Do sądu za klapsa. "Angażowanie prokuratur i sądów w tak drobnej sprawie jak opisana wyżej uważam za absurd"

opublikowano: 17 listopada 2011 roku, 16:55

Dwa lata więzienia grożą ojcu, a rok matce dziecka, które dostało od nich klapsa oraz zapowiedź większego lania w domu za złe zachowanie w zielonogórskiej galerii handlowej.

Donos na rodziców złożyła klientka galerii, którą tak to oburzyło, że poszła za nimi na parking i spisała numery rejestracyjne ich samochodu, by policja mogła ustalić personalia osób najwidoczniej nie rozumiejących zasad obowiązującego dzisiaj politycznego słuszniactwa (political corectness).

Policja przekazała sprawie prokuraturze, która wszczęła dochodzenie na mocy artykułu 96.1 kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, zakazującego rodzicom i opiekunom stosowania jakichkolwiek kar cielesnych wobec dzieci.

Oskarżeni odmówili złożenia wyjaśnień, sprawa trafiła więc do sądu.

Nie wiem, czy klaps w pupę, a nawet jej bliższy kontakt z paskiem należy traktować jako karę cielesną. Dla zwolenników tradycyjnego modelu wychowywania dzieci z pewnością nie, dla szermierzy politycznego słuszniactwa - jak najbardziej tak.

Angażowanie prokuratur i sądów w tak drobnej sprawie jak opisana wyżej uważam za absurd. Co innego, gdyby rodzice znęcali się nad dzieckiem w sposób budzący powszechne oburzenie i wskazujący na możliwość wyrządzenia mu krzywdy. Sadzanie na ławie oskarżonych za poczciwego klapsa, na który niesforny maluch w pełni zasłużył, jest jednak grubą przesadą.

Zainteresował Cię artykuł?

tagi: państwo prokuratura Rodzina

Komentarzy: 19

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

Ciekawe kim jest ta stara dewotka i ile dzieci wychowała? PDC

Zgłoś nadużycie

To z pewnością była młoda ateistka, wykształcona z dużego miasta, a pod pachą trzymała gazwyb.

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

Proszę Pana,jeżeli dojdzie do tragedii to kto będzie odpowiadał za brak opieki-oczywiście rodzice.Proszę Pana można dziecku tłumaczyć,prosić,błagać ale i tak nie zawsze osiągnie się zamierzony efekt!Przeważnie małe dzieci nie słuchają opiekunów,no jak tu zapanować nad niesfornością milusińskiego który np.biegnie wprost pod kola samochodu.Przecież klaps to nie jest znęcanie się nad dzieckiem!!!Przepraszam,że piszę tak chaotycznie,ale nie można być opanowanym jak się słucha tych wszystkich bzdur którymi nas karmią specjaliści od siedmiu boleści!

Zgłoś nadużycie

Zgoda.

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

Do własnego syna stosowałam zasadę "albo cię wychowam, albo cię pochowam". I karałam w domu, bez publicznych zapowiedzi. Zawsze twierdził, że kiedy matka bije, to nie boli. Boli tylko wtedy, kiedy biją obcy ludzie.

Zgłoś nadużycie

Racja.

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

Zaiste, gdyby dzieciom zagrażały tylko klapsy, to byłyby najszczęśliwszymi ludźmi na świecie. Swego czasu - moja córka, jako trzylatka, jak coś narozrabiała, to siadała na pupie i siedziała dotąd dopóki istniało zagrożenie klapsem, i aby nie było pupy do klapsa.....

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

Zaiste jest to absurd, bo znęcanie się nad dziećmi, to np. to co spotkało moje dzieci, czyli mało że były dziećmi z rozbitej rodziny z powodu alkoholizmu, to jeszcze pewna żydówka z Krakowa, najpierw groziła wyrzuceniem na bruk,z jej budynku, co wywoływało ich płacz, jak po solidnym laniu, a potem rzeczywiście wyrzuciła nas na bruk przy pomocy Sądu, z ich i mojego azylu bezpieczeństwa. Co ja przypłaciłam załamaniem psychicznym.

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

Jako filozof i człowiek szlachetny - pan Bukowski, powinien jeszcze dodać, że klapsa dzieciom w Polsce dają - bezduszni rząd-owcy, którzy dzieciom, z głodu, choroby czy biedy - wyciskają łzy z oczu. Natomiast - Gingerowi, powinien powiedzieć,że do prześladowań jest już przyzwyczajony od pokoleń....

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

Bicie jest wyrazem nieznajomości zasad relacji bez bicia, i niczym więcej. Mylą się Państwo, rozpatrując kary fizyczne w wymiarze konieczności, mylą się Państwo pisząc, że trzeba dać klapsa, kiedy zachowanie dziecka nas do tego zmusza. Te relacje wydają się konieczne wyłącznie ich uczestnikom ( rodzicowi, który inaczej nie potrafi, i dziecku, które nie zna innej komunikacji z rodzicem w sytuacji nieposłuszeństwa). Czy trzeba to udowadniać? Dowody chodzą żyją wśród nas. Byłem posłusznym dzieckiem, i nigdy mnie nie bito. Czy tylko dlatego, że nie trzeba było? Nie. To, że mnie nie bito, wiąże się nierozerwalnie z tym, że nie było trzeba mnie bić. Jest to taka sama relacja, jak w przypadku bicia: nie biją mnie, bo potrafią inaczej. Nie oczekuję kary fizycznej, bo znam inne kary. To nie bicie stanowi o posłuszeństwie. Stanowi o tym relacja rodzic-dziecko.Powie to Państwu zarówno freudysta, jak i behawiorysta. To fakt uniwersalnie uznany. W związku z tym można uznać z równą pewnością, że bicie jest wyrazem nieznajomości zasad relacji bez bicia, i niczym więcej. Podnosząc je do rangi konieczności, dajecie Państwo po prostu wyraz temu, że nie znacie innego sposobu.

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

Robuś, jednak powinien wiedzieć, że rodzina jest prywatną instytucją wychowawczą, gdzie zasady nagród i kar należą do zadań i obowiązków rodziców. Dlatego niech się Robuś, stuknie w głowę i zajmie lepiej - Mormonami, gdzie istnieje wręcz niewolniczy los dziecka,jak by nie znano innego sposobu wychowawczego, Jehowymi, gdzie dziecku, nie można pomóc nawet w chwili zagrożenia życia. To jakim prawem społeczeństwu polskiemu, nie wolno karać i nagradzać swoich dzieci, według własnego sposobu wychowaczego.

Zgłoś nadużycie

Dziecko nie jest twoją własnością, nie jest przedmiotem. Nie możesz go bić kiedy tylko ci się podoba. W ten sposób nauczysz je tylko, że przemoc jest najlepszym sposobem rozwiązywania różnic poglądów. Dlaczego nie uderzysz policjanta gdy będzie chciał ci wypisać mandat? Dlaczego nie uderzysz sprzedawcy który nie będzie chciał ci czegoś sprzedać taniej? Dlaczego nie uderzysz nauczyciela/wykładowcy gdy nie zgadzasz się z jego oceną?

Zgłoś nadużycie

Marcus, skoro rodzicowi, nie wolno przyprowadzać do porządku swoje dziecko,miękką częścią ciała, w umięśnioną część ciała, to po co policjantowi - twardy przedmiot - "pała" ? Przecież to przemoc wobec człowieka, gdy się po głowie, nerkach,brzuchu, czy kręgosłupie uderza, a człowiek przecież nie jest jego własnością.Przecież pała powinna być konstytucyjnie zabroniona, bo to podobno, nie czasy SB-ecji!

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

Moje gratulacje Panie Jerzy. Dzisiaj skrytykowała Pana gazwyb.

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

Czy nie podważa Pan swoich kompetencji jako filozofa jeżeli między czynem zabronionym (raczej wniósł by Pan skargę za naruszenie Pańskiej nietykalności cielesnej) a dopuszczalnym (o ile nie wskazanym) stawia Pan granicę tam gdzie pojawia się możliwość wyrażenia sprzeciwu przez stronę pokrzywdzoną? Nie istnieje wewnętrznie spójny system filozoficzny, który stosowałby takie rozgraniczanie. A swoją drogą, znalazłam w sieci parę Pańskich artykułów odnośnie słuszności klapsów i naprawdę zastanawiam się skąd ta Pańska potrzeba kontaktów z dziecięcymi pupciami.

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

@Stała czytelniczka, Tak bardzo zabolały Panią moje słowa? Ja w tym momencie nie bronię decyzji sądu, tylko oceniam metody wychowawcze. To że coś jest czyjąś prywatną sprawą, nie oznacza że nie można powiedzieć co jest dobre a co jest złe. I sprawa jest dla mnie jasna: naruszanie granic fizycznych dziecka jest świadectwem nieznajomości innych, lepszych sposobów uzyskania szacunku. Że te metody istnieją, wystarczą i są lepsze, poświadczam Pani moim dzieciństwem. Bardzo się cieszę, że dolne partie ciała nie kojarzą mi się ani z karą, ani z ręką rodzica. Myślę też, że takie skojarzenia są jeszcze trudniejsze do zrozumienia, kiedy to dziewczynka ich doświadcza od ojca, bo relacja z ojcem jest pierwszą relacją z mężczyzną, mającą niewątpliwy wpływ na postrzeganie mężczyzn i fizyczności w dorosłym życiu.

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

Robercie, a może zabronimy - położnym, dawać klapsa dzieciom nowo narodzonym, skoro to takie niemoralne, a one takie kruche. Dlatego według mnie, matki trójki dzieci, które raz zasługiwały na klapsa, innym razem na surową burę - "klaps", jest i tak bezpieczniejszą i lepszą metodą wychowawczą, niż np. wychwalany w mediach "Jeżyk Zawadzkiej", który również jest karą cielesną, a w dodatku dziecko, które ma problemy z krążeniem, siedząc na nim, zbyt długo, może doznać uszczerbku na zdrowiu, z powodu złego przepływu krwi. Natomiast stosowanie wobec dziecka, nierozwiniętego emocjonalnie, czy nadpobudliwego, tylko metody - psychologicznej, nie da żadnego rezultatu, bo ono nie rozumie znaczenia słów do niego kierowanych. Zatem, oceń sam: kto ma racje i mniej może skrzywdzić:rodzic, dający klapsa, p. Zawadzka narażając dziecko na uszczerbek na zdrowiu, czy psycholog,który każe gadać, gadać, a rezultatu i tak, nie będzie.

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

@stała czytelniczka Nawet nie wiedziałem, że jest coś takiego jak jeżyk zawadzkiej - nie byłem karany fizycznie w żaden sposób, także pasywny. Wystarczyło "gadanie, gadanie, gadanie" - z tym, że inaczej niż się Pani wydaje, tego gadania było niewiele. Bo i nie chodzi o ilość słów, tylko o porozumienie. Tak że Pani argument "co bardziej krzywdzi dziecko" jest tu zupełnie nietrafiony. Co do argumentu, że nadpobudliwe dziecko wymaga wręcz kary fizycznej, to nie potrafię odpowiedzieć. Wiem natomiast, że duży procent dzieci jest nadpobudliwych z powodu wychowania, a nie z powodu przypadłości, i tu znowu bicie nie będzie rozwiązaniem problemu, tylko reakcją na problem.

Zgłoś nadużycie

Drogi Robercie, gdybyś wychowywał się w moich czas, gdzie towarzysze - nauczyciele, policzkowali i lali uczniów, bez opamiętania, to byś klaps rodzicielski, nawet nie zauważył,a np. mnie za takie skarcenie dziecka, za bawienie się gazem, pochwalił.... I zapewne zgodzi się ze mną, każdy psycholog, że metoda wychowawcza zawsze musi, być proporcjonalna do sytuacji życiowej, bo czasem decyduje o bezpieczeństwie czy życiu dziecka. Dlatego - Robercie, skoro tak pięknie potrafisz argumentować, to, co dzieci dotyczy, to spróbuj przeforsować do Sejmu, ustawę konstytucyjną, aby dzieci, przynajmniej do 10 roku życia, nie wolno bylo wyrzucać na bruk, bo to, zabieranie im azylu bezpieczeństwa, i 100 razy bardziej boli dzieci, niż ten rodzicielski klaps, którego się zapomina z pierwszym uśmiechem rodzica. A wiem to, jako kobieta o b. dobrze rozwiniętym instynkcie macierzyńskim.

Nie przegap

Newsletter

Najnowsze