Echa powieści Józefa Mackiewicza "Lewa wolna" w filmie Jerzego Hoffmana "1920 Bitwa Warszawska"
opublikowano: 30 września 2011 roku, 23:17 | ostatnia zmiana: 3 października 2011 roku, 12:52
PAP
ECHA POWIEŚCI JÓZEFA MACKIEWICZA LEWA WOLNA W FILMIE JERZEGO HOFFMANA 1920 BITWA WARSZAWSKA
Samochwalstwo ubrane w formę autoironii
30 września 2011 r. na ekrany kin wszedł najnowszy film Jerzego Hoffmana 1920 Bitwa Warszawska. Uroczysta premiera tego obrazu miała miejsce 26 września 2011 r. w Teatrze Wielkim w Warszawie. Pomiędzy obecnymi na tym wydarzeniu osobistościami naszego życia publicznego znalazł się osobnik na pewno nie zasługujący na to miano, a mianowicie autor niniejszego tekstu.
O intuicjach po lekturze recenzji filmu zamieszczonej w Gazecie Wyborczej
Teraz, już z pewnego dystansu czasowego, chcę podzielić się z szanownymi czytelnikami portalu wPolityce kilkoma refleksjami, jakie nasunęły mi się po oglądzie najnowszego dzieła Jerzego Hoffmana. Od razu też uspokajam, że nie będę oceniał scenariusza, gry aktorskiej, muzyki, zdjęć itd., czyli podstawowych i najważniejszych zarazem elementów sztuki filmowej. Ten obszar pozostawiam fachowcom, czyli krytykom filmowym. Do napisania tego tekstu skłoniła mnie recenzja autorstwa Tadeusza Sobolewskiego, jaką na kilka godzin przed obejrzeniem filmu przeczytałem w poniedziałkowej Gazecie Wyborczej (Bitwa Warszawska 1920. Cudu nie będzie. Gazeta Wyborcza, 26 września 2011 r.).Dodam, że wzmiankowana recenzja jest wobec filmu mocno krytyczna. Czytając ją od razu poczułem, że film przypadnie mi do gustu. Szczególnie poniższy jej fragment, którego najistotniejsze treści pozwoliłem sobie wyróżnić, wydał mi się być bardzo dobrym prognostykiem dla filmu:
Reżyser dba o to, aby poodwracać narodowe schematy: czekista okazuje się synem polskiego zesłańca; Piłsudski, obmyślając genialny manewr, którym pokona Tuchaczewskiego, nuci pod nosem rosyjską piosenkę; wybawicielem Janka z rąk bolszewików okaże się ukraiński watażka, nowe wcielenie Bohuna; a czarnym charakterkiem, który usiłuje zdobyć czekającą na Janka żonę piosenkarkę, będzie oficer strzelający obcasami i gadający o honorze. Jednak te przewrotności są pozorne, bo dokonywane w imię poprawności politycznej. Hoffman chce uniknąć wrażenia, że była to wojna dwóch cywilizacji, wschodniej i zachodniej - stąd solidarność z prawosławną, białą Rosjanką, ofiarą rewolucji, za której duszę Jan zapala świeczkę w katolickim kościele. W tej panoramie postaw nie zmieścił się ktoś ze strony przeciwnika, kto nie z cynizmu ani z ogólnego zbydlęcenia dał się ponieść idei światowej rewolucji jak niektórzy bohaterowie "Sławy i chwały" Iwaszkiewicza.
Intuicja mnie nie zawiodła. Ale do rzeczy.
Z ogólnego zbydlęcenia, czyli portret zbiorowy bolszewików jak w Lewej wolnej
Przede wszystkim epicki obraz Jerzego Hoffmana, bo na takie miano film 1920 Bitwa Warszawska w mojej ocenie zasługuje, przedstawia bolszewików takimi, jacy naprawdę byli. Widzimy ich jako siłę, której celem było zniszczenie cywilizacji chrześcijańskiej, jako zbiorowisko ludzkie, które zanegowało cały dotychczasowy (na moment dziejów, o którym film opowiada) pozytywny dorobek człowieka. W filmie Hoffmana bolszewicy są przedstawieni do bólu prawdziwie: zarówno przez portret czy raczej szkic jednostki spod znaku czerwonej gwiazdy- czekisty granego przez Adama Ferencego, jak i w niezwykle plastycznych sekwencjach ukazujących ich portret zbiorowy, czyli zbydlęciały tłum idący czy też jadący konno pod czerwonymi sztandarami na Warszawę, a dalej na zachód przez trupa Polski. Jakby w swej zbiorowości zostali przeniesieni z kart książki Józefa Mackiewicza Lewa wolna, traktującej o zmaganiach polsko- bolszewickich z okresu 1919-1920, jednej z najlepszych powieści poświęconych tematyce wojennej.
Rzeczywiście, ma racje Tadeusz Sobolewski twierdząc, że w filmie Jerzego Hoffmana próżno po stronie bolszewickiej szukać kogoś, kto z pobudek wyższych niż cynizm lub ogólne zbydlęcenie dał się ponieść idei światowej rewolucji czy też, ujmując rzecz przy użyciu nieco innego doboru słów i sprowadzając istotę sprawy do wymiaru praktycznego, chciał w Polsce zainstalować reżim, który mordował ludzi milionami, za pochodzenie, stan majątkowy czy przekonania. Dla autora recenzji opublikowanej w Gazecie Wyborczej to oczywista wada filmu, dla mnie wielka zaleta najnowszego dzieła Jerzego Hoffmana. Pamiętajmy wszak, że odnosimy się do filmu historycznego, poświęconego jednej z najważniejszych bitew w dziejach Polski, a zdaniem niektórych nawet w dziejach świata, nie zaś do filmowej wariacji wokół frontu tej czy innej wojny, w której to formule faktografia może być tylko pretekstem do opowiedzenia ludzkich losów i jako taka nie musi być przestrzegana rygorystycznie. W obrazie Jerzego Hoffmana to losy bohaterów są raczej pretekstem do odmalowania prawdziwego wizerunku walczących stron i przebiegu Bitwy Warszawskiej. I proszę, nie powtarzajmy frazesów, że w tamtych czasach, w 1920 r., nie było jeszcze jasne, że idea rewolucji światowej oznacza konieczność wyniszczenia wrogów rewolucji (czyli ludzi odmiennych niż bolszewicy przekonań, ludzi o złym pochodzeniu klasowym itd.).Bo w tej akurat kwestii bolszewicy, wyjątkowo jak na nich, byli od samego początku swych rządów aż do czerwca 1941 r., do chwili ataku Hitlera na Związek Sowiecki, szczerzy i jednoznaczni. Osoby, które, kolejny raz powtórzę za Tadeuszem Sobolewskim, dały się ponieść idei światowej rewolucji, a niewątpliwie było ich całkiem sporo, musiały zatem akceptować mordy, i to masowe, dokonywane w imię zwycięstwa tejże rewolucji, musiały też akceptować cały, potężny system sowieckiego terroru, agresję zbrojną na inne kraje, w tym na Polskę, musiały wreszcie akceptować jedno z najbardziej nośnych wówczas bolszewickich haseł, czyli grab zagrabione! (wyjaśniam, że bolszewicy twierdzili, że ludzie, których dziś zaliczylibyśmy do klasy średniej lub do kręgu o jeszcze wyższym statusie materialnym dorobili się swych dóbr na wyzysku robotników i chłopów, czyli, że swoje majątki tym ostatnim de facto zagrabili. A zatem- twierdzili bolszewicy- aktem sprawiedliwości dziejowej było majątki te siłą odebrać. Cóż, używając języka romantyków rewolucji można powiedzieć, że koncepcja sprawiedliwej dystrybucji dóbr towarzyszyła socjalistom, w tym przypadku socjalistom wywłaszczeniowym, od samego początku ich drogi).
Dlatego, pamiętając jakie niegodziwości musiały zostać zaakceptowane przez ludzi uwiedzionych ideą światowej rewolucji i oceniając rzecz z perspektywy wartości uznawanych w ramach cywilizacji chrześcijańskiej (co jest oczywiście formułą znacznie szerszą od pojęcia wartości chrześcijańskiej, gdyż bardzo wielu ludzi niewierzących uznawało wtedy i uznaje dziś wartości wypracowane przez cywilizację chrześcijańską), można w sposób odpowiedzialny powiedzieć, że szeregi bolszewików składały się wówczas z ludzi zbydlęconych, tj. takich, którzy wyrzekli się wartości konstytuujących, wtedy i teraz, członka naszej cywilizacji. Wymienię podstawowe z nich: poszanowanie życia drugiego człowieka ( w Dekalogu : nie zabijaj), poszanowanie cudzej własności (w Dekalogu: nie kradnij).
Nie mam wątpliwości, że odmalowany w filmie Jerzego Hoffmana obraz awangardy komunistycznej z 1920 r., można powiedzieć obraz pierwszego pokolenia tych, którzy w różnych mutacjach i z biegiem czasu przy bardziej wysublimowanych środkach oraz łagodniejszej, choć, powtarzając za Herbertem, zawsze parcianej retoryce, deptali przez jeszcze długie dziesiątki lat wolność wielu milionów ludzi w różnych krajach świata, w tym od 1945 r. także w Polsce, nie będzie dla wszystkich miły. To zrozumiałe. Choćby dlatego, że z okazji przeróżnych uroczystości organizowanych przez partie komunistyczne, podczas których składano hołd bohaterom rewolucji bolszewickiej, aule, sale teatralne, stadiony oraz ulice bywały, tu i tam, przez kolejne dekady, aż do końca lat osiemdziesiątych ubiegłego stulecia, pełne tych, którzy, jako urodzeni nieco później niż ich starsi koledzy idący na Warszawę pod czerwonymi sztandarami w 1920 r., dali się ponieść idei światowej rewolucji dopiero w czasach nieco nam bliższych niż zobrazowane w filmie 1920 Bitwa Warszawska. A sentyment do ojców- założycieli jest przecież po ludzku zrozumiały.
Starcie ponadnarodowego, bezbożnego komunizmu z cywilizacją chrześcijańską, a nie wojna wschodu z zachodem
Nieprzypadkowo przywołałem we wcześniejszej partii tekstu powieść Józefa Mackiewicza Lewa wolna. Jestem bowiem przekonany, że Jerzy Hoffman przed nakręceniem swego najnowszego dzieła nie tylko uważnie przestudiował karty tej wybitnej powieści, czego przejawem jest wspomniany wcześniej, znakomicie odmalowany w filmie zbiorowy portret bolszewików, ale także, co jeszcze ważniejsze, przyjął przesłanie tej powieści. Można je ująć w twierdzeniu, że wojna polsko – bolszewicka z lat 1919- 1920 nie była bynajmniej konfliktem wschodu z zachodem, lecz starciem ponadnarodowego komunizmu z centralą w Moskwie, przywleczonego zresztą do Rosji z Europy Zachodniej, z cywilizacją chrześcijańską. Istotą takiego spojrzenia na tę wojnę jest zrozumienie, że Rosja carska i Rosja bolszewicka to nie to samo. Miałem okazję pisać na ten temat w opublikowanym na portalu wPolityce tekście Żyj i daj żyć, czyli z myślą Józefa Mackiewicza podróż przez historię, ale powtórzę, bo to sprawa fundamentalna dla zrozumienia stawki tamtych zmagań, że Rosja sprzed rewolucji bolszewickiej była krajem chrześcijańskim, opartym na własności prywatnej. Zginęła ona pod ciosami bolszewików. Zanim padła, podjęła desperacką obronę przed jeźdźcami apokalipsy spod znaku czerwonej gwiazdy. Ostatni dowódca tej obrony, Piotr Wrangel, następca gen. Antona Denikina na stanowisku Głównodowodzącego Sił Zbrojnych Południa Rosji, napisał w połowie lipca 1920 r., a zatem na cztery miesiące przed końcem epopei rosyjskich sił antybolszewickich:
Można różnie oceniać ustroje polityczne, można być skrajnym republikaninem, socjalistą, a nawet marksistą, ale nie sposób nie dostrzec, że tak zwana republika sowiecka jest przykładem najbardziej tyrańskiego, złowieszczego despotyzmu, pod którego uciskiem ginie Rosja, i nawet jej nowa, jakoby rządząca klasa robotnicza wdeptana jest w ziemię, jak cała reszta społeczeństwa [...]. Tylko ludzie ślepi i nieuczciwi mogą uważać nas za reakcjonistów. My walczymy o wyzwolenie narodu spod jarzma, jakiego nie znano w najbardziej ponurych okresach naszej historii […] my doskonale wiemy, że nasza wojna domowa ma światowe znaczenie. Jeśli nasza ofiara pójdzie na marne, to społeczeństwo europejskie, europejska demokracja będzie musiała sama bronić swoich kulturowych i politycznych zdobyczy przed uskrzydlonym zwycięstwami wrogiem cywilizacji.
Sądzę, że warto jeszcze raz zaakcentować, że komunizm nie był produktem rosyjskim, że Lenin i jego kompani zostali przewiezieni do Rosji z Europy Zachodniej w 1917 r., a podróż tę odbyli w zaplombowanym wagonie, niczym wirus zarazy. Ich działalność w owym czasie była hojnie subsydiowana przez rząd Rzeszy Niemieckiej. Zamiarem Niemiec było doprowadzenie Rosji, czyli ówczesnego pierwszowojennego wroga, do stanu wewnętrznego rozkładu, co zresztą udało się Niemcom osiągnąć.
Pamiętajmy i o tym, że rosyjska Cerkiew prawosławna w pierwszych latach po rewolucji bolszewickiej występowała jako otwarty wróg bolszewizmu oraz że 19 stycznia 1918 roku jej patriarcha, Tichon, rzucił anatemę na bolszewików, ogłaszając co następuje: Mocą użyczonej Nam przez Boga władzy, wzbraniamy wam Sakramentów Chrystusowych i rzucamy na was anatemę, o ile nosicie jeszcze imiona chrześcijańskie, i chociażby przez urodzenie swe tylko, do Cerkwi Prawosławnej należycie (za Józef Mackiewicz Zwycięstwo prowokacji).
Przywołuję te zdarzenia, aby uzmysłowić szanownym czytelnikom, że uznanie, że wojna zobrazowana w filmie 1920 Bitwa Warszawska była konfliktem nie zachodu ze wschodem, lecz ponadnarodowego, bezbożnego komunizmu z cywilizacją chrześcijańską nie jest kwestią oceny, jest kwestią wierności wobec faktów. Mało rozpowszechniona jest wiedza także i o tym, że na frontach tej wojny po stronie bolszewickiej walczyli komuniści spoza terenu Rosji. Wspomnę tylko, że około dwustuosobowy oddział złożony z poniesionych ideą światowej rewolucji towarzyszy niemieckich, przydzielony do III korpusu konnego Gaja, jest winien masakry rannych polskich żołnierzy leżących w szpitalu w Chorzelach, do której doszło bodaj 23 sierpnia 1920 r. Zaś po polskiej stronie walczyły w letniej kampanii 1920 r. oddziały antybolszewickich Kozaków i Rosjan, tzw. białych, którzy swą wojnę z bolszewizmem przegrali na ojczystej ziemi z chwilą załamania się ofensywy wojsk gen. Denikina w drugiej połowie października 1919 r. Wtedy to walczące z ogromną determinacją po stronie bolszewickiej oddziały Dywizji Strzelców Łotewskich zmusiły wojska białej Armii Ochotniczej do opuszczenia dopiero co zajętego przez „ochotników” miasta Orzeł, a w kilka dni później, 24 października 1919 r., kawaleria Budionnego śmiałym atakiem odbiła z rąk kozackiej Armii Dońskiej miasto Woroneż, co oznaczało definitywny koniec ofensywy białych na Moskwę i początek końca ich epopei. Jej ostatnim akordem była ewakuacja wojsk gen. Wrangla z Krymu w listopadzie 1920 r.
Podobnie jak w Lewej wolnej
W jednej ze scen główny bohater filmu 1920 Bitwa Warszawska, Jan, grany przez Borysa Szyca, spotyka właśnie jeden z takich oddziałów, składający się z antybolszewickich Kozaków kubańskich. W chwili gdy Jan dostrzega ich na swej drodze jest przekonany, że to bolszewicy i że za moment zginie. Za chwilę rzecz się jednak wyjaśnia i przez dłuższą chwilę mamy okazję oglądać bohatera filmu w towarzystwie kozackiego dowódcy, granego przez Aleksandra Domogarowa, który swego czasu, w filmie Ogniem i mieczem, wcielił się w postać Bohuna. Sekwencja filmu z antybolszewickimi Kozakami kubańskimi kończy się w aurze wieczoru, gdy przy palących się ogniskach kubańcy nucą piękną pieśń kozacką Liubo, bratcy, liubo. To bardzo ładny akcent filmu a także symboliczne przypomnienie, że nie była to, jak chcą niektórzy, wojna wschodu z zachodem.
Na marginesie zwracam uwagę, że autor recenzji opublikowanej na łamach Gazety Wyborczej, przywołując tę sekwencję filmu, o dowódcy oddziału kubańskich Kozaków pisze nie wiedzieć czemu jako o ukraińskim watażce. To przecież głębokie nieporozumienie. W odniesieniu do realiów 1920 r., uznanie, że pojęcia Kozak kubański oraz Ukrainiec są synonimiczne nie świadczy dobrze o rozpoznaniu tego zagadnienia przez Tadeusza Sobolewskiego.
Dla mnie, admiratora twórczości Józefa Mackiewicza, ten epizod filmu ma również to znaczenie, że wzmacnia moją tezę o wpływie powieści Lewa wolna na ostateczną formę dzieła Jerzego Hoffmana. Otóż główny bohater tej książki również spotyka na swej wojennej drodze szwadron antybolszewickich kubańskich Kozaków, także u Mackiewicza jest to tylko drobny epizod- rozciągnięty ledwie na dwóch kartach powieści- i ma on to samo symboliczne znaczenie jak w filmie 1920 Bitwa Warszawska, choć oczywiście w Lewej wolnej wątek białych walczących po polskiej stronie przeciwko bolszewikom jest znacznie bardziej doniosły.
Ducha Lewej wolnej upatruję również we wspomnianej przez Tadeusza Sobolewskiego scenie, w której główny bohater filmu, spełniając prośbę białej Rosjanki, która wcześniej umarła na jego rękach, szepcząc do niego przed śmiercią słowa wyrażające myśl, że jesteśmy (my- prawosławni i wy- katolicy – przyp. GW.) dziećmi jednego Boga, modli się w katolickim kościele za jej duszę. Jego modlitwę przerywa obecny w kościele mężczyzna. Dochodzi wtedy do wymiany zdań, której nie potrafię dosłownie powtórzyć, ale co do której jestem przekonany, że jej treść jest wynikiem silnej inspiracji dialogiem z powieści Lewa wolna, w którym wypowiadane są następujące kwestie:
(...) Ja tobie powiem. Modlić się ze strachu nigdy nie trzeba. U Niego wszystko jest rozplanowane; każdy komar nawet na swoim miejscu lata. Pan Bóg sam wie co robi, nie? I Jemu twoich trzech groszy nie potrzeba (...) On rozplanował i nie może zmieniać na każdy czyjkolwiek pacierz (...)
Okoliczności, w których słowa te padają w powieści są całkowicie różne od tych z obrazu filmowego. Zastrzegam też, że zacytowane fragmenty z Lewej wolnej nie są w filmie Jerzego Hoffmana dosłownie powtórzone, niemniej inspiracja nimi jest według mnie, w przywołanej scenie modlitwy za duszę białej Rosjanki, silna i oczywista. Dodam, że ten akurat dialog powieściowy zapadł mi w pamięć dlatego, że wydaje mi się istotny i ciekawy. Kończy go taka oto sekwencja zdań, nie mająca zresztą w filmie 1920 Bitwa Warszawska swego odpowiednika:
A ty Jego prosisz, żeby zmienił. Pan Bóg jest miłosierny, fakt, i przez to Jemu przykrość sprawiasz. Bo przez miłosierdzie swoje, Jemu jest nieprzyjemnie odmówić w twoim strachu, a odmówić musi musowo. Bo nie słuchać, że Jemu każdego szeregowca, i ułana, i dragona, i jeszcze konnego artylerzysty może. Bo w takim wypadku ani jeden żołnierz z żadnej strony kity by nie odwalał na wojnie. Bo każdy prosi, i za niego, weź, jeszcze proszą, to matka, to żona, to dziwka tam jaka. Niemożebna rzecz! Dlatego ja tobie wtedy mówiłem: tylko się nie modlić. Sobie nie pomożesz, a Pana Boga denerwujesz niepotrzebnie (...)
(Józef Mackiewicz Lewa wolna Londyn 1994,str 262-263).
Prośba do czytelników, postulat do Naczelnego
Tych z Państwa, którzy wybiorą się na film 1920 Bitwa Warszawska uprzejmie proszę o zwrócenie uwagi przywołaną przeze mnie scenę rozmowy w kościele. Jestem bardzo ciekawy czy Państwo również dosłyszycie w tej wymianie zdań echo przywołanego przeze mnie dialogu z Lewej wolnej? Zaś do redaktora naczelnego portalu wPolityce, Pana Jacka Karnowskiego, kieruję niniejszym postulat przeprowadzenia wywiadu z Jerzym Hoffmanem na temat filmu 1920 Bitwa Warszawska, bo jest przecież ten film dużym wydarzeniem w polskim życiu publicznym. I proszę przy tej okazji zapytać reżysera o domniemywany przeze mnie wpływ powieści Lewa wolna na poruszone w niniejszym tekście elementy filmu.
O czym film 1920 Bitwa Warszawska mówi na temat współczesności?
Na zakończenie jeszcze jedna kwestia.
Otworzę ją ostatnim cytatem z recenzji Tadeusza Sobolewskiego:
Każdy film historyczny jest przecież w jakiejś mierze filmem współczesnym. Co mówi ten film, poza oczywistą prawdą, że Polsce udało się powstrzymać pochód rewolucji radzieckiej na Europę - na ćwierć wieku?
Odpowiadając na to pytanie powiedziałbym, że dla mnie ten film, co oczywiste w sposób przez twórców niezamierzony, ale przecież bardziej od zamiaru liczy się efekt, przypomina jak koszmarnie nieprawdziwy w warstwie symbolicznej jest wzniesiony w ubiegłym roku pomnik nagrobny 22 żołnierzy bolszewickich pochowanych na cmentarzu w Ossowie. Pisząc o warstwie symbolicznej mam na myśli krzyż prawosławny, najważniejszy element tego upamiętnienia. Na temat czerwonoarmistów pochowanych w Ossowie nie wiemy wszak nic ponadto, że byli elementem potężnej siły, znakomicie odmalowanej w filmie Jerzego Hoffmana, która szła na Warszawę, na zachód przez trupa Polski, żeby zniszczyć, podeptać wszystko co było drogie naszym przodkom, a wiarę chrześcijańską w pierwszej kolejności. Wiemy również, że ich rodacy przywiązani do starego porządku, czyli rzeczywistości szanującej chrześcijaństwo, wspominani w niniejszym tekście biali Rosjanie, byli wtedy po drugiej stronie barykady, walcząc u boku żołnierza polskiego bądź w szeregach trzymającej się jeszcze na Krymie armii Wrangla.
Z biegiem lat pamięć zbiorowa słabnie, zwłaszcza jeżeli nie jest podtrzymywana przez kulturę. W sprawie wojny polsko-bolszewickiej 1919- 1920 już teraz pamięć ta jest cherlawa. Jeszcze kilkanaście lat, a mało kto będzie pamiętał, że bolszewicy leżący pod krzyżem prawosławnym na cmentarzu w Ossowie byli żołnierzami czerwonego sztandaru i czerwonej gwiazdy, żołnierzami idei, która z chrześcijaństwem miała wspólnego tyle, że bardzo chciała je zniszczyć.
Wychodzi zatem na to, że ten film, nie tylko w warstwie historycznej, ale także w odniesieniu do współczesności przypomina nam, że dwa razy dwa to mimo wszystko nadal cztery. I za to bardzo dziękuję twórcom filmu 1920 Bitwa Warszawska oraz wszystkim osobom i instytucjom, które przyczyniły się do powstania tego dzieła.
A do męskiej części szanownych czytelników portalu wPolityce kieruję apel:
Pannę pod rękę/ bilety w dłoń/na film 1920 Bitwa Warszawska do kina goń!
Grzegorz Wąsowski
PS. I zachęcam do lektury powieści Józefa Mackiewicza Lewa wolna
kategorie: Historia Kultura
tagi: bitwa 1920 historia Polski komuniści
Komentarzy: 52
Tych 22 poległych żołnierzy prawdopodobnie było wierzących, walczyli i ginęli bo nie mieli wyjścia. Należy uszanować śmierć każdej istoty ludzkiej a autorowi nawet po 80latach prawosławny krzyż przeszkadza. No to jedź do Ossowa wykop sobie go, zrób z niego w swojej chałupie kominej i przestań pieprzyć jak popapraniec. Co on mają z tymi wszystkimi pomnikami? następny Bukowski się znalazł
Tak byli na pewno wierzacy , ale w czerwony sztandar glupku,
SS mani mordujący Żydów i Polaków to tez byli ludzie wierzący przymuszeni do napaści na Polskę .Żołnierze Wermachtu mordujący ludność cywilną to również katolicy i prawosławni ofiary terroru Hitlera .To gdzie ich pomniki ???? do kur... ..nędzy
Byli wierzący w bolszewickiej armii, a tacy to przechodzili na polską stronę i wspólnie z Polakami walczyli z bolszewią.
Autor --- Bardzo proszę polecać też pamiętniki Karola Wędziagolskiego!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Lewa wolna - to autobiograficzna powieść Mackiewicza, który był ułanem w tej wojnie warto to tez zauważyć. ********************************************
Wnikliwy i godny tekst.Wiedza ! Było oczywiste że w Gaz.Wyborczej film wywoła ostracyzm. Rymkiewicz, Mackiewicz..Mickiewicz ,Norwid .. dla synów i wnuków internacjonalistów?..Żart..Chwała P.Hofmanowi !! Oby G.W. nie zrobiła z niego Masojedowa...mechanizm jest znany..niby jest tak ale jednak nie tak a rwetes zagłuszy wspaniałą patriotyczną treść filmu...Panie i Panowie zapraszam na film !!! .a i łezka się zakręci nucąc z Nataszką ..// wnuk i kuzyn oficerów 20 roku.
fałszować i zdebilniać naród -cel róznych tam mihnigów .Normala za po i Tuskaszenki
kacap do kacapa lezie !
Kapitalny tekst i analiza ..czytajcie dokładnie ze zrozumieniem .Kacapy też!
Nawet cep wie, że celem sołdatow było unicestwienie chrześcijaństwa i zastapienie go ,nowoczesnym chrześcijaństwem -leninowsko bolszewickim (obecnie POlszewickim)A kacap nie wie.
Nasi rządzący za ładny uśmiech i poklepywanie przez polityków innych państw są gotowi sprzedać Polskę.
Po wyborach trzeba będzie te wszystkie pomniki przenieść na cmentarze, zgodnie z obowiązującą obecnie doktryną. Na początek 'czterech śpiących' i '22 bolszewików'.
Dobry pomysł
Epizod z sotnią kozacką to na prawdę tylko epizod. Niewiele Janek rozmawia z dowódca odgrywanym przez Domagarowa. Pierwszy mówi, że ma żonę, a drugi że będzie się mścił. W durugiej scenie, ze jak Polska upadnie to i oni też (co mogło zmylić recenzenta z Gazowni :-))), że to jakiś oddział ukaiński. I nic poza tym o nich nie wiadomo. dajcie spokój widziałem i jestem raczej. A z Mackiewicza na prawdę tylko "echa".
Genialny tekst;włożyłem go w zakładki,żeby co jakiś czas go przeczytać!!Zbrodniczy charakter"swiatowej rewolucji"w sowieckim wykonaniu był znany już przed '39 rokiem.Czytałem dawno temu wydaną w międzywojniu książkę jakiegoś węgierskiego autora,który opisywał zbrodnie komunizmu bardzo dokładnie i apelował o powstrzymanie tej fali niewyobrażalnych zbrodni.Tak że zbrodniczość "rewolucji światowej" była znana!Nie przypadkowo z reszta początki światowego terroryzmu nazwały się"Frakcją Czerwonej Armii"I dzisiaj sa głosy protestujące przeciwko walce z terrorystami atakującymi zachodnią cywilizację!!
A ja z całym przekonaniem NIE PÓJDĘ na ten film. Nawet jeżeli jest taki, jak pisze pan Wąsowski. Wierzę, że Jerzy Hoffman jest znakomitym reżyserem, wierzę, że chciał - jak pisze pan Wąsowski - przenieść na ekran przesłanie Mackiewicza, ale postąpił jak cukiernik, który nie mógł się oprzeć pokusie, by do lodów waniliowych dodać odrobinę cebuli. Pan Hofman ma jakąś obsesję afirmowania dewiacji seksualnych. Przeczytałem wczoraj, że koniecznie "musiał" wpleść wątek żołnierzy-sodomitów. Można rozumieć, że homoseksualiści byli i są na świecie, także w Polsce i także byli i są patriotami. Można zrozumieć, że pan Jerzy Hoffman pochyla się nad ich uczuciami. Ale o ile homoseksualizm nie jest żadnym problemem (poza tragedią osobistą zainteresowanych i ich rodzin), o tyle jego afirmacja problemem jest. Stanowi zagrożenie cywilizacyjne, kto wie czy nie porównywalne z bolszewizmem. Jerzy Hoffman ma obsesję pokazywania "normalności" homoseksualistów. W "Ogniem i mieczem" ni z gruszki ni z pietruszki zrobił z Horpyny lesbijkę (choć w powieści mizdrzyła się do mężczyzn - na przykład do Rzędziana). W swoim ostatnim filmie też nie mógł oprzeć się tej pokusie. Nie wiem, czy "Bitwa Warszawska" jest dobrym filmem i pewnie się nie dowiem, chyba, że mnie coś zmusi (tak jak było w przypadku "OiM"), by go obejrzeć. Po bardzo dobrym "Panu Wołodyjowskim", takim sobie "Potopie" i spartaczonym (wcale nie z powodu Horpyny) "Ogniem i mieczem", Reżyser mógł znowu nakręcić dobry film, albo zrobić ramotę. Ale powiem szczerze - nie obchodzi mnie to.
Sobolewski napisał: "Powiem wprost: nie czułem wewnętrznej potrzeby, żeby oglądać film fabularny o Katyniu. Po co? Wydaje się, że wszystko na ten temat zostało powiedziane."
Tylko można mieć pretensje, że do roli odgrywającego Marszałka Piłsudskiego wynajęto taką mendę jak Olbrychski ale to było zdaje się celowe aby ludzie zapomnieli jak wspaniale wcielał się w postać Marszałka śp. Pan Zakrzeński - który poległ pod Smoleńskiem w zamachu czy też wybitny niestety również śp. Pan Zapasiewicz. Może film jest godny obejrzenia ale dla kogoś dla kogo historia Polski i pamięć o Marszałku i jego wysiłkach w odzyskanie Niepodległości dla POLSKI jest b. ważna nie musi chadzać do kina aby oglądać głupola Daniela bo każde pojawienie się wspomnianego Olbryskiego na planie tegoż filmu będzie przypominało co niedawno wygadywał i jak pluł, proszę idąc do kina nie zapominać o tym
Zgadzam sie z Toba HALONGA.
I ja się zgadzam! I zupełnie nie rozumiem, dlaczego reżyser filmu o Wałęsie nie chce głównej roli powierzyć Olbrychskiemu?!
Bardzo dobra recenzja, tyle, ze autor przez grzecznosc zapewne nie wspomnial czyj to kapital finansowal Lenina i ta czerwona holote. Otoz jest to ten sam kapital, ktory angazuje sie dzisiaj w niszczenie chrzescijanstwa . Metody sie zmienily, ale cel jest nadal ten sam.
Zapmniała pani Stalinka i 1000 sowiecko -kacapskich mendach z dziwnymi nazwiskami
Irenko, wybitna znawczynio historii WKPb! Podaj prosze odsetek osob narodowosci polskiej w zaprowadzaniu "nowego porządku"... A potem wspolnie zastanowimy sie nad zasadnoscia twierdzen wielkoruskich nacjonalistow, ze bolszewicki przewrot byl spiskiem "nierosyjskich mniejszosci."....
Ależ przed nami jest dużo do zrobienia?, ja bym w pierwszej kolejności jednak postawił na fakt transportu w bydlęncym wagonie i finansowanie przez germanię zarazy na wschód - to przecież praprzyczyna całego zła i do "hitleryzmu" germanii trzeba dodać wymyślenie "leninizmu", a ci, którzy dali się zwieść - niech walą się w swoje cherlawe piersi.
Jak to sie dzieje, ze nacjonalizujacy prawacy z kruchty rodem chwalą Mackiewicza, ktory: 1. Wychwalał Rosję carską jako kraj prawa, 2. Uznał Piłsudskiego za winnego triumfu bolszewikow w Rosji, bo nie wsparł Denikina, 3. Był orędownikiem odrębnosći Wielkiego Księstwa Litewskiego i krtykował szaloną politykę Warszawy wobec Kresow II RP, 3. Uznawał Armie Krajową za kolaborantów ZSRR, a Powstanie Warszawskie mial - jak Sikorski - za największą zbrodnie, 4. Zalił sie nad losem Ukrainców i kozakow kolaborujacych z III Rzeszą, 5. Załował zbmombardowanego przez aliantow Drezna, 6. Pokazywal, ze Polacy masowo poparli komunistow po II wojnie swiatowej, 7. Krytykował polityke wschodnia Watykanu i przeciwstawiał jego interesy Polsce. Jeszcze malo, towarzysze prawacy????
Do RUBIN 66 Pełna zgoda.Proszę zerknąć do tekstu Mackiewicza, bodaj z 1937 r.,pt. Bierzcie przykład z "Cichego Donu". Autor znakomicie pokazuje w nim jak wielkim zagrożeniem dla naszej cywilizacji był komunizm.Artykuł ten można znaleźć w jednym z tomów dzieł Mackiewicza,zawierającym wybór tekstów przedwojennych tego pisarza i publicysty
To chyba nie może być tekst z 1937 bo Cichy Don Szołochow drukował w częściach do 1940 roku i Mackiewicz raczej nie mógł ich znać do czasu wojny. Tekst jest o ile pamiętam z lat 50-tych. Natomiast Mackiewicz z pewnością odnosi się do przesłania Cichego Donu w Lewej Wolnej - nie miejsce tutaj rozwijać temat. A scena z Kozakami jest rzeczywiście żywcem wzięta z Mackiewicza. Postać czekisty również "czysty" Mackiewicz. Film niszczą wszelkie scenki z klasyki politycznej poprawności (brakuje tylko "afro-amerykanina?" No i piramidy trywialności w kolejnych popisach scenicznych Urbańskiej (to jakiś tribute to Józefowicz), które rozbijają scenariusz. I jeszcze jedno - Warszawa po I wojnie to nie było aż tak nagle wesołe miasto. Pikador był raczej wyjątkiem.
Do JERRY: uniesiony ambicją, bo u mnie Mackiewicz to nr. 1, sprawdziłem. Tekst pt. Bierzcie przykład z "Cichego Donu" jest opublikowany w tomie Bulbin z Jednosielca.Po raz pierwszy ukazał się w wileńskim Słowie w 1936 r.( nr 124, z 6 maja).Pozdrawiam.
Chylę czoła!!! I gratuluję pamięci, mnie zawiodła. Natomiast o Cichym Donie Mackiewicz napomykał z pewnością później - może kiedy dostał Nobla - stąd moje nietrafna uwaga. A swoją drogą to dowód, że Mackiewiczowie i Słowo mieli "dobre ucho" na wschód.
A ja dodam, że we wspomnianej powieści Józefa Mackiewicza "Lewa wolna", jeden z krótkich rozdziałów nosi tytuł "Nie ma cudów..." (analogia manewru wojskowego "Bitwy Warszawskiej" do działań armii rosyjskiej wobec ofensywy niemiecko-austriackiej z 1914 roku). ........ Zwracam na to uwagę, aby uzmysłowić wszystkim fanom prozy Mackiewicza (sam siebie do nich zaliczam), że historie przez niego opisywane nie są drzazgą w oku jedynie dla środowiska GW. Mamy tu zupełnie różny front, niewyobrażalny dla zwykłego zjadacza chleba, biorąc pod uwagę obecny kontekst polityczny - nawet dla tych, którzy pełniej rozumieją Okrągły Stół.
POLSKA SIĘ BUDZI. DZIĘKI CI PANIE…...
Do PYTEK:wybaczy Pan,ale jesteś Pan ignorantem. Sikorski nie mógł uznawać Powstania za zbrodnię, bo gdy ono wybuchło nie żył już od ponad roku. To nieprawda,że Mackiewicz uznawał Powstanie za zbrodnię- wystarczy przeczytać jego Optymizm nie zastąpi nam Polski. Uznawał natomiast, i tu miał rację, że polityka Państwa Podziemnego była zupełnie chybiona.
A wiec nie czytaliscie Mackiewicza. A nawet jak czytaliscie, to niczego nie zrozumieliscie. A nawet jesli cokolwiek zrozumieliscie, to i tak natychmiast zapomnieliscie...... PS. Mialem na mysli Radka a nie Władka - sądzilem, ze mawet użydkownik tego portalu to pojmie. Mylilem sie, sorki - zawsze mam zbyt wysokie mniemanie o ludziach. Bo oceniam ich podług siebie...)))) Pa, misie
Chodziło o "Radka"...
A może tak krócej a sensowniej i bardziej po polsku bo styl koszmarny.Płacą tu za wierszówkę?????
Ty, polonistko z Bożej łaski, a interpunkcji w twojej wieczorówce nie uczyli?
Męczą dłuższe teksty? Napij się w połowie...!
DO RO: Widziałem film. Proszę wierzyc,że nie ma w nim wątku żołnierzy- sodomitów.Lepiej jednak obejrzec film na własne oczy i wyrobic sobie własne zdanie, niż opierac się na opiniach innych.Muszę przyznac,że tekst p. Wąsowskiego pozwolił mi spojrzec na film z niueco innej, a nader ciekawej perspektywy.Gratujacje dla autora.
RAZ SIERPEM RAZ MŁOTEM W CZERWONĄ HOŁOTĘ
Ano i dziś nie brakuje tych co nas upadlali ,niszyli w tyłki całować i dziekować POsłusznie !To potomkowie szubrawców którzy za zdradę korzystali z kasy sowieckiej
szkoda, że do roli Marszałka zatrudniono taką gnidę jaką jest niejaki tawariszcz Olbrychski co to niedawno pluł jadem .Jakże pięknie odgrywali postać Piłsudskiego śp.Pan Zakrzeński co to został zestrzelony pod Smoleńskiem i śp.P.Zapasiewicz - a dlaczego pięknie bo ze świadomością czego niestety nie można powiedzieć o niejakim Olbrychskim, ale był prikaz dla reżysera do zatrudnienia takiej mendy aby napluł na groby poprzedników
Michnik i jego kompani, to jest ta "mutacja ze sparciałą ideologią"!
DO PYTEK:Minister Sikorski nie uznał, jak Pan twierdzi, Powstania za "największą zbrodnię", lecz za "narodową katastrofę",a to zasadnicza różnica. Zaś Mackiewicz nigdy nie oceniał Powstania w sposób, który Pan mu przypisał.Bardzo kiepsko z rzetelnością u Pana, Panie Pytek.
Ideologia komunistyczna powstała w środowiskach inteligencji żydowskiej. "Postępowi" Żydzi posłużyli się ciemnym rosyjskim ludem żeby zapanować nad Światem.
Brawo Panie Grzegorzu! Pieknie Pan polaczyl slowa z ksiazek Mackiewicza. Nie widzialem fimu, ale znam wszystkie ksiazki Mackiewicza: jestem zauroczony prostota Lewej wolnej i bylbym zdumiony gdyby ktos tego nie wykorzystal. Pierwsze recenzje, ktore doszly do mnie, to byly niestety te plwociny do ktorych sie pan ustosunkowal. A tu taka przyjemna niespodzianka, ten pana felieton: to tak troche jak w 20tym roku pod Warszawa. Wszystkie ksiazki Mackiewicza to prawie gotowe scenariusze: marzylem zawsze, ze moze ktos je zrealizuje w postaci filmowej. A wiec jestem absolutnie zaskoczony Pana rewelacjami: cytat o "zawracaniu Bogu glowy modlitwa o litosc" czy scena z Kozakami to jedne z najbardziej zapamietanych przeze mnie mysli Mackiewicza. Kontynuowal bym troszke te scene z Kozakami, ktorzy chwile pozniej sa witani jako sowieci.. Oj swierzbi reka... A juz nie chcialem nawet ogladac tego filmu, po tych pierwszych recenzjach. Ostatnio bylem w Alpach, opowiadalem kolegom (glownie kolezankom) o Mackiewiczu, jego ksiazkach. Chyba sie Pan nie zdziwi, jak powiem, ze rowniez te wlasnie fragmenty przytaczalem. po powrocie, jeszcze raz przeczytalem Kontre: przyszla mi na mysl idea marszu trasa Kozakow: mialem jeszcze przed oczyma krajobrazy Alpejskie. Mysle, ze wszystkie ksiazki Mackiewicza, to gotowe scenariusze filmowe. Pozdrawiam Wieslaw B
Zgoda!!! Każda z książek Mackiewicza to gotowy scenariusz na filmową epopeję. Proszę sobie wyobrazić Sprawę Pułkownika Miasojedowa. Ale takie filmy najlepiej robią Amerykanie.
DO WJEB: również jestem wielbicielem książek Mackiewicza.Film obejrzałem wczoraj.Nie jestem nim zachwycony, ale na pewno nie zasłużył on na taką krytykę, jaka go spotkała.Nieporównywalnie gorsze filmy, np. Różyczka, otrzymywały niezłe,a często dobre recenzje. Zgadzam się z p. Wąsowskim,że bolszewicy zostali u Hoffmana pokazani prawdziwie, a coś z ducha Lewej wolnej przeniknęło do filmu.
Obsadzenie tego ohydnego człowieka Olbrychskiego w roli Naczelnika Polski Piłsudskiego to profanacja! I niestety prowokacja postsowieckiego Hoffmana.
Jestem pod wrażeniem jakości pióra i logiki wywodu. Dziękuję, choć pewnie odbiór filmu popsuje mi obecność na ekranie Olbrychskiego - szui w roli Marszałka.
Wisława Szymborska "TEN DZIEŃ" (na cześć J. Stalina) Jeszcze dzwonek, ostry dzwonek w uszach brzmi. Kto u progu? Z jaką wieścią, i tak wcześnie? Nie chcę wiedzieć. Może ciągle jestem we śnie. Nie podejdę, nie otworzę drzwi. Czy to ranek na oknami, mroźna skra tak oślepia, że dokoła patrzę łzami? Czy to zegar tak zadudnił sekundami. Czy to moje własne serce werbel gra? Póki nikt z was nie wypowie pierwszych słów, brak pewności jest nadzieją, towarzysze. Milczę. Wiedzą, że to czego nie chcę słyszeć - muszę czytać z pochylonych głów. Jaki rozkaz przekazuje nam na sztandarach rewolucji profil czwarty? - Pod sztandarem rewolucji wzmacniać warty! Wzmocnić warty u wszystkich bram! Oto Partia - ludzkości wzrok. Oto Partia: siła ludów i sumienie. Nic nie pójdzie z jego życia w zapomnienie. Jego Partia rozgarnia mrok. Niewzruszony drukarski znak drżenia ręki mej piszącej nie przekaże, nie wykrzywi go ból, łza nie zmaże. A to słusznie. A to nawet lepiej tak.
Dziwne… ja też jestem wielbicielem twórczości Mackiewicza, ale sądzę, że jeśli ten film, tego gniota mówiąc wprost, byłoby Mu dane z zaświatów oglądać, przwracałby się w grobie … I zapewne się przewraca … Może Pan Grzegorz Wąsowski nieuważnie czytał « Lewą wolną » Może nieuważnie film/gniota tego oglądał … A może wpadł w pułapkę pt « Lubimy wszystko czego nie lubi Gazeta Wyborcza » Nie wiem doprawdy … Wiem natomiast, że … Olbrychskiemu kury szczać prowadzać, nie Marszałka grać… Hoffmanowi pasjanse układać a nie w 3D się zapuszczać… Z całej recenzji imho warto zatrzymać tylko : « I zachęcam do lektury powieści Józefa Mackiewicza Lewa wolna «
Szanowny Panie! Film Wajdy obejrzałem, dwa dni temu skończyłem czytać 'Lewą wolną', a teraz z uwagą przeczytałem Pana tekst porównawczy. Z jego ogólnym przesłaniem w zupełności się zgadzam: Wojna z 1920 roku nie była wojną Polsko-Rosyjską, czy też wojna Wschodu z Zachodem. Trudno jednak powiedzieć, aby celem bolszewizmu było zniszczenie cywilizacji chrześcijańskiej, lub nawet judeochrześcijańskiej. Czas pokazał, że sowietyzm zachowuje się z odrazą do wszelkiej ludzkiej cywilizacji, zaś główne ostrze swojej agresji kieruje przeciw duchowym wymiarom człowieczeństwa. Z równą nienawiścią bolszewicy traktowali duchownych chrześcijańskich, jak i syberyjskich szamanów lub buddyjskich mnichów w Buriacji i Mongolii. Natomiast tragedia krajów takich jak Tybet lub Kambodża mówią same za siebie. Wracając do tematów wokół naszej cywilizacji nie zawahałbym się powiedzieć, że marksizm jest po prostu judeochrześcijańską herezją, która przejęła wszelkie biblijne elementy historiozoficzne od pierwotnego raju, po ostateczne zniszczenie ludzkości dla zrobienia miejsca nowej. Istotnie, czytając 'Lewą wolną' lub oglądając film Hoffmana nietrudno o skojarzenia apokaliptyczne.
Nie przegap
- Sławomir Cenckiewicz: dwa świadectwa na temat pisowni „sowiecki” a nie „radziecki
- Przemówienie śp. prezydenta Kaczyńskiego z okazji rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 maja. "Aby zwyciężała uczciwość, a nie cynizm i draństwo"
- Jarosław Kaczyński dla wPolityce.pl na 3 maja: "Front naprawy Rzeczypospolitej rośnie w siłę, i to widać gołym okiem"
- Na Jasnej Górze odsłonięto Epitafium Smoleńskie. "Zapisujemy te imiona w duchowej stolicy narodu polskiego ku ich wiecznej pamięci"
- Piotr Zaremba: Trzy racje i trzy pułapki bojkotu Ukrainy. W tej sprawie jestem jednak za Jarosławem Kaczyńskim
- Zuzanna Kurtyka dla Stefczyk.info po odsłonięciu epitafium smoleńskiego: "wyręczamy władzę w jej psim obowiązku"