Awantura, jaką zakończyła się budowa dwóch odcinków A2, zamyka pewien etap w stosunkach polsko-chińskich

opublikowano: 9 lipca 2011 roku, 22:32 | ostatnia zmiana: 3 sierpnia 2011 roku, 16:31

PAP

Środowa wizyta He Guoqianga (numer cztery w chińskim kierownictwie) i podpisanie dwóch praktycznie nieznaczących umów (listu intencyjnego ws. ustanowienia polsko-chińskiego forum strategicznej współpracy pomiędzy KGHM Polska Miedź SA a China Minmetals Corporation, oraz porozumienie pomiędzy Politechniką Warszawską i Huawei Polska o realizacji programu technologicznych szkoleń dla studentów Politechniki) zamyka krótki okres ocieplenia stosunków polsko-chińskich, który zaczął się jesienią 2008 roku od wizyty premiera Tuska i doprowadził do wytypowania Polski na strategicznego partnera Chin w Europie Środkowej, czego wyrazem było wypromowanie polskiego pawilonu przez stronę chińską (po 70 % redukcji budżetu przez stronę polską), a nawet przemówienie marszałka Grzegorza Schetyny na zakończenie EXPO razem z sekretarzem generalnym ONZ, premier Chin i premierami innych krajów.

Awantura, jaką zakończyła się budowa dwóch krótkich odcinków autostrady A2 w zeszłym miesiącu, zamyka ostatecznie pewien etap w stosunkach polsko-chińskich, a ta skromna umowa, która została przedstawiona jako sukces, jest zakończeniem sekwencji wydarzeń, którą uruchomiło zerwanie kontraktu i wystąpienie o odszkodowanie. Najpierw było przesunięcie daty inwestycji w Hutę Stalowa Wola na nieokreśloną przyszłość, później nadanie statusu strategicznego partnerstwa Ukrainie, wreszcie przyśpieszenie wizyty Wen Jiabao na Węgry, gdzie podpisano 12 umów i ustanowiono chińskie centrum na Europą Środkową.

Tym samym stało się jasne, że wywołana głośnym tekstem Antoniego Dudka w „Rz' z jesieni 2009 roku debata o stosunkach polsko chińskich, jaką podjęliśmy na naszej stronie www.polska-azja.pl dobiegła już końca. Chciałbym w imieniu CSPA gorąco podziękować Prof. Bogdanowi Góralczykowi, Konradowi Godlewskiemu, prof. Krzysztofowi Rybińskiemu, Wiesławowi Pilchowi i Stanisławowi Niewińskiemu za wzięcie w niej udziału. Wydarzenia ostatnich tygodni pokazały, że nie tylko wizje strategicznej współpracy z Chinami, ale nawet próba aktywnego reagowania na wzrost znaczenia Chin jest  zadaniem przerastającym nasze aktualne możliwości.

Opowiadałem się za tym ambitnym wariantem, ale z perspektywy dzisiejszego wydarzenia biję się w piersi. Całkowicie się skompromitowałem. Było to klasyczne Tan Bing Zhi Shang czyli „dyskutowanie o wojennych strategiach nad kartką papieru". Oddaję honor prof. Góralczykowi i Konradowi Godlewskiemu. To oni mieli w tych sporach absolutną rację i bezbłędnie przewidzieli dalszy scenariusz.

Miał racje prof. Góralczyk mówiąc, iż Polska próbując prowadzić aktywną, długofalową politykę wobec Chin i rojąc coś o strategicznym partnerstwie niechybnie się skompromituje. Okazało się że brakuje strategii, wizji, zasobów, kompetencji i determinacji, a także długofalowej, wykraczającej poza jedną kadencję perspektywy. Najwyraźniej jako długoletni dyplomata, prof. Bogdan Góralczyk niestety wiedział co mówił.

Konrad Godlewski przy kreowaniu polskiej polityki opowiadał się (m. in. na łamach Liberte!) za współpracą z Niemcami i również miał racje. To obecnie nasz najważniejszy partner. W czasie, gdy zrywano umowę z Covec-iem, wspólnie - polski i niemiecki rząd - za jeden z celów stawili sobie budowę w Polsce infrastruktury. Kilkanaście dni później, w czasie wizyty premiera Wena w Niemczech, zainaugurowano pierwsze chińsko-niemieckie konsultacje międzyrządowe. Niemcy są pierwszym europejskim krajem, który osiągnął taki status w kontaktach z Chinami.

Jeśli będziemy prowadzić jakąkolwiek politykę wobec Chin - prędzej czy później, wobec wzrostu znaczenia tego kraju, będzie to nieuniknione - będzie miała ona jakiś związek z naszym największym partnerem, z którym jesteśmy gospodarczo ściśle związani (kilkadziesiąt procent naszej wymiany handlowej to kontakty z Niemcami).

Oczywiście taka sytuacja może rodzić pewne obawy. Jak słusznie zauważał w jednym z komentarzy dot. tej debaty Zyggi,  nasz eksport do Chin jest 88 razy mniejszy od niemieckiego, nasza gospodarka jest znacznie mniej innowacyjna, rejestruje ok. 200 razy mniej patentów niż niemiecka. Nasza wymiana handlowa z Chinami jest także ok 10 razy mniejsza niż Niemiec (która po wizycie Wena ma się zwiększyć ze 130 mld do 200 mld EUR). Ale może dzięki temu  nasze gospodarki staną się komplementarne i zajmiemy się w kontaktach z Chinami czymś innym, np. rolnictwem.

Inną drogą idą nasi bratankowie Węgrzy. Wiktor Orban, którego europejska opinia publiczna chce hospitalizować, otwarcie mówi o upadku Zachodu, a w czasie konferencji prasowej na powitanie premiera Chin stwierdził, iż wzrost znaczenia Chin i zmiany, jakie powodują  one w światowej gospodarce, nie są epizodem, ale mają charakter trwały. Dlatego liczy on na długofalowe strategiczne partnerstwo, które będzie dłuższe niż jego czas w polityce, chociaż ten... też nie będzie krótki. Gdy 6 czerwca Wen Jiabao podjął decyzję o włączeniu Węgier w swoją europejskie tournee, doskonale przygotowany Victor Orban tylko na to czekał (już jesienią zeszłego roku utworzył specjalny urząd komisarza ds. kontaktów z Chinami). W czasie wizyty uzyskał dużo więcej niż list intencyjny na dostawę niezbędnej Chinom energii i umowę na szkolenie polskich studentów przez chiński koncern. Był to miliard kredytu na węgierskie inwestycje w Chinach, obietnice finansowania węgierskiego długu publicznego, a także 12 umów, w tym takich jak ustanowienie siedziby Huawei  tej samej która będzie szkolić polskich studentów Politechniki, niewykluczone że w Budapeszcie, bo na Węgrzech będzie znajdować się jej siedziba na Europę Wschodnią) oraz stworzenie specjalnego centrum biznesowo-logistycznego i strefy handlowej Chiny- Europa Środkowa w Budapeszcie. Na dokładkę Chińczycy z Covec, z którymi nie byliśmy w stanie się dogadać, będą rozbudować lotnisko w Budapeszcie, a inne chińskie firmy modernizować węgierską kolej.

Środowe podpisanie umów, zostało oczywiście ogłoszone jako wielki sukces. Mówi się o tym że Chiny nie tracą zainteresowania Polską, że biznes to biznes itd. Jest w tym część racji- jeśli Chińczycy uznają że coś im się opłaca to pewnie wrócą. Tak na przykład może być z Hutą Stalowa Wola, która miała odgrywać istotne znaczenie w chińskim Liu Gong i produkować na rynki afrykańskie i południowoamerykańskie (gdzie chińskie firmy są bardzo aktywne), a z którą teraz chwilowo zawieszono rozmowy. Jednakże nie ulega wątpliwości że podpisanie skromnych umów w tym samym czasie, kiedy Ukraina i Węgry podpisują kilkanaście olbrzymich kontraktów, zamyka pewna epokę. Polska była zainteresowana jedynie 50 km taniej autostrady, a nie rozwojem ożywionych stosunków politycznych, gospodarczych, handlowych, kulturalnych z Chinami obliczonych na perspektywę dłuższą niż 27 czerwca 2012 roku ( wtedy zostanie rozegrany półfinałowy i ostatni w Polsce mecz Euro 2012). Wykorzystali to Węgrzy, którzy zastąpili nas w roli strategicznego partnera Chin w Europie Wschodniej. Czas pokaże jak na tym wyjdą i jak wyjdzie Polska, bo konsekwencji czerwcowo-lipcowej sekwencji wydarzeń AD 2011 trudno teraz przewidywać. Warto jednak obserwować i Polskę i Węgry, by porównać, który kraj w ostatnich tygodniach dokonał lepszych wyborów. Bez wątpienia będą one miały długofalowe konsekwencje.

Autor: Radosław Pyffel

Tekst ukazał się pierwotnie na portalu www.polska-azja.pl.

Zainteresował Cię artykuł?

tagi: Chiny

Komentarzy: 12

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

Chińczycy zagrozili kartelowi firm budujących najdroższe na świecie polskie drogi i za to zostali ukarani przez kartel ukarani. Oczywiście gdybyśmy mieli rzad który rzeczywiście sprawuje jakąś władzę, to odpowiednie służby w trosce np. o stosunki Polsko-Chińskie powinny zadziałać tak, aby ten kontrakt się udał. Niestety nasz rząd marionetek może sobie politykę uprawiać ale tylko w takim zakresie jak mu wielki biznes pozwoli. Inaczej zostanie zdmuchnięty ze sceny politycznej w trybie natychmiastowym.

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

Uznanie dla Pana ,ze potrafił się przyznać do błędu a to się nie zdarza w Polsce często.Errare humanum est.

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

Ja bym tam wezwał ambasadora Chin na dywanik, niech wie ,że Europa pod nasza prezydencją to potęga.

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

fajnie, fajnie ubrał pan to w takie fajne słówka a problem sprowadza się do tego że "polscy" decydenci czekali kiedy chińczycy wywdzięcza się w neseserze a oni jak to ciemnota nic z tego nie kumali. z ciemniakami interesów nie prowadzimy

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

Tekst bardzo ciekawy, ale poniższe zdanie: "Na dokładkę Chińczycy z Covec, z którymi nie byliśmy w stanie się dogadać, będą rozbudować lotnisko w Budapeszcie, a inne chińskie firmy modernizować węgierską kolej." świadczy o krótkowzroczności naszych węgierskich "braci". Przecież jeszcze niedawno wszystkie media trąbiły o tym, że praktycznie wszędzie na świecie firma Covec miała problem z realizacją kontraktów budowlanych. Donoszono o nieudolności polskich służb specjalnych które nie uprzedziły o tym naszych decydentów. Czyżby Węgrzy wprost powielali nasze błędy, nie bacząc na polskie doświadczenia?

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

Nie jest wielka tajemnica ze Chinczycy zazadali oficjalnych przeprosin ze strony Polskeigo Rzadu i wyplacenia odszkodowan dla Covexu

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

"Badacz Netu" wydaje się mieć rację. Chiny nie odpowiadają naszym standardom i oczekiwaniom w sferze wartości i wolności. Chiny uświadamiają jednak Europie jej zgniliznę. Europa już od wielu lat dąży do unicestwienia. Nasza obecna władza pragnąc synekur dla siebie dąży do zerwania z gospodarkami wolnorynkowymi niezależnymi od Niemiec. Idą ciężkie czasy.

Zgłoś nadużycie

Obawiam sie ze z zamordysttycznym ale uczciwym do szpiku kosci systemem chinskim zajechalibysmy duzo dalej niz z nasza smierdzaca "unijna demokracja"

Odpowiedz Zgłoś nadużycie

Polski rząd popełnił błąd, powinien się dogadać z COVEC i znaleźć jakieś wyjście z sytuacji, bo powinni patrzeć długofalowo na stosunki polsko - chińskie. Inna sprawa, że może zostali wykorzystani (wykonali brudną robotę) przez zachodnie firmy budowlane, by przy pomocy Polski (użytecznego idioty) pozbyć się taniej konkurencji chińskiej. Oni pozbyli się konkurenta, my dostaniemy po łbie...

Zgłoś nadużycie

Chinczycy NIGDY nie daruja zniewagi jakiej tu doznali. A pamiec maja wyjatkowa dluga i sa do szpiku kosci uczciwi w biznesie. Dozyjemy czasow kiedy nasz premier / prezydent bedzie blagal ich o litosc na kolanach a oni powiedza jedno slowo COVEC

Zgłoś nadużycie

Zgadzam się, dla nich to ZNIEWAGA, nie byłem w Chinach, nie znam chińskiego, ale na podstawie "literatury" też tak uważam, że oni tego nie zapomną Polsce... Strzeliliśmy sobie w stopę...

Zgłoś nadużycie

Inna sprawa, ze któryś z naszych obecnych "przyjaciół" (raczej ze wschodu) mógł w tym maczać palce: zobaczyli, że Chińczycy wchodzą do Polski, chcą robić coraz więcej interesów w naszym kraju, co naszym przyjaciołom nie w smak, no i stało się co się stało...

Najnowsze