"Próba zbudowania ponadnarodowego superpaństwa zawsze będzie zwyczajnym chciejstwem"

Z czasów gdy trwał proces akcesyjny Polski do Unii Europejskiej, siłą rzeczy, nie mogę wiele pamiętać. Na myśl przychodzą mi tylko obskurne przystanki autobusowe (w tej kwestii akurat niezbyt dużo się zmieniło) w okolicznych wsiach, na których pojawiały się (nieco ksenofobiczne, przyznaję) napisy ‘NIE dla UE’. Ten instynktowny strach przed czymś obcym był potęgowany mrocznymi wizjami przyszłości, w których decyzje o losach Polski zapadać miały w Brukseli, a nasz kraj jako województwo polskie miał znaleźć się pod butem Niemiec.

Z drugiej zaś strony przekonywano, że Unia Europejska to projekt, w którym każde państwo będzie traktowane tak samo, a głos Francji będzie równie ważny co małego Luksemburga czy Malty. Pamiętam też szkolne podręczniki, które, choć generalnie euroentuzjastyczne, pokazywały wiele dróg dla Europy. Wspominano co prawda o koncepcji federalistycznej, ale równie mocno podkreślano ideę Europy ojczyzn, czyli współpracy suwerennych państw. Wiele pisano o chrześcijańskich korzeniach projektu, wiele o gospodarczej współpracy, gdzie miejsce partykularnych decyzji zająć miało myślenie znacznie szersze niż granice narodów. W jakim stopniu teoria przełożyła się na praktykę, okazało się w praniu, którym był (i jest) kryzys gospodarczy, bezlitośnie obnażający fikcyjne i, choć ładnie wyglądające na papierze, to nierealne założenia.

Dlatego proszę nie dziwić się, że ten sam instynkt pojawia się dziś wśród wielu ludzi, gdy coraz częściej w dyskusji o przyszłości Unii Europejskiej mówi się już nie o postulacie Europy federalistycznej, ale o konieczności wspólnoty ponadnarodowej i postnarodowej. Proszę nie oburzać się na naturalne odruchy zdziwienia i niepokoju, gdy polski minister prosi niemieckie państwo o silniejsze i bardziej zdecydowane przywództwo nad Europą. Proszę wreszcie nie irytować się, gdy reakcje eurosceptyków są czasem zbyt ostre. Może byłoby inaczej, gdyby w dyskusji o przyszłości UE traktowano przeciwników jeszcze silniejszej integracji jak równorzędnych partnerów do dyskusji, a nie jak uczniów, których trzeba pouczyć o ‘dziejowej konieczności’ i  ‘odpowiedzialności za Europę’, a jeśli to nie działa, straszyć nieuchronnością wojny. Tak się nie da dyskutować.

Zresztą Radosław Sikorski to bardzo interesujący przypadek. Od słynnej wypowiedzi porównującej gazociąg Północny do paktu Ribbentrop – Mołotow i artykułów „Gazety Wyborczej” mówiących o „Niemczech wściekłych na Sikorskiego” minęło pięć lat. Dziś ta sama gazeta oznajmia, że „Europa mówi Sikorskim”, a sam minister stawiany jest jako wzór dla innych europejskich polityków. Jeśli dodamy do tego przecieki Wikileaks, które prezentują nieco inny obraz dyplomacji prowadzonej przez Sikorskiego, to naprawdę ciężko sformułować w miarę jednolity kierunek zagranicznej polityki i sposób myślenia naszego ministra. Być może, jak napisał Piotr Zaremba, jest to sposób ‘targowania się z Berlinem’, być może zbyt duże zaufanie dla europejskich instytucji i duetu „Merkozy”.

O tym warto i trzeba rozmawiać. Od słów Sikorskiego w Berlinie, bardziej martwi jednak debata wynikająca z jego słów. Niektórzy komentatorzy na poważnie brali pod uwagę utratę suwerenności przez Polskę i próbowali przekonywać, że jest nam ona do niczego niepotrzebna. Tylko rozpłynięci w nowej, europejskiej tożsamości mielibyśmy uzyskać receptę na sukces i szczęśliwość, tym razem już naprawdę po wsze czasy. Powtarzane jak mantra ‘więcej Europy, więcej Europy’ jest jedyną receptą na kryzys Unii. Kryzys gospodarczy, tożsamościowy, ideowy. Kryzys, którego nie rozwiąże zakrzykiwanie eurosceptyków. Nie zdało to egzaminu przy planach konstytucji dla Europy, nie zdało przy wprowadzaniu Traktatu Lizbońskiego, nie zdało przy wprowadzeniu strefy euro. Próba zbudowania ponadnarodowego superpaństwa zawsze będzie zwyczajnym chciejstwem.

A chciejstwo ma niewiele wspólnego z rzeczywistością. Takie są fakty. Tym gorzej dla nich?

Najnowsze artykuły

Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu

Śledź nas na Google News

Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News

Dziękujemy za przeczytanie!

Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.

Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych