Pan Adam liczy na to, że młodzi, wykształceni, bezrobotni zamkną oczy, zatkają uszy, wyłączą rozum i zagłosują, jak im starszy pan każe

Pan Adam, fot. PAP
Pan Adam, fot. PAP

Pan Adam boi się, że "są u nas młodzi ludzie, którzy nie pójdą głosować". I przywołuje słowa 18-letniego chłopca, który rzekomo chce wyjeżdżać z kraju, ponieważ nie może znaleźć pracy. Do myśli o opuszczeniu ojczyzny skłania go jednak przede wszystkim pan Jarosław, "który sieje nienawiść i zieje jadem".

Ta troska pana Adama o obywatelskiego ducha młodego pokolenia musi budzić szacunek. Pan Adam, narażając się na ataki kierujących się resentymentem prawicowców, w kilku zdaniach na pierwszej stronie swojej gazety pokazał, że jest coś, co przekracza odwieczne prawa logiki, coś, co przezwycięża klasyczną, arystotelesowską teorię prawdy, coś, co jest ważniejsze niż listy do generała Kiszczaka i tradycja niepokornej inteligencji.

Tym czymś jest miłość do Partii. Odwieczna, wstydliwie ukrywana słabość pana Adama, która ujawniła się wówczas, gdy nie udało mu się zaprowadzić rządów "mądrych i roztropnych" u progu wolnej Polski. Od tamtego czasu stoi wiernie na czele siły politycznej, którą dla niepoznaki określa się mianem gazety i która udziela wsparcia namaszczonym przez nią właścicielom III RP. Miłość pana Adama jest namiętna, gwałtowna i bezwarunkowa. Jej ofiarom odbiera rozum i mąci zmysły. Ostatnio jednak jej destrukcyjna siła dotknęła pana Adama.

No, bo, żeby za powód myśli o emigracji 18-latka w jednym akapicie uznać bezrobocie w kraju rządzonym od 4 lat przez pana Donalda oraz "ziejącego jadem" pana Jarosława, to trzeba dialektyki pana Adama. Nawet, jeżeli znajomy nastolatek pana Adama tak twierdzi, to nie znaczy to, że pan Adam musi to bezkrytycznie powtarzać i używać jako przykładu, którym rozpoczyna swój wiekopomny felieton.

Ale pan Adam na to nie zważa, logikę zawieszając na kołku. Dzisiaj pan Adam, pałający miłością, namawia do głosowania na Partię pana Donalda. Martwię się jednak o pana Adama, bo z wiekiem jego argumenty brzmią coraz słabiej. Słowa "głosujcie - szkoda Polski" i przestrogi przed strasznym, ziejącym jadem panem Jarosławem brzmią jak nawoływanie stetryczałego, bezradnego staruszka, na którego patrzy się  politowaniem i dla świętego spokoju przytakuje, a nie dumnego dziedzica Marca '68, który byłby w stanie porwać młodzież swoją rewolucyjną retoryką i pasją. Pan Adam robi to poza tym w stylu, którego nie powstydziliby się autorzy krótkiej historii WKP(b).

Być może robi to jeszcze wrażenie na rówieśnikach pana Adama, na jego pełnomocniku, który wyznacza nowe standardy w historii polskiej publicystyki, może jeszcze na gen. Jaruzelskim, gen. Kiszczaku i paru innych ludziach honoru oraz nielicznych stażystach z ul. Czerskiej, których nie stać na wyłożenie kilku tysięcy na płatne staże przy ul. Wiertniczej.

Ale na młodych, którzy szukają pracy, którzy marzą o założeniu rodziny i własnym mieszkaniu, którzy nie mogą rozwinąć skrzydeł, a nawet na tych, którzy - jak ten biedny 18-latek - myślą, że za bezrobocie odpowiada "ziejący jadem Kaczyński" wrażenia to robić nie może.

Dlaczego? Ponieważ dzisiaj pan Adam stoi po stronie tych, którzy młodych ludzi uciskają. I liczy na to, że młodzi, bezrobotni, napływający do dużych miast zamkną oczy, zatkają uszy, wyłączą rozum i zagłosują, jak im starszy pan każe.

Panie Adamie, pan naprawdę wierzy w to, że jest nas w stanie przekonać logika biednego 18-latka, który nie odróżnia pana Donalda od pana Jarosława?

 

Najnowsze artykuły

Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu

Śledź nas na Google News

Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News

Dziękujemy za przeczytanie!

Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.

Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych