Bezrobocie jest najważniejsze. Paweł Burdzy - specjalnie dla wPolityce.pl - o amerykańskiej kampanii prezydenckiej
opublikowano: 18 września 2011 roku, 21:44 | ostatnia zmiana: 18 września 2011 roku, 22:59
PAP/EPA
Wygląda no to, że znamy już główny temat kampanii prezydenckiej w 2012 r.: miejsca pracy. Wybory wygra ten, kto przekona Amerykanów, że wie jak zmniejszać bezrobocie, które o wielu miesięcy tkwi uparcie na poziomie 9,1 proc.
Według badań Instytutu Gallupa – dla 39 proc. Amerykanów we wrześniu bezrobocie to najważniejsze problem w kraju (wzrost o 10 proc. do poprzedniego miesiąca). Statystyki z sierpnia są druzgocące: wzrost ilości miejsc pracy wyniósł „zero”, likwidując ostatecznie i tak rachityczne przyrosty (maksymalnie 200 tys.) z pierwszej połowy roku. Ocenia się, że 14 mln Amerykanów jest bez pracy, a większość pracujących i tak doświadcza spadku realnego dochodu.
Raport oddziału Rezerwy Federalnej z Richmond alarmuje: aż 44 proc. bezrobotnych nie miało zatrudnienia dłużej niż pół roku – to najwięcej od pół wieku. Choć na rynek pracy weszło w ciągu ostatnich dwóch lat 3,8 mln ludzi, to zatrudnienie spadło o netto 768 tys. Co gorsza ludzie są trwale wyrzucani poza krąg zatrudnienia. Coraz więcej ogłoszeń zawiera klauzulę, że kandydaci „muszą być obecnie zatrudnieni”. A im dłużej na bezrobociu, tym trudniej znaleźć pracę. Statystyki są okrutne: po 5 tygodniach na zasiłku, co trzeci bezrobotny znajduje pracę. Po roku na zasiłku – zaledwie 8,7 proc. Długotrwałe przebywanie na zasiłku z reguły trwale wyrzuca z rynku pracy: zniechęceni ludzie przestają aktywnie szukać zatrudnienia, a pobieranie zasiłku łagodzi desperację. Co zresztą powoduje, że do oficjalnego 9,1 proc. bezrobocia należy dodać kilka procent tzw. under-unemployment. „Nigdy wcześniej po II wojnie światowej, bezrobotni nie byli zatrudnieni przez tak długo” napisano w rapocie Rezerwy z Richmond.
Obama proponuje
Nic dziwnego, że działać postanowił prezydent Barack Obama, ogłaszając w mijającym tygodniu swój pomysł na tworzenie nowych miejsc pracy. Oprócz zmniejszenia kosztów zatrudnienia, to także środki na remonty szkół oraz inwestycje w infrastrukturę. Pakiet – zwany American Jobs Act – ma kosztować 447 mld dolarów i wejdzie w życie, jeśli przegłosuje go Kongres. Ale o poparcie będzie trudno nawet wśród Demokratów. Kontrowersje budzi np. przedłużenie zmniejszonego podatku od umów o pracę z 6,2 do 3,1 proc. To zmniejsza koszty pracy, ale jednocześnie powoduje uszczuplenie środków na system emerytalny Social Security, który jest jednym z największych obciążeń dla budżetu federalnego. Jednak główny opór stawiają Republikanie, nie godząc się na podwyżkę podatków, konieczną do sfinansowania ustawy.
Obama liczy, że American Jobs Act pomoże na rok przed wyborami odzyskać serca wyborców. Jeśli ustawa zostanie przegłosowana, ogłosi sukces w walce z bezrobociem. Jeśli nie przejdzie, będzie mógł obarczyć Republikanów za niechęć do kompromisu. Liczy jeszcze na jedno: choć jego notowania są najniższe od początku kadencji (dolne stany 40 proc.), to Amerykanie jeszcze mniej poważają Kongres (poparcie rzędu 15-20 proc). Ustawa pomoże mu też na wyborczym szlaku, gdzie coraz częściej słychać tony znane z wojny klasowej: biedni wobec bogatych. Biały Dom chce bowiem, żeby większość kosztów pakietu pokryli Amerykanie zarabiający powyżej 200 tys. dolarów rocznie (250 tys. na rodzinę) poprzez utratę większości odpisów podatkowych. Problem w tym, że w tej kategorii mieści się większość właścicieli małych i średnich biznesów, a więc ludzi odpowiedzialnych za tworzenie nowych miejsc pracy. Na planie Obamy mogą też stracić organizacje charytatywne, gdyż przewiduje on zmniejszenie odpisów także na te cele.
Nic dziwnego, że Obama naciska na uchwalenie ustawy na wyborczym szlaku, uderzając w populistyczne tony.
– Jesli chcecie, żeby robotnicy zaczęli odnawiać szkoły, przegłosujcie tę ustawę! Jeśli chcecie, że by nauczyciele wrócili do klas, przegłosujcie tę ustawę! Jeśli chcecie cięć podatkowych dla rodzin z klasy średniej i małych biznesów, to co? – mówił Obama podczas wiecu w Ohio.
A tłum entuzjastów odpowiadał mu „Przegłosujcie tę ustawę”.
Republikanie kontrują
Marszałek Izby Reprezentantów John Boehner zapowiedział, że Republikanie nie zgodzą się na żadne podwyżki podatków a ich priorytetm pozostaje dalsze cięcie wydatków budżetowych i redukcja zadłużenia.
– Propozycje prezydenta to słaby substytut dla prawdziwych, wspierających rozwój rozwiązań, które są konieczne, aby usunąć przeszkody do tworzenia miejsc pracy – powiedział Boehner.
I choć popiera on „rozsądne” wydatki rządowe na infrastrukturę i szkoły, to chce także zwiększenia nakładów na wydobycie ropy i gazu. Choć przemysł wydobywczy to najszybszy kreator nowych miejsc pracy, pomysł działa jak płachta na byka na pro-ekologicznych Demokratów.
W swoim oporze Republikanie podpierają się badaniami opinii publicznej: aż 51 proc. Amerykanów jest sceptycznych wobec planu Obamy. Być może wynika to z faktu, że przeciągające się problemy gospodarcze ostatecznie złamały wiarę w słowa obecnego lokatora Białego Domu. Lubią Obamę jako człowieka, ale uważają za słabego lidera, który dużo gada ale nie ma realnych efektów jego pracy. Choć z drugiej strony wiadomo, że Republikanie muszą się zgodzić na cokolwiek, aby uniknąć etykiety partii „zawsze na nie”. Wszystko wskazuje na to, że nie będziemy mieli sytuacji zero-jedynkowej i zostaną przegłosowane tylko niektóre elementy pakietu.
I tutaj pojawia się postać lidera sondaży wśród Republikanów, gubernatora Ricka Perry. W rządzonym przez niego Teksasie gospodarka kwitnie i co ważne, powstają nowe miejsca pracy. W ostatnim roku 48 proc. nowych miejsc pracy w całej Ameryce powstało w stanie Perrego, a stopa bezrobocia jest jedną z najmniejszych. Doskonale wiedzą o tym w Białym Domu, stąd propozycja American Jobs Act. Ale Obama musi się spieszyć – z 9 proc. bezrobociem w czasach pokoju nie został wybrany na drugą kadencję żaden prezydent.
kategorie: Kościół Wesprzyj wPolityce.pl
tagi: USA
Komentarzy: 7
tylko i wyłącznie wchodzę na wpolityce.pl aby czytać Pana teksty, są genialne, dziękuje i proszę o więcej
A może raczej tego typu myślenie ,że nie płacimy za fikcyjną pracę ,czyli np. za czynności administracyjno-urzędnicze . W tym już spokojnie mogą wyręczyć człowieka komputery . Godzimy się także z faktem ,że duża część społeczeństwa będzie miała z tego powodu dość dużo czasu wolnego :-) . A dalej to już rozwiązania socjalistom :-) zasiłki itd. najlepiej bez różnicowania ,bo po co utrzymywać jakieś instytucje ,co będą się nad tym zastanawiać i próbować prowadzić jakąś politykę .
Bo sprzedawanie złudzeń ,że ktoś wykonuje jakąś pożyteczną pracę niestety obecnie zbyt dużo kosztuje
bezrobocie jest takie samo jak przed miesiacem, ale osob twierdzacych ze bedzie mialo wplyw na wybory, przybylo o 10 procent. dlaczego? bo jest to jeden z glownych wskaznikow ekonomicznych okreslajacych stan gospodarki i dlatego ciagle przewija sie w mediach. dalej, mowia ze duze bezrobocie powoduje zastoj w kupnie nieruchomosci. rownoczesnie wskazniki pokazuja na rekordowo niski poziom kosztow kupna nieruchomosci. czy dlatego nie kupuja domow, bo nie maja pracy albo obawiaja sie o utraty jej? moim zdanie chodzi raczej o obawe spadku cen nieruchomosci, a przynajmniej ich stagnacje przez dluzszy okres czasu. kupno domu jak dotychczas gloszono, nie jest aktualnie oplacalna inwestycja, i w tym tkwi cale sedno. obama ma moim zdaniem spora szanse na ponowny wybor, bo jest jeszcze rok czasu na poprawe w gospodarce. ale tylko w niewielkim stopniu ma na nia wplyw.
A jakie bezrobocie w Polsce? Dwucyfrowe? A PO dalej rządzi. Bo w Polsce nie ma herbatników. Jest tylko koryto dla wybranych
Faktyczne bezrobocie (liczone wg europejskiej metodologii) w USA to 17 proc!
wychodzac z blednych przeslanek dochodzi sie zazwyczaj do blednych wnioskow, bezrobocie w usa dawno przekroczylo 20%, inflacja jest kolo 10%, no i najwazniejsze, to czy Obana wygra czy np. Perry nie bedzie mialo zadnego znaczenia, miedzy nimi nie ma wiekszej roznicy, zmiany na lepsze beda tylko wtedy jak wygra Ron Paul
Nie przegap
- Sławomir Cenckiewicz: dwa świadectwa na temat pisowni „sowiecki” a nie „radziecki
- Przemówienie śp. prezydenta Kaczyńskiego z okazji rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 maja. "Aby zwyciężała uczciwość, a nie cynizm i draństwo"
- Jarosław Kaczyński dla wPolityce.pl na 3 maja: "Front naprawy Rzeczypospolitej rośnie w siłę, i to widać gołym okiem"
- Na Jasnej Górze odsłonięto Epitafium Smoleńskie. "Zapisujemy te imiona w duchowej stolicy narodu polskiego ku ich wiecznej pamięci"
- Piotr Zaremba: Trzy racje i trzy pułapki bojkotu Ukrainy. W tej sprawie jestem jednak za Jarosławem Kaczyńskim
- Zuzanna Kurtyka dla Stefczyk.info po odsłonięciu epitafium smoleńskiego: "wyręczamy władzę w jej psim obowiązku"