklucza drugie !
Racje Warzechy ? ha ha ha ___ wspierany przez niego PJN jest na śmietniku !!! Skończyły się też jego artykuły o PIS , gdy przestał mieć wieści od TW Pallada czyli Kowala i Migalskiego . Pracował na rzecz władzy atakując wściekle : Sakiewicza , wyzywając internautów od wyznawców , sekty pisowskiej ! Warzecha jest dla mnie zwykłym kolaborantem jak niegdyś tzw. konstruktywna opozycja z Michnikiem i Geremkiem . ____ Sakiewicz je : polski chleb a Warzecha : niemiecki i stąd to ujadanie na Sakiewicza i zwolenników PiS . Trzeba schlebiać władzy , bo Niemiec wywali i trzeba będzie szukać chleba na śmietniku albo iść w łaskę do Sakiewicza , żeby do roboty przyjął .____ P.S. Pamiętacie jak na ś.p. Kaczyńskiego Niemcy mówili kartofel a Tuskowi medale dają ! ________ Ot i banalna prawda o Warzesze , który Ziemkiewiczowi do pięt nie dorasta___ za to siedzi u Michnika w TOK FM i tu czuje się dobrze a i srebrniki jakieś wpadają .
JULITO, a czy pomyślałeś, że Twoje wyzwiska i insynuacje pod adresem pana Warzechy mogą zniechęcać do jego przeciwników, na przykład do Ciebie? A tym samym szukać plusów w jego rozumowaniu? No, chyba że o to Ci chodzi...
Szkoda że Autor nie przemyślał głębiej sprawy celowego wtrącenia "istniejącego Państwa" w spiralę zadłużenia bez szansy wyjścia. Teoretyczne dywagacje o charakterze jak wyżej wymagają nieco więcej wysiłku związanego z braniem pod uwagę również takich "drobiazgów". <p/> Obecne Państwo jest totalnie niewypłacalne, ze zdemoralizowaną armią, zdeprawowaną, niekompetentną w swej masie i nadmiernie rozdętą kadrą urzędniczą, bez żadnego konkretnego etosu (oczywiście za wyjątkiem "wypić, przegryźć i przeczekać"), ze skorumpowaną policją, służbami specjalnymi na obcym żołdzie, "stadionową" armią o skandalicznym poziomie wyszkolenia w każdym rodzaju broni, z oświatą na poziomie adekwatnym do wypuszczanych przez nią "produktów kształcenia", Państwem niezdolnym do spełniania jakichkolwiek funkcji oprócz niszczenia każdego, kto nie idzie na pasku władzy - człowieku, co Ty chcesz tu naprawiać ?!? Tu trzeba przede wszystkim posprzątać. <p/> W tym celu należy: - uzgodnić prawidłowy sposób funkcjonowania Państwa (to jest niestety największym problemem, jak mówił ten drań Bismarck "gdzie dwóch Polaków tam trzy zdania") - pod kątem docelowego sposobu działania prześwietlić obecnie funkcjonujące struktury - wykształcić kadry i stworzyć zalążki struktur docelowych <p/> Te zadania niestety muszą być wykonane w strukturach równoległych (vide: użyty przez Autora przykład Państwa Podziemnego), a skoro zostaną zakończone powstanie pytanie, czy ma sens postulowane przez Autora przejmowanie instytucji Państwa wraz z całym balastem zadłużenia, problemami kadrowymi, układami i układzikami od powiatu do Senatu i chorą Konstytucją, czy też lepiej wydzielić jakieś zadupie na zachodniej granicy po tamtej stronie Odry, obecną Rzeczpospolitą przenieść tam wraz z długami i pozwolić zbankrutować (metoda robienia firmy "na wydmuszkę", Skarb Państwa tak robi), zaś stworzyć od podstaw nową, która przejmie infrastrukturę w zamian za zobowiązania wobec emerytów na dzień przejęcia. <p/>
Bardzo się z Twoją opinią zgadzam, OBSERWATORZE. Pójdę jeszcze dalej i spytam pana Warzechę, jaki widzi sens w działaniach w strukturach państwa, które - co z każdym rokiem bardziej widoczne - ma uruchomiony mechanizm autodestrukcji? Począwszy od tzw. reformy samorządowej, niesłychanie szkodliwej już w początkowym etapie (jak się okazało - pozornego i chwilowego) odzyskiwania niepodległości, poprzez bezkrytyczne przyjmowanie rozwiązań prawnych we wszystkich dziedzinach, bez uwzględnienia rodzimej specyfiki, potrzeb, a co najważniejsze: interesów (vide przepisy o ochronie środowiska), "kłamstwa akcesyjne" w trakcie kampanii przed referendum unijnym, celową moim zdaniem nieudolność w sprawie śledztwa smoleńskiego (że nie wspomnę o innych, coraz bardziej ponurych domysłach związanych z tą tragedią), aż po "deklarację berlińską" Sikorskiego. [Nie ma tu miejsca, na szczegółowe rozwinięcie poszczególnych tez, ale chętnie to uczynię, jeśli taka będzie potrzeba polemiki].
Ja tu się dowiaduje od paranoików że Warzecha to zdrajca itd.... a jakie oni mają plany budowania Polski podziemnej - sami Akowcy. A generalnie od 1989 roku troche czasu minęło i duzo jest ludzi młodych nie pamiętających PRL. Zreformowanie czegokolwiek wydaje się być sprawą dużo prostszą niż w 1989. WYSTARCZY WYGRAĆ WYBORY i wiedzieć co się chce zrobić w ciągu tych 4 lat i to zrobić. W PRLu była propaganda ale wszyscy wiedzieli swoje i byli przeciw komunie. A teraz Pisowi przeszkadza propaganda ( ktora owszem jest ale gdzie nie ma propagandy ?????? ) i ma PIS pretensje że nie jest skuteczny bo przeciwnik polityczny jest lepszy w propagandzie.... Warte śmiechu.
Rzecz w tym, że ludzi, którzy świadomie dokonują wyboru w demokracji jest ok 10 % głosujących. (To nie moje szacowanie – tak twierdzą różni “lodzy” i są raczej zgodni). Pozostałe 90 % czynnego elektoratu, to reagujący na “niebieskie szkła kontaktowe”, i to oni decydują o wyniku wyborów. Stawiam tezę (nie do sprawdzenia, i możesz sobie wydziwiać, jak tylko chcesz), że spośród tych “świadomych 10 procent” przynajmniej 2/3 to zwolennicy PiS. Co z tego, skoro o wyniku decydują ludzie, którym "zwisa", i którzy dali się przekonać "szkłom kontaktowym".
Smieszne, ale Warzecha nie zrozumial meritum. A moze nie chce. ZIEMKIEWICZ ma calkowicie racje. PS. Nazywac konserwatystami, (Cichocki, Karłowicz,Magierowski, ja sam) ma tyle samo sensu, co nazywac . Tuska reprezentantem polskiej racji stanu. Pod konserwatystami rozumie sie cos innego. Taki Cichocki np. uzywajac jezyk bolszewi z lat 30-tych chce na zgliszczach Solidarnosci nowy swiat budowac. To jest chore. Akceptacja tego swiatopogladu mowi wszystko o tej "konserwatystawnej bojowce".
Panie redaktorze -jak już troszeczkę otrząśnie się Pan z tego samouwielbienia i odzyska choć trochę trzezwego spojrzenia proszę przeczytać na Salonie 24-Europejskie przedszkole Tuska [blogierki "eska"]
..ileś lat wcześniej to Pan Warzecha budowałby "socjalizm z ludzką twarzą". Socjalizm TAK, wypaczenia NIE!, tzw. konstruktywna opozycja,
Nie stać Cię na argumenty? Musisz uciekać się do insynuacji? Pomyśl! To wbrew pozorom wcale nie jest takie trudne.
może czas żeby zmienić hasło zamiast "między Rydzykiem a Michnikiem" na "między Mistewiczem a Kaczyńskim"..
Nie wiem czy do autora to dotrze, ale stoi na pozycji zbliżonej do pjn-owców, może ziobrystów lub innych pseudo-realistów rozłamowców. Ze zbyt długiego tekstu wnioskuję ,że należy się odwoływać do tzw. niezdecydowanego elektoratu, czyli jakby do klienta zagubionego w galerii handlowej , aby go zwabić ciekawym programem i zachęcić ,aby kupił wreszcie prawicowy towar. Klient ten jest mniej warty niż jego głos w dniu wyborów. Cieszy się krótko, aż się zorientuje ,że to był tylko pic. Nie chcę żyć w kraju szturchającym ludzi godnych szacunku, a szukajacym poklasku klientów.
to jest za obszerne by to łyknąć
RO , nie zgadzam się z Pańskim osądem tych kilku słów , które napisałam . Pan myje ręce mydląc je bez końca a ja mydlę tylko dwa razy i po temacie . Gdy kilka razy sparzę się na kimś - różne wypowiedzi Warzechy - to zapamiętam mu to na długie lata i zawsze będę przypominać . Pozdrawiam Pana . P.S. Chce Pan uchodzić za wyważonego , rozsądnego - niech tak będzie ale ja nie jestem taka .
Hahah...mnie za to nie niepokoi poczucie wyższości środowiska "GP", mnie ono zwyczajnie śmieszy. Banda nieuków i analfabetów, niezdolnych do jakiejkolwiek bardziej pogłębionej analizy ważnych problemów. Jeszcze ta ich kaleka, koślawa polszyzna; patrioci najwidoczniej nie mają świadomości, że język to część narodowego dziedzictwa...Ich wkład w polską kulturę również jest bardzo nikły, prawie niewidoczny, i nie chodzi tutaj tylko o czasy obecne. Jednym słowem: żal
żal to czytać takie wpisy jak twoje - też brak "pogłębionej analizy" środowiska GP, za to masa stereotypów i poczucie wyższości. Ale to pewnie tak wygląda twoja "uczoność" i "głębia". Co do śmieszności, to śmiej się, na zdrowie (jest konieczne przy obecnej służbie zdrowia).
pan Redaktor- transplantując wprost słowa pewnego wielkiego Polaka najwyraźniej usiadł na dwóch stołkach i zastanawia się pewnie na którym będzie mu wygodniej.Ale w tej niezwykle niewygodniej pozycji można sobie tylko rozerwać...krocze.
Problem "drugiej Polski" można sprowadzić do tego, czy premierem tej pierwszej MUSI być Jarosław Zbawca Kaczyński (żeby "druga nie była potrzebna). Wyznawcy uważają że tak. I póki tak będzie, to się nie zmieni. A przy całym swoim talencie, trafnych strategocznych decyzjach i diagnozach Kaczyński premierem nie zostanie. Nie tylko dlatego, że nie lubią go GW i TVN. To jest wtórna rzecz jego innych przywar, które zsumowane ciągną w dół nie tylko jego, ale całe środowisko "konserwatywne" mu sprzyjające. Tak by wymienić parę najważniejszych: nieumiejętność zawierania kompromisów (dla politka kompromis to abecadło) czy związana z tym fatalna polityka kadrowa. Media mogą potem tylko wzmacniać i wyjaskrawiać prawdziwy w gruncie obraz człowieka (i bardzo podporządkowanej mu formacji), który potrafi dzielić z błahych przyczyn, a nie umie się dogadać w sprawach naprawdę ważnych.
Z komunistycznymi kolaborantami się nie dyskutuje. Zdrajców się piętnuje i zwalcza.
Czytając te komentarze widać jedno. Że na szczęście są ludzie rozsądni. I niestety są maniacy. Zachowaj nas Boże od takich. Dziś dla nich zdrajcą jest Michnik, może też Ziobro. Jutro będzie Kaczyński. Pojutrze Rydzyk. Podobnie jest we wszystkich rewolucjach czyszczących ze zdrajców własne szeregi... Może by dla takich z drugiej Polski stworzyć jakiś rezerwat, może gdzieś koło Gór Świętokrzyskich ? Ciekawy pomysł. I drugi rezerwat tuż obok dla maniaków lewicy, walki z Kościołem i antyfaszystów.I niech się biją między sobą. A my może wtedy będziemy mieć lepszą Polskę ?
No pewnie, PO co ryzykować? Już lepiej trzymać się UBecji a dzięki temu, bolszewicka dzicz będzie górą.
Niezbyt oryginalne myśli, gdyż ten sposób myślenia o symetrii skrajności zaplanowano jak sądzę jakieś półtora roku temu. Puszczono goliata na kablu, a ktoś deklarujący neutralność nim steruje.
Z walką o władzę w naszej ojczyźnie to trochę jak z grą w ruletkę.Czasami można coś wygrać ale zasadniczo na końcu wygrywa i tak właściciel kasyna.Ten system jest tak jest zbudowany.Nawet jeśli siły patriotyczne wygrają wybory to i tak sądy,banki i media będą poza ich zasięgiem.To są przecież instytucje(chociaż również i prywatne firmy)które nie podlegają wyborczej weryfikacji.A zatem żeby obalić obecny ustrój legalnie należy zmienić konstytucję.Czy widzi Pan taką mozliwość?Czy nasi sąsiedzi na to pozwolą?
Jedyny komentarz - 'bić kurwy i złodziei' - wiecie kto to mówi
Daję wiarę RAZ-woi: http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2011/12/31/jak-byc-zwariowanym-realista/
Nie przegap
- Sławomir Cenckiewicz: dwa świadectwa na temat pisowni „sowiecki” a nie „radziecki
- Przemówienie śp. prezydenta Kaczyńskiego z okazji rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 maja. "Aby zwyciężała uczciwość, a nie cynizm i draństwo"
- Jarosław Kaczyński dla wPolityce.pl na 3 maja: "Front naprawy Rzeczypospolitej rośnie w siłę, i to widać gołym okiem"
- Na Jasnej Górze odsłonięto Epitafium Smoleńskie. "Zapisujemy te imiona w duchowej stolicy narodu polskiego ku ich wiecznej pamięci"
- Piotr Zaremba: Trzy racje i trzy pułapki bojkotu Ukrainy. W tej sprawie jestem jednak za Jarosławem Kaczyńskim
- Zuzanna Kurtyka dla Stefczyk.info po odsłonięciu epitafium smoleńskiego: "wyręczamy władzę w jej psim obowiązku"